Stary testament stworzenie świata



Pobieranie 363.79 Kb.
Strona1/7
Data04.05.2016
Rozmiar363.79 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7
STARY TESTAMENT

STWORZENIE ŚWIATA

Rdz 1-2


Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. W niebie wszystko było piękne, mieszkał w nim Bóg w otoczeniu aniołów. Ale na ziemi nie było jeszcze niczego, było ciemno i cała ziemia zalana była wodą. Wtedy Bóg rzekł:

- Niech się stanie światłość!

I stało się tak, jak Bóg rozkazał. Potem nadszedł wieczór i ziemia znowu pogrążyła się w ciemnościach. Bóg powiedział:

- Porę, kiedy jest jasno, nazwiemy dniem, a ciemność – nocą.

I tak upłynął dzień pierwszy.

Drugiego dnia Bóg powiedział:

- Niechaj niebo rozciąga się nad ziemią!

I po błękitnym niebie popłynęły białe obłoki. Bóg widział, że to, co stworzył, było dobre i piękne. I minął drugi dzień.

Cała ziemia ciągle zalana była wodą. Trzeciego dnia Bóg osuszył jedną jej część i nazwał ją lądem, a wodę nazwał morzem. I rozkazał:

- Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona.

I tak się stało . Na ziemi wyrosły trawy, kwiaty i drzewa. Ziemia stała się piękna.

Czwartego dnia Bóg stworzył słońce, księżyc i gwiazdy. Słońce od rana świeciło na niebie, a wieczorem nikło za horyzontem. Wtedy ukazywał się księżyc i gwiazdy, gdyż Bóg powiedział:

- Słońce ma świecić w dzień, a księżyc nocą.

Piątego dnia Bóg stworzył ryby i ptaki, a szóstego – zwierzęta. A wreszcie rzekł Bóg:

- Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył. I Bóg wdział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.

Pierwszemu mężczyźnie dał na imię Adam. Polecił mu panować nad całym stworzeniem, ale powiedział mu, że musi być posłuszny Bogu.

I tak minął dzień szósty.

Siódmego dnia Bóg odpoczął po pracy, ponieważ ukończył dzieło stworzenia.

ADAM I EWA

Rdz 2-3
Adam przebywał w ogrodzie zwanym Eden albo raj. To Bóg stworzył ten ogród i dał go Adamowi, aby tu mieszkał. Bóg także tu przebywał i opiekował się Adamem jak ojciec dzieckiem, bo chciał, żeby był on szczęśliwy. Świadomość bliskości Boga sprawiała Adamowi ogromną radość.

Bóg polecił Adamowi opiekować się tym pięknym ogrodem i pozwolił mu jeść owoce ze wszystkich drzew – poza jednym. Drzewo to, rosnące w samym środku raju, nazywało się drzewem znajomości dobra i zła.

- Możesz jeść do woli owoce ze wszystkich drzew, z wyjątkiem tego jednego. Jeśli bowiem zjesz jego owoc, umrzesz – powiedział Bóg.

Adam był posłuszny Bożemu nakazowi.

Potem Pan Bóg rzekł:

- Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc.

I Bóg przyprowadził do Adama wszystkie zwierzęta, by nadał im imiona. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak Adam dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom podniebnym i wszelkiemu zwierzęciu dzikiemu, ale nie znalazła się odpowiednia dla niego pomoc.

Wtedy Bóg zesłał na Adama głęboki sen. A gdy Adam spał, Bóg wyjął jedno z jego żeber i zbudował z niego kobietę, Ewę. Gdy przyprowadził ją do Adama, ten zachwycony zawołał:

- Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu.

Uszczęśliwiony Adam zabrał Ewę do ogrodu i wszystko jej pokazywał, także to drzewo, z którego nie wolno im było jeść owoców. Było im ze sobą dobrze i żyli szczęśliwi. Nie znali żadnego cierpienia, nigdy nie chorowali. Żyli blisko Boga, On był ich Ojcem, oni jego dziećmi. Nigdy potem żaden człowiek na ziemi nie był tak szczęśliwy, jak oni wtedy.

Ale pewnego dnia wszystko się zmieniło!

Ewa podeszła do drzewa, z którego nie wolno im było jeść owoców. Wtedy usłyszała czyjś głos. Przystanęła zaciekawiona i nagle spostrzegła węża.

- Czy to prawda – zapytał wąż – że nie wolno wam jeść owoców z żadnego drzewa?

- Ależ skąd! – odpowiedziała Ewa. – Wolno nam jeść owoce z wszystkich drzew z wyjątkiem tego jednego. Gdybyśmy zjedli – umrzemy. Tak powiedział Bóg.

Wtedy wąż szepnął:

- Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Będziecie tak mądrzy i potężni, jak On sam.

I Ewa posłuchała węża. Wydało jej się, że owoce z tego drzewa są dobre do jedzenia, że są rozkoszą dla oczu i nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała więc owoc z drzewa i zjadła. Potem dała Adamowi i on zjadł również. Nie posłuchali Boga – i natychmiast przekonali się, że wąż kłamał, bo poczuli się nieszczęśliwi, smutni i wystraszeni. Zawstydzili się też, zauważywszy, że są nadzy. Spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Nieco później, w szumie wieczornego wiatru usłyszeli głos Boży. Ten głos, zawsze dotąd wywołujący radość, teraz tak ich przeraził, że śpiesznie ukryli się w krzakach, mając nadzieję, że Bóg ich tam nie znajdzie. On jednak widzi wszystko, więc dojrzał ich wśród krzaków i zawołał:

- Adamie, gdzie jesteś?

A gdy oni podeszli, bojąc się podnieść oczy, Bóg zapytał:

- Czy jedliście owoc z tego drzewa?

Adam odpowiedział:

- Tak, Panie, niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem.

A Ewa powiedziała:

- To wąż mnie do tego namówił.

Wówczas Pan Bóg rozgniewał się na węża, a jeszcze bardziej na nieprzyjaciela, który to spowodował. Tym nieprzyjacielem jest szatan, który zazdrości Bogu i chce niszczyć Jego piękne dzieło.

Adam i Ewa nie mogli już dłużej przebywać w pobliżu Boga, bo okazali się nieposłuszni. Musieli opuścić raj.

Ale Bóg nadal ich kochał. Obiecał im, że kiedyś wszystko się odmieni. Ewa będzie miała dzieci, a pewnego dnia zjawi się na świecie Dziecko, które okaże się silniejsze od szatana. Kiedy przyjdzie Pan Jezus, ludzie zamieszkają blisko Boga, w niebie, gdzie jest jeszcze piękniej niż w raju.

Bóg powiedział do węża:

- Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.

Do Ewy rzekł:

- W bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Zaś do Adama powiedział:

- Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść, przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: cierń i oset będzie ci ona rodziła, w pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz.

Bóg dał Adamowi i Ewie odzienie ze skór zwierzęcych, musieli oni jednak opuścić raj bezpowrotnie, bo anioł stojący przy wejściu nikogo nie wpuszczał.

KAIN I ABEL

Rdz 4
Z powodu nieposłuszeństwa człowieka Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Mężczyzna zbliżył się do swej żony Ewy, a ona poczęła i urodziła Kaina, a potem urodziła jeszcze drugiego syna, Abla. Gdy dorośli, Abel został pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Adam często im powtarzał, że wszystko zawdzięczają Bogu. Dlatego chcieli podziękować Panu za Jego dary – postanowili złożyć Mu ofiarę. Każdy zbudował ołtarz z kamieni. Abel złożył na swoim ołtarzu w ofierze najpiękniejszą owieczkę. Modlił się.

- Panie Boże, składam Ci tę owieczkę, którą otrzymałem od Ciebie, aby wyrazić, jak bardzo jestem Ci wdzięczny i jak Cię kocham.

Bóg przyjął jego ofiarę i Abel poczuł się bardzo szczęśliwy.

Także Kain złożył Bogu ofiarę – część swego zboża zebranego z pola. To Bóg sprawił, że zboże wyrosło. Kain jednak myślał:

- Sam siałem, sam troszczyłem się, by zboże wyrosło, więc właściwie za co mam dziękować Bogu?

Bóg znał jego myśli, wiedział, że Kain Go nie kocha. Dlatego nie przyjął jego ofiary. Kain od razu to zauważył i rozgniewał się na Boga, a także na Abla, gdyż mu zazdrościł. I chodził Kan z ponurą twarzą. Pan zapytał go:

- Dlaczego jesteś smutny? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować.


Pewnego dnia Kain rzekł do Abla:

- Chodźmy na pole!

Gdy znaleźli się sami, rzucił się na brata i zabił go. Wtedy Bóg zapytał Kaina:

- Gdzie jest brat twój , Abel?

- Nie wiem, nie jestem stróżem mego brata! – bezczelnie skłamał Kain.

Wtedy Bóg powiedział:

- Za to, co uczyniłeś, nie otrzymasz więcej zbiorów ode mnie i nie wolno ci tu zostać. Będziesz teraz tułaczem i zbiegiem na ziemi. Jednak dam ci znamię na czoło, aby nikt, kto cię spotka, nie mógł cię zabić, bo doświadczy mojej pomsty.

Kain odszedł od Pana i zamieszkał na wschód od Edenu.

Potem Ewa urodziła jeszcze jednego syna, bardzo podobnego do Abla. Dała mu na imię Set. Tak samo jak Abel kochał on Pana Boga.

NOE

Rdz 6-8
Kiedy Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, zasmucił się i rzekł:

- Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta i ptaki.

Tylko Noego Pan darzył życzliwością, ponieważ Noe wyróżniał się prawością i nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi.

Noe miał trzech synów: Sema, Chama i Jafeta.

Pewnego dnia Pan polecił Noemu zbudować arkę z drzewa żywicznego, wytłumaczył dokładnie, jak ma ona wyglądać i zapowiedział, że sprowadzi na ziemię potop, by zniszczyć wszystko, co istnieje na ziemi. Powiedział mu:

- Z tobą zawrę przymierze. Wejdź przeto do arki z synami twymi, z żoną i z żonami twych synów. Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały waz z tobą od zagłady. Nabierz sobie także wszelkiej żywności, aby była na pokarm dla ciebie i na paszę dla zwierząt.

I Noe wykonał wszystko tak, jak Bóg polecił mu uczynić.

Gdy wszyscy weszli do arki, wtedy Pan Bóg zamknął za nimi jedyne do niej drzwi. Jeszcze przez tydzień arka stała nieruchomo, a potem ciężkie chmury zasnuły niebo, słońce znikło i wydawało się, że zapadła noc. I nagle lunął taki deszcz, jakiego jeszcze nigdy nie było. Padało bez przerwy przez czterdzieści dni. Strumienie wody waliły z łoskotem o ziemię. Ulewa ani na chwilę nie ustawała.

Ogromny statek spokojnie stał w ciemnościach. Nagle arka drgnęła i uniosła się na wodzie, pchana przez wiatr do przodu. Nikt z ludzi znajdujących się w arce nie wiedział, dokąd płyną. To Bóg nadawał bieg arce i On się nią opiekował.

Ulewa nie ustawała. Woda zalewała ziemię. Wkrótce najwyższe drzewa i góry znalazły się pod wodą. Dopiero wtedy Bóg wstrzymał ciemne chmury. Deszcz ustał, słońce znów zaczęło świecić. Ale ziemi nie było już widać. Wszędzie rozciągało się ogromne morze. Wszystkie zwierzęta i ludzie wyginęli.

Arka ciągle unosiła się na wodzie, a w niej osiem ocalonych osób i mnóstwo zwierząt, które wkrótce miały zapełnić ziemię.

Arka pływała po morzu przez sto pięćdziesiąt dni, aż pewnego dnia uderzyła o coś dnem i stanęła. Noe poczekał, aż wody niżej opadną i stwierdził, że arka uderzyła o jakąś górę. Była to góra Ararat. Noe wypuścił przez okno wielkiego czarnego kruka. Ptak poleciał bardzo daleko i już nie wrócił. Wtedy Noe wypuścił z arki gołębicę. Latała przez cały dzień, ale nie znalazła pożywienia i wieczorem wróciła zmęczona do arki. Nie mogła jeszcze żyć na ziemi. Po tygodniu Noe wypuścił ją ponownie. Tym razem wróciła wieczorem, niosąc w dziobku listek zerwany z drzewa.

Gdy tydzień później Noe wypuścił ją znowu, gołębica nie wróciła. Znalazła sobie pożywienie. Wtedy Noe usłyszał głos Boga:

- Wyjdź z arki, ty, twoja żona, synowie i zwierzęta.

Wyszli więc z arki i nareszcie zobaczyli ziemię. Wszędzie zieleniła się odrastająca trawa, pachniały kwiaty, ptaki wiły gniazda, zwierzęta rozbiegły się w różnych kierunkach, daleko od arki.

Noe złożył Bogu ofiarę i wraz z żoną i dziećmi dziękowali Bogu za ocalenie. Bóg widział ich radość i wdzięczność. Obiecał wtedy, że nigdy więcej nie ześle na ziemię tak strasznej powodzi. I na znak tej obietnicy umieścił na niebie piękny, różnobarwny łuk – tęczę.

BABEL

Rdz 10-11


Potomkowie Noego zapełnili ziemię. Byli jedną wielką rodziną i mówili w tym samym języku. Pewnego dnia rzekli:

- Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób zdobędziemy sobie imię, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi.

Wpadli w dumę, myśląc, że są równi Bogu. Wtedy Pan rzekł:

- Zejdźmy i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego, bo w przeciwnym razie w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić.

I w ten sposób Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi; nie byli w stanie się porozumiewać i nie dokończyli budowy miasta ani wieży. Dlatego nazwano je Babel, to znaczy „brak zrozumienia”. To w tym miejscu wzięły początek języki wszystkich narodów ziemi.

ABRAHAM

Rdz 12-15


W Ur chaldejskim mieszkał pewien bogaty człowiek, właściciel wielkich stad owiec, bydła, osłów i wielbłądów. Był on już dość stary, nie miał jednak dzieci i bardzo cierpiał z tego powodu. Pewnego dnia Bóg powiedział mu:

- Abrahamie, wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem, przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi.

Abraham uwierzył Bogu i był Mu posłuszny. Zabrał ze sobą swoją żonę Sarę, bratanka Lota, służbę i cały dobytek, jaki posiadali, i udał się w drogę.

Gdy zapadał wieczór, ludzie rozbijali namioty, by w nich ułożyć się na spoczynek, a rankiem ruszali dalej.

Pewnego dnia stanęli ze swoimi stadami nad rzeką. Poszukali brodu i przeszli na drugi brzeg. I tak znaleźli się w kraju obiecanym przez Boga. Była to piękna kraina, cała w kwiatach, pełna wspaniałych owoców. Nazywała się Kanaan.

Pan Bóg powiedział:

- Abrahamie, ten kraj dam twoim dzieciom.

I chociaż Abraham nie miał dzieci i był już stary, uwierzył Bogu.

- Nie wiem, jak to się stanie, ale On wie. To, co Bóg mówi, zawsze się spełnia – pomyślał.

Ta ufność sprawiła, że Abraham czuł się szczęśliwy. Złożył Bogu ofiarę, aby okazać swą wdzięczność i radość.


Abraham i Lot dobrze się czuli w nowym kraju, mieli jednak już tak wielkie stada owiec, bydła, osłów i wielbłądów, że nie starczało dla nich trawy. Abraham zabrał więc swojego bratanka Lota na wysoką górę, skąd widać było całą krainę, i powiedział:

- Nie możemy już tutaj być dłużej razem. Wybierz sobie miejsce, dokąd chciałbyś odejść. Jeśli pójdziesz w prawo, ja pójdę w lewo. Jeżeli ty pójdziesz w lewo, ja udam się w prawo.

Lot rozejrzał się dokoła i aż oczy mu zabłysły, gdy ujrzał na równinie śliczny zakątek z bujną trawą, na której będzie mógł wypasać jeszcze więcej bydła niż dotąd. Stanie się jeszcze bogatszy, niż jest teraz! Niedaleko stamtąd leżały dwa miasta, Sodoma i Gomora, a w nich mieszkali bardzo okrutni i niemoralni ludzie. Lot jednak zdecydował, że wybiera tę właśnie część kraju, i powędrował do Sodomy. I choć wziął dla siebie lepszą część, Bóg zapewnił Abrahama:

- Później dam tę ziemię twoim dzieciom. Twoje potomstwo będzie tak liczne, jak ziarnka piasku!

Abraham przybył pod miasto Hebron na południu Kanaanu, gdzie były dęby Mamre. Osiedliwszy się tam, zbudował ołtarz dla Pana.

Upływały jednak lata, a Abraham i Sara nadal nie mieli dzieci. Czasami myśleli, że to nigdy nie nastąpi. Pewnej nocy Bóg rzekł do Abrahama:

- Nie obawiaj się, twoja nagroda będzie sowita! Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić. Tak liczne będzie twoje potomstwo.

Abraham uwierzył i Pan poczytał mu to za sprawiedliwość.



ISMAEL

Rdz 16
Abraham i Sara długo czekali na obiecanego syna. Ale lata mijały, a dziecka nie było. Sara wpadła więc na pomysł, że to może Hagar, jej niewolnica, ma urodzić Abrahamowi syna. Sara przecież była już naprawdę stara, w tym wieku żadna kobieta nie rodzi już dzieci.

Abraham posłuchał żony. I rzeczywiście Hagar na kolanach swojej pani urodziła synka. Zgodnie ze zwyczajami, które wtedy panowały, tak urodzone dziecko zostało uznane za potomka Abrahama i Sary. Chłopca nazwano Ismael. Urósł on na dzielnego chłopaka i stał się ulubieńcem Abrahama. Hagar zaczęła lekceważyć swoją panią. Stawała się coraz bardziej pewna siebie i chętnie zajęłaby miejsce Sary. Sara wiele cierpiała z powodu swojej niewolnicy.

ABRAHAM I LOT

Rdz 18
Abraham mieszkał w namiocie wśród gór Kanaanu, Lot zaś w domu, w Sodomie.

Pewnego dnia Bóg posłał wysłańców z wiadomościami do każdego z nich. Dla Abrahama nieśli radosną wieść, dla Lota smutną.

Dzień był upalny, ale namiot Abrahama stał w zacienionym miejscu, pod dębami Mamre, i panował w nim przyjemny chłód. W pewnej chwili Abraham dojrzał trzech biało ubranych ludzi wędrujących drogą. Wyszedł im na spotkanie, uprzejmie zapraszając do siebie.

- Wstąpcie, proszę, na chwilę do mnie – rzekł. – Odpocznijcie, zjedzcie coś i napijcie się.

Goście weszli, a Abraham usługiwał im, jak umiał najlepiej, nie wiedząc jeszcze, kim są. W pewnej chwili jeden z podróżnych powiedział:

- Wiedz, Abrahamie, że gdy wrócę tu za rok, twoja żona Sara będzie miała syna.

W tym momencie Abraham zrozumiał, kto siedzi naprzeciwko niego. To sam Bóg przybył tu w towarzystwie dwóch aniołów, by mu przynieść dobrą wiadomość!

Sara nie wiedziała, że to Bóg rozmawia z Abrahamem. Była blisko w namiocie i usłyszała, co powiedział przybysz. Jednak od dawna już nie wierzyła, że będzie miała dziecko – była na to za stara. Toteż teraz zaczęła się śmiać. Wtedy usłyszała głos Boży:

- Dlaczego Sara się śmieje? Czy dla Boga istnieje coś niemożliwego?

Sara przeraziła się i skłamała ze strachu:

- Wcale się nie śmiałam!

Bóg jednak powiedział:

- Nie kłam, Saro, śmiałaś się! A jednak to, co zapowiedziałem, spełni się.


Trzej przybysze wstali i skierowali się ku wyjściu. Abraham odprowadził ich na wzgórze, skąd widać było Sodomę i Gomorę. Bóg powiedział:

- Udaję się do Sodomy i Gomory, aby sprawdzić, czy ich mieszkańcy nadal postępują tak niegodziwie. Jeśli się nie zmienili, zniszczę ich miasta.

Abraham bardzo się zmartwił, bo w jednym z tych miast mieszkał Lot. Zapytał więc pokornie Boga:

- Panie, czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? A jeśli znajdzie się tam pięćdziesięciu ludzi sprawiedliwych?

Bóg odparł:

- Jeżeli znajdę tam pięćdziesięciu sprawiedliwych, daruję miastu.

Abraham zapytał ponownie:

- A jeżeli będzie tylko czterdziestu pięciu?

- I w tym wypadku nie zniszczę miasta – odpowiedział Bóg.

- Być może będzie ich tylko czterdziestu?

- Nawet wtedy nie ukarzę miasta.

- A jeżeli nie będzie więcej niż trzydziestu?

- Wtedy także nic nie zrobię – odparł Bóg.

- O Panie! – zawołał Abraham. – Nie gniewaj się na mnie, ale może nie znajdzie się tam więcej niż dwudziestu takich, którzy Ciebie kochają?

- Nie zniszczę miasta, jeśli znajdę tam chociaż dwudziestu ludzi, którzy Mnie kochają – odpowiedział Bóg.

Abraham nie śmiał pytać dalej, zdobył się jednak na odwagę i raz jeszcze się odezwał:

- Panie, a jeżeli nie znajdzie się tam więcej niż dziesięciu sprawiedliwych?

Usłyszał odpowiedź Boga:

- Jeżeli znajdę choć dziesięciu – nie zniszczę Sodomy ze względu na nich.

Gdy Abraham podniósł oczy, zobaczył, że jest sam. W oddali dostrzegł tylko dwóch wysłańców zmierzających w stronę Sodomy. Wracał do domu smutny, ale gdy tylko ujrzał żonę, odzyskał radość. Oboje wiedzieli, że dziecko, którego od tak dawna oczekiwali, niedługo się narodzi.



ZNISZCZENIE SODOMY I GOMORY

Rdz 19
Gdy wysłańcy dotarli do Sodomy, zapadał już wieczór. Przy bramie miasta siedzieli jego mieszkańcy, a wśród nich Lot. Ujrzawszy przybyszów, Lot pomyślał:

- Muszę się nimi zaopiekować. Mieszkańcy Sodomy są tak źli, że jeszcze mogliby ich skrzywdzić.

Zabrał ich więc do siebie, ugościł i powiedział, że mogą u niego przenocować.

Tymczasem mieszkańcy Sodomy otoczyli dom Lota ze wszystkich stron i wołali:

- Locie, gdzie są ci twoi cudzoziemcy? Otwieraj natychmiast! Teraz my się nimi zajmiemy!

Lot wyszedł z domu i zawołał:

- Nie krzywdźcie ich! Przecież nic złego wam nie zrobili!

Ale oni krzyczeli coraz głośniej:

- Chodź bliżej, skoro jesteś taki odważny, a i ciebie nauczymy rozumu!

Aniołowie prędko wciągnęli Lota do domu i zaryglowali drzwi. A gdy mieszkańcy Sodomy chcieli je wyłamać, Bóg poraził ich ślepotą. Szukali po omacku, ale nigdzie nie mogli odnaleźć wejścia. W końcu rozeszli się do domów. Wtedy aniołowie wyjaśnili Lotowi, po co przyszli. Powiedzieli, że Sodoma i Gomora będą zniszczone, a ich mieszkańcy zginą.

- Ty, Locie, nie zginiesz – dodali – ale musisz natychmiast uciekać stąd w góry wraz z żoną i córkami.

Lot był zdruzgotany. Nie chciał się stąd ruszać. Zbyt był przywiązany do swego domu i wszystkiego, co posiadał.

Na dworze rozwidniło się. Noc minęła i nadchodził dzień kary.

- Uchodź śpiesznie, Locie – usłyszał głos aniołów. – Pośpiesz się, bo zginiesz i ty.

Ale Lot zwlekał. Wówczas aniołowie ujęli go pod ręce i pociągnęli za sobą, a wraz z nim jego żonę i obie córki. Wyszli z domu, przeszli przez miasto i znaleźli się poza jego murami.

- A teraz uchodź, abyś ocalił swe życie! Tylko nie oglądajcie się za siebie, bo zginiecie!

Lot, jego żona i córki uciekali w popłochu. Za nimi zaczynała trząść się ziemia. Z nieba spadał deszcz ognia i siarki, domy stawały w płomieniach. W jednej chwili ziemia rozstąpiła się, miasto zapadło w otchłań, a na jego miejscu wystąpiło morze. Dziś nazywa się ono Morzem Martwym.

Wszyscy mieszkańcy Sodomy zginęli. Tak zostali przez Boga ukarani za swoje grzechy. Lot jednak ocalał, jego córki również. Tymczasem żona Lota zatrzymała się i obejrzała za siebie – tak bardzo była przywiązana do swojego majątku. To, co zobaczyła, było tak straszne, że skamieniała z przerażenia i umarła. Stała się słupem soli.
Tego ranka Abraham wstał wcześnie i wszedł na górę, by z niej spojrzeć na Sodomę i Gomorę. Nad doliną unosiła się gęsta chmura dymu i zakrywała oba miasta. Abraham zrozumiał, że nie znalazło się w nich nawet dziesięciu ludzi, którzy kochaliby Boga.
Lot z córkami schronił się daleko w górach i zamieszkał w pieczarze. On, co zawsze tak pragnął bogactw, co tak kochał swój majątek – stracił wszystko. A jednak nadal ufał Bogu, a Bóg był przy nim i nie przestawał być jego przyjacielem.

IZAAK

Rdz 21
Pod koniec roku Abrahamowi i Sarze urodziło się długo oczekiwane dziecko. Był to chłopiec, Izaak. Starzy rodzice byli bardzo szczęśliwi i wdzięczni Bogu. Wiedzieli, że syn, którego otrzymali od Boga, da w przyszłości początek wielkiemu rodowi. Sara mówiła:

- Powód do śmiechu dał mi Bóg. Któż by pomyślał, że Sara będzie karmiła dzieci piersią? A jednak urodziłam syna mimo podeszłego wieku.

Abraham miał sto lat, gdy urodził mu się syn Izaak.

Dziecko podrosło i zostało odłączone od piersi. Z tej okazji Abraham wyprawił wielka ucztę. Był na niej obecny także Ismael. W czasie uroczystości zaczął się wyśmiewać z małego Izaaka. Zobaczyła to Sara i powiedziała Abrahamowi:

- Powinieneś odprawić stąd tego chłopca i jego matkę. Nie powinien dłużej przebywać z Izaakiem, bo jest o niego zazdrosny i stale mu dokucza.

Abraham jednak nie chciał o tym słyszeć, bo bardzo był przywiązany do Ismaela i jego matki. Wtedy Bóg powiedział:

- Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. Z syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielki naród, bo jest on twoim potomkiem.






  1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna