Technologie wiedzy: wyzwania edukacji



Pobieranie 142.84 Kb.
Strona1/3
Data29.04.2016
Rozmiar142.84 Kb.
  1   2   3


TECHNOLOGIE WIEDZY: WYZWANIA EDUKACJI1

Ladislau Dowbor

Po zakończeniu ostatniej wojny światowej w pewnym nazistowskim obozie koncentracyjnym znaleziono następujące przesłanie skierowane do profesorów:



Szanowny Panie Profesorze!

Przeżyłem obóz koncentracyjny. Moje oczy widziały coś, czego nie powinien widzieć żaden człowiek. Komory gazowe skonstruowane przez wykształconych inżynierów. Dzieci otrute przez dyplomowanych lekarzy. Niemowlęta uśmiercone przez fachowe pielęgniarki. Kobiety i dzieci rozstrzelane i spalone przez absolwentów wyższych uczelni. Dlatego odnoszę się podejrzliwie do edukacji.

Mam prośbę: niech Pan pomoże swoim uczniom, aby stali się ludźmi. Pańskie wysiłki nigdy nie powinny stwarzać wyszkolonych potworów czy sprawnych psychopatów.Czytanie, pisanie i arytmetyka są ważne tylko wtedy, gdy sprawiają, że nasze dzieci stają się bardziej ludzkie.

Technologie są ważne, ale tylko wtedy, gdy potrafimy posługiwać się nimi, a wiedza o tym, jak się posługiwać, nie jest jedynie problemem technicznym.



Technologie wiedzy

Postaramy się tu zidentyfikować w ogólnym zarysie ogromny potencjał, który tworzą nowe technologie wiedzy, a także nowe niebezpieczeństwa, które z nich wynikają. Edukacja nie może już funkcjonować bez powiązania z szerszymi dynamikami, które wychodzą poza uczelnianą aulę. Podobnie, gospodarka nie może już właściwie funkcjonować bez sprostania kwestii społecznej organizacji wiedzy.

Autor tej książki jest ekonomistą. Dlaczego zapuszcza się na teren, który normalnie należy do dziedziny zwanej edukacją? Z jednej strony dlatego, że nauczanie ekonomii to edukacja i nie ma takiego nauczyciela, który nie czułby, że zmierzamy ku nowym widnokręgom. Z drugiej strony długimi krokami podążamy ku społeczeństwu wiedzy i dla nas wszystkich, jak również w ogóle dla rozwoju gospodarczego i społecznego, problematyka edukacji stała się centralną sprawą.

Same w sobie technologie nie są złe. Dobrze się dzieje, gdy można robić więcej przy mniejszym wysiłku. Jednak technologie bez edukacji, wiedzy i mądrości pozwalających organizować ich realne wykorzystanie, sprawiają tylko to, że szybciej i na większą skalę popełniamy te same błędy. Uważaliśmy, że dla rozwoju kraju zasadnicze znaczenie ma budowa fabryk i tworzenie banków. Dziś stwierdzamy, że bez wiedzy i odpowiedniej organizacji społecznej zbudowaliśmy nowoczesność na glinianych nogach, fasadowy luksus, który nikogo już nie oszuka.

Niektóre fragmenty tej książki ukazały się w artykułach czy rozdziałach książek. W obliczu rozmachu wyznań, z którymi się borykamy, uważamy, że pożyteczne będzie wypracowanie całościowej wizji i przedstawienie stojących przed nami głównych wyzwań w sposób usystematyzowany, choć zwięzły.

1 – Od edukacji do zarządzania wiedzą

Oczywiście, przeobrażenia zachodzące dziś na planecie wychodzą daleko poza ramy zmian w technologiach informacji i komunikacji. Technologie te, zwane teleinformatyką (w skrócie ICT), odgrywają jednak centralną rolę. Ponieważ edukacja nie jest dziedziną samą w sobie, lecz permanentnym procesem budowy pomostów między szkolnictwem a otaczającym nas światem, nasza wizja musi obejmować te przeobrażenia. Zmienia się nie tylko technika nauczania, przyswajając sobie nową technologię. Należy przemyśleć również samą koncepcję nauczania.

Tradycyjnie edukacja to instrument służący dopasowaniu przyszłości zawodowej człowieka do świata pracy poprzez zdyscyplinowanie go i uzbrojenie w pewien sposób w wiedzę techniczną, tak, aby mógł „wygrać w życiu”, osadzając się w takim świecie, jaki istnieje. Z kolei to jego korzystne osadzenie ma przynieść mu uznanie i wynagrodzenie, czyli „sukces”.

Ten szeroko panujący paradygmat wygenerował inną, kontestacyjną wizję, która usiłuje zapewnić edukacji samodzielność pozwalającą jej skupić się na ludzkich wartościach, na kształtowaniu obywatela dysponującego krytyczną i twórczą wizją. Tak pojmowana edukacja, niejako wolna od stosunków ze światem ekonomicznym, byłaby wolna od wzorów, które ten chce jej narzucać.

Realnie istniejąca edukacja bez instrumentów technicznych, które pozwalają być kompetentnym po linii zawodowej, i zbyt krucha, aby dysponować mocami przekształcającymi, konstytuuje w końcu świat oderwany od procesów przeobrażeń gospodarczych i społecznych.

Wyłaniający się dziś świat stanowi jednocześnie wyzwanie dla edukacji i szansę. Jest wyzwaniem, ponieważ świat wiedzy tak głęboko się rewolucjonizuje, że nikt nie pyta nawet edukacji, czy chce się ona aktualizować. Zmiana to dziś kwestia przetrwania i kontestacja nie jest dziełem „autorytetów”, lecz rozrastającego się i nieuchwytnego, „pełnego worka” studentów, którzy codziennie porównują znakomite filmy i reportaże naukowe, ukazujące się w telewizji i w prasie, z zakurzonymi podręcznikami i repetycyjnymi lekcjami szkolnymi.

Jest również szansą w takiej mierze, w jakiej wiedza, służąca w edukacji za surowiec, staje się strategicznym zasobem nowoczesnego rozwoju. Należy powiedzieć sobie, że wiedza naukowa nigdy nie była w centrum procesów przeobrażeń społecznych. W starożytnej Grecji, bardziej interesującej się wojnami, odgrywała rolę folklorystyczną i w wielkich cywilizacjach, czy to w Chinach, czy w Rzymie lub w świecie arabskim, mobilizowała znikome pod względem społecznym mniejszości.

W obliczu przeobrażeń technologicznych, które zachodzą na planecie, świat edukacji zachowuje się tak, jakby był pod wpływem narkozy – w dużej mierze odcięty od procesu badań rozwojowych, który dziś koncentruje się zasadniczo w przedsiębiorstwach ponadnarodowych, i pozbawiony szerszej wizji wyzwania, któremu musi sprostać. W rzeczywistości, po raz pierwszy edukacja ma możliwość wywarcia decydującego wpływu na nasz rozwój.

Wraz z celami pojawiają się środki. Gdy edukacja staje się strategicznym narzędziem reprodukcji społecznej i awansu społecznego, jednocześnie powstają technologie, które pozwalają na wielki skok w dziedzinie form, organizacji i treści edukacji. Informatyka, multimedia, telekomunikacja, banki danych, wideo – to wszystko szybko się upowszechnia, podobnie jak wiele innych elementów. Telewizję, dziś ważny czynnik kształcący, można spotkać w najuboższych mieszkaniach. Koszty tych i innych instrumentów obniżają się w zawrotnym tempie.

Wychodząc od dostrzeżonych w różnych krajach tendencji, postulujemy takie pojmowanie edukacji, które szybko otwiera się przed szerszym podejściem, bo dziś nie wystarczy już pracować nad propozycjami unowocześnienia edukacji. Chodzi o ponowne przemyślenie dynamiki poznania w najszerszym znaczeniu i nowych funkcji nauczyciela jako pośrednika w tym procesie.

Opór wobec zmiany jest silny. Na ogół nowe technologie pojawiają się w bogatych krajach i natychmiast, w ślad za nimi, w bogatych segmentach naszego społeczeństwa, toteż mamy naturalną skłonność do utożsamiania ich z interesami panujących grup ekonomicznych. Prawdą jest, że początkowo służą one ich interesom. Tymczasem defensywna postawa wobec nowych technologii może sprawić, że najbardziej wsteczne segmenty społeczeństwa będą prezentowały się jako orędownicy nowoczesności.

W toku rewolucyjnych przeobrażeń świata wiedzy w ogóle, wyposażenie się w odpowiednie instrumenty i instytucje zarządzające w tej dziedzinie to z pewnością istotna oś służąca zerwaniu z naszym zacofaniem.



2 – Świat wiedzochłonny

Nie chodzi o to, aby zalać szkoły i inne instytucje komputerami zrzucając je na spadochronach. Z licznych badań przeprowadzonych w przedsiębiorstwach wynika, że zwykła informatyzacja prowadzi jedynie do tego, iż te same głupstwa popełnia się szybciej, a poza tym gromadzi się wymyślny sprzęt, który służy za maszyny do pisania. Chodzi o to, aby zorganizować produkcyjne przyswajanie całokształtu potężnych instrumentów, które będą mogły efektywnie funkcjonować tylko wtedy, gdy dokonamy odpowiedniej zmiany kulturowej w najszerszym znaczeniu tego terminu.

Taka zmiana kulturowa, cywilizacyjna, jest planetarna. Na przykład wszyscy widzieliśmy już informacje o względnym spadku znaczenia rolnictwa. W Stanach Zjednoczonych zatrudnia ono co najwyżej 2 proc. ludności czynnej zawodowo. Gdy jednak przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że wokół tych 2 proc., a więc rzeczywiście niewielu, funkcjonują przedsiębiorstwa świadczące usługi w zakresie sztucznego unasienniania, dalej przedsiębiorstwa świadczące usługi w zakresie analizy gleby, jeszcze inne, organizujące systemy składowania i konserwacji produktów czy świadczące usługi badawcze, meteorologiczne itd. Gdy zsumujemy ogół osób zatrudnionych w działalności bezpośrednio związanej z rolnictwem, ale nie uprawiających roli, to okaże się, że stanowią one co najmniej 20 proc. ludności czynnej zawodowo. Innymi słowy, to, co się dzieje, nie polega na zaniku rolnictwa: zmienił się sposób pracy na roli, gdyż zmalała działalność, którą symbolizuje motyka i która doskonale nadaje się do mechanizacji, natomiast zwiększyła się treść polegająca na organizacji wiedzy.

Z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem w stosunku do rolnictwa, przemysł idzie tą samą drogą. Liczba pracowników przemysłowych, czyli zatrudnionych w tak zwanym sektorze wtórnym, wszędzie maleje, powodując bezrobocie, które bardzo daje się odczuć nawet w tradycyjnych ośrodkach przemysłowych kraju. W rzeczywistości jednak szybkiemu kurczeniu się działalności operacyjnej przy maszynach towarzyszy rozwój działalności organizacyjnej, badawczej, menedżmentu, dizajnu itd., a więc tego, co nazwano działalnością „niematerialną”, ponieważ nie skutkuje ono wyrobem fizycznym, nie używa się w niej konkretnej maszyny. Wielu niejasno nazywa taką działalność usługami. Tymczasem jest to bardziej wiedzochłonna forma rozwoju produkcyjnego przetwórstwa przemysłowego.

Pojawia się również i nabiera coraz większej wagi działalność związana z polityką społeczną, polegająca na świadczeniu bezpośrednio osobom takich usług jak ochrona zdrowia, rozwija się ogromny sektor ogólnikowo nazywany przemysłem rozrywkowym, a także upowszechnia się sama edukacja, obejmując wszystkich, niezależnie od ich wieku. Są to sektory bardzo wiedzochłonne i kapilarne, to znaczy powinny docierać do każdego, do każdej rodziny, w sposób specyficzny i zróżnicowany, co wymaga bardzo kompleksowych systemów organizacji i menedżmentu, a zatem wymaga więcej wiedzy.

Niemniej ważna jest działalność rządowa. Choć dyskurs ideologiczny o minimalnym państwie przynosi głosy w wyborach, w realnie istniejącym świecie, na całej planecie, obserwuje się przyrost działalności publicznej. Nie ma w tym żadnej zagadki, a ideologii jest niewiele. Wraz z urbanizacją to, co w świecie rozproszonych populacji wiejskich indywidualnie realizowała każda rodzina, wymaga teraz powiązanych usług publicznych, takich jak zaopatrzenie w wodę i energię, ścieki, ulice, sieci szkolne itd. Usługi te z kolei wymagają całościowej wizji, planowania, poszanowania interesów społecznych i ekologicznych. W prywatnych rękach one bardzo źle funkcjonują. Interesujące jest to, że dziś taka instytucja, którą trudno podejrzewać o „etatyzm”, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, publikuje dane wyraźnie świadczące o tym, że im bardziej dany kraj jest rozwinięty, tym proporcjonalnie większy rozmach mają w tym kraju usługi publiczne. Tylko że te usługi w dziedzinie organizacji i menedżmentu społecznego wymagają dziś czegoś więcej niż tradycyjnej biurokracji: zręczności i elastyczności – nie tylko wysokiej chłonności informacyjnej, ale również powszechnego dostępu do informacji, gwarantującego demokrację i przejrzystość.

Innymi słowy, edukacja i systemy zarządzania wiedzą, które rozwijają się wokół niej, muszą nauczyć się korzystania z nowych technologii w celu przeobrażenia edukacji w takiej samej proporcji, w jakiej technologie te przeobrażają otaczający nas świat. Chodzi o przeobrażenia zarówno formy, jak i treści.

3 – Skok technologiczny informatyki i komunikacji

Nie tylko edukacja boryka się z nowymi technologiami – te same technologie wywierają wpływ na cały świat społeczny, generując nowe dynamiki, w których wiedza stopniowo nabiera centralnego znaczenia. Przeobrażenia te obejmują praktycznie wszystkie sfery działalności – gospodarkę, politykę, kulturę, samą organizację tkanki społecznej i nowych stosunków społecznych, a także powodują radykalne przeobrażenia użytku, jaki czynimy z naszego głównego zasobu nieodnawialnego: krótkiego czasu naszego życia.

Podstawa techniczna rewolucji, którą przeżywamy, jest dość prosta. Punktem wyjścia jest przyjęcie pewnego kodu dwójkowego: na przykład, zamiast pisać literę „a”, mogę postanowić, że konwencjonalnie zastąpię ją kombinacją „0” i „1”. Innymi słowy, zastępujemy reprezentację graficzną, „a”, abstrakcyjnym symbolem polegającym na kombinacji dwóch cyfr. Jeśli wybierzemy jednostki ośmiocyfrowe, to każdą literę alfabetu będzie można zastąpić na przykład czymś takim jak 0101100. Ponieważ chodzi o dwie cyfry, przy ośmiu pozycjach można mieć 256 kombinacji, które pozwalają wyrazić nie tylko alfabet, ale również poszczególne dźwięki należące do tonacji molowej, odcienie barwy itd. Jeśli zwiększymy rozmiar „słowa” cyfrowego, na przykład z 8 do 16 pozycji, to będziemy mogli włączyć wszystkie znaki chińskie, gdyż do dyspozycji będziemy mieli 65 516 kombinacji.

Nie ma w tym nic nowego ani tajemniczego. W kodzie Morse’a również używa się kodu dwójkowego – kropek i kresek. Na przykład wołanie o pomoc, SOS, reprezentują trzy kropki, trzy kreski i trzy kropki. Można przekazać go błyskami światła – trzema krótkimi, trzema długimi i trzema krótkimi. Kropki i kreski można reprezentować błyskami, dźwiękami, impulsami elektrycznymi – nie ważne jak, jeśli tylko potrafimy odróżnić dwa różne sygnały.

Aby mieć dwa różne sygnały, wystarczy jedna wariacja. Wariację tę wyraża się graficznie jako kombinację „0” i „1”, ale konkretnie może reprezentować ją biegun dodatni i ujemny pola magnetycznego czy wariacja długości fali świetlnej itd. Istotne jest to, że dana wariacja pozwala wyrazić dwa sygnały. Za pomocą kombinacji dwóch sygnałów można dać wyraz całemu uniwersum komunikacji – czy to literom, czy barwom, symfonii czy filmowi, całej pamięci nagromadzonej i zarejestrowanej przez ludzkość. Wkroczyliśmy w epokę cyfrową.

Drugi punkt tej rewolucji to fakt z dziedziny nowoczesnej elektroniki, której udało się „zakotwiczyć” te cyfry w ruchach na poziomie atomów, elektronów, fotonów. W wyniku postępu osiągniętego dzięki półprzewodnikom, tranzystorom, układom scalonym i mikroprocesorom, możliwe stało się przekształcenie „a”, które piszemy przy użyciu klawiatury, w maleńkie sygnały elektroniczne zapisujące się na twardym dysku naszego komputera lub na dyskietce. Innymi słowy, cały zasób wiedzy ludzkości sprowadza się do bazy, która z wszelkiego praktycznego punktu widzenia jest nieskończenie niewielka i przemieszcza się z prędkością światła. Wiedza przestała być materią i stała się „fluidem” o nieograniczonej plastyczności.

Trzeci punkt tych przeobrażeń polega na organizowaniu „nawigacji” w tym fluidzie informacyjnym. Ruchy na poziomie atomowym niekoniecznie wymagają bazy materialnej – informację cyfrową można otrzymać za pośrednictwem fal retransmitowanych przez satelitę i przekazywanych kablem światłowodowym lub telefonicznym. W tym też nie ma nic radykalnie nowego. Telefon, czyli głos na odległość, pozwalał nam słuchać kogoś, kto mówił z daleka. Lecz zamiana głosu na sygnały elektroniczne w punkcie wyjścia i ponowna zamiana sygnałów elektroniczny na głos w punkcie dojścia następowała przez analogię. Aby zrozumieć, na czym polega różnica, warto przypomnieć sobie stare płyty analogowe: przy nagrywaniu, drgający zgodnie z dźwiękami muzyki rylec żłobił spiralny rowek na powierzchni płyty zapisując w nim sygnał dźwiękowy, a przy odtwarzaniu igła przechodząca przez te rowki drgała i przez tubę znów słychać było muzykę. System cyfrowy pozwala nawigować w ten sam sposób obrazowi, symbolowi, dźwiękowi zakodowanym w cyfrach. Stworzyło to wspólną podstawę dla całego systemu wiedzy i umożliwiło transmisję gigantycznych ilości informacji bez zniekształceń i błędów. Gdy są problemy z transmisją, sam kod nas o tym ostrzega.

Czwarty punkt jest nieco mniej widoczny, ale równie istotny: chodzi o organizację poszukiwań informacji, tak, aby nie przygniatał nas nadmiar danych. Odwołano się na tym polu do osiągnięć brytyjskiego matematyka George’a Boole’a, który w XIX w. rozwinął metodologie organizacji myśli, i zastosowano je do „wyszukiwania” w Internecie i do naszych rozmaitych instrumentów nawigacji. Na przykład, interesują nas prace o stosunku między płacą a bezrobociem w krajach ubogich, po 1995 r. Szukamy więc prac, w których występują oba terminy – płaca i bezrobocie, prace, w których występuje jeden z nich itd. Kolejne przybliżenia prowadzą nas do tego, czego szukamy, nawet wśród miliardów jednostek informacyjnych.

Piąty punkt to rezultat: system cyfrowy pozwolił na szybkie osiągnięcie zbieżności wszystkich instrumentów, które zarządzają informacją, transmitują ją i otrzymują w jej rozmaitych formach. Wiedza, dana, symbol – to wszystko łączy się w tym gigantycznym zbiorowisku, w którym telefonia (głos), telewizja (obraz) i informatyka (informacja) wiążą się z sobą tworząc coś, co Dênis de Moraes nazywa infotelekomunikacją, a co obecne jest w zadaniach domowych naszych dzieci, w muzyce na naszym CD, w wyborze produktów w supermarkecie, w kodzie kreskowym, w kartach kredytowych, w naszych godzinach wypoczynku, w sposobie organizacji naszej pracy, w wiedzy o naszej działalności, którą posiadają organy państwa i przedsiębiorstwa, w sposobie bombardowań podczas wojny i w rozkładzie nalotów, nie mówiąc już o sposobie, w jaki same bomby naprowadza się na cele. Nie można uniknąć czegoś, co jest oczywiste: cała ta działalność osiągnęła fenomenalne rozmiary i odgrywa absolutnie centralną rolę w ogólnej działalności ludzkiej.

Reszta to wyścig na polu aplikacji. Codziennie komputer uzyskuje nowe oprogramowania, które organizują „pomost” między tym, co widzimy na ekranie, i jego wyrazem na poziomie mikroprocesora. Co roku same mikroprocesory zyskują na szybkości i mocy. W transmisji zamiast miedzi coraz częściej stosuje się światłowód. Wokół planety krążą satelity geostacjonarne, które pokrywają całą przestrzeń ziemską i pozwalają na to, aby każda choćby nie wiadomo jak izolowana szkoła, na przykład w Mongolii, miała dostęp do wszelkiej zinformatyzowanej wiedzy nagromadzonej przez jakikolwiek uniwersytet czy jakiekolwiek przedsiębiorstwo na świecie. Po dnach oceanów ciągną się międzykontynentalne kable światłowodowe, które pozwalają na błyskawiczną transmisję olbrzymich mas informacji. Wzdłuż autostrad buduje się kanały z kablami światłowodowymi, tworząc stopniowo nową gigantyczną pajęczynę planetarną, która rewolucjonizuje jednocześnie telefonię, telewizję, dostęp do banków danych i bibliotek, stosunki między przedsiębiorstwami czy między wydziałami przedsiębiorstw. Dorobek całej ludzkości w dziedzinie wiedzy przeobraża się w ogromny system naczyń połączonych, w którym wszyscy mają dostęp do wszystkiego.

Z kolei ta błyskawiczna dołączalność każdej istoty ludzkiej, każdej jednostki mieszkaniowej czy każdego zespołu pracowników w sferze informacji i komunikacji pociąga za sobą dramatyczne przeobrażenia w stosunkach międzyludzkich: Internet sprawia, że po raz pierwszy każdy, kto dysponuje konieczną wiedzą i zasobami – co jest czynnikiem warunkującym o ogromnym znaczeniu – uzyskuje możliwość komunikowania się z każdego miejsca na świecie z jakimkolwiek innym użytkownikiem na planecie. Szybko tworzy się coś, co nazwano społeczeństwem sieciowym. Internet jest tylko zorganizowanym systemem nośnikowym komunikacji planetarnej.

Gdy wiedza staje się kluczowym elementem przeobrażeń społecznych, samo znaczenie edukacji ulega jakościowej zmianie. Przestaje być dopełnieniem i uzyskuje w procesie nowe centralne znaczenie.

Na razie nowe technologie są narzędziem oczekującym na to, jaki użytek z nich zrobimy. Co oznacza dla nas to, że wiedza jako instrument przeobrażeń edukacji prezentuje się jako niematerialny fluid, w którym kąpie się planeta i który praktycznie krąży z szybkością światła?

Z taką szybkością można magazynować, przetwarzać lub transmitować do każdej części świata teksty, obrazy, rysunki, malunki, muzykę, zdjęcia, filmy, formuły matematyczne. Długi proces techniczny i ekonomiczny, który połączył dużą część szkół, instytucji badawczych, bibliotek, przedsiębiorstw, organizacji społecznościowych i mieszkań ze światem elektryczności, telefonem i antenami radiowymi i telewizyjnymi pozwala dziś na funkcjonowanie olbrzymiej sieci komunikacji naukowej i kulturalnej, na powszechną dołączalność, której rozmachu nigdy nie przewidywano. W obliczu tego rodzaju innowacji, wynalezienie druku przez Gutenberga, mimo całego jego rewolucyjnego znaczenia w epoce, w której się dokonało, wydaje się bardzo skromnym osiągnięciem.

Pozostawmy na boku rozmaite przesadne pomysły w rodzaju „sztucznej inteligencji” czy naturalną nieufność niedoinformowanych i trzymajmy się jedynie tego, co realne. Okazuje się, że informatyka, skojarzona z telekomunikacją, pozwala:

1. magazynować w sposób praktyczny, na dyskietkach, twardych dyskach lub dyskach laserowych i coraz częściej po prostu w „sieci”, gigantyczne masy informacji. Mówimy o setkach milionów jednostek informacyjnych, które mieszczą się w kieszeni, a nawet nie wymagają kieszeni, ponieważ stają się powszechnie dostępne z każdego punktu, dołączonego przewodowo lub bezprzewodowo;

2. inteligentnie opracowywać tę informację, tworząc społeczne i indywidualne banki danych, z których można korzystać w prosty i praktyczny sposób, i eliminując rutyny biurokratyczne, które tak bardzo paraliżują pracę naukową. Zapoznanie się z dziesiątkami dzieł po to, aby dowiedzieć się, kto co mówi o jakiejś szczególnej sprawie, „nawigując” między najrozmaitszymi opiniami, staje się niezwykle prostym zadaniem;

3. transmitować informację w bardzo elastyczny sposób oraz tanio i dokładnie, dziś za pośrednictwem telefonu podłączonego do komputera, a jutro za pośrednictwem światłowodów lub anten. Tak oto zaczyna się nowa epoka komunikacji wiedzy. Oznacza to, że z każdej auli czy z każdego miejsca zamieszkania można uzyskać dostęp do każdej biblioteki na świecie, jak również to, że szkoły mogą przekazywać sobie wzajemnie informacje naukowe;

4. bardzo prosto łączyć obraz nieruchomy lub animowany z dźwiękiem i tekstem, przezwyciężając tradycyjny podział na przesłanie czytane w książce, słuchane w radio lub oglądane w telewizorze; w tym świecie nic nie uniemożliwia uczniowi napisania wiersza z towarzyszącymi mu barwnymi malunkami lub z muzyką w tle. Cyfra nie rozróżnia między symbolem, barwą, liczbą, głosem;

5. posługiwać się systemami nie będąc specjalistą: skończyły się czasy, w których użytkownik musiał nauczyć się „języka” lub po prostu, zamiast myśleć o problemie będącym przedmiotem jego zainteresowania naukowego, myśleć o tym, jak posłużyć się komputerem. Powstanie programów „user-friendly”, „przyjaznych” wobec użytkownika, sprawia, że proces staje się nieco bardziej skomplikowany niż pisanie na maszynie, ale wymaga również zmiany ogólnej postawy wobec wiedzy; taka zmiana kulturowa często jest zmianą kompleksową.

Chodzi tu o dość znane fakty, toteż przypominając o nich pokrótce chcemy wskazać, że oto mamy przed sobą świat, który odsłania się w zawrotnym tempie i który będzie światem codziennym dla kształconych przez nas osób.

Z drugiej strony, ludzie dopiero teraz zaczynają uświadamiać sobie, że ogólny koszt sprzętu z pierwszej linii, posiadającego ogromną zdolność magazynowania danych, drukarkę laserową, modem do połączenia z telefonem, skaner do bezpośredniego przetwarzania tekstów lub obrazów papierowych na formę magnetyczną, jest taki, jak koszt dobrego telewizora lub tylko trochę wyższy. Dziś w naszym kraju telewizory są w 92 proc. mieszkań. Koszty te spadają z zawrotną szybkością. Jeszcze niedawno połączenie telefoniczne z zagranicą było bardzo drogie; dziś bardzo tanio można rozmawiać przez telefon godzinami. To przejaw nowej dołączalności planetarnej.

Zmienna kosztów jest ważna: gdy po kosztach budowy szkoły można kupić tysiące sprzętów informatycznych i sprzętów wideo, należy poddać pod dyskusję skład technologiczny nakładów inwestycyjnych na edukację. Z drugiej strony, książka naukowa kosztuje dziś około 50 reali, a za taką sumę można kupić CD z całą encyklopedią powszechną. Transmisja danych ze zinformatyzowanej książki naukowej przy pomocy modemu kosztuje dziesiątki razy mniej niż kserokopie, którymi „broni” się tylu profesorów.

Nie ulega wątpliwości, że absolutnie uprawniona jest postawa nauczycielki z peryferii, która, borykając się z najbardziej dramatycznymi i elementarnymi problemami i zarabiając absurdalnie mało, pyta: „A co ja mam z tym wspólnego?” Otóż, w obliczu równoległego istnienia zacofania i modernizacji, implikacja praktyczna naszych wywodów jest taka, że należy pracować w „dwóch czasach”, pracując możliwie jak najlepiej w świecie minionym, który stanowi nasza edukacja, ale szybko tworząc warunki sprzyjające wykorzystaniu przez nas nowych potencjałów, które się wyłaniają.

Nie jest to proste wyzwanie: jako nauczyciele, musimy przygotować naszych uczniów do pracy w świecie technologicznym, w którym my sami jesteśmy debiutantami. Warto przypomnieć sobie historię, którą Seymour Papert opowiada w The Children’s Machine: nauczycielka informatyki miała poczucie, że dzieci coraz bardziej ją wyprzedzają, ponieważ nie tylko bardzo łatwo przyswajały sobie to, czego ich uczyła, ale szybciej od niej szły naprzód. W sali lekcyjnej, nie potrafiąc odpowiedzieć na pytanie, które jej zadały i którego nawet nie zrozumiała, w przypływie zdrowego rozsądku zawarła z uczniami nowy pakt. Od tej chwili nie będzie musiała zaznajamiać się ze wszystkim, czego uczy, zwłaszcza w tym świecie tak przepełnionym nowymi rzeczami. Będzie ukierunkowywać uczniów w uzyskiwaniu przez nich zdolności informatycznych i przestanie sprawdzać treści. Jako nauczycielka, potrafi organizować uczenie się, co nie znaczy, że musi wszystko wiedzieć.

Tak oto, powracamy do wizji, którą przedstawiliśmy na początku: zmieniają się technologie, ale również zmienia się świat, który mamy badać, i potrzebne są zmiany samych form nauczania. Informatyzacja nie polega na tym, że przywozi się nowe maszyny. W tym przypadku nie wystarczy nawet mentalność „ instrukcje obsługi”: zrozumienie nowych dynamik znajduje się jeszcze w stadium konstrukcji.




  1   2   3


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna