T. XXXVIII styczeń-luty 2008 nr 482 w czterdziestolecie



Pobieranie 100.26 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar100.26 Kb.
****************************************************************

T. XXXVIII STYCZEŃ-LUTY 2008 NR 482


W CZTERDZIESTOLECIE

Tak, bo to w mroźny poniedziałek 15 I 1968, ksiądz Kardynał Karol Wojtyła w Katedrze Wawelskiej o godz. 18,00 rozpoczął swą pierwszą mszę świętą za spokój duszy Założyciela Harcerstwa śp. Andrzeja Małkowskiego – w 49. rocznicę jego śmierci w katastrofie morskiej statku francuskiego CHAOUIA.

Statek ten zatonął u brzegów Sycylii wskutek wybuchu niemieckiej miny mor-skiej, a tę mszę świętą ks. Kardynał Karol Wojtyła odprawił na prośbę phm. dr. Wandy Półtawskiej. Klepsydrę zamieścił (bezpłatnie) Tygodnik Powszechny nr 2 (z 14 I 1968, od środy 10 I - był w kioskach „Ruchu”) a kilka lat później też relację o tej katastrofie (nr 36 z 8 IX 1974). Zdjęcie statku i dane o katastrofie uzyskał phm. dr Witold Truszkowski, dzięki poznanemu przed wojną skautowi francuskiemu (zobacz: wspomnienia Szarego Sępa w poprzednim numerze).

Str. 82 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Było to więc 40 lat temu. Potem nasz

przyszły Ojciec Święty odprawiał ją

jeszcze czterokrotnie w kolegiacie św.

Anny, dzięki czemu podjął ją Jego na-

stępca ks. Kard. Franciszek Macharski,

a od stycznia 2006 ksiądz Kardynał

Stanisław Dziwisz. W tym roku zastą-

pił Go ks. Infułat Władysław Gasidło,

proboszcz kolegiaty św. Anny (w kon-

celebrze z o. Dominikiem Orczykow-

skim i ks. Piotrem Grzesikiem, Kape-

lanem Okręgu Małopolskiego ZHR).

Pierwszy raz przybyła na tę mszę

świętą przedstawicielka rodziny Zało-

życieli Harcerstwa, druhna Krzysia,

wnuczka Olgi i Andrzeja Małkowskich

w szarym instruktorskim mundurze.

Starsi z nas, pamiętają dzień 1 września 1985, gdy „u św. Idziego” pojawiła się młoda para podharcmistrzowska z Anglii: Krzysia i ulubiony przez zuchy Stefek

(poznali się w pracy w ZHP

poza Granicami Kraju). Gościł

ich wtedy O. Adam Studziński

obecny generał brygady WP.

On to, 18 IV 1982 zapoczątko-

wał duszpasterstwo harcerek i

harcerzy w kościele św. Idziego

i do roku 1985 był uważany za

Naczelnego Kapelana Harcer-

stwa Niepokornego (latem

1988 mianowany harcmistrzem

przez hm Ryszarda Kaczorow-

skiego na IV Światowym Zlo-

cie ZHP poza Granicami Kra-

ju w Rising Sun).

Hm Ryszard Wcisło zawiózł

ich wtedy do Zakopanego, by

pod pomnikiem Burzca mogli

na grobie Druhny Olgi modlić

Stefek i Krzysia Małkowscy-Żaba, Ewa Leonhard, Ryszard Wcisło się tam za swych dziadków.
SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 83

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Teraz była tam z naszymi Podhalańczykami. Odwiedziła też Muzeum Olgi i Andrzeja Małkowskich (hm. Lesław Dall). A w sobotę wieczorem, w Krakowie, wygłosiła piękną gawędę w harcówce Szczepu Lotników (hm. Ryszard Wcisło).
STYCZNIOWA GAWĘDA
W kręgu harcerskim, przy blasku płomieni

Snuje się barwna opowieści wstęga -

Z otchłani czasu i głębin przestrzeni

Prawdę odwieczną wysnuwa gawęda:

Jedna jest droga w formach przemijania,

Na chwałę Boga jesteśmy stworzeni.

Zamarłe niegdyś w Mesyńskiej Cieśninie,

Tętno ożywia w mrokach abysalu -

Gdzie wbity w piachu omszałą potęgą,

Znieruchomieniem krzyczący żelastwa,

Rozdarty wraku odnajduje ukwiał:

Tam oficerskim płaszczem otulony

Spoczął naszego ruchu Założyciel.

Może go z tego morskiego grobowca,

Podniosą ręce polskich marynarzy,

Aby mógł z ziemi powstać pod Tatrami,

Na Chrystusowe ponowne przybycie.
Czasem się tylko duchem ze snu zrywa,

I przy harcerskiej watrze w kręgu staje,

Gdy Boga wielbi drużyna szczęśliwa,

I wiąże dłonie skautowym zwyczajem.
Wiatr wstęgi z żaru ogniste wysnuwa,

Trzaska czerwienią żywiczna jedlina.

Przed wielki ołtarz gór, w leśnej świątyni,

Płynie serdeczna modlitwa milczenia.

Str. 84 I-II 2008 SKAUT nr 482


Z WYDARZEŃ
Znaki czasu – zrozumieć dzień dzisiejszy”

Pod takim tematem odbył się Złaz programowo-metodyczny Organizacji Har-cerzy ZHR w dniach 11-13 I 2008 w Krakowie, w klasztorze Zgromadzenia Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Wprowadzenia dokonał ks. prof. Krzysztof Szczygieł harcmistrz. Była też mowa o zagrożeniach, m.in. mó-wiono o narastającej wśród młodzieży pladze alkoholizmu, nikotynizmu, innych toksykomanii i narkomanii, a także o walce z nimi, i o roli profilaktyki jaką spe-łnia lekarska i ideowa motywacja przestrzegania 10 punktu Prawa harcerskiego.


Zawdzięczamy jej książkę o Oldze Małkowskiej

W niedzielę 13 stycznia 2008 w kościele św. Idziego odbyła się msza święta za spokój duszy wychowanki, harcerki i pracownicy Dworku Cisowego, śp. Anny Olszańskiej (1917-2007; zob. Skaut nr 481, str. 65). Po śmierci hm. Zofii Florczak doprowadziła ona do końca pracę nad książką pt. „Olga Małkowska. Życie i działalność”. Była też autorką życiorysu współpracownicy i opiekunki Druhny Olgi, hm. Marii Chmielowskiej (Marol); niestety, nie zdążyła go ukoń-czyć.



Krzysia Małkowska-Żaba w Polsce

Przybyła z Anglii by uczestniczyć 16 I 2008 we mszy świętej za swych dziad-ków, ojca i męża. Odwiedziła grób swej Babci, i Muzeum Olgi i Andrzeja Mał-kowskich w Zakopanem (zob. str. 82). A w sobotę 19 I 2008, w Krakowie, w harcówce 19 KDHL, podjęła gawędę o Druhnie Oldze, o swych harcerskich latach w ZHP poza Granicami Kraju, o wizycie u Betty (córki Baden-Powella) wspominającej Druhnę Olgę, o swym Stefku, wspaniałym harcerzu, mężu i ojcu, wezwanym niespodziewanie przez Boga, o łasce wiary, tak potrzebnej po tak wielkiej stracie.


Wybory Komendanta Chorągwi

Również 16 I 2008 wybrano ponownie Komendantem Małopolskiej Chorągwi Harcerzy harcmistrza Szymona Tatara. Szczęść Boże Druhowi Komendantowi !


Za założycieli Szczepu Dąbie

W niedzielę 20 I 2008 podczas nabożeństwa w kościele św. Idziego polecaliś-my Bogu dusze śp. hm Jana Rolewicza (1921-1982) i jego żony phm. Gabrieli (1925-2000), założycieli Szczepu Kraków-Dąbie. We mszy świętej brała udział córka założycieli, druhna Elżbieta, był obecny Ryszard Rolewicz z rodziną, przybyła też reprezentacja Szczepu Kraków-Dąbie z pocztem sztandarowym.


SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 85

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Ksiądz Kardynał zaprasza Dziewiętnastkę hm. Ryszarda Wcisły!

Dziękujemy Dziewiętnastce za relację ćw. Radosława Polańskiego z zajścia w Katedrze Wawelskiej 11 XI 2007 (zob. Skaut nr 481, str. 62), list hm. Ryszar-da Wcisły i pismo J. E. ks. Kardynała Metropolity (zamieszczamy je poniżej).

Str. 86 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Czy inicjatorem był druh Kamocki ?

Na apel aby druh Leonhard odpowiedział na zarzuty dh. Dr. Janusza Kamoc-kiego sprzed 2 lat - oddajemy głos pozwanemu: Nie widzę zarzutów, wycinek z „Dziennika Polskiego” nr 31 z 6 II 2006, str. 15, ujawnia tylko inicjatora mszy



świętej tego typu

z r.1960. Klepsy-

drę, o której mowa

mam w pamięci.

Ale nie ukazała się

ona w styczniu, w

którym zginął nasz

Założyciel, lecz w

marcu lub w maju.

Było tylko imię i na-

zwisko, brakło na-

wet wzmianki, że

to był harcerz.-

I dopiero ks. Wac-

ław Świerzawski,

późniejszy ks. bis-

kup sandomierski,

dawny harcerz ze

Złoczowa, zwrócił

mi uwagę, że to

jednak była msza

święta za harcerza

Andrzeja Małko-

wskiego. On też

zwrócił uwagę na

harcerzy służą-

żących do niej w

mundurach. A le

ani rok, ani dwa,

czy trzy lata póź-

niej nie doszło do jej powtórzenia, a więc nie zapoczątkowała ona corocznych „harcerskich styczniowych mszy świętych”. Natomiast dzięki inicjatorom tamtej mszy świętej, klepsydry mówiły już wyraźnie za kogo ks. Kardynał Karol Wojtyła ją odprawia, najpierw w Katedrze Wawelskiej, potem w kolegiacie św. Anny.
SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 87
CZYTELNIKOM I SYMPATYKOM Z OKAZJI URODZIN OLAVE I ROBERTA BADEN – POWELLÓW, CZYLI Z OKAZJI DNIA MYŚLI BRATERSKIEJ OBCHODZONEGO 22 LUTEGO - SERDECZNE POZDROWIENIA SKŁADA REDAKCJA I KOREKTA „SKAUTA”

Okręgowa Konferencja Wyborcza ZHR

Okręgowa Konferencja Wyborcza ZHR odbędzie się w niedzielę 2 marca 2008, w siedzibie Urzędu Miasta Krakowa przy Placu Wszystkich Świętych 3/4. Początek konferencji o godzinie 10,30.


Bohaterowi harcerstwa drohobyckiego

O książce pt. „Harcerstwo w Drohobyczu” o. Dominik Orczykowski mówi, że rodzi się w bólach. Tymczasem śle gawędę Pogodnego Orlika o straconym przez KGB harcmistrzu-robotniku z Drohobycza, Szczepanie Michalskim, którego symboliczny grób będzie w niedzielę 22 czerwca 2008 odsłonięty obok grobu jego żony, na Cmentarzu Mater Dolorosa przy ul. Piekarskiej w Bytomiu.


Odsłonięcie pomnika we wrześniu

Prostujemy błędną informację (Skaut nr 481, str. 79): powstający dzięki hm. Markowi Popielowi (ZHP) pomnik Andrzeja Małkowskiego w Tarnowie nie bę-dzie odsłonięty na wiosnę tego roku. Natomiast: w czasie wmurowywania Aktu Erekcyjnego na wiosnę, w cokole zostanie umieszczona kapsuła czasu – walec ze specjalnej, nierdzewnej stali długi na 60 cm i o średnicy 10 cm. Tam złożymy współczesne pamiątki dla potomnych. Proszę o propozycje... Odsłonięcie całego pomnika nastąpi dopiero we wrześniu.


Odszedł hm. Stanisław Podusowski

Odszedł na Wieczną Wartę dnia 23 stycznia 2008 w wieku 88 lat. Harcerz od 3 maja 1932 w Żórawnie nad Dniestrem, a potem we Lwowie, którego bronił we wrześniu 1939 przed Niemcami w I Ochotniczej Kompanii Harcerskiej. Był następnie w Szarych Szeregach i w AK (ps. Wiktor). W r. 1946 wstąpił do Zielonej Trójki Krakowskiej, był też w Drużynie Instruktorskiej „Watra” do likwidacji ZHP 1949. W „nowym ZHP” jako instruktor Komendy Chorągwi Krakowskiej prowadził z hm. Andrzejem Bukowskim kursy i obozy podharcmi-strzowskie (Krościenko, Smerek, Złockie). Działał następnie w Duszpasterstwie Kombatantów i Harcerzy (1982), w Chorągwianej Komisji Historycznej ZHP (1994), w Kręgu Seniorów-Kombatantów ZHP. Odszedł oboźny „Powsinóg Bieszczadzkich”, spotykających się co roku od pamiętnego kursu phm z 1959.


str. 88 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Z wydawnictw

Krzysztof Jurek: LILIJKA I ŁÓDKA. Historia harcerstwa łódzkiego do 1939 ro-

ku. Wyd. Piątek Trzynastego. Łódź 2006, str. 168 + 14 zdjęcia. Cena 43,90 zł;
Lesław Jan Welker: KALENDARIUM HARCERSTWA W TORUNIU 1917-2007. Wyd. Adam Marszałek. Toruń 2007, str. 194. Cena 36, 50 zł;
Maria Żmigrodzka: WYBRALI POLSKĘ. Polwen. Radom 2003. Str.264. Cena 18,00 zł. Stanowi zbiór gawęd patriotycznych i harcerskich publikowanych głównie w częstochowskiej „Niedzieli”. Otwiera je gawęda Ten najmilszy okręt Ojczyzny naszej wszystkich nas niesie (kazania sejmowe księdza Piotra Skargi). Dalsze omawiają pieśń Boże coś Polskę, twórczość Mickiewicza, ideały filaretów i filomatów przejęte później przez Eleusis i polski skauting, dzieła Juliusza Słowackiego, Kornela Ujejskiego, Adama Asnyka, Elizy Orzeszkowej, Marii Konopnickiej, Henryka Sienkiewicza, Jana Kasprowicza, Stefana Żeromskiego, Marii Rodziewiczówny, Artura Oppmana, Leopolda Staffa, Kazimiery Iłłakiewiczówny. Mówią o chrześcijańskim charakterze polskiej kultury. Mówią o Hymnie Harcerskim, o utworach poetów legionowych, o poetach emigracyjnych (Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Stanisław Baliński, Marian Hemar). Przypominają harcerskie strofy Krystyny Krahelskiej, Wacława Bojarskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcy, Wojciecha Mencela, Teresy Bogusławskiej. Zawierają też wspomnienie o pierwszym polskim harcerzu, i o Oldze Małkowskiej, o Aleksandrze Kamińskim, o tajnej drużynie harcerek wię-zionych i mordowanych przez Niemców w obozie koncentracyjnym Ravensbrueck. Mówią też o Prymasie Tysiąclecia, i o twórczości Karola Wojtyły.
Feliks Borodzik: WSKAZÓWKI DLA DRUŻYNOWEGO. Warszawa ZHR 2007. Str. 64. Omawia oczekiwania zuchów, harcerzy i wędrowników, rolę zastępowego i cechy harcerskiej metody wychowawczej, wymagania zuchowego i harcerskiego Prawa i Przyrzeczenia, planowanie pracy, udział w imprezach hufca i chorągwi, rolę zastępu zastępowych, zdobywanie stopni i sprawności, rolę rady drużyny, zbiórki drużyny, biwaki i obozy, wychowanie religijne. Publikacja wewnątrzorganizacyjna.
Feliks Borodzik: WSKAZÓWKI DLA PODHARCMISTRZA. Warszawa 2007, str. 44. Omawia zadania służby podharcmistrzowskiej, wypełnianie Prawa Harcerskiego, rolę podharcmistrza jako drużynowego, szczepowego, hufcowego, w chorągwi i okręgu, władzach naczelnych, prowadzenie obozów, kursów, szkoleń, kontroli i roz-liczeń, wdrażanie w życiu Prawa harcerskiego. Publikacja wewnątrzorganizacyjna.

SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 89


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
phm. Witold Truszkowski
Ze wspomnień Szarego Sępa (V)

Poprzedni odcinek zawiera opisy prowadzonych przez autora zbiórek zuchowych, jego udział w pracach i obozach drużyny harcerskiej oraz w kursie podharcmistrzowskim połączonym z zimowiskiem zuchowym, o jego pracy z zuchami polskimi we Francji, z różnymi związkami skautów francuskich, i uznaniu jako skautmistrza, o powrocie do Polski po klęsce wrześniowej 1939, o ży- ciu pod okupacją niemiecką i głodowych racjach wyznaczanych przez okupanta jakie Polacy mogli nabywać na kartki żywnościowe, o konieczności utrzymania rodziny wysiedlonej przez hitlerowców z Wielkopolski, o wyprawach po żywność do okolic Doliny Będkowskiej znanych z harcerskich i zu-chowych wycieczek, o unikaniu posterunków i kontroli okupanta.

Ubiór oczywiście jak najbardziej skrom-

ny, wygląd niepozorny, słowem – kom-

pletna mimikria. Towar w plecaku harce-

rskim trójgraniastym. Starałem się mieć

dobre nieprzemakalne buty turystyczne,

ale takich dorobiłem się w późniejszej fa

zie wędrówek.

Po drodze ustanowiłem sobie punkty

zwiadowcze u znajomych gospodarzy

albo właścicieli folwarków: tam się do-

wiadywałem czy dalsza droga jest wolna.

Kochani moi informatorzy zawsze przyj-

mowali mnie z radością, wypytywali o

nowości i częstowali gorącą herbatą lub

mlekiem, albo i śniadaniem. Takie punk-

ty konieczne były w punktach „newral-

gicznych”, np. w Modlniczce przy szo-

sie, gdy wracałem z „łupem”, i przed

wspinaniem się na Pasternik, albo w Łą-

czkach przed wejściem do Doliny Będ-

kowskiej.

Taki punkt miałem w Rudawie, gdzie

„łup” zostawiałem, a do pociągu udawa-

łem się bez plecaka, co najwyżej z banie-

czką mleka. Na stacji w Rudawie bywały

bowiem częste kontrole policyjne.

Kiedy już dobrnąłem do domu, układa-

liśmy się z braćmi, i w niedziele wyru-

Okolice okupacyjnych wędrówek


Str. 90 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

szaliśmy po południu na rowerach, i jako wycieczkowicze niezauważeni prze-woziliśmy, każdy po trochu „towar”, wręczany następnie z tryumfem mamusi.

Aby uniknąć kontroli policji i skonfiskowania życiodajnego „towaru” należało stosownie ułożyć porę wyjazdu i przyjazdu. Wyruszałem więc z Krakowa po południu, bo – jak już zaznaczyłem – rano wobec przyjazdów do miasta miesz-kańców wsi z towarem - kontrole były nasilone najwięcej.

Same przejazdy nie należały jak widać do przyjemności.

Ponieważ wyprawy przedsiębrałem regularnie co półtora do dwóch tygodni, nieraz łapał mnie deszcz, nawet ulewa, a w zimie śnieg i wichury. Byłem dość silny fizycznie, lecz to wszystko razem, zwłaszcza przemarznięcia czy przemo-czenia nóg, w rezultacie doprowadziło do zapalenia stawów kolanowych, z wy-siękiem w kolanach. Teraz na starsze lata, gdy te zdarzenia wspominam, skutki tej „żywnościowej” służby dokuczają szczególnie, wskutek zwyrodnienia sta-wów z zanikiem chrząstek stawowych. Poruszam się z trudem, każdy krok spra-wia ból. A jednak – nie wolno się poddawać !

Niemiecka kartka żywnościowa z obniżonymi racjami dla Polaków
SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 91
Ujawnił się też w toku tych wypraw inny słaby punkt organizmu. Pojawiły się stany zapalne przedmuchiwanych wichurami uszu, z perforacją błony bębenko-wej, która na szczęście się zrosła, lecz znaczne uwrażliwienie na zmiany pogody pozostało po dziś dzień.

W porze deszczowej nieraz trzeba było przechodzić nocą lasem, błotnistą wyś-

lizganą ścieżką, pełną nierówności. Nieraz – jak za dawnych wykapek harcer-skich – trzeba było najpierw butem wymacać drogę i osadzić go na pewnym gruncie, aby się nie wywrócić. Gdy deszczom towarzyszyły wichry, nieraz tak przemarzłem, że doszedłszy do znajomego domu i kominka, długo, bardzo dłu-go, nawet po napojeniu gorącą herbatą, nie mogłem się rozgrzać.

W innych okolicznościach, gdy zmoczoną ziemię chwycił mróz, ścieżki sta-wały się tak śliskie, że np. od Doliny Będkowskiej do wsi Będkowic podchodze-nie oblodzonym zboczem wymagało ogromnej sprawności i umiejętności sta-wiania stóp, ogromnego napięcia uwagi przez całą drogę.

Podobnie było przy podchodzeniu błotnistą drogą wąwozem np. z Łączek do drogi na Kobylany. Trzeba było prowadzić rower z przystawaniem co kawałek dla wydłubania błota patykiem spod błotników. Rower w drodze powrotnej by-wał bardzo obładowany: na bagażniku koszyczek z jajkami pieczołowicie opa-kowanymi papierkami, na ramieniu teczka „brzuchata” od różnych serów, ma-sła, itp., na plecach plecak z żywnością bardziej „suchą”.

Zaświadczenie o pracy w firmie Czapliński (artykuły papiernicze i inne) chro-niło mnie przed wysyłką do pracy niewolniczej w Niemczech. Swoje wyjazdy w dniach pracy musiałem więc za każdym razem jakoś uzgadniać z firmą.

Aby rodzina nie była głodna, trzeba się było trochę namęczyć.
XI. Te, i inne niebezpieczeństwa

Pamiętam jak raz, tak właśnie obładowany zjeżdżałem z Łazów kamienistą drogą, tzw. Grabiem do Doliny Będkowskiej. Rower posiadał kontrę, ale brak było jeszcze hamulców ręcznych. Póki droga była gładsza jakoś się jechało. Mimo, że nogi wygiąłem w kabłąk aby utrzymać pedały, jednak na jakimś wy-boju rower podskoczył. Nogi spadły z pedałów i nie udało mi się już ich umieś-cić na nich z powrotem.

Uwolniony od kontry rower zaczął zjeżdżać coraz szybciej, i to wśród wysta-jących kamieni. Na moim siodełku unosiłem się na wszystkie strony i wiłem jak linoskoczek, przerzucając na boki kierownicę. Idący pod górę chłopcy wiejscy zaczęli krzyczeć:

- Zabije się pan, zabije !

Jakoś zjechałem na dół bez wypadku, a nawet bez upadku.

Ale największe emocje czekały mnie 6 sierpnia 1944.

Był to już okres ofensywy sowieckiej, a w życiu tej wsi okres sypania rowów
Str. 92 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

przeciwpancernych, okopów, i znacznie większej kontroli formacji policji nie-mieckiej, pilnujących tego zadania. Z trudem przewijałem się opłotkami po wsi aby zdobyć niezbędny prowiant, zresztą, w ostatniej chwili gdy ruszałem w drogę powrotną, ledwie uniknąłem zatrzymania, bo od kilku dni już mię zauwa-żono i śledzono.

Byłem już na Pasterniku, gdy nagle przy korbowodzie odleciała jakaś śruba i spadł cały prawy pedał. Zatrzymałem rower. Śruba się jeszcze odnalazła, lecz z braku śrubokrętu próbowałem przykręcić ją palcami, starania były na nic, pedał ze śrubą odpadły za chwilę ponownie, a przejeżdżające właśnie wojskowe auto ciężarowe wywołało taki podmuch, że śrubę gdzieś bez śladu wywiało. Ponie-waż byłem na szczycie Pasternika w Bronowicach – zjechałem w dół na jednym pedale aż po figurę Matki Bożej na skrzyżowaniu drogi (dziś róg ulicy Zielony

Most). Idący od strony przejazdu kolejowego

chłopi widząc mnie obładowanego zaczęli wo-

łać: - Gdzie pan jedzie ? Zaraz za przejazdem

stoi policja i żandarmi ! Zabierają ludzi do obo-

zu w Płaszowie !

Mijał prawie tydzień od wybuchu Powstania

Warszawskiego , i zaczęto przebąkiwać, że po-

dobne wybuchnie wkrótce w Krakowie. Zaraz

też zaczęły się obławy po ulicach i domach. Po-

nieważ zdarzenie miało miejsce pod figurą Mat-

ki Bożej, zrozumiałem, że Matka Boża uratowa-

ła mnie od nieszczęścia. Zawróciłem, i już pie-

szo, prowadząc rower doszedłem do znajomych

w Modlniczce, którzy uprzednio mnie nie os-

trzegli, gdyż wówczas jeszcze żadne wieści o

tym do nich nie dotarły. Zatrzymali mię na noc i

dopiero rano następnego dnia dotarłem „z duszą

na ramieniu” do domu. Obierając drogi okólne i

unikając przejazdu przez most Dębnicki, przep-

rawiłem się łodzią przez Wisłę pod klasztorem

SS. Norbertanek. W domu dowiedziałem się, ze i tu była kontrola żandarmerii, ale jakoś szczęśliwie młodzieży udało się w porę schować na stryszku werandy w ogrodzie, i wszyscy uniknęli wywózki.

Nie było to moje pierwsze i jedyne ocalenie od niebezpieczeństwa w moich wędrówkach. Wcześniej dużo groźniejsza sytuacja powstała 16 lipca 1943. W sam dzień Matki Boskiej Szkaplerznej, Niemcy dokonali pacyfikacji wsi Łazy, właściwie przygotowywanej już od dawna.

Cała okolica była pokryta siecią placówek konspiracyjnych zbrojnych Batalio
SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 93

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

nów Chłopskich, wśród lasów, wąwozów i pagórków czujących się bezpiecznie.

Stąd pewne grupy wyruszały w teren. Niestety, w Łazach właśnie znalazł się zdrajca, który doniósł o tym policji w Krzeszowicach, a stąd raporty poszły dalej i w rezultacie już kilka dni wcześniej Niemcy otoczyli pobliskie Radwanowice i wystrzelali tam masę młodych ludzi według z góry sporządzonych list.

To samo powtórzyć się miało 16 lipca w Łazach. Otoczono wieś wczesnym rankiem, a potem chcąc odkryć organizację i jej członków, dręczono ludzi. M.in. poważnego gospodrza Jana Żurowskiego wieszano skutego za ręce i nogi na drzwiach stodoły katując na wszelki sposób aby wydobyć z niego dowody „wi-ny”, lecz nikogo nie wydał. Innych zbitych od razu pognano do obozu koncen-tracyjnego w Płaszowie.

Akurat dnia poprzedniego przyszedłem do dworu. Rano dano nam znać co się dzieje, więc uprzątnąłem moje manatki i wspólnie czekaliśmy. Kazano nam wszystkim wyjść z dworu i położyć się na pobliskiej łączce, dokoła nas chodził żołdak i smagał prętem. Ojciec dziedziczki, stary pan Różycki został jednak we dworze, i znając dobrze język niemiecki zaczął rozmawiać z komendantem i tłu-maczyć, że tu we dworze nie ma żadnej konspiracji. Niemcy mieli, mimo wszy-stko, pewien respekt dla dworów, stąd przecież ściągali największe kontyngenty.

Niemcy przez całą okupację wykonywali egzekucje podejrzanych Polaków
Str. 94 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W rezultacie – wszystkich z łączki spędzono z powrotem do dworu, zakazując

wychodzenia. Czekaliśmy do wieczora.

Gdy wojsko odjechało, w nocy chłopi wyprowadzili zdrajcę do lasu i tam go zastrzelili. Dowiedziałem się o tym później, bo wcześniej, przed nocą odjecha-łem rowerem do domu drogą na tzw. Dołki do szosy olkuskiej, a potem na Murownię i Biały Kościół.

Po wojnie, na tej łączce przy drodze postawiono kapliczkę z odpowiednim na-pisem celem upamiętnienia tych wydarzeń.


XII. Gazetki, wędrówki i występy

Jak już zaznaczyłem – w konspiracji zbrojnej nie brałem udziału, zajęty rato-waniem rodziny od głodu. Moi druhowie z Szarych Szeregów też uważali, że to sprawa w mojej sytuacji najważniejsza, a warunki w jakich to zadanie wykony-wałem, za podobne do akcji i trudów partyzanckich, choć bez broni. Za to też można było zapłacić pobytem w obozie zagłady, też można było zostać zastrze-lonym, i wielu za to śmiercią zapłaciło.

Zdawałem sobie z tego sprawę, toteż podczas pobytu w Krakowie gromadzi-łem wszystkie aktualne wiadomości wojenne w głowie, a potem przekazywałem zaufanym osobom. Czasem przenosiłem, w butach dla bezpieczeństwa, gazetki. Wielokrotnie trzeba bowiem było dementować puszczane przez niemiecką pro-pagandę kłamliwe plotki i wiadomości, np. dotyczące Papieża Piusa XII, innych ważnych osób, sytuacji, wydarzeń, przebiegu wojny.

Głównym celem moich wędrówek było jednak zebranie żywności i handel, bo przecież trzeba było za nią jakoś płacić. Bywało, że po dotarciu już opisanymi drogami do celu, np. do Jerzmanowic, instalowałem się u znajomego chłopa na jakieś legowisko, w jednej izbie z gospodarzami. Spało się tu na wiązce siana, potem u ich syna pszczelarza, który odstępował mi łóżko, wreszcie we dworze, gdzie dostawałem pokoik służbowy. Potem od rana krążyłem po chałupach z te-kstyliami lub innym towarem.

Powoli wdrażałem się do tego nowego dla mnie rzemiosła i sposobów handlo-wania. Zbierałem zamówienia, realizowane następnie i przygotowywane przy pomocy brata w Krakowie. Handel odbywał się drogą wymiany na żywność, głównie nabiał, jajka itp., rzadziej za gotówkę. Jeśli gospodarze nie dysponowali całością gotówki, trzeba było zapisać pozostającą kwotę „do następnego razu” na karteczce, którą potem chowałem w kieszonce „od zegarka” u spodni, by nie podpadła jakiejś niespodziewanej kontroli. Rzadko się takie trafiały, lecz trzeba się było z nimi poważnie liczyć.

Raz, pamiętam, szedłem zdawałoby się bezpiecznie przez Łazy, a tu granato-wy, który akurat przysiadł na przyzbie jakiejś chałupy woła:

- Chodź no tu pan, pokaż co pan ma !
SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 95

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Po kontroli teczki czy plecaka, już chciał skonfiskować towar, ale otaczający nas chłopi zaczęli krzyczeć:

- Proszę go nie ruszać, to jest nasz pan !

Granatowy musiał mnie puścić wolno. Właśnie podczas tej kontroli natrafił na taką karteczkę, odtąd chowałem taką zawsze głębiej. Tak, reakcja chłopów rze-czywiście była znamienna dla nastrojów z jakimi mnie przyjmowano. Wyrobił się wzajemny stosunek zaufania, życzliwości i serdeczności.

Innym razem puszczono plotkę, ze mnie złapano gdzieś po drodze. Jedni ra-czej nieliczni, podobno się cieszyli, że dług przepadnie... ale gdy za kilka dni wychynąłem od Depcy czyli ścieżki od Doliny Będkowskiej, ucieszyli się po raz drugi, bo jak mówili – już myśleli, że mi się coś złego stało.

Przekradanie się, wędrowanie , przypominało harcerskie czasy.

Handel handlem, ale poza tym każdorazowo dochodziło do serdecznej pogawę

dki o sprawach ogólnych, przebiegu wojny, sprawach rodzinnych. Już w czasie obozów harcerskich dochodziło do takich spotkań, ale teraz bardziej poznałem i wgłębiałem się w życie wsi i sprawy gospodarstwa wiejskiego. I w końcu... – urosłem na doradcę do wielu spraw, w tym również dotyczących wykształcenia młodzieży.

Bo w tych gorących czasach wieś szybko się przekształcała i dorastała do za-dań patriotycznych, świadomości narodowej, społecznej i do poczucia koniecz-ności kształcenia dzieci.

Wyrazem uznania, zaufania, serdeczności dla mnie – były zaproszenia na uroczystości rodzinne, wesela, gdzie z całą werwą obtańcowywałem wszystkie
Str. 96 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

dziewczyny, a potem szedłem do starszych i brałem udział w ich rozmowach.

Po pracowicie spędzonym dniu czasem na głodno, czasem połknąwszy tylko świeże jajko, no, a czasem nawet po poczęstunku chłopskim obiadem, gdy gdzieś trafiłem na porę obiadową – wracałem do aktualnie moich gospodarzy, gdzie pieczołowicie owijałem jajka papierkami, układałem w koszyczku, zawi-jałem masło i sery w papier pergaminowy, i z innymi produktami spożywczymi przygotowywałem do wyjazdu.

Ale na wsi nie było wówczas bogato, a na przednówku nieraz i bieda zagląda-ła w oczy: rano gospodyni obierała kartofle, nieraz już podgniłe, tarła i suszyła, a na koniec robiła z tego czarną zacierkę i zalewała mlekiem – tego przynaj-mniej nie brakowało. Czasem jeszcze upiekła na blasze podpłomyki, a jeszcze rzadziej w piecu – chleb razowy, o ile była mąka. Mąkę sporządzano najczęściej z żyta mielonego w żarnach.

Bogatsi zawozili ziarno do młyna w Dolinie Będkowskiej, czy dalej na Chech-le. Rzadko, i tylko w niedzielę ukręciła czasem gospodyni łeb kurze, prędzej upiekła mięso z królika, o ile pętał się po stajni. Wieprzka zarzynano tylko na święta, i musiało to wystarczyć na dłuższy czas. Techniki gospodarcze były w większości jeszcze dość prymitywne, choć zaczęto podpatrywać lepsze wzory we dworze, uprawy natomiast prowadzono tylko na nawozie naturalnym.

Po kilku dniach wędrówek należało upakować towar na rowerze: jak już wspominałem, i jeszcze inaczej – na bagażniku koszyczek, na ramie teczka z pro

wiantem, i plecak z innym jeszcze prowiantem, wszystko tak, żeby jak najmniej rzucało się w oczy. Gdy szedłem pieszo brałem jeszcze banieczkę mleka. A po-tem – droga powrotna z ciągłą obawą, żeby kontrole granatowych mnie nie ograbiły, z borykaniem się z pogodą, z zimnem lub skwarem, a błotem na ścież-kach i drogach polnych.

Bywały i chwile weselsze. Obok wspomnianych pogwarek i udziału w uroczy-stościach wiejskich, były chwile odprężenia innego rodzaju. Organizowałem je przy pomocy, i w gościnnym domu pod nazwą „Szaniec” państwa inż. Lechów Rościszewskich. Oprócz domowników i ukrywajacej się tu inteligencji pocho-dzenia żydowskiego, brali w nich udział właściciele pobliskiego młyna, pp. Brandysowie, może jeszcze ktoś inny.

Występowałem w roli aktora, lekko się charakteryzując. Wygłaszałem pewne kawałki, którymi niegdyś bawiłem naszych harcerzy na ogniskach obozowych. Był wtedy np. popularny monolog Leona Wyrwicza: w żydowskiej szkole. Tu się specjalnie podobało moje zaciąganie żydowskie, oraz parodia „Ody do młodości” w wykonaniu trzech postaci: poety, żyda i małej dziewczynki, oczywi

ście z odpowiednią dla każdej postaci intonacją i gestykulacją, ucharakteryzowa

niem, przebieranką. Czasem urządzałem takie przebieranki dla dzieci kuzynów

SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 97
we dworze, np. w okresie św. Mikołaja.

Na msze święte niedzielne wędrowałem najczęściej z moim przyjacielem ze wsi do kościoła w Jerzmanowicach, bo też najczęściej tam, oraz do wsi Łazy, do pobliskich Będkowic, a rzadziej do Bębła, prowadziły moje trasy. Po mszy świetej celem poznania okolicy wędrowałem także do dalszych wsi. Kilka razy wybrałem się do Czernichowa, skąd pochodziła nasza niania, oraz do Kupieni-na przez Tarnów i Mędrzechów (wieś nad Wisłą), a stąd nawet do Koprzywni-cy za Wisłą.


XIII. Bieda powojenna, powrót na uniwersytet

Wędrowałem też nad Wisłę wspólnie z moim serdecznym przyjacielem, kole

gą ze studiów na UJ, i z tych wędrówek przywoziłem mak, pszenicę. Jednak jaz-dy w tamtą stronę przedstawiały znacznie większe ryzyko wpadki. Prawie każdy przejazd pociągiem oznaczał więcej kontroli i obław, większy był wysiłek i zmęczenie.

Moja akcja trwała nadal po odejściu wojsk niemieckich i nadejściu sowieckich

bo tuż po wojnie długo jeszcze trwały trudności aprowizacyjne i domowe. Jakoś

mimo trudności Bóg pomagał i uchronił od złych przygód. Podtrzymałem, prze-

zwyciężając je, własną rodzinę, pomogłem wielu znajomym. Pewnie, że przypła

ciłem to wieloma przykrościami ze zdrowiem, ale przecież mimo tylu chorób dożyłem późnego wieku.

Bogu niech będą dzięki !

Ale nie koniec na tym. Wojna już się skoń

czyła ! Harcerz nie spoczywa ! Trzeba się

było zabrać do pracy na Uniwersytecie Ja

giellońskim, bo otwarto romanistykę. Do

roboty ! Trzeba było przenieść książki na-

szego Seminarium z Biblioteki Jagiellońs-

kiej do przydzielonego nam lokalu przy ul.

Piłsudskiego 6. Na szczęście, tam się za-

chowały przez okupację niemiecką. Trze-

ba było podjąć ćwiczenia i wykłady z gra

matyki historycznej francuskiej i innych

przedmiotów, bo już po wojnie bardzo

mało dawnych pracowników stanęło do

pracy. Musiałem się zabrać do doktoratu.

Wprawdzie podczas ciężkich dni wojen-

nych, gdy wracałem z wędrówek, gdy

przez jakiś dzień, dwa, odpocząłem – za-

raz brałem się do języka angielskiego i li- prof. Kazimierz Dobrowolski, dr Truszkowski
str. 98 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

teratury angielskiej oraz do kontynuowania moich studiów latynistycznych, te-raz zwłaszcza nad językiem Petroniusza. Był to autor łaciński, którego język sta-nowił temat mojej pracy magisterskiej. W tym właśnie czasie wybrałem jedno trudniejsze i bardziej oryginalne wyrażenie i z trudem zebrałem bardzo obszerną dyskusję w specjalistycznych periodykach naukowych. Trudnością podstawową był brak dostępu do bibliotek naukowych dla Polaków; aby zdobyć potrzebne książki i czasopisma trzeba było używać podstępu i angażować kolegów pracu-jących w Bibliotece Jagiellońskiej, aby mi je wynosili.

Niezbędne było też myszkowanie po księgarni niemieckiej za potrzebnymi książkami z mojej dziedziny; część potrzebnych wydawnictw udało się sprowa-dzić z Niemiec. Dość, że do końca wojny miałem już gotowy zarys projektu op-racowania całościowego. Mój profesor po przeglądnięciu szkicu polecił dalsze lektury uzupełniające, a następnie rozwinięcie tematu.

Pisałem więc, doczytując niezbędną literaturę. W przerwach dawałem lekcje, ponieważ na UJ zarabiało się grosze; pomagałem także w nauce rodzeństwu. A przecież odradzało się już polskie harcerstwo i zuchy, i jako przedwojenny instruktor czułem się w obowiązku pomóc w przygotowaniu kadry wodzów zuchowych szkolonej w Komendzie Chorągwi Harcerzy przez druha Leona Dmytrowskiego.

Przygotowując w wolniejszych chwilach swą pracę zamykałem się w użyczo-nym przez sąsiadów nieużywanym pokoiku, i w ten sposób unikając okazji do rozpraszania się – w styczniu 1947, ukończyłem ją. Była udana, skoro trzech profesorów napisało pochlebne recenzje, i po kollokwium doktorskim, dnia 14 kwietnia uwieńczyłem swe trudy promocją doktorską.

Gdybym miał w swoich wspomnieniach na tym poprzestać – podniósłbym rolę doświadczeń i przeżyć harcerskich, które mimo mojej słabej obrotności życiowej - przygotowały mnie do podejmowania decyzji i inicjatyw w tych trud-nych wojennych i powojennych czasach. Zaszczepione wcześniej ideały harcer-skie pozwoliły mi w różnych chwilach i sytuacjach na zachowanie godności. Pomogły w skreślaniu ambicji pełnego wykorzystania włożonych już wysiłków kosztem zasad, pokusy „błyszczenia”. Dzięki tym ideałom przede wszystkim zawsze próbowałem służyć pomocą bliźnim.

Życzę więc młodszemu pokoleniu aby przyswoiło sobie harcerskie ideały, aby nimi żyło i według nich postępowało. W ten sposób przyczyni się ono do postępu moralnego i duchowego w naszej Ojczyźnie. I tylko taki postęp gwaran-tuje, że „wszystko inne będzie wam przydane”: również dobrobyt materialny całego społeczeństwa, a nie tylko poszczególnych, bardziej obrotnych jednostek.



Taka będzie Rzeczpospolita, jakie jej młodzieży chowanie.

(dalszy ciąg nastąpi)


SKAUT nr 482 I-II 2008 str. 99

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


LISTY DO REDAKCJI
Dzień Myśli Braterskiej obchodzimy od 75 lat!

Druhnom z „Kuźni” krakowskiej, Druhnie hm Marii Żychowskiej z Tarnowa i hm. Markowi Jędrzejowskiemu z Krakowa - dziękujemy serdecznie za życze-nia na dzień 22 II; serdecznie je odwzajemniamy również wobec wszystkich Druhen i Druhów, którzy przesłali je drogą elektroniczną.


Dziękujemy „konkurencji” !

Hm. Markowi Popielowi z ZHP dziękujemy za otrzymany zestaw (11 zeszy-tów) wydawnictwa: SKAUT. Harcerskie pismo historyczne www.skaut.okay.pl (Redakcja: Lesław Dall -Zakopane, Wiesław Kukla -Poznań, Marian Miszczuk -Warszawa, Marek Karpiński /grafika/ -Tarnów, Marek Popiel red. naczelny, odpowiedzialny i wydawca). Stopka pisma zawiera także informację: SKAUT jest bezpłatnym harcerskim pismem niezależnym. W numerze 4 z grudnia 2005 znaleźliśmy na str. 14-15 artykuł „Harcerski senator”, w którym hm. Jerzy Bu-kowski wypomina ówczesnemu przewodniczącemu ZHR hm. prof. dr. Kazimie-rzowi Wiatrowi, że przyjmując mandat senatora z listy PiS naruszył fundamen-talną zasadę apolityczności harcerstwa. Dobrze dobrze, a jeśli się okaże, że i obecny Przewodniczący ZHP podobny sprawuje urząd? Nic, tylko trzeba będzie podzielić senatorów na: a) politycznych i b) apolitycznych strzegących funda-mentalnej zasady harcerskości polityki. I amen.


Rekolekcje dla zabieganych harcerzy”

O. hm. Leszek Gęsiak SJ HR (a także pwd. Paweł Kowalski SJ HO, Zbig-niew Szulczyk SJ, Szczepan Urbanek SJ i Paweł Kowalski SJ) – zaprasza na rekolekcje dla drużynowych, instruktorów, wędrowników i całego harcerstwa starszego, które odbędą się we czwartek i piątek, 6 i 7 marca 2008 o godz. 19,00 w kościele św. Barbary na Małym Rynku. Wszystkich Czytelników zachęcamy do udziału w tym przygotowaniu ducha do Świąt Wielkanocnych.


Więcej o harcerskiej abstynencji

Druh B. W. stawia szereg pytań „w imieniu szerszego grona instruktorów” bo

Skaut” wszystko o tym wie. A więc odpowiadamy kolejno na Druha pytania:

1) tablica ku czci Andrzeja Małkowskiego jako młodzieżowego działacza absty-

nenckiego i autora zasady abstynencji w harcerstwie, została odsłonięta 1 czerw-

ca 1971, przy ul. Ambrożego Grabowskiego 4, w Krakowie;

2) polski ruch abstynencki zapoczątkował we Lwowie 1902 prof. Wincenty Luto

Str. 100 I-II 2008 SKAUT nr 482

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

sławski tworząc Eleuterię-Wyzwolenie. Prezesami ZG Eleuterii byli: prof. dr Benedykt Dybowski 1902-1904, dr Zofia Daszyńska-Golińska 1904-1909, dr Filip Eisenberg 1909-1910, i Gedeon Giedroyć 1910-1914 (również na początku I wojny światowej). Eleuteria była wielotysięczną federacją abstynenckich organi-zacji zaboru austriackiego: socjalistycznej Trzeźwości, katolickiej Eleusis, Ligi Abstynenckiej Młodocianych Terminatorów, Ethosu, Eleuterii Akademickiej, Zw. Kolejarzy Przeciwników Alkoholu, Związku Kół Młodzieży Robotniczej i Rękodzielniczej, Związku Księży Abstynentów, Związku Nadziei, a od 1912 również polskiego skautingu (harcerstwa);

3) Andrzej Małkowski wszedł do Zarządu Głównego Eleuterii w 1909. W tym sa-mym roku, w organie Eleuterii „Wyzwoleniu” nr 7, prof. dr Benedykt Dybowski wezwał społeczeństwo aby w 500-lecie zwycięstwa pod Grunwaldem wstępowa-ło do Eleuterii oddając w ten sposób hołd królewskiemu abstynentowi: królowi Władysławowi Jagielle. Jak wiadomo król Władysław Jagiełło (a potem także jego syn Kazimierz Jagiellończyk) nigdy nie brał do ust wina, piwa ani miodu, pijał tylko wodę źródlaną; trzeźwo walczył, i trzeźwo rządził (syn też);

4) harcerska abstynencja według Andrzeja Małkowskiego miała być przykładem zdrowego życia, a nie tylko sprawdzianem ideowym. Utrwalała postawę profilak-tyczną wobec uzależniających trucizn, popartą medyczną wiedzą na ten temat;

5) abstynencja - to dobrowolna decyzja uwolnienia życia od uzależniających tru-cizn. Prohibicja - to całkowity zakaz produkcji, przywozu, sprzedaży i podawania tych trucizn. Prohibicja alkoholowa istniała w Finlandii 1919-1932, w niektórych okręgach Indii od 1938 (Salem, Bombaj, Chitor, Cuddapoh, od 1967 objęła 36% kraju, i trwa nadal), w Islandii 1908-1930, w siedmiu prowincjach Kanady 1920-1933, w Nowej Zelandii 1893-1903, w Rosji 1914-1923, na Węgrzech 1919, w Wielkopolsce 1918-1919, w Stanach Zjednoczonych 1920-1933 (od 1846 w sta-nie Maine, potem do 1917 stopniowo objęła 46 stanów). Prohibicja istnieje w pra-wie wszystkich krajach islamskich na stałe, od początków tej religii.

6) o swoim piciu i paleniu mówią ofiary tych nałogów (po odwyku, po zawale, po usunięciu raka, itp.): byłem głupi, chciałem zaimponować kolegom, koleżan-kom jaki to jestem dorosły, potem nie mogłem się od tego uwolnić. To samo-bójstwo, zróbcie z tym coś, aby następne pokolenie było mądrzejsze, zdrowsze... Taka „mądrość po szkodzie” jakoś mało odstrasza i słabo przekonuje młodzież, która łatwo ulega telewizyjnej reklamie i przydrożnej „promocji”. Na ogół dob-rze wpływa przykład abstynencji rodziców, wychowawców, sportowców.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Redakcja: Marcin Kapusta, o. Dominik Orczykowski, Ryszard Wcisło, Bolesław Leonhard



(red. nacz.). SKAUT, 31-531 Kraków ul. Grzegórzecka 47 (www.zhr.pl\~historia) Zarząd

Okręgu Małopolskiego Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej ISSN 1506-4387




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna