Tajemnica Filomeny” 2013 r



Pobieranie 40.84 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar40.84 Kb.
 

Tajemnica Filomeny” 2013 r.

Audiodeskrypcję przygotowała Urszula Wołos, Czyta Hanka Chojnacka.

Na początek muszę się Państwu uczciwie przyznać, że ten film nie wzbudziłby aż tak bardzo mojego zainteresowania, gdyby nie w miarę regularnie oglądane przeze mnie reportaże z cyklu „Ewa Evart poleca”. Otóż, w którąś listopadową niedzielę 2014 r., dane mi było obejrzeć dokument zatytułowany „Upadłe matki”. Bohaterami tego dokumentu byli brytyjski dziennikarz, Martin Sixsmith (tego pana proszę sobie zapamiętać) oraz nie pierwszej już młodości Irlandka imieniem Lily, której ponad pół wieku temu odebrano siedemnastomiesięcznego synka, by za z góry określoną opłatą mógł być adoptowany przez amerykańską rodzinę. Lily o synku nigdy nie zapomniała i – z niemałą nadzieją na jakiś, choćby listowny z nim kontakt – po wielu latach zdecydowała się go odszukać. W reportażu udział też wzięły osoby, które na świat przyszły w irlandzkich Domach Samotnej Matki, po czym – jako małe dzieci – zostały „wyadoptowane” poza granice kraju, głównie do Stanów Zjednoczonych. Ten filmowy dokument to pokłosie wydanej w 2009 r. książki zatytułowanej „THE LOST CHILD OF PHILOMENA LEE” (tłum. Zaginione dziecko Filomeny Lee), opisującej historię innej kobiety, której również odebrano dziecko, również celem umieszczenia go w amerykańskiej rodzinie adopcyjnej. Ona również zdecydowała się odszukać swego syna. A bohaterką tej książki jest tytułowa, więc i interesująca nas tu Filomena Lee… Na zachętę dodam, że także film Stephena Frearsa jest pokłosiem tej książki, książka zaś jest pokłosiem najprawdziwszych w świecie wydarzeń!

Mając na uwadze powyższe wyjaśnienia, lojalnie też Państwa uprzedzam, że ten film w oderwaniu od podstawowych informacji o losach pierwowzorów głównych bohaterów wraz z historyczno-obyczajowym tłem przedstawionych w nim wydarzeń, będzie tylko wzruszającą, miejscami wyciskającą łzy opowiastką o skrzywdzonej przez złe zakonnice kobiecie. Ale równie dobrze może się on stać przyczynkiem do całkiem poważnych rozważań na całkiem życiowe tematy, jak np. moralność, nierozerwalna z nią hipokryzja, czy znaczenie w naszym życiu religii. Zachęcam więc Państwa do lektury niniejszego wprowadzenia, które – co prawda – jest tylko skromnym zlepkiem zgromadzonych przeze mnie informacji, ale dzięki którym pojmą Państwo wagę przedstawionego w tym filmie problemu. To tyle tytułem wstępu. Zapraszam do części zasadniczej!

 

Wprowadzenie



Ta historia, choć z pozoru bardzo zwyczajna i nie mniej ckliwa, jakby dla znudzonych codzienną egzystencją gospodyń domowych wymyślona, jakimś jednak cudem zainteresowała byłego dziennikarza BBC i byłego rzecznika prasowego rządu Wielkiej Brytanii, niejakiego Martina Sixsmitha. To niecodzienne zainteresowanie zaowocowało książką oraz o niej artykułem w poczytnym, brytyjskim dzienniku. I na tym artykule historia Filomeny Lee, jak wiele tego typu historii mogłaby się zakończyć, gdyby nie pewien znany i utalentowany brytyjski komik, Steve Coogan. Opisana w artykule historia wydała mu się na tyle ciekawa, by zechcieć doczytać o niej w książce, po czym przenieść ją na ekran. Osobiście nawet zabrał się za pisanie scenariusza, a następnie przedłożył go znakomitemu i utalentowanemu brytyjskiemu reżyserowi, Stephenowi Frearsowi. I tak książka, jak i film z miejsca wzbudziły sporo kontrowersji, zwłaszcza w kręgach o zacięciu konserwatywnym. Za moment sami Państwo pojmą, w czym rzecz… Przypomnę tylko, że książkę i film uzupełnia stworzony na potrzeby telewizji dokument ze znaczącym w nim udziałem samego Martina Sixsmitha. A przecież tak niewiele brakowało, żeby ta niezwykła i mająca swój ciąg dalszy historia, zatrzymała się na etapie osobistych wspomnień jej bohaterki. Mogła po prostu pozostać skrzętnie strzeżoną tajemnicą Filomeny Lee!

F jak fakty

Ja, niżej podpisana, Filomena Lee, lat 22, urodzona w hrabstwie Limerick w Irlandii, niniejszym oświadczam, że:

Jestem matką Anthony’ego Lee, urodzonego 5 lipca 1952 roku w Sean Ross Abbey, Roscrea, hrabstwo Tip-perary, Irlandia, syn przyszedł na świat poza związkiem małżeńskim.

Zrzekam się dożywotnio praw rodzicielskich względem Anthony’ego Lee na rzecz siostry Barbary, matki przełożonej Sean Ross Abbey, Roscrea, hrabstwo Tip-perary, Irlandia.

Celem zrzeczenia ma być umożliwienie siostrze Barbarze umieszczenia dziecka w rodzinie adopcyjnej, którą wybierze, na terenie Irlandii lub za granicą.

Zobowiązuję się do zaniechania jakichkolwiek prób kontaktu z dzieckiem w przyszłości.

Podpisano: Filomena Lee

Podpis i przysięga złożone przy świadkach przez będącą w pełni władz umysłowych Filomenę Lee z własnej nieprzymuszonej woli 27 czerwca 1955 roku”.

  

F jak Filomena



Irlandia, Anno Domini 1951! Osiemnastoletnia Filomena Lee zachodzi w ciążę z przypadkowo poznanym na wiejskim festynie chłopakiem. Nie ona pierwsza i nie ostatnia… Tyle, że w powojennej, katolickiej, więc i konserwatywnej Irlandii młoda, niezamężna i do tego ciężarna kobieta to hańba tak dla niej samej, jak i dla jej rodziny. Ostracyzm i powszechne potępienie – to wszystko, na co ze strony lokalnej i, co oczywista, bardzo katolickiej społeczności może liczyć dziewczyna, która dopuściła się grzesznego i niewybaczalnego występku, za jaki uważano seks przed i pozamałżeński. Tym bardziej, gdy w jego wyniku poczęło się nowe życie… Ojciec Filomeny, od wielu lat samotnie wychowujący gromadkę dzieci, bez skrupułów oddaje córkę pod opiekę sióstr Świętych Serc Jezusa i Maryi, które swoją siedzibę w opactwie Sean Ross przeznaczyły na Dom samotnej Matki. Tu Filomena Lee otrzyma nowe imię i będzie tylko Marcelą (w klasztorze żadna z dziewcząt nie ma prawa do własnego imienia i nazwiska). W lipcu 1952 roku, w klasztorze Sean Ross Abbey rodzi się mały Anthony, synek Filomeny. W tym samym klasztorze Filomena musi ciężką pracą praczki zarobić na swoje i dziecka utrzymanie, ale przede wszystkim odpokutować swój grzech. Jest jedną z prawie setki młodych dziewcząt, którym przydarzyła się nieślubna ciąża, i które za swój grzeszny występek zostały zesłane do Roscrea. Filomena bardzo kocha swojego synka. Jedyne, o czym marzy, to, aby wraz z dzieckiem opuścić klasztor i wrócić do rodziny. Póki co, jako grzesznica, w milczeniu i poniżeniu pierze zakonne habity, a jako młoda matka – krótkie chwile spędza z własnym dzieckiem. Tak w wielkim skrócie wygląda stworzony przez siostry zakonne i nader skwapliwie przez nie praktykowany program naprawczy, mający na celu jeszcze większe poniżenie i upodlenie młodych, bezbronnych i przestraszonych kobiet, najczęściej ofiar dziewczęcych marzeń o romantycznej miłości, w konsekwencji – nomen omen – brzemiennych w skutkach kontaktów z miłym chłopakiem z sąsiedztwa. Zdarzało się jednak i tak, że ich samotne macierzyństwo było skutkiem ojcowskiej, wujowskiej, kuzynowskiej, czy w ogóle męskiej przemocy seksualnej!

W 1955 r. Filomena zostaje zmuszona do podpisania oświadczenia, w którym raz na zawsze zrzeka się prawa do własnego dziecka. Kilka miesięcy później, trzyletni już Anthony opuszcza mury klasztoru, by odbyć daleką podróż za ocean, gdzie pod nowym imieniem i nazwiskiem dołączy do amerykańskiej i dobrze sytuowanej rodziny z Massachusetts. Od tej pory nazywać się będzie Michael Hess. I jako Michael Hess, pod auspicjami Partii Republikańskiej, zrobi błyskotliwą karierę w administracji najpierw Ronalda Reagana, następnie George’a Busha. Jednak mgliste wspomnienia o biologicznej matce oraz pragnienie, aby się z nią spotkać, poznać, a co najważniejsze – dowiedzieć się, dlaczego go zostawiła, miało go nigdy nie opuścić. Dwukrotnie, bo w 1977 i 1993 r. odwiedził Irlandię i klasztor w Roscrea. Wypytywał o matkę siostry zakonne, w tym i tę, która kiedyś zdecydowała o jego adopcji. Nigdy jednak nie poznał prawdy o kobiecie, o której nieustannie myślał, za którą tęsknił, ani o tym, dlaczego oddała go do adopcji. W 2008 r. matka i jej syn, dzięki dziennikarskim staraniom Martina Sixsmitha, spotkają się w tym samym miejscu, w którym onegdaj rozeszły się ich drogi. Jednak smutne i bolesne będzie to spotkanie…

Filomena opuściła Roscrea w styczniu 1956 roku. Z woli zakonnic wyjechała do Anglii, gdzie przez krótki czas pracowała w szkole dla chłopców z problemami wychowawczymi. Od 1958 r.,, jako pielęgniarka zaczęła pracę w szpitalu psychiatrycznym w małym miasteczku nieopodal Londynu. Wyszła za mąż, urodziła jeszcze dwójkę dzieci. Nigdy jednak nie przestała myśleć i tęsknić za swoim, podstępnie odebranym jej pierworodnym. Kiedy w listopadzie 1956 r. odwiedziła klasztor w Roscrea, miała jeszcze nadzieję, że matka przełożona ulituje się nad nią i wyjawi miejsce pobytu chłopca. Kolejną próbę podjęła we wrześniu 1977 r., miesiąc po tym, jak w poszukiwaniu swojej biologicznej matki klasztor w Roscrea odwiedził Michael Hess. Ale o tym miała się dowiedzieć dopiero po wielu, wielu latach…

18 grudnia 2003 r., w kolejną rocznicę rozstania z synem, siedemdziesięcioletnia już Filomena Lee uwalnia się od ciążącej jej do tej pory tajemnicy i opowiada o Anthonym swojej córce, Jane Libberton. Ta z kolei w styczniu 2004 r. spotyka się z Martinem Sixsmithem i nakłania go do zainteresowania się opowiedzianą przez matkę historią. Sixsmith, choć z początku niechętnie, to jednak angażuje się w poszukiwania Anthony'ego Lee. Odwiedza Sean Ross Abbey, wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie prowadzi dziennikarskie śledztwo mające na celu najpierw odnaleźć Michaela Hessa, a potem wszystkich dostępnych informacji dotyczących jego amerykańskiej historii życia. Rezultat tych poszukiwań zmaterializuje się w postaci wymienionej powyżej z tytułu książki oraz zamieszczonego na łamach „The Guardian” artykułu, będącego jednocześnie wywiadem z autorem książki. I jak już wspomniałam, artykuł i książka do tego stopnia zainteresowały poczciwego, angielskiego komika, że nie pozostało mu nic innego, jak wraz z kolegą po fachu, Jeffem Pope napisać scenariusz, znaleźć reżysera, obsadzić główne role (w tym samego siebie w głównej roli męskiej), żeby w końcu gotowe dzieło wysłać w świat.

F jak film

Steve Coogan (ur. 14.10.1965) jest znanym brytyjskim komikiem, po trzykroć zdobywcą British Comedy Award, siłą więc rzeczy kojarzony z rolami w filmach o charakterze rozrywkowym. Zagrał m.in. w takich filmach, jak: „O czym szumią wierzby”, „W 80 dni dookoła świata”, „Maria Antonina”, „Noc w muzeum”, „Jaja w tropikach”, czy „Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna”. Nie powinno więc dziwić przerażenie Filomeny na wieść, że poważnego i trochę cynicznego Sixsmitha zagra komik. Filomena, jak większość Brytyjczyków, była święcie przekonana, że słynący z komediowych ról Steve Coogan, nie potrafi zagrać nic na serio! A jednak potrafi! Za to z nieskrywanym entuzjazmem zareagowała, dowiedziawszy się, która z brytyjskich aktorek wcieli się w nią samą: „Nikt nie byłby lepszy od Judi Dench. W życiu nie mogłabym prosić o lepszą osobę do odegrania mnie w filmie. Byłam bardzo podekscytowana tym, że to ona mnie zagra. Chwaliłam się tym wszystkim przyjaciółkom. Nie mogły wyjść z podziwu. (…)Tak, tak. Judi to był najlepszy wybór”.

A tak, tak! Rola Filomeny, najważniejszej przecież postaci w całej tej historii przypadła w udziale jednej z najznakomitszych brytyjskich aktorek! Judith Olivia Dench 9 grudnia skończy 81 lat i pomału przymierza się do przejścia na aktorską emeryturę. Jest absolwentką Central School of Speech and Drama w Londynie. Życie zawodowe zaczęła w 1957 roku na deskach Old Vic Company (Liverpool) rolą Ofelii i przez niemal trzy dekady poświęciła się teatrowi, gdzie po wielokroć wcielała się we wszystkie kobiece postacie z dzieł Szekspira. W nie za długim też czasie, za sprawą wrodzonego talentu i niezbędnej w tym zawodzie pracowitości, otrzymała angaż w The Royal Shakespeare Company – uważanym za najwspanialszy teatr świata. Zanim na dobre zagościła na dużym ekranie, jako Sally Bowles wystąpiła w londyńskiej premierze musicalu „Kabaret” (dekadę później w tę samą postać wcieli się Liza Minnelli). W świecie filmu na poważnie zaistniała w 1985 roku niby niepozorną rólką pisarki w filmie „Pokój z widokiem”. Za udział w tym filmie otrzymała nagrodę BAFTA dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Potem były dwie bardzo brytyjskie królowe, czyli Wiktoria w „Jej Wysokości Pani Brown” (1997) oraz Elżbieta I w „Zakochanym Szekspirze” (1998). Za pogrążoną w depresji po śmierci męża Królową Wiktorię otrzymała Złotego Globa w kategorii najlepszej aktorki w filmie dramatycznym oraz nagrodę BAFTA dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Natomiast „ośmiominutowa” Elżbieta I przyniosła aktorce pierwszego Oscara za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą. Kolejna nagroda przyszła wraz z kreacją chorej na Alzheimera wybitnej, brytyjskiej pisarki i filozofki, Iris Murdoch w filmie „Iris” (2001). Za tę rolę Judi Dench otrzymała nagrodę BAFTA w kategorii dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Kolejne wyróżnienie to Nagroda Gildii Aktorów Filmowych dla najlepszej aktorki drugoplanowej za postać Armande w ekranizacji bestsellerowej powieści Joanne Harris Pt. „Czekolada” (2000).

Inne filmy z udziałem Judi Dench to m.in.: „Sen nocy Letniej” (1968), „Makbet” (1979), „Sajgon: Rok kota” (1983), „Garść prochu” (1988), „Henryk V” (1989), „Hamlet” (1996), „Herbatka z Mussolinim” (1999), „Kroniki portowe” (2001), „Lawendowe wzgórze” (2004), „Pani Henderson” (2005), „Duma I uprzedzenie” (2005), „Notatki o skandalu” (2006), „Dziewięć” (2009), „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach” (2011), „Mój tydzień z Marilyn” (2011), czy „Hotel Marigold” (2012).

Ale to nie kto inny, jak sam James Bond wyniósł ją na wyżyny popularności. Począwszy od „Goldeneye” po „Skyfall”, w siedmiu kolejnych filmach z serii o agencie Jej Królewskiej Mości, choć roiło się w nich od pięknych i młodych kobiet, to w ostatecznym rozrachunku pierwszą i jedyną dziewczyną Bonda okazała się właśnie Judi Dench. Pojawiała się u boku Bonda jako jego bezpośrednia przełożona, niejaka M. Rólka to niewielka, wręcz epizodyczna, jednakże dla fabuły bardzo znacząca. No i zagrana przez wielkiego formatu aktorkę, więc i podnosząca znaczenie granej przez nią postaci, jak i wartość artystyczną samego filmu.  

Judi Dench zaliczana jest do najwybitniejszych i najpopularniejszych brytyjskich aktorek. Z racji późnego debiutu na planie filmowym mogła liczyć już tylko na role dojrzałych kobiet. I w zasadzie były to typowe Brytyjki… W zasadzie, bo pod purytańską warstewką powściągliwości, zachowawczości, czy skłonności do oceniania, kryły się wyzwolone i niepozbawione poczucia humoru kobiety, które – tyleż z wdziękiem, co determinacją – wymykały się obowiązującym konwenansom i udowadniały, że – niezależnie od wieku, czy pozycji społecznej – mogą realizować się w każdej dziedzinie życia. W ten schemat wpisuje się także rola prostolinijnej i bogobojnej Filomeny Lee, która mimo zaawansowanego wieku podjęła walkę o poznanie prawdy. No i nie zabrakło jej tupetu, by tę prawdę z iście hollywoodzkim rozmachem ogłosić całemu światu!

Judi Dench, która dzięki wspaniałomyślności Elżbiety II od 1988 r. nosi tytuł Damy Imperium Brytyjskiego, Sama przyznaje, że im jest starsza, tym większa u niej skłonność do okazywania prawdziwych uczuć, w tym i gniewu, jak i do przekraczania granic. Twierdzi też, że nie jest jeszcze gotowa, by się zestarzeć i żywiołowo reaguje, gdy wytyka się jej wiek. Z pewnością zaawansowany wiek nie przeszkadza jej w angażowaniu się w działalność dobroczynną. Wiceprezesuje na ten przykład Brytyjskiej organizacji Vitalise, która prowadzi ośrodki wakacyjne dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami.

Judi, podobnie, jak Filomena, wychowała się w konserwatywnej rodzinie. Ojciec aktorki był lekarzem, matka zaś zajmowała się domem i dziećmi. Sama Judi jest już wdową po zmarłym w 2001 r. aktorze, Michaelu Williamsie i matką ich córki, Finty (również aktorka). Jest członkiem Religijnego Towarzystwa Przyjaciół, zwanych potocznie Kwakrami. I tak samo, jak Filomena, bez wstydu i zażenowania przyznaje się do swojej religijnej tożsamości i jej znaczenia w codziennym życiu: „Moja wiara to mój fundament. Stanowi centrum mojego życia i pozwala mieć nadzieję, że wszystko jest możliwe”.

Wśród zdobytych przez nią nagród znajduje się siedem Olivierów, w tym i dla najlepszej aktorki musicalowej (nagroda Laurence Olivier Award to ważna w branży Brytyjska nagroda teatralna). Ponadto Judi jest honorowym członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Szekspirowskiego oraz autorką przedmowy do książki "Shakespeare For Dummies". Aktorce powierzono także napisanie przedmowy do kolejnego, tego z 2013 r., w tym i polskiego wydania książki Martina Sixsmitha. A ponieważ książka i film to byty dość od siebie zależne, a tekst nawiązuje do filmu, pozwolę sobie zacytować niewielki jego fragment:

Podczas realizacji filmu czułam bardzo silną więź z odgrywaną postacią. Praca była dla mnie pozytywnym wyzwaniem. Obecność Filomeny i możliwość porozmawiania z nią w razie jakichkolwiek wątpliwości okazały się nieocenione, pozwoliły mi przygotować się do roli w sposób, jaki był niemożliwy, kiedy wcielałam się w rolę Elżbiety I czy Iris Murdoch.



Przedstawienie na ekranie żyjącej osoby to bardzo duża odpowiedzialność, którą potraktowałam niezmiernie poważnie i która czasem mocno mi ciążyła. Najbardziej zależało mi na tym, aby film oddał sprawiedliwość Filomenie Lee oraz książce Martina Sixsmitha. Wcześniej wielokrotnie współpracowałam ze Stephenem Frearsem jako reżyserem, wiedziałam więc, że jesteśmy wszyscy w dobrych rękach. Bardzo zadbał o to, aby historia Filomeny została opowiedziana prawdziwie i zgodnie z tym, co opisał Martin Sixsmith”.

 

Okrzyknięta aktorką wszechczasów, Judi Dench znakomicie odnalazła się w roli Filomeny Lee. W reżyserowanym przez Stephena Frearsa filmie, w zasadzie mogła pozostać sama sobą. Nie trudno bowiem zauważyć, że obie panie – Judi i Filomena – bardzo są do siebie podobne. Obie zaliczyły osiem dekad życia, obie są bardzo religijne, obie cechują pogodne usposobienie, niezwykle żywy temperament oraz ogromny apetyt na życie wraz z mnóstwem wartościowych pomysłów na jego wypełnienie. Obie sprawdziły się jako matki i żony. Są po prostu spełnionymi kobietami, które bez wstydu mogą spoglądać wstecz i z podniesioną głową kroczyć przed siebie, usiłując zmierzyć się z kolejną dekadą życia! Podobnego zdania jest córka Filomeny, Jane Libberton: „Judi była fantastyczna. Zarówno na planie filmowym, jak i poza nim jest taka sama jak mama. Obie są bardzo miłe dla wszystkich z otoczenia. Zawsze uprzejma, traktująca ludzi z szacunkiem. Na pewno nie mogli znaleźć lepszej osoby do odegrania tej roli”.



  „Tajemnica Filomeny” nie jest filmem oscarowym, co jednak nie czyni go dziełem bezwartościowym. Z pewnością nie jest filmem nijakim… Nie może bowiem nijakim być film, który w tym samym czasie i miejscu (Filmowy Festiwal w Wenecji w 2013 r.) otrzymuje nagrodę za najlepszy film o tematyce homoseksualnej oraz nagrodę Nazareno Taddei, przyznawaną w kategorii ewangelizacja przez media. Niewątpliwie opowiedziana na ekranie historia Filomeny, swoją tematyką dotykającą spraw Kościoła katolickiego i czysto świeckiej seksualności, jest dziełem, które i wzrusza i wzburza. Z pewnością też film ten, choć porusza ważny społecznie i moralnie temat, nakręcony został w lekkiej i przystępnej formie. Ot, takie taktowne, godne angielskiego dżentelmena połączenie dramatu z komedią obyczajową… I niewątpliwie jest to zasługa tyleż autorów scenariusza – Steve’a Coogana i Jeffa Pope, co i samego reżysera, Stephena Frearsa (ur. 20.06.1941), znanego choćby z takich filmów, jak: „Niebezpieczne związki”, „Pani Henderson”, czy „Królowa”. O pracy nad filmem i atmosferze panującej podczas kręcenia scen pan reżyser mówi tak: „Na planie panował bardzo miły klimat. Mieliśmy świetną, zgraną ekipę, a na planie, mimo poważnego tematu filmu, panowała lekka atmosfera. Judi mówi, że to stała prawidłowość… Obserwowanie, jak Steve się z nią przekomarza, jak ją nieustannie rozśmiesza, było przeprzyjemne. Ja sam mam w sobie polską krew, więc czarny humor nie jest mi obcy”. A o samej aktorce, z którą na planie filmowym spotkał się nie po raz pierwszy, mówi, że „zagrałaby mistrzowsko każdą rolę, bo jest po prostu wspaniałą kobietą, wyposażoną do tego w nadzwyczajne poczucie humoru”.   

A teraz zapraszam już do obejrzenia samego filmu! Mam też nadzieję, że znajdą Państwo czas i ochotę, by podzielić się ze mną swoimi o nim spostrzeżeniami, przemyśleniami, wrażeniami, czy wątpliwościami. Poniżej kilka pytań, które być może pomogą Państwu w uporządkowaniu i sformułowaniu myśli:

1. Co według Państwa sprawiło, że historia Filomeny wzbudziła takie zainteresowanie, że aż trzeba było o niej nakręcić film: osoba samej Filomeny, dzieje jej syna, w tym jego własna tajemnica i powiązania z Białym Domem, czy może zupełnie coś innego? A może jest tak, że nawet najzwyklejsza historia, najzwyklejszy człowiek, ale w rękach utalentowanego i ambitnego  twórcy stają się bezcennym tworzywem?

 2. Apoteoza chrześcijaństwa, czy atak nienawiści na Kościół katolicki? Na którą z tych „łatek” zasłużył według Państwa ten film?

3. Co w tym filmie dominuje: oskarżenie, przebaczenie, potępienie, czy zrozumienie? Jakie według Państwa jest ostateczne przesłanie filmu?

4. Czy nie uważają Państwo, że seksualność, zwłaszcza w odniesieniu do kobiet, to dla Kościoła katolickiego wciąż temat tabu? Gdzie upatrują Państwo przyczynę takiego stanu rzeczy? Czyżby chodziło tylko o męski szowinizm ukryty pod sutanną?…

5. A czym wytłumaczą Państwo postępowanie zakonnic? Jakimi wartościami – bo chyba nie chrześcijańskimi – kierowały się owe zakonnice odbierając matkom dzieci, by przehandlować je amerykańskim rodzinom?

6. Niezłomna wiara, czy może wyjątkowa i w genach zapisana osobowość? Co według Państwa sprawiło, że Filomena, mimo tylu upokorzeń i bolesnych doświadczeń, zachowała pogodne usposobienie, a przede wszystkim zdolność do wybaczania? A może to przychodzi wraz z wiekiem?…

7. Jak zinterpretowaliby Państwo twierdzenie, że „kobiety po sześćdziesiątce mogą odgrywać więcej ról niż tylko role emerytek”? Czy aby osoby w zaawansowanym wieku nie są – obok niepełnosprawnych i środowisk LGBT– jeszcze jedną grupą podlegającą stereotypom, a w konsekwencji i nagminnie dyskryminowaną? Czy spotkali się Państwo z terminem „ageizm”?

8. Czy mimo dysfunkcji wzroku są Państwo w stanie ocenić grę aktorską? Co w Państwa odczuciu decyduje, że aktor dobrze zagrał swoją rolę? Jak pod tym względem wypadli Judi Dench (jako Filomena) i Steve Coogan (jako Martin Sixsmith)?

9. To drugi w tym sezonie film (pierwszym był „Wenus w futrze), do którego muzykę skomponował Alexandre Desplat. Czy pokusilibyście się Państwo o ocenienie utworów tego kompozytora pod względem ich przydatności w filmie? Czy ta muzyka oddziałuje na Państwa emocje, a przez to i na Państwa wyobraźnię?

10. Czy i w jakim stopniu audiodeskrypcja pomogła Państwu w oglądaniu tego filmu? Jaką ocenę – w skali od 1 do 10 – dalibyście Państwo tekstowi (autorce) audiodeskrypcji, a jaką lektorce za jego przeczytanie?

 

Zapraszam do dyskusji! Opinie proszę przysyłać do dnia 20.09.2015 na adres:



ikfon@defacto.org.pl

lub umieszczać je bezpośrednio na forum dyskusyjnym IKFON:



http://ikfon.phorum.pl/

Edyta Miszczuk




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna