Spis Treści



Pobieranie 1.12 Mb.
Strona21/60
Data28.04.2016
Rozmiar1.12 Mb.
1   ...   17   18   19   20   21   22   23   24   ...   60

Kapitalizm

Moi koledzy poszli w biznesy D G D


Poprzestał słuchać ich naród. A
Moim kolegom pęcznieją kiesy, (2x) G D
A ja zostałem sam (2x) A A7 G A
Z gitarą. D

Jak kapitalizm, to kapitalizm. G A


Jesteśmy wielcy, byliśmy mali. D D7
"Pierwszą brygadę" w radiu nadali,
Jakąś ulicę przemianowali.
Jak kapitalizm to kapitalizm,
Żyda z ubekiem w lesie złapali.
Kościół podobno chcieli podpalić,
Aż strach pomyśleć co będzie dalej, (2x)

Mają hurtownie pełne towarów


I sekretarki jak łanie.
Stałą przepustkę do wszystkich barów, (2x)
Nie muszą chodzić tam, (2x)
Gdzie taniej.

Każdy zbuduje willę i basen,


Normalna przecież to sprawa.
I tylko jakoś smutno mi czasem, (2x)
Że nie mam z nimi o, (2x)
Czym gadać.

Jak kapitalizm, to kapitalizm


Szablą weźmiemy co nam zabrali.
Jesteśmy mali, byliśmy mali,
Żebyśmy tylko się doczekali. (2x)

Majster Bieda



D G fis e A D
Skąd przychodził kto go znał, D G
Kto mu rękę podał kiedy. D G A
Nad rowem siadał wyjmował chleb, D A
Serem przekładał i dzielił się z psem. fis h
Tyle wszystkiego co z sobą miał A G fis e
Majster Bieda A D G fis e A D

Czapkę z głowy ściągał gdy,


Wiatr gałęzie chylił drzewom.
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd,
Drogę bez końca co przed nim szła
Znał jak pięć palców jak szeląg zły
Majster Bieda

Nikt nie pytał skąd się wziął,


Gdy do ognia się przysiadał.
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch,
Znużony drogą wędrowiec boży.
Zasypiał długo gapiąc się w noc
Majster Bieda

Aż nastąpił taki rok, D G


Smutny rok tak widać trzeba. D D7 G A
Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną, D A
Miejsce gdzie siadał zielskiem zarosło. fis h
I choć niejeden wytężał wzrok, A G
Choć lato pustym gościńcem przeszło. A G
Z rudymi liśćmi jesieni schedą A G
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość, A G
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość, A G
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość A G A
Majster Bieda D G fis e A D

Moi przyjaciele

Kiedy was nie ma, to jakby nagle D h


Zabrakło w moim życiu muzyki. e A
Kiedy was nie ma, to czas mnie straszy,
Że przeminę, że będę chwilą.
Kiedy was nie ma, to jakby niebo
Chciało się rozstać na zawsze ze słońcem.
Kiedy was nie ma to dosyć mam wszystkiego
I chciałbym stąd na zawsze odejść

Moi przyjaciele (3x) D h e A


Bądźcie zawsze ze mną.
Moi przyjaciele (2x)
Z wami wiem, że wszystko mogę,
Że wystarczy tylko chcieć.

Jak mam wyśpiewać, jak mam dziękować,


By wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma.
Przytulam do was moją miłość
I wdzięczność swą w modlitwę zamieniam.
Milion aniołków narysuję
I wszystkie dla was postrącam z nieba.
Dom na drzewie wybuduję
I zagram dla was kiedy trzeba


Miejcie nadzieję

Miejcie nadzieję nie tę lichą marną, a E a


Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera, C G7 E
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno F G a
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera. d E a

Miejcie odwagę nie tę jednodniową,


Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska.
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę nie tę tchnącą szałem,


Która na oślep leci bez oręża.
Lecz tę co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,


Przestańmy ciągłym, lamentem się poić.
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.

Lecz nie przestańmy czcić świętości swojej


I przechowywać ideałów czystość.
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

Nie chodź tam

Tak smutno patrzysz przez otwarte okno a e7


Już się latarnie w mieście zapalają. F7+ C
I nic nie mówisz, patrzysz tylko w dół - F7+ D
Nie chodź tam, gdzie uliczny, obcy tłum. a F G C


Usiądź tu, obok mnie w fotelu F G C
Słonecznikowe pestki gryźć, F G C
A ja piosenkę Ci zanucę F E a F
Tę którą słuchać chciałabyś. F C G C
Nie strącaj z biurka kałamarza,
Nie zrywaj z kalendarza dni.
Jeśli nie lubisz tej piosenki
Inną, ładniejszą zagram Ci.

Zasnęło słońce gdzieś za antenami.


Wyłażą koty z piwnic i śmietników.
Zadzwonił tramwaj - już ostatni kurs.
Nie chodź tam, puste place, zniknął tłum.

A kiedy przyjdziesz do mnie znów pojutrze,


Popatrzysz smutno przez okno otwarte.
Wsłuchasz się w miasta przedwieczorny szum,
Powiem Ci - nie chodź tam, gdzie obcy tłum.

Siądziesz tu, obok mnie w fotelu


Słonecznikowe pestki gryźć,
A ja piosenkę Ci zanucę
Tę którą słuchać chciałabyś
Może kałamarz strącisz z biurka,
Lub z kalendarza zerwiesz dzień.
Może już lubisz tę piosenkę,
A może nawet lubisz mnie.

Pejzaże Harasymowiczowskie

Kiedy stałem w przedświcie, a Synaj G D


Prawdę głosił przez trąby wiatru, C e
Zasmreczyły się chmur igliwiem G D
Bure świerki o góry wsparte. e C D
I na niebie byłem ja jeden
Plotąc w pieśni warkocze bukowe.
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę Lackowej.

I był Beskid i były słowa G C G


Zanurzone po pępki w cerkwi baniach G C D
Rozłożyście złotych, D
Smagających się wiatrem do krwi. C D G

Moje myśli biegały końmi


Po niebieskich mokrych połoninach.
I modliłem się złożywszy dłonie
Do gór, do Madonny brunatnolicej.
A gdy serce kroplami tęsknoty
Jęło spadać na góry sine,
Czarodziejskim kwiatem paproci
Rozgwieździła się Bukowina.





1   ...   17   18   19   20   21   22   23   24   ...   60


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna