TreśĆ księgi pierwszej



Pobieranie 0.68 Mb.
Strona6/7
Data07.05.2016
Rozmiar0.68 Mb.
1   2   3   4   5   6   7

KSIĘGA SZÓSTA

785 rok od Założenia Rzymu ( 32 r.n.e.)



  1. Kneius Domicy z Kamillem Skrybonianem konsulowskie zasiedli krzesła, kiedy Tyberiusz przepłynąwszy cieśninę, leżącą między Kapreą i Surrentynem, przejeżdżał się około Kampanii. Czy się namyślał szczerze powrócić do Rzymu, czy też udawał tylko, co w sercu inaczej postanowił. Często się zbliżał pod same miasto i zabawiwszy się chwilę w ogrodach nad Tybrem, znowu na swe skały i odludną wyspę zapadał, wstydząc się zbrodni i rozpust, na które tak się niepohamowanie wylał, że obyczajem barbarzyńskich królów młódź szlachetną psotliwym obcowaniem sromocił. Nie dosyć mu było na gładkich twarzach i kształtnym ciała składzie. W jednych pacholęca skromność, w drugich samo wysokie urodzenie, lubieżność w nim rozpalały. Na ów czas też pierwszy raz, nieznajomych dawniej sromot nazwiska, dowcipny na złe wynalazł niewstyd, szukając rozbestwionemu ciału różnym smakiem przyprawnych obroków. Rozsyłano wszędzie służalców na szukanie i namowy, którzy powolnym rozdawali upominki, niechcących groźbami zmuszali, a jeśli się kiedy poczciwy rodzic, albo powinowaty sprzeciwiał, wydzierali gwałtem, sami wszeteczne swe na nich zapały wywierając.

  2. Tym czasem w Rzymie na początku roku, jakby zbrodnie Liwii świeżo były odkryte, albo jeszcze nie ukarane, wylatywały srogie kaźnie przeciwko samym jej obrazom na wieczną pamięci zagładę. Odebrano skarbowi publicznemu dobra Sejana i do szkatuły Cezara, jakby się to na coś przydało, oddano. Takie zdania wychodziły z ust Scypionów, Sylanów, Kassjuszów, z wielką żarliwością w podobnych, albo nieco odmiennych słowach. W największe szyderstwo popadł Tygoni Gallus, ścibiąc swą nikczemność w poczet świetnych pochlebców. Radził bowiem wyciągnąć losem dwudziestu senatorów, którzy by Tyberiusza wchodzącego do rady, z dobytą bronią dla bezpieczeństwa otoczyli. Uwierzył widać listowi owemu, w którym tyberiusz prosił o przydanie sobie jednego z konsulów, aby mógł spokojniej z Kaprei do Rzymu wrócić. Lecz Cezar, który miał zwyczaj poważne rzeczy żartami częstokroć przeplatać, podziękowawszy Senatowi za tę życzliwość przydał: „których tedy mam przydać, których pominąć? Czy zawsze jednych się trzymać, czy też czasem innym dać miejsce? Czy młodych i prywatnych, czy dawnych urzędników, lub na urzędach postawionych? Co to będzie za widowisko, kiedy u drzwi dobyte zabłysną miecze! Niewiele dbam o życie, jeśli je mam orężem ubezpieczać.” Tym lekkim żartem zbywszy Tygoniusza, o odrzucenie zdania jego nie nalegał.

  3. Jednak Juliusza Galliona, który wniósł: „aby wysłużeni pretorianie mieli prawo siedzieć na czternastu stopniach” surowie zgromił i jakby sam wniesienia tego słuchał, pytał się: „co on ma za sprawę do żołnierzy, którzy tylko rozkazów imperatorskich słuchać i od niego samego nagrody odbierać powinni? Mędrszy on widzę od Augusta, że to zobaczył, czego tamten nie postrzegł. Szuka jak widzę, ten Sejana giermek rozterków i rozruchów, aby pod pozorem honoru, do zwątlenia karności wojskowej, prostych żołdaków podżegać.” Za tak rozmyslne pochlebstwo to w zysku odniósł Gallion, że go najpierw z Senatu, a potem z Italii wygnano. A że nań jeszcze lud sarkał za obranie sławnej i rozkosznej wyspy Lesbos, gdzie mógł wygodnie na wygnaniu siedzieć, kazano mu wrócić do miasta i pod strażą urzędową osadzono. W tymże liście wytknął na zgubę Sexta Pakoniana, byłego pretora, z wielkim Senatu ukontentowaniem, że był złoczyńcą, zuchwalcem, powszechnym szpiegiem i wybranym przez Sejana, aby Kaligulę o zgon przyprawić. Co gdy się rozgłosiło, wybuchła przeciwko niemu od dawna tląca się nienawiść i dałby natychmiast gardło gdyby się nie oświadczył, że miał kogoś powołać.

  4. Skoro wymienił Latyna Lacjara, tak oskarżyciel jak i oskarżony, równo wszystkim obmieźli, najwdzięczniejszy sprawili widok. Lacjarys, jak wyżej mówiłem, pierwszym był przywódcą zguby Sabina, przeto też na ów czas pierwszy karanie odniósł. Gdy to się działo, powstał Hatery Agryppa na konsulów zeszłorocznych. „Milczycie – powiadał – teraz, wy coście dawniej wzajemną sobie żałobą grozili? Bojaźń z sumieniem stoi wam za przymierze, lecz Senat nie powinien taić co słyszał.” Odpowiedział Regulus: „że będzie czas na to po powrocie Cezara.” Trjon zaś: „że jeśli jakieś pomiędzy kolegami zachodzą rozterki, lepiej owe milczeniem pokryć.” A gdy Agryppa swego dobierał, jeden z konsularnych – Sankwini Maximus, prosił Senat, „aby poprzestać wyszukanymi rozmyślnie przykrościami troski cesarskie pomnażać; że on sam jeden potrafi złemu zapobiec.” Tym sposobem ochroniony Regulus, a Trjonowi na dalszy czas zguba się odwlekła. Haterjusz w większą popadł ohydę, że ospalstwem i lubieżnymi jutrzniami uwędzony, a przez gnuśność pod okrutnym nawet panem bezpieczny, najznaczniejszym obywatelom wszeteczny żarłok zdrady knuł.

  5. Wkrótce obżałowano za różne występki Messalina Kottę, który najokrutniejsze zawsze podawał rady, skąd na zastarzałą zarobił nienawiść. Zarzucano mu: „że Cezarowi Kaliguli kazirodztwo i psoty zadawał; że w dzień narodzenia Augusty, biesiadując między kapłanami, nazwał tę ucztę stypą; że się razu jednego żaląc na zbytnią potęgę M. Lepida i L. Arruncego, z którymi miał sprawę o pieniądze przydał: będzie ich senat bronił, a mnie mój Tyberiuszek.” Widząc Kotta, że się nań najcelniejsze do świadectwa spiknęły osoby, odwołał się do Cezara, który wkrótce pisał za nim list do Senatu, gdzie przypomniawszy dawną swą przyjaźń z Kottą i wyliczywszy jego zasługi prosił, „aby słów złośliwie przekręconych i biesiadnych rozmów prostoty, za występek nie poczytywano.”

  6. Wstęp listu owego zdawał się godnym osobliwej uwagi, tak go albowiem zaczął: „co mam pisać do ciebie, prześwietny Senacie, albo jakim sposobem pisać, albo czego w tym czasie nie pisać? Jeśli wiem, niech mnie wszyscy bogowie i boginie okrutniej zatracą, niżeli teraz codzień ginę.” Tak go to popełnione zbrodnie i skażone bezwstydnym życiem sumienie katowało! Nie bez przyczyny ów mądrości wyrok zwykł powiadać: że gdyby stanęły otworem tyrańskich serc zakąty, dałyby się tam widzieć szarpania i razy. Kiedy, jak to ciało smaganiem, tak się umysł okrucieństwem, lubieżnością i złośliwymi radami dręczy. Jakoż ani wysokość majestatu, ani odludne mieszkanie tak go nie umknęły od trosk ugryźliwych, żeby mu wewnętrzne katownie własnych kar wyznania z ust nie wyciskały.

  7. W tym liście wziąwszy Senat moc sądzenia senatora Cecyliana, który wiele Messalinowi zadawał, skazał go na tą samą karę, jaką Sankwini i Aruseius, oskarżyciele Arruncjusza ponieśli. Osobliwy zaiste honor dla Messalina, że chociaż szlachetnie urodzony, ale bezecny rozpustnik, a dia utrat nikczemny gołota, został porównany takim sądem ze znakomitym cnotą i zasługami obywatelem. Zapozwano potem Kwinta Serweia i Minucego Terma. Pierwszy z nich był dawniej pretorem i Germanika towarzyszem; drugi z rycerskiego stanu ród prowadząc, przyjaźni Sejana skromnie używał, przeto obaj większe znaleźli politowanie. Lecz Tyberiusz strofując obu, „że to są pierwsi do złego przywódcy”, wskazał do Kaia Cestjusza ojca, aby doniósł Senatowi co mu w tej mierze napisał i jak Cestjusz przyjął na siebie oskarżenie. Nic zaiste okrutniejszego owe nie widziały wieki, jak to najpierwsze w Senacie głowy najnikczemniejszym się plotkarzy, jawnie i po kryjomu parały rzemiosłem. Nie czyniono różnicy swoich od obcych, przyjaciół od nieznajomych, świeżych od zatartych dawnością wieści. Cokolwiek tylko doleciało czasu, czy to w prywatnych posiedzeniach, czy też na publicznych schadzkach, miano za występek. Każdy się spieszył uprzedzić z doniesieniem, jedni ochraniając własne osoby, inni jakby ich powszechna jakaś zaraza ogarnęła. Jakoż po uczynionym dekrecie na Minucego i Serweia, zaraz ciż sami powołali Juliusza Afrykana, rodem z Santonów, miasta Galli i Seia Kwadrata, o którego urodzeniu nie mogłem się dowiedzieć. Wiem o tym, że wielu pisarzy znaczną podobnych spraw liczbę pominęło, już dla niezmiernej ich nawały, już przez bojaźń, aby smutne i samym sobie przykre przypadki, równej czytelnikom przykrości nie czyniły. Do rąk moich wiele rzeczy godnych pamięci doszło, których inni nie wspomnieli.

  8. Albowiem tego czasu, kiedy się wielu zawartej z Sejanem przyjaźni wypierało, Marek Terency, prycerskiego stanu, obwiniony śmiele do niej się przyznawał i w ten sposób do Senatu mówił: „Tak trzymam, prześwietny Senacie, że w niniejszym stanie moim byłoby mi pożyteczniej zaprzeć się występku niżeli się do niego przyznawać. Jakikolwiek jednak los mnie spotka, wyznaję jawnie, że byłem przyjacielem Sejana, że przyjaźni jego szukałem i z pozyskanej cieszyłem się. Widziałem, jak to mu z ojcem w rządy oddane pretorskie roty; widziałem gdy razem miastem i wojskiem władał, gdy jego powinowatych i krewnych honorami zdobiono. Ktokolwiek się tylko Sejanowi podobał, pewny był łaski i kredytu cesarskiego, a kogo on nie lubił, ten musiał ustawicznej nienawiści i pogardzie stać na celu. Nie wymieniam tu nikogo, lecz z własnego życia niebezpieczeństwem bronić będę wszystkich, którzy się do ostatnich jego zamysłów bynajmniej nie przyłożyli. Nie na urodzonego w Wulsynium Sejana, ale na cząstkę krwi Klaudiuszów i Julich, z którymi się złączył, lecz na twojego Cezarze zięcia, twojego na urzędzie konsulowskim kolegę, twojego w rządzeniu państwa towarzysza wzgląd mieliśmy. Nie nasza rzecz sądzić i dociekać kogo i dla jakich przyczyn nad innych wywyższasz. Tobie samemu bogowie powierzyli w ręce najwyższą władzę, nam tylko zaszczyt posłuszeństwa zostawili. Patrzeliśmy zaiste na to, co wszystkim w oczy wpadało, komuś najhojniej bogactwa i honory szafował. Skąd największą pomoc lub szwanki odnieść możemy i w osobie Sejana wszystko tośmy upatrzyli. Wyśledzać skryte rządzących zamysły, szperać w zachowanych jednemu tajemnicach, rozum i prawo broni, owszem i dociec ich niepodobna. Nie patrz, prześwietny Senacie, na to jak Sejan zakończył, lecz jakim był przez szesnaście lat. Schylaliśmy czoło Satrjuszowi i Pomponiemu, a zawarta znajomość z wyzwoleńcami i odźwiernymi jego za osobliwszy honor była poczytywana. Lecz ażeby kto nie rzekł, że mowa moja zmierza do wszystkich bez wyjątku przyjaciół Sejana. Uczynić tu należy sprawiedliwy podział. Niechaj odnoszą zasłużoną karę, ci którzy się z nim na zgubę Rzeczypospolitej, na życie pańskie spiknęli. Ale ci, którzy równie z tobą Cezarze, przyjaźń mu oświadczali, wolni być powinni.”

  9. Stateczność tej mowy, w której się wszystkich przytomnych zawierały zdania, takie w umysłach sędziowskich uczyniła wrażenie, że oskarżycielów Terencjusza o inne prócz tego występki przekonanych, jednych wygnaniem, innych śmiercią ukarano. Napisał potem Tyberiusz żaląc się na Sexta Wistyliusza, byłego pretora, którego dawniej między dworzan policzył z tej przyczyny, że przez Druza, brata jego, uprzejmie był kochanym. Popadł w niełaskę za rozrzucone pisma przeciwko niewstydom Kaliguli, czy w rzeczy samej były jego dziełem, czy też Tyberiusz uwierzył fałszywym udaniom. Za co gdy obwinionemu u stołu bywać zakazano, przeciąwszy sobie żyły, drżącą od starości ręką zawiązał rany mniemając, że się Tyberiusz supliką da przebłagać. Po odebranej jednak nielitościwej odpowiedzi, ujściem krwi życie skończył. Wkrótce potem powołano razem o zelżony majestat Anniusza Polliona z synem Winicjanem, Appiusza Sylana, Skaura Mamerka i Sabina Kalwizego, wszystkich wysoką rodowitością, a niektórych najwyższymi honorami zaszczyconych mężów. Zatrwożył się srodze cały Senat (bo któż między tyloma zacnymi ludźmi albo przyjaciela, albo krewnego nie miał) gdyby był jeden ze świadków imieniem Celsus, trybun miejskiej roty, Sylana i Kalwizjusza z niebezpieczeństwa nie uwolnił. Cezar Polliona, Winicjana i Skaura sprawę, do przyjazdu swego odłożył, aby ją razem z Senatem sądzić, wtrąciwszy na Skaura niektóre ostre wyrazy.

  10. Nie uszła trwogi powszechnej sama nawet płeć niewieścia, której gdy się zarzucić nie mogły czynione na tron zamachy, same łzy zarzucano. Skazana na śmierć staruszka Witia, matka Fufiusza Gemina, że zabitego syna opłakiwała. To wszystko się działo z wyroków Senatu. Tyberiusz ze swej strony kazał zabić Weskulara Flakka i Juliusza Maryna, najdawniejszych przyjaciół swoich, a na wyspie Rodos i na Capri nierozdzielnych towarzyszy. Pierwszy użyty był za narzędzie zguby Libona. Za drugiego pomocą Sejan Kurcjusza Attyka życia pozbawił. Obu strata tym milej przyjęta, że się w te same sidła, które innym postawili, uplątali. Około tegoż czasu życia dokonał arcykapłan Lucjusz Pizon. Nigdy się z niewolniczym dobrowolnie nie wydał zdaniem i jeśli kiedy potrzebą przyciśnięty został, umiał je mądrością miarkować. Dopędził osiemdziesięciu lat życia, a co w tak wysokiej fortunie jest nielada rzadkością, w łóżku swym je zakończył. Ojca miał, jak wyżej mówiłem cenzora. Honory triumfalne w Tracji otrzymał, jednak stąd większej dostąpił sławy, że zostawszy rządcą miasta z dziwną się roztropnością na urzędzie długim, a do kierowania nie wtartych jeszcze do poddaństwa umysłów trudnym, przez wielu lat przeciąg zachował.

  11. Albowiem przed laty, kiedy się albo królowie, albo się po nich zwyczajne magistraty z domu oddalały, ażeby miasto bez rządu nie zostawało, obierano do czasu zastępców, którzyby i sprawy sądzili i w zachodzących nagłych przypadkach dawali radę. Tak Romulus Romuliusza Dentra, Tullus Hostyli Numę Marcjusza, Tarkwin Pyszny Spurjusza Lukrecego na miejscu swoim zostawił. Po królach konsulowie naznaczali i dotąd jeszcze trwa cień starożytności, ilekroć podczas świąt latyńskich obrany namiestnik, konsulowski sprawuje urząd. Za domowych rozruchów August Cezar Cylniuszowi Mecenasowi rycerskiego stanu i Rzym i Italię całą w rządy oddał. Zostawszy panem wszystkiego, dla niezmiernej ludu mnogości, a nierychłej praw pomocy, obrał jednego z konsularnych, któryby niewolniczą hałastrę i burzliwe mieszczan głowy, których sama ryza w karności chowa, na wodzy trzymał. Pierwszy Messala Korwin ten urząd piastował i wkrótce go, rzekomo przez niezdolności, porzucił. Następca jego Statili Taurus, chociaż w podeszłym wieku, wybornie się na nim sprawił. Na koniec Pizon z powszechną zaletą przez lat dwadzieścia rządy w mieście sprawował, za co mu dekretem Senatu publiczny sprawiono pogrzeb.

  12. Wniósł potem trybun gminny Kwintylian do rady o księdze Sybilli, o której uznanie za prawdziwą Kaninius Gallus, jeden z piętnastu mężów, u Senatu prosił. Stanęła zgoda, lecz Tyberiusz napisał list, w którym trybuna, przez młodość w starożytnych zwyczajach nie biegłego, nieco szarpnąwszy wyrzucał Gallowi: „że z dawnych lat wyćwiczony w nauce obrządków, bez dołożenia się kolegów, bez zwyczajnego przez świadomszych roztrząśnienia, w upatrzonym czasie kiedy się senatorów mało zeszło, wyrobił sobie potwierdzenie, niepewną jakąś ręką napisanego dzieła.” Przypomniał zarazem ustanowione przez augusta prawo, „że ponieważ wiele latało pism płonnych pod imieniem Sybilli, aby żaden ich u siebie nie chował, ale w naznaczonym dniu do miejskiego pretora odnosił.” Takowy zakaz za dawnej jeszcze Rzeczypospolitej był uczyniony, kiedy po spalonym podczas wojen italijskich Kapitolu, wysłano do Samu, Ilium, Erytry, do Afryki nawet, do Sycylii i do wszystkich rzymskich osad szukać proroctw Sybilli (czy to jedna, czy też więcej ich było) i zalecono kapłanom, aby ile rozum ludzki dociec może, prawdy dociekali. I tak od tamtego czasu księga ta pod rozsądek Piętnastu mężów jest oddana.

  13. Za tychże konsulów, przez srogą drożyznę, ledwo do rozruchów nie przyszło. Zebrany gmin na widowisko domagał się więcej i swobodniej niżeli mu wzgląd na osobę cesarską pozwalał. Rozgniewany Tyberiusz tą kilkudniową swawolą żalił się na Senat i urzędy, „że mając moc w ręku, nie użyli jej na poskromienie gminu”, oraz przydał: z jakich prowincji i jak nierównie większy dostatek zboża za niego, niżeli za Augusta do miasta sprowadzono. Wydał zatem Senat dekret na pospólstwo, stosując się do ostrości dawnych praw, a konsulowie go drugim, nie mniej surowym poprawili. Milczenie Tyberiusza nie za skromność, jak rozumiał, lecz za pychę mu poczytano.

  14. U schyłku tegoż roku skazani na śmierć Geminus Celsus i Pompeius, rycerskiego stanu, oskarżeni o spisek przeciwko Cesarzowi. Geminus był przyjacielem Sejana, dla samych tylko przepychów i miękkiego życia, lecz nigdy do spraw wielkiej wagi nie wchodził. Trybun Julius Celsus, będąc okuty w przydłuższy łańcuch, założył go na szyję i póty targał, aż się udusił. Rubriuszowi Fabatowi straż przydano, jakoby rozpatrzywszy o stanie państwa rzymskiego, uciekł do Partów. Jakoż zatrzymany przy Cieśninie Sycylijskiej i przez setnika do Rzymu przyprowadzony, żadnej nie dał gruntownej przyczyny tak dalekiej podróży. Uszedł jednak zguby przez zapomnienie raczej, niżeli z łaskawości.


786 rok od Założenia Rzymu ( 33 r.n.e.)


  1. Za konsulatu Sergiusza Galby i Lucjusza Sulli, Tyberiusz po długich namysłach za kogo by wydać wnuczki swoje, już dorosłe panny, obrał im za małżonków M. Winicego i Lucjusza Kassjusza. Pierwszy urodzony w Kales, prócz wielu rycerskiego stanu przodków, zaszczycał się ojcem i dziadem konsulami. Człowiek spokojny i gładkiej wymowy. Drugi szedł z gminnej, ale starożytnej i znacznej familii, a wychowany pod okiem groźnego ojca, bardziej z grzecznych obyczajów niżeli z dowcipu miał zaletę. Temu tedy Druzyllę, a Winicjuszowi Julię, córki Germanika, w małżeństwo oddał i napisał w tej mierze do Senatu z lekką obu młodzieńców pochwała. W tymże liście dawszy kilka obojętnych nader przyczyn nieobecności swojej, zjechał do główniejszych rzeczy, mianowicie do nienawiści, którą dla dobra Rzeczypospolitej cierpiał. Prosił także, „ażeby Makron z kilkoma trybunami i setnikami szedł przy boku jego, ile by razy do Senatu wchodził.” A chociaż mu bez określenia liczby i stopnia żołnierstwa, hojnie na wszystko pozwolono. Nie tylko na publiczne rady, ale do miasta nawet nigdy nie przyjechał, tajemnym tylko niekiedy podjazdem zbliżając się i uciekając do ojczyzny.

  2. Tym czasem powstała wielka moc oskarżycieli przeciwko lichwiarskim zyskom, zakazanym odnowioną ustawą dyktatora Cezara, opisującą sposób pożyczania i dziedziczenia w Italii, która dawno już w zaniedbanie poszła, że pospolicie prywatne dobro nad publicznym górę bierze. Ten szkodliwy zysku wynalazek, nieustanne źródło tylu rozruchów i niezgód, od dawna się zakorzenił w mieście. Przeto hamowano go zawsze, kiedy nawet starożytne i mniej złością skażone kwitły obyczaje. Najpierw zabroniono prawem XII Tablic, „aby żaden więcej nad jeden do stu prowizji nie brał”, ponieważ dawniej lichwa szła za łakomstwem bogaczy. Potem ustawą Trybunów gminnych zniżona jest do połowy, a na koniec ze wszystkim zniesiona i ażeby się zapobiegło niegodziwym zdradom, które po tylekroć przytłumione, znowu się dziwnymi fortelami wzmagały, wiele praw na to gmin postanowił. Lecz na ów czas pretor Grakchus, któremu przypadło sądzić tę sprawę, zdziwiony niezmierną liczbą winowajców doniósł to Senatowi. Zatrwożeni senatorowie widząc, że się każdy z nich do przestępstwa poczuwał, udali się z bojaźnią do Cesarza, prosząc o przebaczenie. Odpuścił winę Tyberiusz i naznaczył osiemnaście miesięcy, w przeciągu których każdy powinien był w myśli prawa domowe rachunki zakończyć.

  3. Nastąpił zatem srogi pieniędzy niedostatek, gdy z jednej strony ruszono wszystkich dłużników do wypłacenia, z drugiej cała bita moneta, zebrana ze sprzedaży skonfiskowanych dóbr winowajców, w skarbie publicznym i cesarskim uwięzła. Zabiegając złemu Senat rozkazał, aby każdy lichwiarz dwie części sum należących lokował na gruntach w Italii, a dłużnicy drugie dwie wypłacili. Lecz gdy ci zupełnego kapitału dopominali się i trudno im było tego odmawiać, po wielu prośbach i bieganiach daremnych, napełniły się sprawami sądy pretorskie, a ów wynalazek na zabieżenie złemu przeciwne odbierał skutki, bo lichwiarze lokując całe sumy na dobrach, nie mieli nic do pożyczenia. Do tego staniały wsie dla niezmiernej sprzedających liczby, a im kto znaczniejszy w długi zabrnął, tym większą w sprzedaniu znajdywał trudność. Tym sposobem wiele domów do ostatniego upadku przyszło, a co gorsza, że stracone dobra utratę czci i honorów za sobą pociągały. Zlitował się na koniec Tyberiusz, pożyczając na trzy lata bez prowizji znaczne sumy, z tym warunkiem, aby się dłużnicy we dwoje na dobrach ludowi rzymskiemu opisali. Tym sposobem przywrócony do pierwszego stanu kredyt. Poczęli prywatni pożyczać; ustały przez Senat nakazane dóbr kupywania, obyczajem innych nowości, których się pospolicie żwawo z początku chwyciwszy, wkrótce w niepamięć puszczamy.

  4. Ocuciły się znowu uśpione na chwilę trwogi z przyczyny oskarżonego o majestat Konfidjusza Prokula, który gdy swe urodziny wesoło obchodził, porwany z domu na sąd, skazany na śmierć i zaraz zabity. Siostrę jego Sancję posłano na wygnanie, za powodem Kwinta Pomponiusza, wielkiego warchoła, który na usprawiedliwienie tej i innych podobnych zbrodni powiadał, iż nie mógł inaczej łaski cesarskiej pozyskać, ażeby brata swego Sekunda z niebezpieczeństwa wydźwignąć. Wygnano także Pompeję Makrynę, której męża Argolika i teścia Lakona, obu szlachetnych Greków, Tyberiusz stracić kazał. Ojciec jej w rycerskim stanie znaczny, brat, były pretor, widząc że gardła nie ujdą, sami się pozabijali. Poczytano im za występek, że szli z krwi Teofana z Mityleny, przyjaciela Pompeja Wielkiego i że go po śmierci greckie pochlebstwo między bogów policzyło.

  5. Skazany po nich na strącenie ze skały tarpejskiej Sextus Marius, największy w Hiszpanii bogacz, jakoby córkę własną zgwałcił. Nikt jednak nie wątpił, że go wielkie bogactwa o zgubę przywiodły, kiedy Tyberiusz skonfiskowane na skarb publiczny złote w dobrach jego kruszce do swych dochodów przyłączył. Rozjuszony potem tyloma popełnionymi mordami, kazał wszystkich więźniów, ilu ich za przyjaźń z Sejanem w katuszach trzymano, pozabijać. Leżały wszędzie różnego stanu, różnej płci martwe ciała, jedne w stosach, inne tam i ówdzie porozrzucane. Żadnemu z przyjaciół, z powinowatych, nie tylko płakać, ale się zbliżyć i patrzeć nie godziło, bo rozstawione żołnierstwo szpiegowało wszędzie, póki na wpół zropiałe trupy do Tybru nie wrzucono. Żaden się nawet nie ważył pływających lub wyrzuconych na brzeg pogrzebem uczcić. Okropna bojaźń, samej natury ludzkiej obowiązków przerwała wzajemność, a im się bardziej siliło okrucieństwo, tym srożej tłumiono litość.

  6. Około tegoż czasu Kaius, który się z dziadem na wyspie Capri bawił, poślubił sobie Klaudię, Marka Sylana córkę. Pokrywał obłudną skromnością krwawy umysł tak chytrze, że mu ani więzienie matki, ani wygnanie braci słowa z ust nie wycisnęło. Wciągał przy tym w siebie wszystkie starca obyczaje, strojąc się tak jak on, a w rozmowach niewiele różnych od niego słów używając. Stąd poszło owe krasomówcy Passjena przysłowie: „że nie było nad niego nigdy ani lepszego niewolnika, ani gorszego pana.” Nie należy mi tu ominąć proroctwa Tyberiusza o Galbie, ówcześnie konsulu, który przyzwawszy go do siebie i różnymi pytaniami wybadawszy, na koniec te słowa greckim językiem powiedział: „i ty Galbo kiedykolwiek skosztujesz państwa.” Późne mu tym i znikome nader wróżąc panowanie z nauki chaldejskich astrologów, w której się pod Trazyllem na wyspie Rodu wyćwiczył, doświadczywszy najpierw biegłości jego tym sposobem:

  7. Ilekroć chciał się poradzić w jakiejś sprawie, wstępował na sam wierzchołek domu z jednym wyzwoleńcem, świadomym pańskiej tajemnicy. Ten chłop duży, a nie uczony, prowadził ukrytymi ścieżkami po strasznych przerwach (bo to mieszkanie na skale wisiało) mędrca, którego Tyberiusz miał doświadczać, a powracającego jeśli się nieukiem, albo szalbierzem okazał, na łeb do morza spychał, aby sekretu nie wyjawiał. Tam wtedy Trazyllus zaprowadzony, gdy z podziwem Cezara wiele mu rzeczy przyszłych i panowanie odkrył. Spytał go: „a o swojej doli też coś rozumiesz? Jaki sobie rok teraźniejszy i dzień wróżysz?” Na co gdy się pilnie gwiazdom, obrotom ich i zależnościom przypatrywał, począł się najpierw zdumiewać, potem trwożyć, a im się bardziej przyglądał, w tym większą bojaźń i podziwienie wpadał. Na koniec krzyknął: „że mu wkrótce fatalna godzina nastąpi.” To słysząc Tyberiusz, ścisnąwszy go mile i „że zgadł co być miało, ale żyw będzie”, powinszowaszy, wziął za wyroki wszystkie jego słowa i samego w poczet najpoufalszych przyjaciół policzył.

  8. Co do mnie, im pilniej rozważam te i im podobne powieści, nie śmiem nie twierdzić, czy zrządzenie jakieś odwieczne i mus nieuchronny, czy też przypadek płonny śmiertelne obraca rzeczy. Zwłaszcza kiedy starożytni mędrcy i każdy, ktokolwiek ich torem poszedł, na różne się zdania w tej mierze rozstrzygnęli. W wielu wpojone widzę mniemanie, „że bogowie nie mają na pieczy ani pierwiastków, ani zgonu żywota ludzkiego. Stąd idzie, że bezbożny w wszelkie opływa szczęście; sprawiedliwy z ustawicznymi się kłopotami łamać musi.” Inni przeciwnie uznają „moc jakąś rządzącą światem, która jednak nie z obrotu gwiazd, lecz ze związku przyrodzonych przyczyn i skutków ich wypływa.” Mówią przy tym: „żeśmy wolni w obieraniu życia, które gdy sobie raz człowiek bierze, trudno mu już potem przerwać wynikających stąd przypadków związku; że ani dobre, ani złe zawisło od pospolitego gminu mniemania. Wielu jest wprawdzie szczęśliwych, chociaż się zdają wystawieni na cel niepomyślnych trafów, jeśli niezwalczonym sercem bolesne przyjmują ciosy. Wielu przeciwnie, i w dostatkach brodząc, opłakany żywot wiodą, jeśli ich na dobre użyć nie umieją.” Trudno jednak niektórych wyprowadzić z tego mniemania, że się każdemu przy urodzeniu przyszłe jego wyznaczają losy, bo jeśli kiedyś na opak się stało, przypisać to nieumiejętności zwodników, którzy swą niebiegłością podają w wątpliwość prawdę nauki, tyloma jawnymi przeszłych i naszych wieków dowodami potwierdzoną. Jakoż i syn wspomnianego Trazylla przepowiedział Neronowi panowanie, o czym na swoim miejscu powiem, abym się od mego przedsięwzięcia nie oddalał.

  9. Za tychże konsulów ogłoszono śmierć Azyniusza Galla, o którym pewne jest, że się głodem zamożył, niewiedzieć czy z przymusu, czy też z dobrej woli. Spytany Tyberiusz, „czy mu dopuści pogrzebu?”, nie wstydził się pozwolić i razem żalić się na przypadek, „że winowajcę zabrał ze świata szybciej niżeli go o występki przekonano.” Jakby przez całe trzy lata nie było czasu zapozwać konsularnego starca i tylu mężów konsularnych rodzica. Wkrótce potem żywota dokonał Druzus, pożarłszy z głodu wysłanie materaca i tą nędzą się karmiąc dziewięć dni życia przedłużył. Powiadali niektórzy, że Tyberiusz dał rozkaz Makronowi, aby go z więzienia pałacowego, gdzie był pod strażą trzymany, wywiódłszy, postawił na czele ludu, jeśliby Sejan do broni się porwał. Jednak gdy wkrótce doszły go rozsiane wieści, jakoby się chciał z nim i z Agryppiną pojednać, wolał się okrutnym pokazać, niżeli tego co raz uczynił żałować.

  10. Nie przepuścił nawet zmarłemu, wyrzucając bezecne rozpusty, szkodliwe przeciwko Rzeczypospolitej i krwi własnej zamysły. Kazał prócz tego czytać w Senacie wszystkie jego mowy, sprawy, dniami pożądnie w rejestrach zapisane. Niesłychany zaiste tak zaciętej nienawiści przykład, że przez tyle lat chował szpiegów, którzy same wzdychania, jesty, ba i najtajemniejsze skargi na karb pilnie zbierali, i że będąc dziadem, mógł słuchać, czytać i na jaw wytrącać takowe szkarady, gdyby nie zostały listy setnika Akcjusza i wyzwoleńca Dydyma, gdzie wszyscy służalcy, z których kto i kiedy wychodzącego Druza obił, kto go słowami sfukał, po imieniu byli napisani. Sam setnik chlubił się nieraz, jakby niewiem z czego, z okrutnych łajań i urągowisk. Rozsiewał słowa jego przy zgonie wyrzeczone, które zmyślającemu czasem zawrót głowy, na Tyberiusza wypadały, oraz jakie, wyzuty z wszelkiej życia otuchy, miotał nań przy zdrowym rozumie przekleństwa życząc: „ażeby ten okrutny świekry, synowca i wnuków morderca, który cały dom swój krwią napoił, własną głową, przodkom ich i następcom, sprawiedliwy za tyle rozbojów dług wypłacił.” Przerywali wprawdzie senatorowie czytelnika, wzdrygając się niby na wnuczą niezbożność, lecz to pochodziło bardziej z trwogi i zdziwienia, że ów chytry, a w tajeniu swych zbrodni niezbadany obłudnik, do tej już przyszedł poufałości, że jakby rozwaliwszy katuszną ścianę, dał na widok wnuka, a on pod kańczugiem setnika i smagających służalców, nikczemnego kęsa dla zachowania życia próżno ze łzami żebrze.

  11. Jeszcze ten żal nie ustał, a już o śmierci Agryppiny gruchnęło. Rozumiem iż ta pani po straceniu Sejana karmiąc się lepszą nadzieją, przewlokła nieco życie. Widząc jednak, że się Tyberiusz zmiękczyć nie dawał, wolała dobrowolnie umrzeć. Może być też tak, że ją głodem zamorzywszy puszczono pogłoskę, że się tego sama domyśliła. Albowiem Tyberiusz szarpał jej sławę najsromotniejszymi potwarzami, zadając niewstydy z Azyniuszem Gallem i że z tęsknoty po zmarłym cudzołożniku śmierć sobie zadała. Lecz Agryppina chciwa panowania i równości nie cierpiąca, wyzuwszy się z kobiecych przywar, w męski się umysł przyoblokła. Dodał przy tym okoliczność i kazał ją w księgi wpisać, „że umarła tegoż samego dnia, którego Sejan przed dwoma laty zdrady przypłacił” chlubił się z łaskawości, że ją nie kazał powrozem udusić i trupa wywlec na zwyczajne winowajców miejsce. Uczynił za to Senat mu dziękczynienie i ogłosił wyrokiem, aby corocznie noszono dary Jowiszowi osiemnastego dnia października, którego oboje zginęli.

  12. Wkrótce potem Kokceius Nerwa, nierozdzielny Tyberiusza towarzysz, człowiek w obojgu praw biegły, w czerstwym zdrowiu i w zupełnym szczęściu śmierć sobie zadać umyślił. O czym gdy się dowiedział Tyberiusz, nie przestawał go odwiedzać, wypytywać się o przyczynę, nalegać prośbami. Na koniec mu się przyznał, jakoby wielki stąd miał na sumieniu ciężar i że popadłby w niesławę, gdyby najpoufalszemu przyjacielowi, bez żadnych przyczyn umierać dopuścił. Lecz Nerwa głuchy na wszystko głodem się zamorzył. Twierdzą świadomi zamysłów jego, że patrząc na bliskie Rzeczypospolitej nieszczęścia, zdjęty gniewem i bojaźnią, wolał uczciwą śmiercią wiszącej uniknąć burzy, póki jeszcze miał kredyt u dworu, a sławę nieskażonej u ludu cnoty. Upadek Agryppiny, w co trudno uwierzyć, przywalił na koniec Plancynę, która niegdyś żyjąc z Kneiem Pizonem, a ze śmierci Germanika jawnie ukazując radość, przyszła by zapewne na równy mężowi koniec, gdyby jej prośby Augusty, a nienawiść Agryppiny w przygodzie nie ratowała. Lecz kiedy i przyjaźń i łaska zniknęły nastąpiła sprawiedliwość. Obwiniona o wiele oczywistych zbrodni, z własnej ręki zasłużoną, choć późną kaźń odebrała.

  13. Strapionemu tyloma zabójstwami miastu przydało smutku powtórne zamęście Julii, córki Druza, a wdowy Nerona, z Rubellem Blandem, którego dziada rodem z Tyburu, rycerskiego stanu, wielu jeszcze pamiętało. U schyłku tegoż roku uczczono cenzorskim pogrzebem Eliusza Lamię, zmarłego w pięknej starości. Szedł on ze szlachetnych przodków. Sprawował urząd prefekta miasta, spuściwszy malowany prokonsulat Syrii, gdzie mu nie pozwolono jechać, przez co większej sławy dostąpił. Wkrótce po zejściu Pomponiego Flakka, podpretora Syrii, czytano list cesarski, w którym się żalił: „że wielu ludzi godnych i zdolnych do władania wojskiem, wymawiało się z urzędu tego; że go przymuszają prosić, aby któryś z konsularnych podjął się rządów prowincji.” Zapomniał na to zaiste, że od lat dziesięciu sam przeszkadzał Arryncjuszowi jechać do Hiszpanii. Tegoż roku skończył życie Marek Lepidus, o którego pomiarkowaniu i mądrości wcześniej mówiłem. Ani mi tu należy rodowitości jego rozwodzić. Wiadomo wszystkim, jak wielu zacnych mężów dom Emiliuszów wydał i że ci nawet, co go odrodnymi obyczajami skazili, w honorach i pomyślnościach życie dokonali.





1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna