TreśĆ księgi pierwszej



Pobieranie 0.68 Mb.
Strona3/7
Data07.05.2016
Rozmiar0.68 Mb.
1   2   3   4   5   6   7
Koniec księgi drugiej


TREŚĆ KSIĘGI TRZECIEJ

Agryppina z popiołami Germanika najpierw do Brundizjum, z tamtąd do Rzymu przybywa, które w grobie Augusta złożono – Druzus wyjeżdża powtórnie do Illiryku – Pizon pozwany o zadanie trucizny i obrazę majestatu, nie widząc sposobu uniknięcia kaźni, sam się zabija – Takfaryn znowu wojnę w Afryce wszczyna, którą Luciusz Aproni, prokonsul, przytłumia – Lepida Emilia oskarżona o truciznę i cudzołóstwo, karę odnosi – Prawo Pappia Poppea ostro dotychczas wykonywane zwalnia Tyberiusz i ścisłość jego rozwiązuje. Początki praw i odmiany ich rozmaite – Woluziusza i Sallustiusza, znakomitych w Rzeczypospolitej mężów zejście – Tyberiusz do Kampanii wyjeżdża – Takfaryn trzeci raz w Afryce bunt wszczyna, na której obronę posłany Junius Blezus – Kilku z rycerskiego stanu o obrazę majestatu doniesionych na karę skazano – Rozruchy w Tracji – Niektóre w Galii narody broń podnoszą z powodu Sakrowira i Elora. Wojska ich do legionów germańskich zniesione do dawnego posłuszeństwa powracają – Kaius Lutorius rycerskiego stanu skazany na gardło o zelżony majestat, w więzieniu ginie – Próżne na zbytki utyskiwania bez skutku się rozchodzą – Druzus trybunem gminnym zostaje – Kapłanom Jowisza zabroniono ciągnąć losem prowincję – Roztrząśnienie praw greckich tyczących się dania ochrony winowajcom – Sylan za zdzierstwa urzędowe i obrazę majestatu na wygnanie skazany – Junius Blezus Takfaryna gromi i brata jego pojmuje – Junii, zacnej białogłowy zejście i pogrzeb – To się działo w przeciągu trzech lat pod konsulami:

DCCLXXIII, (20 n.e.) – Markiem Walerym Messalą, Kaiem Aurelim Kottą;

DCCLXXIV, (21 n.e.) – Tyberiuszem Augustem IV, Druzem Cezarem II;

DCCLXXV, (22 n.e.) – D. Haterym Agryppą, Kaiem Syplicym Galbą.


KSIĘGA TRZECIA


772 rok od Założenia Rzymu ( 19 r.n.e.)



  1. Agryppina nie zważając na niebezpieczeństwa zimowej żeglugi, kończyła nieprzerwanie swą podróż, ąż do wyspy Korcyry, leżącej na przeciw brzegu Kalabrii. Tam się nieco zatrzymała, kojąc nieutulony w żalu, a do cierpienia nie przywykły umysł. Tym czasem zasłyszawszy o jej przybyciu wierni przyjaciele, wielu z rycerstwa, którzy pod Germanikiem broń nosili, zbiegali się do Brundizjum jako najbliższego i najbezpieczniejszego portu. Sami nawet nieznajomi przybywali z miast pobliskich, jedni przez ciekawość, drudzy dla oświadczenia życzliwości. Ledwo dojrzano flotę, okryły się mnóstwem smutnego gminu nie tylko port i miejsca nadmorskie, lecz mury, dachy i skąd tylko patrzeć można było. Każdy się pytał: „Z okrzykiem czy też w milczeniu wysiadającą przyjmować?”, nie wiedziano albowiem co w takim wypadku czynić należało. W tem powoli zbliżały się statki; zasępieni smutkiem majtkowie żadnych zwykłego wesela nie dawali znaków. Skoro wysiadła na ląd z dwojgiem dziatek, trzymając z wlepionymi w ziemię oczyma żałosną urnę, ozwały się natychmiast powszechne jęczenia, nie rozeznać pomieszanego mężów i niewiast, swoich i obcych lamentu. Agryppina ze swą drużyną, długim zemdlona żalem, mniej boleć od świerzych zdawała się.

  2. Wysłał naprzeciw Tyberiusz dwie roty pretorskie z rozkazem do urzędników Kalabrii, Apulii i Kampanii, ażeby zmarłemu synowi ostateczną posługę oświadczyli. Niesione popioły na ramionach trybunów i setników. Poprzedzały urnę nieprzebrane chorągwie i liktorów wywrócone pęki. Gdziekolwiek żałobny przechodził orszak, wychodziło mu na przeciw zaczernione pospólstwo, przybrane w paradne szaty rycerstwo, paląc każdy według swej zamożności fanty, kadzidła i inne obchodom pogrzebowym zwyczajne rzeczy. Zbiegało się nawet z dalszych miasteczek pospólstwo, bijąc na ofiary bydło, budując podziemnym bogom ołtarze, a łzami i płaczliwym narzekaniem nieutulony żal oświadczając. Druzus z dziećmi Germanika, które się w mieście znajdowały i bratem jego Klaudiuszem, wyjechał aż do Tarcyny. Walery Messala i Aureli Kotta (albowiem objęli już konsulowski urząd) tudzież Senat i wielka część ludu napełniła gościniec, stojąc rozsypką i jako kto chciał płacząc bez pochlebstwa, zwłaszcza że każdy poznawał radość stryja, zmyślonym ukrytą żalem.


773 rok od Założenia Rzymu ( 20 r.n.e.)


  1. Nie znajdował się tam Tyberiusz z Liwią, gdyż bądź mieli za ujmę majestatu jawnie płakać, bądź przez bojaźń, aby stojąc na celu tylu ciekawie patrzących na siebie oczu, obłudy nie wydali. Nie czytałem nigdzie ani w dziejopisach, ani w aktach publicznych, aby Antonia znakomity jaki macierzyńskiej ku synowi dowód miłości pokazała, chociaż w nich obok Agryppiny, Druza i Klaudiusza, inni nawet krewni wyraźnie są wzmiankowani. Czy też słabośćzdrowia tego jej nie pozwoliła, czy zwątlony boleścią umysł nie czuł się dość silnym do zniesienia smutnego widoku. Łatwiej bym temu wierzył, że Tyberiusz z Liwią, nie wychodząc sami z domu, przeszkodzili Antonii, aby się zdawało, że za przykładem matki, równa stryja i babki żałość wszystkich razem zatrzymała.

  2. Dzień, w którym śmiertelne zwłoki wniesiono do grobu Augusta, to na głuchym milczeniu, to na lamentach schodząc, smutnej razem pustyni i trwogi okropnej sprawiał wizerunek. Pełno po ulicach gminu, oświecone pochodniami Pole Marsowe, zbrojne żołnierstwo, żałobne magistraty, lud na kupy podzielony. Wszędzie się ozywały płaczliwe głosy, „upadła rzecz pospolita, zginęła wszelka nadzieja”, a to z taką wolnością, jakby Rzym na swych panów zapomniał. Jednak nic głębiej nie ubodło Tyberiusza, jak uprzejma ku Agryppinie ludu miłość, który ją „ozdobą ojczyzny, krwią Augusta, jedynym starożytności przykładem” nazywając, wznosił ręce do nieba, prosił Bogów, „aby pognębiwszy nieprzyjaciół, potomstwo jej dalszym wiekom w całości dochowali.”

  3. Przyganiono też niedbalstwu względem pogrzebowej okazałości, przywodząc na pamięć ową wspaniałość z jaką August przed laty ojca jego, Druza, pochował. „Że sam pośród tęgiej zimy jechał do Tycynu i ciała aż do Rzymu nie odstąpił. Że niesiono wokół urny obrazy Klaudiuszów i Julich; opłakiwano go na placu publicznym, chwalono w mowach pogrzebowych, łącząc ze starożytnymi wszystkie od potomności wynalezione honory. Germanikowi zaś tych nawet ubliżono, które lada szlachetnie urodzonego spotykać zwykły; że musiano wprawdzie przez odległość miejsca spalić go w obcej krainie. Lecz należało w domu sowicie to wynagrodzić, czego mu zawisne pierwej zajrzało szczęście; że go brat niedaleko spotkał, a stryj nawet do bramy nie wyszedł. Gdzież się podziały owe starożytne zwyczaje? Gdzie niesiony na marach obraz? Gdzie pieśni pochwalne? Gdzie mowy żałobne, gdzie opłakiwania albo przynajmniej pozory ich?”

  4. Wiedział o wszystkim Tyberiusz, przeto ażeby dalszym pospólstwa szemraniom przerwać, ogłosił wyrok: „iż żaden z tylu przezacnych Rzymian, którzy swe życie za ojczyznę położyli, z tak wielką żałością nie był wspominany; że takowa ku zmarłemu przychylność jemu i wszytkim jest nader przyjemna, byle się tylko w pewnych zachowała granicach; że nie wszystko to książętom i panującemu nad światem narodowi, co mniej znakomitym domom lub miastom przystoi; że godna wprawdzie tak wielka strata łez chojnych, ale już czas otrzeć oczy, czas podnieść umysł za przykładem Juliusza i Augusta, z których pierwszy utratą córki jedynaczki, drugi wnuków strapiony, umieli jednak smutek utaić. Nie trzeba tu starożytnych przywodzić przykładów, jak wiele razy lud rzymski zgubę swych wodzów, pogromy wojsk, wytępienie prawie do szczętu najznaczniejszych domów mężczyzn sercem poniósł. Umierają mocarze, Rzeczpospolita śmierci nie ulega. Należy zatem każdemu wracać do swych codziennych powinności, a przy następujących Igrzyskach Megalskich rozrywki nawet zażyć.”

  5. Tak tedy po zakończonej żałobie wszyscy do pierwszych zabaw wrócili się. Druzus wyjechał do wojsk illyrijskich zostawiwszy miasto w tęskliwym oczekiwaniu sądu i srogich na Pizona szemraniach: „że błąkając się tym czasem po rozkosznych Azji i Achai krajach, chytrym a teraz dumnym czasu zwlekaniem dowody swych zbrodni wątlił.” Gruchnęło albowiem: „że wysłana do Rzymu – jak wyżej mówiłem – przez Senciusza sławna owa wiedźma Martyna nagle w Brundizjum zmarła nie zostawiwszy na ciele innego gwałtownej śmierci znaku, oprócz uplątanej w węźle warkocza trucizny.”

  6. Tym czasem Pizon, przysławszy do Rzymu syna z nauką, jakim sposobem miał Tyberiusza ułagodzić, sam wyjechał do Druza, mając nadzieję tym większej w nim powolności, że w bracie wspólnika utracił. Tyberiusz, aby pokazać nieskażoną w tej mierze sprawiedliwości żądzę, przyjąwszy łaskawie młodzieńca, obdarował go hojnie, jak nakazywał zwyczaj dla synów szlachetnie urodzonych. Druzus zaś Pizonowi odpowiedział: „że jeśli prawda co na niego mówią, pierwszy mieć będzie do niego sprawiedliwą urazę; że z tym wszystkim życzy, aby te powieści były fałszywe, a śmierć Germanika nikomu zguby nie przyniosła.” To mówił jawnie, strzegąc się wszelkiej osobności, z nauki bez pochyby Tyberiusza, ponieważ niechytry z przyrodzenia i otwarty młodzieniec starego franta nauk zażywał.

  7. Przeprawiwszy się Pizon przez Morze Dalmackie, zostawił okręty przy Ankonie, a sam jadąc krajem piceńskim, dognał legion na drodze flamińskiej, który z Pannonii do Rzymu, a z tamtąd do Afryki miał ciągnąć. Dało to powód różnym gadaniom, „że się czesto z żołnierzami w rozmowy wdawał”, więc dla ujścia podejrzenia, czy też że pospolicie trwoga radę odbiera, spuściwszy się rzeką Narem, a potem Tybrem, przybił łódź do grobu Cezarów. Tym postępkiem rozjątrzył jeszcze bardziej pospólstwo, mianowicie że w dzień, w obecności licznego gminu, otoczony wielkim klientów mnóstwem, a Placyna po środku kobiecej zgrai, wesoło do miasta weszli. Przyczynił nienawiści sam dom w rynku stojący, majem świetnie przyozdobiony, tudzież sprawiona w domu biesiada, co się dla publiczności miejsca utaić nie mogło.

  8. Nazajutrz Fulcyni Trion zapozwał go przed konsulów, lecz Witeliusz z Weranim i inni zmarłego przyjaciele dowodzili przeciwnie: „że się tu Trion mieszać nie powinien”, oświadczając się: „że sami chcą stanąć nie jako oskarżyciele, lecz jako świadkowie oczywiści i ostatecznej woli Germanika tłumacze.” Porzuciwszy zatem Trion obecną sprawę otrzymał, „ażeby mógł o dawniejszym życiu Pizona mówić.” Proszono Tyberiusza, „aby osobą swoją chciał w sprawę wejrzeć”, na co sam obwiniony przystawał, bojąc się przychylności Senatu i pospólstwa, a Tyberiuszowi ufając, który i o tajemnicach matki dobrze wiedział i gminne gadania lekceważył. Do tego uważał: „że fałszu od prawdy rozsądek łatwiej się od jednej osoby uczyni, a gminem złość i nienawiść kieruje.” Nie tajne było Tyberiuszowi, jak zelżywe o nim latały wieści i jak wielkiej wagi wkładano nań sprawę, jednak wysłuchawszy w obecności kilku poufałych skargi na Pizona i odpowiedzi jego obrońców, całą rzecz do Senatu odesłał.

  9. Tym czasem Druzus wróciwszy się z Illiryku wjechał do miasta bez rzadnej okazałości, odkładając na inny czas uchwalone przez Senat honory, „ażeby za przyjęcie Maroboda i za chwalebne roku przeszłego dzieła triumf mniejszy odprawił.” Obżałowany Pizon chciał mieć za patronów Tyta Arruncego, Tyta Winiciusza, Azyniego Galla, Ezernina Marcella, Sexta Pompeia, z czego gdy się oni pod różnymi pozorami wymówili, przydano mu Marka Lepida, Luciusza Pizona i Liweneia Regula. Wyglądało ciekawie całe miasto, „z jaką też usilnością postąpią Germanika przyjaciele, na czym Pizon ufność swą zasadzał i czy się Tyberiusz rzetelnie ze swych myśli wytłumaczy, czy też je w zatajeniu zostawi.”, nigdy się podobno bystrzej w jego postępki nie wpatrując, ani sobie więcej tajemnych rozmów lub podejrzliwego milczenia pozwalając.

  10. Dnia, którego się Senat zgromadził, zabrał głos Tyberiusz z przygotowanym pomiarkowaniem. „Że Pizon był legatem i przyjacielem ojca jego, przydanym Germanikowi od siebie i od Senatu za pomocnika w sprawowaniu prowincji wschodnich; że należy z wszelką obojętnością wejrzeć i rozsądzić, jeżeli nieposłuszeństwem i wszczynaniem sporów urażał Germanika, jeśli się radował ze śmierci jego, albo sam do niej się przyczynił. Bo jeśli – mówił – będąc legatem, a wychodząc z granic powinności rozkazom wodzowskim nie był posłusznym, jeśli pokazywał wesele ze zguby syna, a mojego smutku, zamknę przed nim wrota i będę się mścił prywatnych, nie dostojeństwu mojemu uczynionych uraz. Co jeśli się dopuścił zbrodni, która na osobie najbliższego z ludzi dokonana, gardłowej kaźni podlega. Do was będzie należało przykładną surowością i potomstwu Germanika i nam, rodzicom, folgę w żalu uczynić. Uważać przy tym należy, jeśli buntował wojsko, zniewalał sobie podarunkami żołnierstwo, gwałtem i bronią dobijał się prowincji, czy są to fałszywe i nienawiścią oskarżycieli rozwiedzione zarzuty, których ja zbytniej gorliwości chwalić nie mogę. Na cóż było albowiem obnażać umarłego, wystawiać ciało na widowisko pospólstwa, rozsiewać między obcymi nawet, że od trucizny zginął, kiedy się to jeszcze jawnie nie dowiodło? Płaczę ja wprawdzie i płakać będę zawsze nad stratą synowską, jednak też nie bronię winowajcy, aby na usprawiedliwienie swoje nic nie mówił i jeśli ma żal jaki na Germanika, takowego nie przełożył. Proszę was, abyście przez wzgląd, że się ta sprawa żalu mojego tyka, zadanych występków za oczywiste nie brali. Niech przyjaciele i krewni zmarłego czynią dosyć swym obowiązkom, ile im tylko usilność i wymowa pozwoli. Do tejże pracy i stateczności oskarżycieli wzywam, to jedynie Germanikowi nad przepis praw pozwalając, aby sprawa jego w Senacie a nie w publicznym sądzie roztrząsana była, z równą jednak wszędzie sprawiedliwością i baczeniem. Żaden niech nie patrzy na łzy Druza i żałość moją, ani słucha tego w co nas obu złośliwa oblecze potwarz.”

  11. Dano zatem oskarżycielom dwa dni do zarzutów, a po sześciu dniach zwłoki kazano winowajcy przez trzy dni odpowiadać. Zadał najpierw Trion Pizonowi stare, nikczemne rzeczy: „że będąc w Hiszpanii buntował i zdzierał prowincję.” Lecz jako dowiedziona zarzuconego występku prawda nie byłaby szkodliwą dla winowajcy, gdyby się z zadanych świeżo oczyścił, tak usprawiedliwenie się z niego mało by pomogło, gdyby go o większe zbrodnie przekonano. Po Trionie mówili żwawiej Serwej, Werani i Witeliusz, lecz ostatni najwymowniej: „że Pizon przez nienawiść do Germanika, a dla wykonania uknowanych szkodliwie zamysłów, pozwalaniem rozpusty i uciemiężania sprzymierzeńców tak mocno popsuł proste żołdactwo, że go najwięksi niecnotowie Ojcem legionów nazywali; że przeciwnie trapił wszystkich poczciwych, mianowicie przyjaciół i towarzyszy i Germanika; na koniec samego czarami i trucizną zabił; stąd owe bezecne po świątyniach ofiary przez niego i Plancynę czynione, stąd podniesione na ojczyznę oręże, stąd uporczywe gwałty, póki go na dopełnienie winy w polu nie zbito.”

  12. Trudno było na wszystko odpowiedzieć, ponieważ Pizon nie mógł temu przeczyć, że wojsko buntował, że w prowincji łotrostwa i rozpusty pozwalał, że na wodza obelżywe potwarze rzucał. Z samego otrucia zdawał się usprawiedliwić, czego mu sami oskarżyciele słabo dowodzili: „jakoby siedząc przy Germaniku na biesiadzie, podał mu potrawę napuszczonymi jadem palcami zarażoną.” Na co że się mógł odważyć pośród obcej czeladzi, w obecności Germanika i tylu przytomnych oczu, rzecz do wierzenia nie podobna. Zwłaszcza, że sam winowajca prosił, aby na wybadanie prawdy, tak własne jego pacholstwo jak i sługi Germanika na spytki wzięto. Lecz sąd nie dał się przebłagać z różnych przyczyn: Tyberiusz przez wznieconą wojnę w prowincji, Senat nie mogąc tego na sobie przewieść, aby Germanik przyrodzoną śmiercią umarł. Proszono o pokazanie pism z obu stron, na co równie Tyberiusz jak i Pizon nie pozwolili. Tym czasem wrzeszczało pospólstwo pod drzwiami, „że go na sztuki rozerwie jeśli kaźni sądowej ujdzie.” I już szarpało obrazy Pizona ciągnąc je na wschody Gemońskie, ale się temu Tyberiusz sprzeciwił i na miejsce odstawić kazał. Odprowadzono winowajcę do domu w lektyce z trybunem roty pretorskiej, zostawiając lud w wątpliwości czy mu za obrońcę przed gwałtem, czy też za świadka śmierci przydano.

  13. Nie mniejsza była zawziętość ku Plancynie, lecz większa u dworu łaska, przeto wątpiono jeszcze jak sobie miał Tyberiusz z nią postąpić. Póki Pizon nadziei zupełnie nie stracił obiecywała mu, „że go w rzadnym przypadku, bądź śmierci, bądź wygnania nie odstąpi.” Lecz skoro na tajemne Liwii prośby otrzymała darowanie winy, poczęła się powoli z mężem rozstrzygać i sprawę swą od sprawy jego oddzielać. Widząc Pizon niechybną zgubę, wątpliwy czy miał jeszcze dostąpić szczęścia, za poradą synów pokrzepiony poszedł znowu do Senatu. Tam gdy na niego powtórnie skarżono, a groźny Senat zdania nie zmieniał, widząc ze wsząd ucisk i trwogę, niczym się bardziej nie zmieszał jak widokiem Tyberiusza, który ukrywszy w sobie gniew i litość, aby się z niczym nie wydać, niewybadany siedział. Odprowadzony do domu niby na przygotowanie do dalszej obrony, napisał kilka listów i zapieczętowawszy oddał wyzwoleńcowi. Jadł potem wieczerzę i dobrze już w nocy, po wyjściu żony z pokoju zamknąć drzwi kazał. Znaleziono go rano zarżniętego i miecz obok leżący.

  14. Zdarzyło mi się słyszeć od ludzi starszych iż widziano nie raz kartelusz jakiś w ręku Pizona, którego chociaż nikomu nie pokazał, jednak przyjaciele powiadali: „że to był list z danymi na Germanika rozkazami; że Pizon chciał przeczytać go w senacie i skarżyć się na Tyberiusza, gdyby go Sejan kłamliwymi obietnicami nie odwiódł.” Dodawali i to: „że nie od własnej ręki, lecz od nasłanego siepacza zginął. Ja chociaż nic o tym pewnego nie twierdzę, nie chciałem jednak przemilczeć powieści tych ludzi, którzy za mojej jeszcze pamięci żyli. Tyberiusz ustroiwszy smutną postawę żalił się, że takową śmiercią w nienawiść go u Senatu podawano. Wypytywał się syna: „jakim sposobem Pizon dzień życia i noc ostatnią spędził?” Na co gdy on częścią rozsądnie, częścią nierozmyślnie odpowiadał, począł czytać list w te prawie słowa przez Pizona napisany. „Spiskiem nieprzyjaciół i uknowanymi przez nienawiść potwarzami pognębiony, wzywam cesarzu na świadectwo nieśmiertelnych bogów, żem tobie i matce twojej był zawsze wierny. W tej ufności upraszam was, abyście mieli wzgląd na synów moich, z których Kneius Pizon nieszczęścia ojcowskiego nigdy uczestnikiem nie był, znajdując się zawsze w Rzymie. Marek zaś Pizon odradzał mi powrót do Syrii i dał by to Bóg, abym ja raczej na młodego syna radzie, niżeli on na zdaniu starego ojca przystał. Przeto tym goręcej proszę za nim, aby niewinnym będąc, ojcowskiego grzechu nie przypłacał. Przez czterdzieści pięć lat wierności, przez społeczność urzędu konsula, który razem z ojcem twym, Augustem i z tobą w zgodzie i przyjaźni żem piastował, zaklinam cię, abyś uczynił nieszczęśliwemu synowi tę łaskę przez wzgląd na tego, który cię o nic już więcej prosić nie będzie.” O Plancynie żadnej wzmianki nie uczynił.

  15. Potem Cezar uwolnił młodzieńca od winy wzniecenia wojny domowej, powiadając: „że będąc synem musiał ojcowskich rozkazów słuchać.” Żalił się nad nieszczęśliwym przypadkiem zacnego domu i samego Pizona, cokolwiek on zawinił. Plancynę ze wstydem swoim a ohydą matki, zasłaniając się jej prośbami, bronił, ponieważ stąd na nią tajemne poczciwych szemrania co raz się zajątrzały. „Czy – mówili – przystoi babce patrzeć na morderczynię wnuka, przystawać z nią i z rąk sprawiedliwości wydzierać? Czy prawa dla obrony najlichszego z obywateli postanowione samego tylko Germanika wyłączyły. Werani z Witeliuszem płaczą nad nim, Tyberiusz z Liwią bronią Plancyny. Nic jej więcej nie zostaje, tylko aby doświadczone sztuki i trucizny wywarła na Agryppinie i jej dziatkach, a krwią niefortunnego domu stryjowskie i przezacnej babki oczy napasła.” Dwa dni zeszło na tych płonnych inkwizycjach, w przeciągu których nalegał Tyberiusz na synów Pizona, aby bronili matki. Na koniec gdy oskarżyciele i świadkowie jeden po drugim mówili, a żaden nie odpowiadał, zamieniła się nienawiść w politowanie. Spytany najpierw o zdanie Anreli Kotta, konsul (bo w przytomności Cezara, który wniesienia czynił, sami konsulowie wotowali) radził, „aby wymazać z ksiąg publicznych imię Pizona, część dóbr skonfiskować, drugą oddać starszemu synowi z obowiązkiem zmiany imienia. Marka, drugiego syna, złożyć z godności senatorskiej i posłać na dziesięcioletnie wygnanie, dawszy mu 5000 sestercji. Zostawić przy życiu Plancynę przez wzgląd na prośby Liwii.”

  16. Wiele w tym dekrecie ugłaskał Tyberiusz, nie chcąc najpierw glózować z ksiąg imienia, ponieważ ani Marek Antoni, który broń na ojczyznę podniósł, ani Juliusz, syn jego, który dom Augusta zelżył, tak ostro nie byli ukarani. Uwolnił i Marka Pizona od niesławy, zostawiając go przy ojczystych dobrach, nie był albowiem, jakom często nadmieniał, na cudze majątki chciwy, a na ów czas też przez wstyd, że Plancyny bronił, z surowości swej nieco ujął. Nie dopuścił nawet wystawić na pamiątkę tej sprawy posągu złotego w świątyni Marsa Mściciela, ani ołtarza bogini Zemście budować, jak Walery Messalin i Cecyna Sewerus chcieli, dając przyczynę: „iż to się tylko ma czynić po otrzymanych na nieprzyjaciołach zwycięztwach, a domowe nieszczęścia w milczeniu i niepamięci zagrzebać należy.” Gdy Messalin radził, aby Tyberiuszowi, Liwii, Antonii, Agryppinie i Druzowi złożone było podziękowanie za otzrzymaną ze śmierci Germanika sprawiedliwość, a w tym wyliczaniu opuścił Klaudiusza, spytał go jawnie Asprenas: „Czy rozmyślnie to uczynił?” i w ten czas dopiero imię Klaudiusza przyłożono. Ja zaś im więcej na pamięć sobie świeżych i starożytnych dziejów przywodzę, tym zawodniejsze w rzeczach ludzkich upatruje igrzyska, gdyż kiedy powszechne głosy, względy i nadzieje, wszystkich innych wskazywały do najwyższej dostojności, tym czasem do niej Fortuna kogo innego na tron w kącie gotowała.

  17. Wkrótce potem wyjednał Tyberiusz w Senacie kapłaństwo dla Witelliusza, Werana i Serweia, a Trionowi obiecawszy pomoc do honorów, upomniał go, „ażeby pięknego wymowy przymiotu gwałtownością nie tłumił.” Taki koniec wzięła sprawa Germanika, o której jako współcześni, tak i następujący ludzie różne czynili powieści. Tak to pospolicie wielkie przypadki równym podlegają niepewnościom, gdy u jednych płochość lada czemu wierzyć każe, u drugich złość prawdę fałszem przyobleka, a potomność oboje natęża. Druzus wyjechawszy z miasta dla objęcia zostawionego nad wojskiem rządu, wrócił się do niego z triumfem. Wkrótce po tym wyjeździe matka jego, Wipsania, zeszła ze świata przyrodzoną śmiercią. Jedyny między rodzeństwem przykład, ponieważ wszytkie Agryppy dzieci mieczem, trucizną lub głodem poginęły.

  18. Tegoż roku Takfaryn, o którym mówiłem, że go zeszłego roku Kamillus wygnał, znowu wojnę w Afryce wzniecił. Bawił się najpierw łotrostwem i rabunkami, które mu przez jego szybkość bez kary uchodziły. Potem burzył wioski, zabierał znaczne łupy, na koniec obległ rotę rzymską, która stała niedaleko rzeki Pagidy. Miał dozór tamtejszego zamku Dekrius, mąż waleczny i w żołnierskiej sztuce wyćwiczony. Ten mając za obelgę zuchwałość nieprzyjacielską, zachęciwszy żołnierzy do wstępnego boju, uszykował ich przed obozem. Lecz gdy przy pierwszym natarciu pierzchnęli nasi, biegając mężnie pośród gęstych postrzałów i wyrzucając na oczy zbiegom: „że rzymski żołnierz uciekał przed kupą chultajską”, okryty ranami i oka pozbawiony póty się wręcz z nieprzyjacielem zcinał, póki opuszczony przez wszystkich na placu nie poległ.

  19. O czym gdy się dowiedział Aproni, następca Kamilla, obelgą raczej swoich, niż sławą nieprzyjacielską poruszony, kazał rzadko słyszanym w teraźniejszych i w starożytnych czasach przykładem, dziesiątkować kijem zelżywą rotę. Ta surowość tyle dokazała, że chorągiew weteranów w liczbie pięciuset ludzi napadłszy na wojsko Takfaryna, które pod zamek Thala podstąpiło, na głowę je zbiła. W tej potrzebie jeden prosty żołdak, imieniem Rufus Helwiusz, otrzymał w podarunku od Aproniego łańcuch i włócznię, że obywatela od śmierci obronił. Tyberiusz przyłączył koronę, której że mu Aproni prawem prokonsulowskim nie dał, bardziej się żalił niżeli gniewał. Widząc Takfaryn, że strwożeni klęską Numidowie nie chcieli więcej oblegać zamków, rozsiewał bieganiem wojnę, uchodzącgdzie nań ciasno i znowu na naszych napadając. Póki takim trybem wojował barbarzyńca, trudno z nim było co począc zmordowanemu nieustannym chodem wojsku. Lecz skoro zboczywszy ku pomorzu, obciążony łupem na jednym miejscu osiadł, wysłany z rozkazu ojca Aproni Cezjan z jazdą, z ludem posiłkowym i co było najchyższego w legionach, zdybał Numidę i zbiwszy szczęśliwie na pustynię zagnał.

  20. Tym czasem w Rzymie Emilia Lepida, która prócz zaszczytu krwi Emilich. Liczyła między pradziadami Pompeia i Syllę, oskarżona że cudze brzemię zwalała na Kwiryna, bogatego i bezdzietnego starca. Zadawano jej przy tym códzołóstwa, trucizny i że coś knując przeciw domowi Cezarów radziła się Chaldejczyków. Bronił jej Manius Lepidus, brat rodzony. A chociaż nietajne były sędziom niewstydy Emilii, znalazła jednak litość dla zawziętości starca, który ją po uczynionym nawet rozwodzie prześladował. Trudno było w tej sprawie dociec myśli Tyberiusza, tak się umiał utaić, ustroiwszy postać z gniewu i łaskawości zmieszaną. Prosił najpierw Senat, „ażeby występku obrażonego majestatu nie tykał”. Potem wprowadził sztucznie Serwilego i innych świadków do wyjawienia, co rzekomo w zatajeniu mieć pragnął. Oddał w moc konsulom służalców Lepidy, którzy byli pod strażą żołnierską lecz nie dopuścił badać ich mękami, co się ściągało do domu jego. Wyłączył Druza naznaczonego konsulem od zabierania pierwszego głosu, co jedni poczytali za ludzkość, ażeby zostawić wolność senatorom przekładania głosów swoich, drudzy zaś za okrucieństwo, że miejsca kazał ustąpić, aby prędzej obwinioną zgubić.

  21. A że w tym czasie przypadały igrzyska, Lepida dla zjednania litości, wszedłszy na teatrum ze szlachetnymi matronami, poczęła żałosnym krzykiem wzywać swych zmarłych przodków i samego Pompejusza, którego tam obrazy stały na pamiątkę gmachu niegdyś przezeń zbudowanego. Tym widokiem tak się lud poruszył, że nie mogąc łez utulić, złorzeczył i łajał Kwirynowi iż się uwiędłej jego starości i krwi nikczemnej tak zacna dostała pani, która niegdyś Luciuszowi Cezarowi za małżonkę, a Liwii Auguście za synową była przeznaczona. Po objawionych przez wziętych na męki sługi zbrodniach, poszła większa część sędziów za zdaniem Rubella Blanda, który radził aby ją wygnaniem ukarać, na co i Druzus przystał, chociaż inni łagodniej postąpić chcieli. Na prośbę jednak Skaura, który z nią miał córkę, nie kazano dóbr konfiskować. W ten czas Tyberiusz dopiero objawił, „że za świadectwem sług chciała go Lepida życia pozbawić.”

  22. Żałość, którą Rzym ponosił z niefortunnych dwu zacnych domów trefunków, ponieważ w krótkim czasie Kalpurniuszowie Pizona, a Emilowie Lepidę utracili, nagrodziła radość z przywrócenia Sylana do familii Juniuszów. Przypadek jego krótko opiszę. Jak August był szczęśliwy w utrzymaniu swej potęgi, tak przeciwnie w domu własnym srogie ponosił frasunki z przyczyny rozpusty córki i wnuczki, które z miasta oddalił, cudzołożników zaś wygnaniem albo śmiercią pokarał. Zagęszczone między obojga płcią niewstydy niezbożnością i obrazą majestatu nazywając, łaskawości przodków i własnych praw granice przechodził. Wszakże jako osobiste różnych przypadki, tak wszystkie inne owych czasów dzieje w ten czas podam, gdy po dopełnieniu com przedsięwziął, do nowej pracy wiek mi i zdrowie posłuży. Co się tyczy Sylana, chociaż on za zgwałcenie wnuczki Cezara innej kary nie poniósł prócz utraty łaski i wstępu do domu jego, zrozumiał jednak, iż mu tym znać dano, aby się sam dobrowolnie na wygnanie udał. Wyjechał zatem z Rzymu i dotąd się o przywrócenie swoje u Senatu starać nie ważył, aż Tyberiusz na tron wstąpił, co też za powagą brata swego M. Sylana, wymową i szlachetnością znakomitego męża, otrzymał. Dziękującemu w obecności Senatu Sylanowi odpowiedział Tyberiusz: „że się cieszy wespół z innymi iż brat jego z długiej podróży powrócił; że to mógł uczynić bez naruszenia prawa, kiedy ani dekretem Senatu, ani prawem na wygnanie był posłany, ile jednak do zniewagi Augustowi poczynionej, tej jako syn zapomnieć nie może i postanowienia ojcowskiego nie odmieni.” Jakoż mieszkał potem Sylan w Rzymie, żadnej godności nie otrzymawszy.

  23. Wniesiono potem, ażeby ułagodzić nieco ustawę nazwaną Papia Poppea, którą August stary, idąc za przykładem Juliusza Cezara do skutku przywiódł przeciwko bezżennym, dla pomnożenia skarbu. Z tym wszystkim niewielu kwapiło się do małżeństwa, nie chcąc się staraniem wokół dzieci wychowania zaprzątać. Tym czasem pomnażała się coraz liczba oskarżonych. Najznaczniejsze domy nie zostały w całości przed złośliwym potwarców wykładaniem. A jako przedtem zbrodnie, tak na ów czas prawa ciążyły. Ta okoliczność czyni mi powód, abym odkrył źródła praw oraz jakim sposobem przyszło do takiej ich mnogości i różnicy, dokładnie pokazał.

  24. Najstarożytniejsi ludzie żyjąc bez niegodziwych chuci, bez zbrodni i hańby, nie znali ani kary, ani hamulca na występki. Nie trzeba było do cnoty nagrodą zachęcać, do której się samochcąc powódnie nachylały serca. A jako człowiek nic nieprzystojnego nie pragnął, tak ani postrachem się od złego nie hamował. Lecz kiedy równość słabieć poczęła, a zamiast skromności i wstydu, gwałtowność i pycha górę wzięły, przyszło do jedynowładztwa, które w wielu narodach na wieki zostało. Inne albo natychmiast, albo sprzykszywszy sobie królewską potęgę wolały prawom podlegać. Te prawa były najpierw proste i do grubości ludzkich obyczajów przystosowane. Z nich najsławniejsze, które Kreteńczykowie od Minosa, a Spartanowie od Likurga wzięli. Wkrótce je Solon w większej liczbie i wytworniejsze Atenom przypisał. My Rzymianie mieliśmy za Romulusa wolę pańską za prawidło. Numa wniósł prawo boskie i obrządki ku czci bogów należące. Tullus z Ankiem poczynili także niektóre ustawy, lecz Serwius Tullus był pierwszym ustawodawcą praw, którym sami królowie podlegali.

  25. Po wygnaniu Tarkwina, użyło pospólstwo wielu sposobów do poskromienia potęgi Senatu, dla ocalenia swobód i ugruntowania zgody wewnętrznej. Postanowieni decemwirowie zebrawszy w jedno, cokolwiek się w obcych prawach najlepszego znajdowało, ułożyli dwanaście tablic. Tu kres sprawiedliwych ustaw, gdyż chociaż pośledniejsze miały za cel popełniane złoczyństwa, często się jednak w rozerwaniu stanów, dla dostąpienia gwałtownego urzędów, dla wygnania zacnych obywateli lub dla innych niegodziwych przyczyn musem stanowiły. Stąd owe wszczęte przez Grakchów i Saturninów gminne rozruchy; stąd imieniem Senatu rozrzutna Druza hojność i sprzymierzonych miast w obietnicach ułudzenie. Nie ustawała chciwość prawodastwa za samych nawet italijskich i domowych turniejów, póki Sulla, dyktator, jednych odmianą, innych skasowaniem lub na ich miejsce nowych postanowieniem spokojności nie przywrócił. Co jednak niedługo trwało, kiedy burzliwymi Lepida mowami przywrócona trybunom władza, którzy mieszali znowu pospólstwo jak tylko chcieli. Odtąd nie samo już dobro powszechne, lecz prywatne nawet osoby zostały prawodawstwa celem, a z nierządem Rzeczypospolitej liczba praw się pomnażała.

  26. Na koniec wybrany poraz trzeci konsulem Pompejusz, dla wzięcia w klubę rozwiązłych obyczajów, użył lekarstwa szkodliwszego od choroby, a swoich własnych praw ustawodawca i obalacz, utracił bronią, przy czym się bronią utrzymywał. Nastąpiły nieustanne przez dwadzieścia lat rozruchy. Żaden się chwalebny zwyczaj, żadne prawo się w całości nie ostało. Uchodziły bez kary zbrodnie, a sama cnota okrutnym podlegała kaźniom. Aż też August za szóstego konsulatu, ugruntowawszy dobrze swą potęgę i zgładziwszy wszystko co sam za Triumwiratu postanowił, przepisał prawa, których byśmy w pokoju i w nowym już kształcie rządu używali. Od tego czasu ściślejsze włożono na pełnienie ustaw obowiązki. Postanowieni stróżowie, naznaczone im prawem Pappiusza i Poppea nagrody, a to tym końcem, aby dobra bezdzietnych samej się Rzeczypospolitej, jako powszechnej matce dostawały. Lecz dozorcy owi przebrawszy swych powinności miarę nie tylko Rzym i Italię, lecz cokolwiek się znajdowało obywateli, niesprawiedliwym donoszeniem gnębili. Stąd nastąpiło wielu znacznych domów zniszczenie; ogarnęła powszechna trwoga całe państwo, tak dalece, że na zabierzenie złemu musiał Tyberiusz wybrać losem pięciu z konsularnych, tyleż z pretorskich, tudzież równą liczbę z innego rzędu senatorów, którzyby rozwiązawszy niektóre tego prawa trudności, folgę na czas przynieśli.

  27. Okołoż tego czasu prosił Tyberiusz Senat, nie bez urągowiska przytomnych, ażeby Neronowi, synowi Germanika, który już w dojrzalszy wiek wstępował, nie będącemu jeszcze na urzędzie wigintywira, wolno było zostać kwestorem, czego prawnie przed dwudziestym czwartym rokiem dostąpić nie mógł. Stawił za przykład siebie z bratem Druzem, że Senat dla obu, na prośbę Augusta, na to samo pozwolił. Nie wątpię jednak o tym, że i na ów czas musieli się w duchu senatorowie z takowych próśb naśmiewać, chociaż one były sprawiedliwsze, już to przez świeżą Cezarów potęgę, już to przez niewygasłe jeszcze z pamięci starych zwyczajów, tudzież dalszego Augusta z pasierbem, niżeli dziada z wnukiem pokrewieństwa. Przydane Neronowi arcykapłaństwo, tego zaś dnia, którego się publicznie ukazał, rozdawano pieniądze między pospólstwem radosne wielce, że potomstwo Germanika w dojrzalszym już wieku oglądało. Pomnożyła się powszechna radość z ożenienia tegoż Nerona z Julią, Druza córką. Jednak tak wesołą okoliczność pomieszała smutkiem powzięta wiadomość, że Tyberiusz myślał wydać córkę Sejana za syna Klaudiusza, upodlając tak niegodnym związkiem krew własną, a dumnego faworyta, który już prócz tego wysoko mierzył, nazbyt wynosząc.

  28. Przy końcu tegoż roku zeszli ze świata dwaj przezacni mężowie, Lucius Woluzy i Salustiusz Krispus. Woluzy szedł ze starożytnego domu, który pretorskimi tylko urzędami zaszczycony, w nim konsula pierwszego liczył. Sprawował także urząd cenzora do popisu rycerstwa. Zebrał wielkie bogactwa, w które potem następcy jego niezmiernie urośli. Kryspa siostrzeńca, rycerskiej familii, sławny ów dziejów rzymskich pisarz Kryspus Salustiusz dziedzicem imienia i dóbr swoich uczynił. Ten chociaż zawsze miał otwartą drogę wstąpienia na najwyższe urzędy, idąc jednak za przykładem Mecenasa, acz nie senator, wielu wodzów i konsulów potęgą przeszedł. Daleki od ostrych starożytności obyczajów, kochał wytwory i ochędóstwo, a dostatkiem i okazałością prawie zbytku dochodził. Nie zbywało mu jednak na żywym umyśle, zdolnym do przedsięwzięcia spraw najwalniejszych, a to jeszcze tym dzielniejszym im bardziej po sobie gnuśność i lenistwo pokazywał. Za życia Mecenasa pierwszy po nim u dworu miał przystęp. Po jego śmierci najskrytsze tajemnice i najgłówniejsze domu panującego sprawy na nim polegały. On to był wspólnikiem zabicia Agryppy Posthuma. Gdy się podstarzał, więcej miał pozoru pierwszych kredytów niżeli rzeczy. Co się i Mecenasowi przytrafiło, czy to z powszechnego losu rzadko trwałej dworskich faworytów potęgi, czy też z obu stron jakowaś napada sytość, gdy jedni wysiliwszy się na dobrodziejstwa nie mają czego by dać, drudzy co by od panów wziąć.


774 rok od Założenia Rzymu ( 21 r.n.e.)


  1. Poczyna się rok ojcowskiego z synem konsulatu znakomity, w którym Tyberiusz czwarty raz, a Druzus drugi na tę dostojność wstąpili. Dwa lata przedtem miał Tyberiusz za kolegę Germanika, lecz ten związek nie był tak ścisły przez dalsze pokrewieństwo i tajemną stryja ku synowcowi nienawiść. Na początku roku tego wyjechał Tyberiusz do Kampanii, rzekomo dla poratowania zdrowia. Czy od dawna myślał jakby się z miasta na długi czas nieprzerwanie oddalić, czy też ażeby w czasie niebytności ojcowskiej sam Druzus urząd konsula sam zupełnie sprawował. Tym czasem dała powód młodzieńcowi do zjednania miłości i sławy sprawa pewna, która choć była niewielkiej wagi, do wielkich jednak przyszła sporów. Domicy Korbulo, który niedawno urząd pretora złożył, żalił się przed Senatem na młodego Sullę, że mu podczas igrzysk wysiekaczów miejsca nie ustąpił. Korbulo miał po sobie ojczysty zwyczaj, przy tym wiek dojrzały i chęci wszystkich starców. Za Sullą stanęli Skaurus, Arruncius i reszta jego powinowatych. Poczęły się z obu stron mowy i odpowiedzi żwawe. Przywodzono przykłady przodków, którzy na młodzież wykraczającą przeciwko uszanowaniu sędziwych ostre ustawy napisali. Na koniec Druzus przytoczoną rozumnie do ugłaskania umysłów mową, przywiódł obu do zgody. Przeprosił Korbulona Skaurus, o czym i stryj Sulli, najsławniejszy wieku swego krasomówca. Tenże Korbulo zaniósłszy skargę na niewygodę dróg publicznych, które się przez niedbalstwo dozorców i oszukiwanie arendarzów z gruntu popsuły, przyjął chętnie na siebie staranie o ich naprawę. Ta jednak przysługa nie tyle dobra publicznego zysku, ile prywatnym szkody uczyniła, których srogimi karami i konfiskowaniem dóbr z pieniędzy odzierał.

  2. Wkrótce potem pisał Tyberiusz do Senatu o zamieszaniu Afryki przez najazdy Takfaryna, radząc: „ażeby wybrać i posłać tam prokonsula, który by znajomy trybów żołnierskich, a do tego duży i zdrowy, potrafił dać odpór nieprzyjacielowi.” Tej okoliczności użył Sextus Pompeius na wywarcie gniewu przeciwko Lepidowi, nazywając go „gnuśnym, charłakiem, obelgą domu, niegodnym aby miał ciągnąć losem prowincję Azję.” Sprzeciwił się Senat Pompeiowi: „że niesprawiedliwie brał powolną naturę za gnuśność, że Lepidowi szczupłość majątków ojcowskich przy nienagannym życiu do chwały bardziej, niżeli do zniewagi powinna być powodem.” Posłano go zatem do Azji, a wybranie prokonsula do Afryki woli Tyberiusza zostawiono.

  3. W tymże czasie wniósł do rady Sewer Cecyna: „ażeby żaden z naznaczonych urzędników żony z sobą do prowincji nie prowadził.” Oświadczył się najpierw wielokrotnie: „że ma żonę sforną, która mu sześcioro dzieci powiła; że nic takiego nie radzi, czego by sam pierwej nie wykonał, służąc wojskowo ojczyźnie przez lat czterdzieści, a nigdy z sobą żony za kraj italijski nie wywożąc. Nie darmo – mówił – ustanowiła starożytność, aby się kobiety do obcych lub sprzymierzonych krajów za mężami nie wlokły. Chodzi zawsze za tą zgrają trwoga na wojnie, a w pokoju zbytek. Dla nich rzymskie legiony podobniejsze do barbarzyńskich taborów. Nie tylko mało z nich pomocy w trudach, lecz gdybyś im kęs cuglów popuścił, zaraz dziczeją, kłócą i przewodzić pragną. Nie nowina im lustrować wojska i mieć w pogotowiu setników. Niedawno przed jedną były czynione jezdne i piesze popisy. Wspomnijcie sobie, że we wszystkich prawie o zdzierstwa urzędowe skargach, najwięcej żonom zarzucano. Do nich się garnie największy w prowincjach niecnota. One się w każdą sprawę wedrzeć i wichrzyć muszą. Trzeba im oprócz mężów nadskakiwać. One sprawiedliwość intrygami tłumiąc, sądy na dwoje dzielą. Nie znają miary gdy sobie która co w głowie uprzędzie. Powściągnięte niegdyś ustalonymi przez Oppiusza i przez innych prawami, znowu potargawszy więzy, nie tylko w domach własnych, ale już w polu i sądach przewodzą.”

  4. Niewielu tej mowy z chęcią słuchało. Większa liczba okrzyknęła mówcę: „że się odezwał w niepodanej przez konsula materii i że sam niewielkiej powagi był cenzorem”, a Walery Messalina, który od ojca Messali wziął z krwią cokolwiek rodzicielskiej wymowy tak mu odpowiedział. „Wiele ukutych przez ostrą starożytność surowych ustaw łagodniejsze osłodziły wieki, kiedy miasto od wojen jest bespieczne i żadne go, jak przedtem, nieprzyjazne nie otaczają narody. Jeśli się więcej troche dało kobietom swobody, nie ciemięży ona małżonków, z którymi wreszcie wspólnie żyją. Daleko bardziej obcych.. Prawda, że na wojnach jak najmniej zawad mieć należy, lecz gdy się z pola zejdzie gdzież milsza i uczciwsza, jeśli nie na ukochanym łonie ochłoda? Nie przeczę temu iż wiele z nich pycha z łakomstwem uwiodła, ale czy też między samymi urzędnikami mało jest równym podległych namiętnościom? A przecież im w rządy prowincje powierzamy. Bywa i to, że wielu z nich do złego żeński pobudza przykład, lecz nie wszyscy poczciwi, którzy i żon nie mają. Potrzeba dała powód do przyjęcia praw Oppiusza. Zwolniono ich potem ścisłość, gdy inne okoliczności zaszły. Próżno własną gnuśność w obce stroimy nazwiska; żeńskie przestępstwa mężów są winą. Wszakże niesłuszna rzecz jest dla kilku niebacznie powolnych kobietom mężów, wszystkim odbierać najwierniejsze w obojga fortunach towarzystwo. Niebezpiecznie przy tym zostawiać płeć niedołężną swoim chuciom i cudzej ponęcie. Pod czujnym małżonka okiem często porzysiężona wiara szwank odnosi, a cóż by się stało gdyby długa na kształt rozwodu nieobecność w zupełne ją podała zapomnienie? Tak zabiegajmy zbrodniom w dalszych krainach, żebyśmy im do miasta wstępu nie dawali.” Przydał też nieco Druzus o swoim małżeństwie: „że się często trafia rządzącym dalekie objeżdżać prowincje; że August nie raz odprawił podróż na Wschód i Zachód w towarzystwie Liwii; że on sam jeździł do Illiryku i gotów dla publicznego dobra inne odwiedzić kraje, lecz by się niechętnie rozdzielał z najmilszą żoną i tylu wspólnych dziatek rodzicielką.” Tym sposobem zdanie Cecyny skutku nie wzięło.

  5. Na następnym posiedzeniu czytano list Tyberiusza, w którym zgromiwszy nieznacznie Senat, „że wszystkich spraw ciężar na niego samego zwalał”, podał dwóch kandydatów do prokonsulatu Afryki, M. Lepida i Juniusza Bleza. Słuchano obu: Lepid wymawiał się szczerze „to słabością zdrowia, to niedorosłym wiekiem synów i zbliżającym się czasem wydania za mąż córki”, dając tym wszystkim do zrozumienia, chociaż tego nie wspomniał, że Bleza, stryja Sejanowego, trudno mu było przepisać. Mówił i Blezus rzekomo się wymawiając, lecz nie tak rzetelnie i nie z tak oziębłą słuchających pochlebców, jak przeciwko Lepidowi obojętnością.

  6. Na koniec wyszła na wierzch ukryta żałość, którą wielu dotąd w milczeniu znosiło. Brała górę tak srodze niecnotliwych ludzi swawola, że im bez kary uchodziło zarzucać sromoty i w nienawiść podawać zacniejsze osoby, byle tylko dopaść mogli obrazu Cezara. Strach było panu lub patronowi karać zuchwałych służalców, chociaż się na nich często zelżywymi słowy i ręką targali. Na tą okoliczność powiedział Kaius Cestius, senator, „że mocarze ziemscy są wprawdzie bogom podobni lecz i bogowie nie słuchają próśb niesprawiedliwych i nie powinna być pozwolona tak do Kapitolu, jak i do innych miasta świątyń wolna ucieczka złoczyńcom, aby się w nich świętością miejsca zasłaniali. Nie jestże to oczywiście łamać i wywracać z gruntu prawa kiedy jedna Annia Rufilla, o zdrady przed sądem przekonana, rzuca na mnie potwarze, grozi na publicznym rynku i u drzwi izby senatorskiej, której trudno zapozwać przed urząd gdyż się obrazem cesarskim zasłania?” Podobne i inni zanosili skargi, zaś jeszcze inni sroższe utyskując krzywdy, póty prosili Druza, aby z niej uczynił przykład sprawiedliwości, póki stawionej przed sądem i o występki przekonanej do publicznego więzienia wtrącić nie rozkazał.

  7. Wypadł także dekret Senatu za powodem Druza na Konfidiusza Ekwa i Celiusza, cenzora rycerskiego stanu, że Maga Cecyliana, pretora, zadawszy mu znieważenie majestatu, spotwarzyli. Oba te postępki sławę Druzowi przyniosły. Chwalono go z ludzkości, „że obcując poufale i nie stroniąc od towarzystwa, dziką odludność ojca swego osładzał.” Zbytków mu nawet nie miano za złe. „Lepiej to – powiadano – że dzień na igrzyskach, a noce na biesiadach przepędza, niż gdyby w kącie od wszelkich rozrywek oddalony, cały czas na posępnej ostrożności lub szkodliwych trawił zamysłach.”

  8. Jakoż ani Tyberiusz, ani oskarżyciele nie zaprzestali okrucieństwa. Ancharius Pryscus zapozwał o zdzierstwo urzędowe Ceziusza Korda, prokonsula Krety, przydając występek obrażonego majestatu, co było na ów czas wszystkich win dopełnieniem. Tyberiusz zgromiwszy ostro sędziów, że Antysiego Weta, jednego z celniejszych Macedonów, oskarżonego o cudzołóstwo niewinnym uznali. Przymusił, aby go powtórnie sądzono o majestat, jako buntownika i wspólnika zamysłów Reskupora, na ów czas kiedy ten król zamordowawszy synowca Kotysa, wojnę z Rzymianami toczyć zamyślał. Skazany Wetus na wygnanie. Naznaczono mu wyspę, zarówno Macedonom jak i Trakom niegościnny. Albowiem po uczynionym podziale Tracji na Remetalka i dzieci Kotysa, którym dla niedorosłego wieku przydany był na opiekuna Trebellienus, zburzyli się nieprzywykli do nowego rządu Trakowie, żaląc się równie na Remetalka jak i na Trebelliena, że o ich krzywdy nie dbali. Celetowie, Odryzowie, Dyiowie, waleczne narody, porwały się do broni, obrawszy sobie różnych wodzów, których nieumiejętność dała powód, że ten rozruch w srogą wojnę nie urósł. Jedni z nich burzyli okolice, inni przeszedłszy górę Hemus, dalsze kraje do buntu podburzali, a najporządniejsi oblegli króla w Filipopolu, mieście niegdyś przez Filipa Macedońskiego założonym.

  9. O czym gdy się dowiedział Publius Welleius, który bliskiego wojska miał dozór, wysłał szwadron posiłkowej jazdy z kilkoma chorągwiami lekkiego ludu przeciwko tym co się włóczyli dla łupiestwa i werbunku, a sam z wyborem piechoty ciągnął na odsiecz oblężonym. Wszędzie mu szczęście posłużyło: porażeni łotrowie, oblegający z sobą się powaśnili, Remetalkus pomyślną wycieczkę uczynił, posiłki nasze wcześnie przyciągnęły. Ani to zwać można walnym bojem, kiedy bezbronnych i uciekających wycięto bez rozlania krwi naszej.

  10. Tegoż roku miasta Gallii zabrnąwszy w niezmierne długi bunt podniosły. Najżwawszymi rozruchu tego podszczuwaczami byli, u Trewerów – Julius Florus, a u Edwów – Julius Sakrowir, obaj szlachetnie urodzeni i z przodków zasłużonych idący, za co ich niegdyś Rzeczpospolita w poczet swoich obywateli policzyła, co się nader rzadko i chyba w nagrodę cnoty pozwala. Ci, tajemnymi podmowami, przybrawszy sobie co najburzliwsze głowy, lub których sama chudoba lub bojaźń Germanika zwaśniła germańskie legiony, że teraz najsposobniejsza do przywrócenia wolności chwila, jeśli tylko potęgę narodu swego, nędzę Italików, słabość miejskiego motłochu, a największą Rzymu w obcym żołnierstwie potęgę na uwagę wziąć zechcą.”

  11. Wszystkie prawie miasta ozionęła buntowna zaraza za sprawą tych podżegaczów. Najpierwej jednak oręża dobyli Andegawi z Turonami, z których pierwszy Acyli Awiola, legat, wziąwszy z sobą rotę z Lugdunu poskromił. Drudzy od tegoż Acyliusza za nadesłaniem legionowych żołnierzy przez Wizella Wara, legata wyższej Germanii, a pomocą kilku celniejszych Gallów, kryjących ówcześnie szkodliwe zamysły, aby je w sposobniejszym czasie objawić, potłumieni. Sam Sakrowir z odkrytą głową przewijał się pomiędzy szykami, utrzymując naszą stronę dla pokazania, jak mówił, męstwa. W rzeczy samej, aby nań Gallowie poznawszy, nie nacierali, jak się potem od pojmańców dowiedziano. Zawiadomiony Tyberiusz lekceważył tę nowinę i zwłoką czasu dał powód wojnie do wzrostu.

  12. Tym czasem Florus dopinając przedsięwziętych zamysłów poduszczał spisany w Trewirze, a po naszemu wyćwiczony szwadron jazdy, aby wyciąwszy kupców rzymskich wojnę zacząć. Niewielu się jednak zwieść dało; większa część w posłuszeństwie została. Lecz zadłużony motłoch rzuciwszy się do broni z klientami uszedłby do lasów zwanych Arduenna, gdyby mu nie przecięły pasów legiony, które Wizelliusz i Syliusz z różnych stron nadesłali. Julius Indus, ziomek i nieprzyjaciel Flora, a tym samym bardziej chętny do przysługi, wysłany przodem z wyborem ludu, rozproszył chałastrę nim jeszcze do ładu przyszła. Sam herszt tułając się przez czas niejaki po miejscach bezdrożnych, postrzegłszy, że żołnierze nasi z wszystkich stron go otoczyli, sam się zabił.

  13. Taki był koniec trewirskiego rozruchu, lecz u Edwów na większą zaniosło się burzę przez dostatki kraju i wojska odległość. Opanował Sakrowir z ludem zbrojnym stołeczne miasto Augustodunum i młódź szlachetną Gallów, która się tam naukami wyzwolonymi bawiła zebrał, aby tym zakładem rodziców i krewnych do siebie przyciągnąć, samej zaś młodzierzy broń potajemnie przygotowaną rozdał. Całe to wojsko wynosiło na czterdzieści tysięcy ludzi, z których piąta część po rzymsku uzbrojona, reszta się nożami, oszczepami i inną myśliwskim rynsztunkiem opatrzyła. Przyłączył jescze niewolników wyznaczonych na szermierstwo, przyodziawszy ich od stóp do głów żelazem, obyczajem kraju gdzie takowi nazywają się Crupellarii, trwali do przyjęcia razów, a niezdolni do ich dawania. Pomnażała się ta zgraja nie tak oczywistym jeszcze przyległych miast buntem, ile przychylnością wielu prywatnych i niezgodą samych wodzów rzymskich, z których każdy wojować sobie życzył. Musiał jednak stary i do prac niezdolny Waro bardziej rześkiemu Syliuszowi ustąpić.

  14. W Rzymie zaś prócz Edwów i Trewirów, latały opowieści „o sześćdziesięciu czterech miastach zbuntowanych w Galii, o złączeniu się z nimi Germanów, o chwiejących się „Hiszpanach”, które sama niepewność i odległość miejsca pomnażała. Kochający ojczyznę smucili się z jej żałosnych przygód. Inni zniechęceni do panującego i pałający żądzą odmiany, pokazywali własną radość, bez względu na niebezpieczeństwa, szemrząc na Tyberiusza, że w tak okropnym rzeczy odmęcie samymi się tylko okrutnymi niecnych plotkarzów ramotami bawił. „Pewnie czeka – mówili – póki Sakrowir nie przyjdzie do Rzymu odbierać karę zelżonego majestatu. Znalazła się przecie ręka, co krwawym jego listom bronią się oparła. Dobrzez zyskał kto nikczemny pokój choć na wojnę przemienił.” Nieporuszony Tyberiusz, pokazując tym jeszcze większą spokojność umysłu zgoła przez wszystkie dni owe na twarzy i w zwykłych zabawach nie odmienił, czy to z głębokości umysłu, czy też przeniknął, że mniejsza była trwoga niż ją malowano.

  15. Tym czasem Syliusz przesławszy przed sobą posiłkowych, sam z dwoma legionami pustoszył wsie Sekwanów, którzy z Edwami granicząc weszli z nimi wojenny związek. Ciągnął potem do Augustodunu z takim pośpiechem, że sami chorążowie musieli iść na wyścigi przez niecierpliwość szemrzącego żołnierstwa, „aby im we dnie i w nocy nie folgowali” obiecując pewne zwycięztwo, byle by tylko nieprzyjaciel na oku stanął. O trzy mile od miasta ukazał się na otwartej przestrzeni Sakrowir z wojskiem. Postawił na czele kiryśników, na skrzydłach lud po rzymsku uzbrojony, a w tyle na pół uzbrojony motłoch. Sam na dzielnym koniu objeżdżał szyki z celniejszymi, przywodząc na pamięć Gallom „znakomite przodków czyny, rzymskie klęski, zaszczyt wolności dla zwycięzców, nieznośną dla zwyciężonych niewolę.”

  16. Niedługo jednak mówił przed strwożonym gminem na widok zbliżających się ku sobie rzymskich szeregów, bo nieporządnego i nieświadomego bitew chłopstwa i mowa i wzrok ze strachu odbiegały. Syliusz chociaż dla uprzedzonej wygrania nadziei nie widział potrzeby dodawać swoim otuchy i serca, wołał jednak: „co za obelga, że pogromiwszy bitne Germanów narody, przychodzi wam teraz z Gallami, jako nieprzyjacielem walkę zwodzić? Niedawno jedna rota wasza buntownych Turonów, jeden poczet jazdy uskromił Trewirów, drobna tegoż samego część wojska Sekwanów poraziła. Nie masz się czego lękać tych Edwów, u których już gnuśność i chciwość zysku rycerską stępiła cnotę. Bijcie ich tylko, a uciekającym życie darujcie.” Powstały zatem okropne wrzaski i wnet piechota na czoło, a jazda na skrzydła i tyły natarła. Skrzydłowych zaraz złamano, trudniej nieco było z kiryśnikami, u których ogromne blachy szabel i grotów, niesilne żelazu bez szwanku odbijały razy. Więc jedni porwawszy obuchy i oskardy jakby do łamania murów, walili razem i zbroje i ciała, inni tłukami i widłami potrącając nieobrotne bryły, zostawiali za umarłych niezdolną już powstania przez ciężar chałastrę. Sam Sakrowir najpierw do Augustodunu, potem bojąc się aby się nań gmin nie oburzył, do pobliskiej wioski z najbliższymi przyjaciołami uszedł, gdzie się własną ręką, a drudzy wzajemnymi razami pozabijali, podrzuciwszy najpierw ogień, który wszystkich strawił.

  17. Na ten czas dopiero Tyberiusz oznajmił Senatowi o wszczętej i dokonanej wojnie, przekładając rzecz całą wiernie, jak się wszystko radą jego i dzielnością legatów pomyślnie sprawiło. Wyraził też przyczyny, dla których ani on sam, ani syn jego Druzus na tę wojnę nie jechał. Wynosząc wielkość państwa, „że nie przystało najwyższemu dostojeństwu dla wszczętych przez kilka miast rozruchów opuszczać stolicę i odbiegać steru Rzeczypospolitej; że ponieważ zupełnie ustała bojaźń, powróci do miasta, aby znowu wszystko sam oglądał i rozporządził.” Nakazał Senat publiczne modlitwy i ofiary za powrót jego. Sam Korneli Dolabella chcąc innych przychylnością uprzedzić, wpadł w bezecne pochlebstwo, radząc „aby z triumfem mniejszym do Rzymu z kampanii wieżdżał.” Odpisał Tyberiusz: „że nie jest tak głodny honorów, aby po odniesionych nad wieloma tak dzikimi narodami zwycięztwach, po tylu odprawionych w młodości lub wzgardzonych triumfach, chciał na starość z podmiejskiej podróży próżnej szukać chluby.”

  18. Okołoż tego czasu prosił Senat o publiczny pogrzeb dla Sulpicjusza Kwiryna. Nie szedł on z przezacnej i starożytnej familii Sulpicjuszów, będąc urodzony w miasteczku Lamuwium, lecz dla męstwa i zasług znakomitych wyniósł go najpierw August na konsulostwo, potem za dobycie w Cylicji homonodeńskich zamków na triumf zasłużył. Jeździł też do Armenii, przydany za dozorcę Kaiowi Cezarowi i bawiącemu się w Rodzie Tyberiuszowi wielkie oświadczał poszanowanie. Co on na ów czas przełożywszy z pochwałą Senatowi, żalił się razem na Marka Lolliusza, „że między nim a Kaiem wzniecając niezgody, serce młodego Cezara ku niemu psuł.” Z tym wszystkim obmierzła była Rzymowi pamięć Kwiryna dla zemsty, o czym mówiłem, nad Lepidą, a także łakomej i dumnej starości jego.

  19. Przy końcu tegoż roku obżałowany Lutory Priscus, rycerskiego stanu, którego Tyberiusz obdarował za piękny wiersz o śmierci Germanika, „jakoby to dzieło napisał przed tym jeszcze dla Druza chorego, w nadzieję większej nagrody gdyby on umarł.” To prawda, że Lutory w domu Petrona, w obecności Witellii, świekry jego i wielu zacnych białogłów rym z tej próżnej chluby czytał. Gdy powołani przez oskarżyciela świadczyli z bojaźni, sama jedna Witellia upornie się wypierała, lecz że chodziło o głowę, uwierzono świadkom, a Hatery Agryppa, naznaczony konsul, kreskę dał na to.

  20. Marek Lepidus broniąc obżałowanego, w ten sposób mówić począł. „Jeśli, prześwietny Senacie, na to jedynie wzgląd mamy, że Lutory czytaniem niegodziwego pisma, rozum własny i uszy słuchających zelżył, mało nań nie tylko tarasu i powroza, ale samych nawet niewolniczych katowni. Jednak, chociaż występki wyszły teraz z kluby, łaskawość Cezara, przykłady starożytne i wasza roztropność powinna surowe kaźnie łagodniejszym miarkować lekarstwem. Wielka jest między lekkomyślnością a występkiem, między mową i uczynkami różnica. Może się wynaleźć takowy środek, aby i winowajcy nie poszło płazem i nam nie było żalu, żeśmy w łaskawości lub w ukaraniu miarę przebrali. Słyszałem często żalącego się na tych Tyberiusza, którzy dobrowolnie sobie zadaną śmiercią litość jego uprzedzili. Jeszcze Lutory nie przyszedł do tej rozpaczy, który jako darowany życiem trwogi Rzeczypospolitej nie przyniesie, tak skarany na gardle wielkiego z siebie przykładu nie da. Jakoż albowiem lękać się kto może, aby ten człowiek co poważnego i godnego względu uczynił, który zbrodni swych własnych zdrajca, nie w poważnych ludzi, ale się w lekkich kobiet umysły wkrada? Wygnać go raczej z miasta i dobra mu odebrać. Nie inaczej bym sądził, gdyby nawet o obrazę majestatu był oskarżony.”

  21. Jeden tylko z konsularnych, Rubellus Blandus, przystał na zdanie Lepida, inni wszyscy za Agryppą poszli. I tak Lutoriusza zaprowadzonego do więzienia zaraz uduszono. Uskarżał się na to Tyberiusz w zwykłej sobie słów i myśli plątaninie, to chwaląc Lepida, to nie ganiąc Agryppy. Raz wynosząc przychylność sędziów w karaniu najmniejszych krzywd tyczących się osoby swojej, drugi raz prosząc, aby tak skwapliwymi nie byli karać za same słowa. Przeto postanowiono: „ażeby wyroków Senatu nie składano w skarbie przed dziesiątym dniem, dla dania czasu obżałowanemu, aby się mógł do najwyższej rozprawy odwołać.” Wszakże ani Tyberiusz dawał się zwłoką ubłagać, ani Senat miał wolność do odmiany co raz postanowił.


775 rok od Założenia Rzymu ( 22 r.n.e.)


  1. Następuje rok pod konsulami Kaiem Sulpicym i Deciuszem Haterym, spokojny wprawdzie od rozruchów zagranicznych, lecz w domu pełen trwogi, przez bojaźń ostrych praw na zbytki i wydatki pieniężne, które już z granic wychodziły. Lecz inne utraty, chociaż nierównie kosztowniejsze, łatwo było utaić dla nieznajomego każdemu szacunku. Najwięcej obchodziły przepychy stołowe jako widome wszystkim, aby ich Tyberiusz, pan staroświeckiej skrzętności surowiej nie ukarał. Odezwał się pierwszy Kajus Bibulus, a za nim inni edylowie poszli, żaląc się: „że prawo o zbytkach poszło w zupełną pogardę; że sprzęty domowe, mimo tylu zakazów, coraz bardziej się mnożyły; że na zabieżenie silącemu się złu niewiele już lekkie poradzą lekarstwa.” Tej sprawy zupełne rozsądzenie Senat pozostawił Tyberiuszowi, który po uważnym namyśleniu się, jeśli tak szkodliwym wydatkom skutecznie zapobiec można, czy też poskromienie ich więcej by szkody Rzeczypospolitej nie przyniosło. Uważywszy przy tym, że porwanie się bez skutku jemu samemu hańbę, a wykonanie wielu zacnym osobom przyniosłoby zelżywość i niesławę, napisał na koniec list do Senatu w te prawie słowa ułożony.

  2. „W innych rzeczach, prześwietny Senacie, byłoby podobno przyzwoiciej i wam się pytać i mnie wobec zdanie otwierać, co bym rozumiał być z dobrem Rzeczypospolitej. W teraźniejszej zaś dobie lepiej jest być nieprzytomnym, ażebym patrząc na wytykających wzrokiem trwożliwe umysły, które się do tych haniebnych zbytków poczuwają, sam ich niejako wskazywać i wybierać nie zdawał się. Gdyby gorliwi ci edylowie najpierw u mnie rady zasięgnąć chcieli, nie wiem czy bym im nie życzył zaniechać raczej silnych już i zakorzenionych występków, niżeli tylko to doczesną okazać usilnością, abyśmy przed światem naszą w ich wytępieniu niemożność odkryli. Lecz oni czyniąc zadość poruczonemu sobie urzędowi, dają przykład innym, aby pilnie swoje pełnili obowiązki. Mnie w tej dobie jak mówić tak milczeć trudno, bom ani edylem, ani pretorem, ani konsulem, a stopień na którym stoję większego czegoś i wspanialszego ode mnie wymaga. Pomyślne powodzenia każdy rad sobie przyczyta, wszystkich winy na samą zwierzchność padają. Nie wiem od czego mam zacząć i co najpierw w staroświecką ryzę wprawiać. Czy owe niepomierzone gmachy, owej rozlicznej czeladzi narody? Złota i srebra stosy? Misterne miedzi i malowideł cuda? Ową zniewieściałych ubiorów na mężczyznach hańbę? Samych kobiet szkodliwą chlubę, które dla kamieni drogich skarby nasze do zagranicznych i nieprzyjaznych narodów wypychają?”

  3. „Prawie na wszystkich biesiadach i posiedzeniach słychać ustawiczne mowy o zbytkach i o potrzebie poprawy onych. Niechże kto tylko ustanowi prawo, niech na występnych naznaczy karę, a zaraz ciż sami wrzeszczeć zaczną: że się rząd dawny obala, najszlachetniejsze wytępiają domy, wszystkim powszechna gotuje zguba. Lecz jako zadawnionych, a zaniedbaniem coraz silniejszych chorób trudno bez tęgich i ostrych lekarstw wykorzenić, tak skażony oraz samego siebie zarażający zakaża umysł ludzki im się bystrzejszych chuci pożarem zatli, tym twardszych do potłumienia złego rad wyciąga. Tyle praw baczna ukuła starożytność, tyle ich August postanowił. Cóż za pożytek gdy z nich jedne w niepamięć poszły, inne (co haniebniejsza) ze wzgardą połamane, wolniejsze jeszcze zbytkom swą nieskutecznością puściły cugle. Niegodziwa chciwość przynajmniej się powściąga bojaźnią przyszłego zakazu, lecz gdy się raz bezkarnie na zakaz targnie już więcej się ani boi, ani wstydzi. Za cóż tedy starożytni ludzie skromność kochali? Dlatego, że w ścisłych swe rządy trzymali klubach, żeśmy jednego miasta byli obywatelami, a Italia, nawet podbita, tyle nam jeszcze do złego powodów nie dawała. Zagraniczne zwycięztwa nauczyły nas obce, a domowe rozruchy dziedziczne zbiory trwonić. Lecz jeśli rzucimy okiem na główniejsze sprawy, mała ta jest nader w porównaniu z innymi, na którą edylowie sarkają. Żaden zaiste nie wniósł tego, że Italia cudzej potrzebuje pomocy; że życie ludu rzymskiego codzień się szturmom i flagom morskim na szańce niesie; że gdyby inne prowincje panów, kmieci i czeladzi swoimi nie wspierały dochody, niewiele by nam pomogły rozkoszne chłodniki i wspaniałe po wsiach budowania. Tym się prześwietny Senacie staraniem, troskliwa zaprząta zwierzchność, bez którego trudno Rzeczypospolitej bez szwanku zostać. Zabiegajmy złemu poczynając od siebie poprawę. Nas hańba narodu, ubogich niedostatek, a bogatych sytość sama naprawić powinna. Jeśli który z urzędników tyle rozumowi i siłom ufa, że złemu dać odpór zdoła, chwalę mu to i chętnie wyznaję, że mi w ciężarze prac publicznych folgę uczyni. Lecz jeśli się tylko na skażone obyczaje żalą, aby odniósłszy stąd chlubę, na mnie całą zwalali nienawiść. Wierz mi, prześwietny Senacie, żem i ja nierad mieć nieprzyjaźni, których gdy już dosyć wiele i ciężkich nader dla dobra ojczyzny niewinnie ponoszę, od próżnych, a równie mnie jak i wam niezdatnych sprawiedliwej wymówki pragnę.”

  4. Po przeczytanym liście Cezara odpowiedziano edylom, aby zostawić rzeczy w dawniejszym stanie. Zbytki też stołowe, od końca wojny akcyjskiej aż do rozruchów owych, kiedy Galba na państwo wstąpił, z niezmiernym kosztem przez sto lat trwające powoli same ustały. Nie od rzeczy tu będzie przytoczyć przyczyny tej zmiany. Przed laty możniejsze i znakomitsze Rzymianów domy przesadzały się w okazałości i przepychach, bo jeszcze na ów czas wolno było skarbić sobie miłość u gminu, u sprzymierzeńców i królów zagranicznych i onych się wzajemną zachwycać przychylnością. Im kto albowiem wysokim urodzeniem, sprzętami i majątkiem innych celował, tym więcej sławy i klientów liczył. Lecz kiedy silniejszym coraz okrucieństwem szlachetne zleciały głowy, a kredyt zgubą groził, ktokolwiek z tej burzy na sucho uszedł, skromniejsze przedsięwziął życie. Napełnił się potem Senat nowymi ludźmi, którzy z osad, miast wolnych i dalszych prowincji do rady często przybrani, wiejską z sobą oszczędność przynieśli. I chociaż wielu z nich bądź szczęściem, bądź przemyślnością do pieniężnej przyszli starości, wpojonego jednak z lat młodych skrzętności ducha nie odmienili. Najznakomitszy surowym obyczajom powód dał Wespazjan, sam żyjąc skromnie i po staroświecku się nosząc. Jego wysoki przykład, a żądza podobaniu się panu skuteczniejszym były powodem, niżeli bojaźń kaźni prawami opisanych. Chyba że się podobno wszystkie śmiertelne rzeczy niechybnym jakimś toczą obrotem, a jako czasy tak i sprawy ludzkie koleją chodzą. Jednak starożytność nie tak się wysiliła w cnotę, aby wiek nasz szlachetnych i naśladowania godnych czynów potomkom nie zostawił. Oba nam przodkowie odkazali, my o same tylko cnoty spór z nimi prowadzimy.

  5. Zjednawszy Tyberiusz sławę sprawiedliwości za poskromione zuchwalstwo plotkarzy, napisał list do Senatu prosząc dla Druza o trybunat. Tę sobie dostojność obrał August, aby uchyliwszy nienawistne króla i dyktatora tytuły, z zupełną jednak władzą, pod pewnym jakowym imieniem, inne magistratom celującym, państwo sprawował. Przybrał najpierw za kolegę Marka Agryppę, a po zejściu jego Tyberiusza, dla zabieżenia sprzeczkom o następstwo. Czym i burzliwym duchom drogę do wichrzenia zamknął i zarazem pokazał jak wiele swej fortunie i cnocie Tyberiusza ufał. Za tym przykładem idąc Tyberiusz pomknął syna na najbliższy panowania stopień, ponieważ za życia Germanika równą między oboma szalę utrzymywał. Na początku listu uczyniwszy do bogów prośby, „aby staraniom jego o dobro publiczne poszczęścić raczyli”, dał sprawę krótką i niepochlebną o stanie synowskim: „że ma żonę i troje dzieci; że jest w takim wieku, w jakim on sam przed laty, przez Augusta do urzędu tego za kolegę był wezwany; że go nie porywczo, ale po osiemnastoletnim doświadczeniu, po uskromionych mądrze rozruchach, zakończonych wojnach, dwakroć konsula i triumfem ozdobionego, wiadomych prac czyni towarzyszem.”

  6. Uprzedzony Senat, że go Tyberiusz miał o to prosić, przygotował się na odpowiedź, aby wytworniejsze było pochlebstwo. Nic jednak osobliwszego, prócz wystawienia posągów i ołtarzy bogom, świątyń, bram triumfalnych i innych rzeczy zwyczajnych nie uchwalono, prócz tego, że Marek Sylan z upodlającym konsulowską dostojność cesarskiej familii radził: „aby odtąd w prywatnych i publicznych dziejach, zamiast imienia konsulów, kładziono tych na początku, którzy urząd trybunów sprawować będą.” Hateriusz powiedziawszy, „aby ta Senatu uchwała złotymi literami napisana była” tym na większe podał się szyderstwo, że będąc starcem innego zysku z plugawego pochlebstwa, prócz hańby, odnieść nie mógł.

  7. Tegoż czasu przedłużone rządy Afryką Juniuszowi Blezowi. Serwius Malugiensis, kapłan Jowisza, prosił, aby mógł otrzymać losem Azję, żaląc się na sprawiedliwość, że się kapłanom jowiszowym nie godziło za granice italijskie wyjeżdżać, kiedy marsowym i Romula było wolno. „Jeśli oni – powiadał – mogą losować, to czemu nie inni? Kiedy się temu ani świeckie, ani duchowne prawa nie przeciwią i mogli często sami arcykapłani zastępować niższe duchowieństwo gdy mu czynić swych powinności albo publiczne zabawy, albo choroba nie dopuściła. Przez siedemdziesiąt dwa lata po zabiciu Kornelego Meruli nie było następcy, jednak wszystko szło dawnym trybem. A jeśli przez tak długi czasu przeciąg żadnego religia szwanku nie odniosła. Nie widzę najmniejszego uszczerbku z ich rocznej w mieście nieobecności. Prywatna arcykapłanów nienawiść drogę im dawniej do prowincji zagradzała, teraz z daru bogów taką mamy w świeckich i duchownych sprawach zwierzchność, u której ani emulacja, ani prywatna miłość, ani uraza miejsca nie ma.”

  8. Gdy przeciwko Serwiuszowi Lentulus Augur i inni różne przywodzili zdania, stanęło na tym, że tę sprawę do rozsądku najwyższego kapłana odesłano. Tyberiusz odłożywszy na inny czas roztrząśnienie prawa kapłańskiego, określił uchwalone honory ku czci nowego trybuna, ganiąc mianowicie owe Hateriusza złote litery jako rzecz niezwyczajną, a dawnym zwyczajom przeciwną. Czytano także list Druza, który chociaż był ułożony w skromnych słowach, upatrywano w nim jednak niezmierną dumę. „Do tego – mówili – przyszło, że ozdobiony tak wysokim dostojeństwem młodzieniec ani domowym bogom podziękował, ani wszedł do Senatu, aby otrzymaną władzę w ojczystych przynajmniej zaczynać progach. Wojna mu podobno, albo odległe kraje na przeszkodzie, który się po brzegach kampańskich i rozkosznych przejeżdża jeziorach. Takież to ćwiczenie sprawca niegdyś ludzkiego narodu bierze? Tego się od ojca uczy? Stroni od oczu obywatelskich odludny starzec, składając się przynajmniej pozorną podeszłego wieku i sił starganych wymówką. Lecz Druzus jaką mieć może, prócz samej pychy, przeszkodę?”

  9. Tym czasem Tyberiusz, gruntując sobie istotną potęgę, łudził Senat próżnymi starożytności pozorami, odsyłaniem do rozsądku jego rządz niektórych prowincji. Szerzył się coraz bardziej w greckich miastach szkodliwy obyczaj Azylów. Napełniały się świątynie chultajskim służalstwem. Dłużnicy, chcąc umknąć ścigającym wierzycielom, podejrzani o gardłowe występki zbrodniarze, bezpieczeństwo w nich znajdowali. Żaden urząd nie miał tyle siły, aby powściągnąć zuchwalstwo gminu, zbrodnie ludzkie za cześć boską broniącego. Obwieszczono zatem, ażeby takowe miasta przysłały do Rzymu swe przywileje. Niektóre z nich czując się do praw niesłusznie przywłaszczonych dały zaraz spokój. Inne w zasługach Rzeczypospolitej i w podaniach zabobonnej starożytności ufność pokładały. Wielkiej zaiste dzień ów był okazałości, w którym Senat dobrodziejstwa swych przodków, zawarte z sąsiednimi narodami sojusze, starożytne zagranicznych królów, nim ich dzierżawy rzymska ogarnęła potęga, wyroki. Same nawet bogów obrzędy roztrząsając, z równą jak niegdyś swobodą mógł stanowić lub odbierać.

  10. Stanęli najpierwsi Efezjanie przekładając: „że Diana z Apollinem nie urodziła się na wyspie Delu jak gmin mniemał; że płynie u nich rzeka Cenchrius, stoi gaj Ortygia, gdzie Latona na drzewie oliwnym wsparta, boskie złożyła brzemię; że ów las z natchnienia bogów jest poświęcony; że na tym samym miejscu Apollo poraziwszy Cyklopy od gniewu się Jowisza schronił. Na tym zwycięzca Bachus Amazonki, które przy ołtarzu ochrony szukały, życiem darował; że Herkules panując nad Lidią świątynie nowymi obrządkami przyozdobił, które Persowie będąc panami Azji, po nich Macedończycy, a na koniec Rzymianie w całości zachowali.”

  11. Po Efezjanach mówili Magnezjanie, wspierając się na ustawach Luciusza Scypiona i Luciusza Sulli, z których pierwszy wygnawszy Antiocha, drugi Mitrydata, nadali obywatelom Magnezji za ich wierność ten przywilej, „aby szukający ochrony w świątyni Diany Leukofryny zupełne tam mieli bezpieczeństwo.” Potem Afrodyzowie, a po nich Stratonikowie ukazali wyrok i naprzód od Cezara Dyktatora, za stateczne od strony jego przywiązanie, teraz świeżo przez Augusta uczynione z przydaną pochwałą: „że najazdy Partów, stojąc w nieporuszonej ku Rzeczypospolitej wierze mężnie wytrzymali.” Pierwsi z nich świątyni Wenery, drudzy Jowisza i Trywii praw bronili. Hierocezarianie zasięgając wyższych czasów pamięci, przekładali dawność Diany Perskiej: „że Cyrus, król, świątynię jej poświęcił; że go Perpenna, Izauryk, tudzież wielu innych wodzów rzymskich w takim poszanowaniu mieli, że nie tylko samemu, ale nawet miejscu, które go na dwa tysiące kroków do okoła otaczało, świętość przyznali.” Po nich Cypryjczykowie rozwodzili starożytności trzech świątyń, z których najdawniejsza Aerjas Wenerze Pafijskiej, drugą syn jego Amathus Wenerze Amatuzji, trzecia Teucer, kryjąc się od gniewu ojca swego Telemona, Jowiszowi Salamińskiemu zbudowali.

  12. Słuchano potem innych poselstw, których liczbą zmordowany Senat, widząc że każda strona miała po sobie gorliwych obrońców, zlecił konsulom: „aby wejrzawszy w prawa każdego, znowu mu zupełną rzecz przedłożyli.” Konsulowie, prócz wspomnianych wyżej, uznali za prawdziwe Azylum świątynię Eskulapiusza w Pergamonie, o innych donieśli, że dla zapadłej nader starożytności pewnych nie mają dowodów. Ponieważ równie obywatele Smyrny jak i wyspy Tenos wspierali się na odpowiedzi Apollina, który jednym świątynię Wenerze Stratonickiej, drugim zaś Neptunowi z posągiem jego zbudować kazał. Sardowie z Miletanami przywodzili późniejsze ustawy Aleksandra Wielkiego z Dariuszem dla Apollina i Diany. Kreteńczycy prosili o podobny przywilej dla posągu Augusta. Zwołany zatem kilkakrotnie Senat uczynił niektóre pomiary w pełnych jednak uszanowania względach, a na pamiątkę tego wyryć kazał na miedzianych tablicach ustawy swoje i w świątyniach je chować, ażeby pod przykrywką religii swawola się nie szerzyła.

  13. Około tego czasu powrócił śpiesznie Tyberiusz do miasta, wziąwszy wiadomość o niebezpiecznym zdrowiu Julii Augusty. Bądź szczera między nimi trwała jeszcze miłość, bądź gniew tajemny pozorem przyjaźni oboje pokrywali. Ponieważ Liwia mało co przed tym postawiwszy posąg Augustowi niedaleko teatru Marcella, kazała napisać imię swe wyżej od tyberiuszowego, co on, jak powiadano, za ubliżenie najwyższej powadze sądząc, srogą urazę głęboko w sercu utopił. Nakazane jednak przez Senat publiczne modły, oraz wielkie igrzyska, którychby arcykapłani, augurowie, kwindecymwirowie razem z septemwirami i kapłanami augustowymi mieli dozór. Luciusz Aproni radził, aby Feciales do tychże igrzysk należeli. Sprzeciwił się Tyberiusz, dowodząc przykładami „że Feciales nigdy honoru tego nie mieli, który między nimi i innym duchowieństwem różnicę czynił.” Dodał i to: „że kapłanów Augusta przyłączono z tej przyczyny, iż ich stan i urząd właściwie należał do tego domu, za który się te obrządki nakazały.”

  14. Nie przywiodę tu wszystkich zdań senatorskich, przestając na tych, które sama zacność lub podłość znakomitymi uczyniła. To albowiem najgłówniejszym dziejopisa obowiązkiem być sądzę, aby cnót w niepamięci nie grzebał, a mowy i postępki bezecne wyświecając, hańbą u groźnej potomności powściągał. Słowem: tak się czasy owe nikczemnym zaraziły i zbrzydły pochlebstwem, że nie tylko szlachetniejsze osoby, którym się trudno było bez poniżenia przy dawnej utrzymać zacności, lecz wszyscy nawet konsularni, wielu z pretorskich i zacna część Pieszych senatorów na wyścigi prawie w pochlebstwa biegała, wyrywając się z dzikimi i śmiechu godnymi zdaniami. Powiadają, że ile razy Tyberiusz z Senatu wychodził, zwykł po grecku mawiać: o ludzie do niewoli zrodzeni, a nieprzyjaciel nawet publicznej swobody, brzydził się tak plugawym umysłu poniżeniem.

  15. Od podłości przyszło powoli do okrucieństwa. Mamerkus Skaurus, jeden z konsularnych, Junius Otho, pretor i Bruditius Niger, edyl, pozwali przed sąd Sylana, prokosula Azji, obwinionego najpierw przez sprzymierzonych o zdzierstwo urzędowe, zarzucając mu: „że bóstwo augustowe znieważył i majestat Tyberiusza zelżył.” Przywodził Mamerkus starożytne przykłady, „jak to niegdyś Scypio Afrykański Kottę, censor Kato Galbę, Marek Skaurus Rutyliusza oskarżyli.” Jakby przezacni owi ludzie, Scypio, Kato i Skaurus, którego ten nikczemny wyrodek był prawnukiem, tak haniebnym rzemiosłem sławę imienia swego kazić mieli. Junius Otho ucząc najpierw żaków, wtrącony potęgą Sejana do Senatu, podłość rodu swojego bezwstydnym zuchwalstwem w górę pomykał. Brudycy zacnymi ozdobiony przymiotami dopiąłby niechybnie najwyższych godności, gdyby szedł prostą drogą, lecz zbytnia skwapliwego wyniesienia chciwość w bok go uniosła, gdy najpierw równych, potem wyższych, na koniec własne nadzieje chciał prześcignąć. Takowe pośpiechy wielu godnym nawet ludziom na złe wyszły, którzy stęskniwszy sobie w oczekiwaniu wystalszych owoców, wolą je przed czasem choć ze zgubą zrywać.

  16. Pomnożyli liczbę oskarżycieli Gellius Poplikola i Marek Pakoni, z których pierwszy był kwestorem, drugi legatem Sylana. Żaden nie wątpił, że mu sprawiedliwie łakomstwo i okrucieństwo zadawano, ale się do tego wiele innych przywiązało okoliczności, które by same niewinność pognębiły. Albowiem prócz wielu nieprzyjaznych Senatorów, wybrano nań umyślnie najwymówniejszych w całej Azji ludzi, którym sam jeden miał odpowiadać, a to jeszcze niewymowny i w bojaźni o życie, co najbardziej doświadczonym krasomówcom łatwo zmyla szyki. Dojeżdżał mu nadto Tyberiusz gęstymi zarzutami i groźną twarzą, nie dając czasu do odporu lub wycieczki, że musiał czasem winowajca do rzeczy się nieznanych mu przyznawać, aby go darmo nie pytano. Rozkazał przedać służalców Sylana instygatorowi, aby się na nich mękami prawdy dopytywano. Zarzucono mu na koniec winę obrażonego majestatu, tęgi na usta zamek, aby się który z powinowatych mówić za nim nie ważył. Prosił Sylan o kilka dni zwłoki i zamiast przygotowania dalszej obrony, napisał list do Cezara, w którym prośby i żale pomieszał.

  17. Tyberiusz, ażeby zgotowanej dla Sylana kaźni przytoczonym przykładem gładszą wymówkę zjednał, kazawszy czytać podane przez Augusta pismo przeciwko Wolezowi Messali, prokonsulowi tejże Azji, z wydanym przeciwko niemu przez Senat wyrokiem, prosił o zdanie Luciusza Pizona, który po uczynionej długiej przemowie o łaskawości Cezara radził, „aby Sylana na wyspę Giarę wysłać.” Zgodzili się na to inni: Kneius Lentulus żądał, „aby uczynić podział dóbr Sylana jako z innej matki urodzonego i oddać je synowi”, na co Tyberiusz pozwolił. Korneli Dolabella przesadził innych pochlebstwem, kedy zgromiwszy ostro Sylana obyczaje, dodał: „aby odtąd żaden niecnota i niesławą okryty nie losował o prowincję; żeby o tym samemu Cezarowi zostawić rozsądek, albowiem prawo występki karze; że będzie to z lepszym tak dla nich, jak i dla prowincji, kedy się jednym do zbrodni, drugim do skarg zagrodzi droga.”

  18. Sprzeciwił się temu Tyberiusz, mówiąc: „że mu nie tajno co o Sylanie ludzie powiadają, lecz według powieści nic stanowić nie należy. Wielu się w prowincjach inaczej zachowało niżeli o nich rozumiano. Często się zdarza, że gdy jedni mdleją pod ciężarem, drugim sam urzędu ogrom siły pokrzepia. Trudno rządzącemu ogarnąć wszystko wiadomością, ani mu przystoi cudzą się kierować chęcią. Stanowimy prawa na rzeczy obecne, bo przyszłość niepewności podlega. Przodkowie nasi chcieli, aby kaźń występków nie poprzedzała. Nie należy odmieniać mądrze od starożytności postanowionych, a nieprzerwanie zachowanych zwyczajów. Ma zwierzchność dosyć ciężarów, ale ma dosyć i mocy. Tępieje prawa powaga, gdy panujący większą nad nimi ma potęgę. Nie trzeba silniejszej zażywać ręki, gdzie one przez się zdolne są jeszcze do naprawy.” Im rzadsza u Tyberiusza była równości miłość, tym znakomitszą mowie jego sprawiła zaletę, który że nic popędliwie nie czynił gdzie nie chodziło o własne jego urazy, przydał: „że wyspa Giara sroga nader i dzika; że przez wzgląd na stan niegdyś senatorski, na dom Juniuszów, tudzież na prośby siostry jego Torkwaty, która cnotą starożytne dziewice zrównała, należy wysłać raczej winowajcę na wyspę Cyterę.” Za zdaniem Tyberiusza całe zgromadzenie poszło.

  19. Słuchano potem posłów z Cyreny. Cesius Kordus oskarżony przez Anchariusza Pryska o zdzierstwo urzędowe, na karę skazany. Obżałowano Enniusza rycerskiego stanu o zniewagę majestatu, „że posąg srebrny Tyberiusza dał przetopić na pieniądze.” Nie kazał go jednak Cezar sądzić, chociaż się temu Ateius Kapito, pochlebca, pod pozorem bronienia wolności sprzeciwił, mówiąc: „że nie należy tamować sprawiedliwości i puszczać płazem tak wielkiej zbrodni; że co się tyczy prywatnych uraz, może je Cezar darować, zaniechawszy tych, które się do Rzeczypospolitej ściągają.” Tyberiusz, który bardziej szacował rzeczy niż słowa, nalegał tym usilniej o uwolnienie Enniusza. Kapito zaś tym znakomitszą hańbę odniósł, że obojga praw nader świadomy, dobro publiczne i zaszczyt prywatnego życia taką podłością znieważył.

  20. Ruszyło ich potem sumienie, w jakiej świątyni złożyć mieli dary, które stan rycerski za całość Augusty Fortunie Rycerskiej ślubował. Bo chociaż Bogini owa wiele miała świątyń w mieście, nie było jednak żadnej pod tym imieniem. Postanowiono zanieść tę ofiarę do Antium, gdzie się znajdowała takowa świątynia, ponieważ wszystkie obrządki duchowne miast italijskich, ze świątyniami i obrazami bogów, do zwierzchności rzymskiej należały. A że wszczęta materia o religii, przeto Tyberiusz, który niedawno w sprawie Serwiusza odłożył odpowiedź, kazał czytać dekret arcykapłanów: „że gdyby kapłan Jowisza na zdrowiu zapadł, może za pozwoleniem zwierzchności duchownej oddalić się z Rzymu na dwa dni, byleby się to nie działo w dni ofiar publicznych i nie więcej niż dwa razy w roku.” To prawo postanowione jeszcze za Augusta jawnie pokazywało, że się kapłanów Jowisza bawić przez rok za miastem i prowincjami rządzić nie godziło. Stwierdzono to przykładem Luciusza Metella, najwyższego kapłana, który Aula Postuma chcącego wyjechać zatrzymał. I tak Azja oddana w rządy jednemu z konsularnych, który po Serwiuszu w latach był najstarszy.

  21. Około tegoż czasu prosił Lepid Senat o pozwolenie, „aby mógł własnym kosztem Bazylikę od Pawła, na pamiątkę domu Emiliuszów zbudowaną, odnowić i przyozdobić.” Trwał albowiem dotąd jeszcze starożytny zwyczaj budować okazałe gmachy. Sam August nie bronił Taurowi, Filipowi i Balbowi, aby nieprzyjacielskie łupy i zbywające dochody obracali na ozdobę miasta i zjednanie sobie sławy w potomności. Tym przykładem pobudzony Lepid, chociaż nie był pieniężny, umyślił przodków swoich starożytne wskrzesić zaszczyty. Teatrum zbudowane przez Pompeja, które trafunkiem zgorzało, sam Tyberiusz obiecał naprawić z tej przyczyny, iż żaden z familii jego nie miał do tego sposobności, zostawił mu jednak imię dawniejsze. Pochwalił także Sejana, „że za jego pracą i usilnością ogień dalej się nie rozprzestrzenił”, a Senat mu posąg przy teatrum postawić kazał. Wkrótce potem Tyberiusz ozdobił Juniusza Bleza honorami triumfu powiadając, że to na wzgląd na Sciana, którego Blezus był stryjem, uczynił.

  22. Jednak Blezus zasłużył sam przez się na ten zaszczyt. Bo Takfaryn, chociaż po kilka razy dawniej przepłoszony, zebrawszy znowu w głębszej Afryce znaczne siły, do tej hardości przyszedł, że posłów do Cezara wyprawił, grożąc wieczną wojną jeśliby mu i wojsku jego dzierżaw jakich nie wypuścił. Powiadają, że się Tyberiusz żadną ani prywatną, ani publiczną obelgą tak nie obraził, jako że się jeden zbieg i opryszek śmiał czynić jego nieprzyjacielem. „Co za zniewaga – powiadał – gdyby Rzeczpospolita stanąwszy na najwyższym potęgi stopniu, miała się pokoju u łotra tego, podając mu swe dzierżawy, wykupywać. Która niegdyś trzymając na sobie dwu ogromnych mocarzy – Sertorego i Mitrydata, po tylu kosularnych wojsk pogromach, palącemu wsie italijskie Spartakusowi, uchylić głowy nie chciała.” Dał zatem rozkaz Blezowi, aby się starał buntowników nakłonić do złożenia broni, obiecując darowanie winy, a samego herszta jakim kolwiek sposobem schwytać.

  23. Tą łaskawością Blezus wielu odciągnowszy od strony Takfaryna, rozpoczął wojnę sposobem barbarzyńcy zwyczajnym, który nie mogąc podołać siłą i lepiej zbójeckie rzemiosło niżeli żołnierską sztukę rozumiejąc, kupami pospolicie napadał, aby mógł łatwiej uchodzić i w pogoni zasadzki czynić. Więc i nasze wojsko na trzy partie podzielone, trzema szlakami wyciągnęło. Pierwszą prowadził Korneli Scypio, legat, dla zasłony kraju Leptytanów od rabunków nieprzyjacielskich i zagrodzenia im ucieczki do Garamantów. Blezus, syn wodzowski, szedł drugą stroną ze swoim udziałem, aby się Takfaryn na łupież wsi cyrteńskich nie puszczał. Sam wódz ciągnąc środkiem z wyborem wojska, stawiając twierdze i szańce gdzie było potrzeba, tak ścisnął i otoczył nieprzyjaciela, że gdziekolwiek się tylko obrócił, zawsze albo na czele, albo z boków, albo w tyle miał naszych. Tym sposobem wielu wybito i pojmano. Na koniec podzieliwszy i te trzy partie na wiele drobniejszych pocztów, przydał każdemu z nich walecznego setnika. A chociaż się lato skończyło, nie ściągał ich do kupy, ani rozkładał na zimowiska w starej prowincji, lecz jak na początku wojny, budując nowe amki póty płoszył odmieniającego ustawicznie swe kucze Takfaryna, przez lud świadomy pustyń i tajników afrykańskich, póki brata jego nie schwytał. Wrócił się potem do obozu, skwapliwiej niż było trzeba do zupełnego ubezpieczenia spokojności w prowincji, zostawiając w niej nieprzytłumiony do końca ogień. Z tym wszystkim biorąc Tyberiusz tę wojnę za dokończoną, pozwolił i na to Blezowi, aby go wojsko Imperatorem okrzyknęło, starożytnym zwycięzkich legionów obyczajem, które niegdyś po wygranej, w pierwszym radości zapędzie wodzów swoich tym honorem zaszczycały. Za czasów Rzeczypospolitej było wielu razem takich Imperatorów, równych sobie w godności. August niektórym jeszcze wodzom dostojeństwa tego pozwolił, które za Tyberiusza na Blezie zupełnie ustało.

  24. Tegoż roku zeszli ze świata przezacni mężowie: Azyni Selonin, wnuk Marka Agryppy i Polliona, brat Druza przyrodni, za zięcia cesarskiego wyznaczony i Azyni Kapito, dawniej przeze mnie wzmiankowany, którego biegłość w ojczystych prawach na urzędy wyniosła. Co się tyczy urodzenia miał ojca pretora i dziadka setnika, który pod Sullą służył. Wyniósł go August spiesznie na konsulostwo, chcąc aby przynajmniej tym stopniem Labeona, równego mu w naukach przewyższył. Oba te pokoju zaszczyty pod jednym kwitły panowaniem, lecz Labeon stojąc zawsze przy wolności miał większą nad Kapitona sławę, który panującym pochlebstwem się przymilał. Pierwszemu sama krzywda, że z pretorstwa wyżej nie postąpił, większą zjednała miłość, drugiego otrzymane konsulostwo w nienawiść podało.

  25. W sześćdziesiąt cztery lata po bitwie filipskiej Junia, siostrzenica Katona, małżonka Kassiusza, a siostra Marka Brutusa bieg życia skończyła. Testament jej dał powód rozmaitym w mieście mowom: „że będąc nader bogatą i znaczne zapisy wszystkim prawie celniejszym poczyniwszy, samego Tyberiusza pominęła.” Nie pokazał on jednak żadnej po sobie urazy, pozwalając aby jej pogrzeb zwykłymi obrządkami i żałobną mową był ozdobiony. Niesiono na nim obrazy dwudziestu najszlachetniejszych domów Manliów, Kwintów i innych przezacnych mężów, lecz Bruta i Kassiusza nad inne jaśniały, że ich nie było.





1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna