Tylkota ń c z,, Nawet najmniejsza kałuża



Pobieranie 14.67 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar14.67 Kb.
T Y L K O T A Ń C Z

,, Nawet najmniejsza kałuża

odbija niebo,,

przysłowie litewskie


Siedzieliśmy obok siebie, ale już nie razem, chyba w całym autokarze szeptano o nas, koledzy ze zgrupowania nie mogli nie zauważyć tego co się wydarzyło. Myślę ,że kłótnia była tylko kulminacją tego , co gotowało się w nas ostatnio. Z Irką niezwykłą i piękną dziewczyną byliśmy od kilku lat parą na parkiecie a od trzech także w życiu. Łączyło nas uczucie i wspólna pasja. Potrafiliśmy godzinami ćwiczyć a potem jeszcze być dla siebie kimś niezwykłym, jedynym, najukochańszym. Czy było zawsze tak wspaniale, bez żadnych problemów ? Oczywiście nie ,ale potrafiliśmy przezwyciężyć je wspólnie. Jednak od pół roku częstotliwość napięć i kłótni stała się nieznośna, żal mi było stracić taką dziewczynę ale jej dąsy stawały się nie do wytrzymania.

Po kilku tygodniach zostałem nie tylko bez dziewczyny, gdyż Irka wyjechała do pobliskiego miasta ale i bez partnerki do tańca, bowiem w naszej sekcji, i tak brakowało dziewcząt. Tymczasem taniec był bardzo ważny w moim życiu i wiedziałem że muszę czymś się zająć w tym trudnym okresie. Wtedy trener, nawiasem mówiąc bardzo dobry człowiek, Zaproponował abym podjął próby tańca z jego córką . Dziewczynkę a właściwie już panienkę wychowywał sam od śmierci żony. Izabela po matce odziedziczyła urodę i talent do tańca, jednak komplikacje przy porodzie sprawiły że była nieco opóźniona w rozwoju. Zachowywała się jak kilku letnie a niekiedy kilkunastoletnie dziecko.

Postanowiłem spróbować , byłem jednak pełen wątpliwości jak mnie przyjmie, czy nie powiem czegoś co ją urazi, do tej pory widywałem ją tylko przelotnie więc praktycznie się nie znaliśmy.

Następnego dnia pukałem do drzwi trenera. Powitał mnie z uśmiechem, poczęstował lemoniadą i wprowadził do ogrodu za domem.




  • Iza tam czeka na ciebie, lubi gdy nas ktoś odwiedza.

Ujrzawszy ją poczułem narastające zdenerwowanie, mimo iż bardzo pragnąłem się odprężyć. Siedziała na kocu zabawiając się kociętami. Podszedłem bliżej i przyglądałem się jej uważnie. Zajęta zabawą nie dostrzegała mnie. Długie blond włosy spadały jej na ramiona.

Spostrzegłszy mnie wreszcie , wyciągnęła rękę z przebierającym łapkami kociakiem.


  • Koty ! Bardzo lubią gdy się je głaszcze.- oznajmiła przyglądając mi się uważnie.

  • Jestem Adrian , będziemy razem tańczyć.

  • Tata mówił , że przyjdziesz. Lubię tańczyć – uśmiechnęła się – masz ten jest twój – powiedziała szybko; wciskając mi w ręce burego kotka.

Wstała z koca i zaczęła iść przed siebie. Podążyłem za nią mimowolnie głaszcząc wręczonego przed chwilą kociaka. Przystanęła przed jednym z owocowych drzewek.


  • Zobaczymy, który pierwszy się wdrapie mój czy twój.

- Jeżeli spadną mogą sobie zrobić krzywdę – odrzekłem

  • Nie wiesz ?! Koty zawsze spadają na cztery łapy.

  • Te są jeszcze takie malutkie , mogą tego nie umieć, próbowałem ją przekonać. Jej niebieskie oczy błyszczały filuternie.

  • Dobrze; masz rację – powiedziała smutniejąc , po chwili jednak dodała – Mnie uczył tańczyć tatuś a ciebie ?

  • Mnie również Izabelo twój tatuś.

  • Widzę że już się poznaliście – powiedział trener podchodząc do nas.

  • Chodźmy do mieszkania.

Nazajutrz rozpoczęły się pierwsze próby. Iza z niezwykłą lekkością uczyła się kroków i z wielkim wdziękiem poruszała ale próby szybko ją nudziły i wtedy nic nam nie wychodziło. Nie więcej niż dwadzieścia minut przynosiło zamierzony efekt . Jednak im było trudniej tym bardziej ja zapalałem się do pomysłu, przejmowałem więcej pracy na siebie starałem się lepiej prowadzić ,aby odciążyć Izę i ułatwić jej trening. I wreszcie po kilku tygodniach ta nasza wielka praca zaczęła przynosić efekty. Któregoś dnia odprowadzałem Izę po próbie do domu, wszystko ją interesowało, zrywała kwiaty, gałązki, przyglądała się ptakom na stawie następnie razem puszczaliśmy ,,kaczki,, wybierałem jej

odpowiednie płaskie kamyki. Wprowadziła mnie w przyjemny beztroski nastrój

i zapomniałem o całym świecie.

Za pół roku mieliśmy wziąć udział w naszym pierwszym wspólnym turnieju. Czas mijał szybko robiliśmy postępy, ja powoli zapominałem o kłopotach sercowych. Iza coraz lepiej się bawiła i coraz ciężej pracowała , rozumieliśmy się dobrze i nie nudziliśmy się ze sobą, ani się nie obejrzeliśmy trzeba było jechać na zawody.

Wracaliśmy z zawodów bardzo rozradowani , prawie wszyscy zajęli dobre lokaty nawet Izie i mnie udało się zająć wysokie trzecie miejsce w swojej kategorii. Iza oparła głowę na moim ramieniu i nuciła melodie dobiegające z radia. W pewnym momencie przytuliła usta do jego ucha i wyszeptała :


- Kocham cię wiesz Adrian.
Nie miałem pojęcia cóż odpowiedzieć zacząłem głaskać ją po głowie a ona po chwili spokojnie zasnęła. Jednak mnie daleko było do spokoju. Nie chciałem i nie mogłem dawać Izie płonnych nadziei chociaż polubiłem ją bardzo, ale za nic

w świecie nie chciałem jej zrobić przykrości, a cóż dopiero skrzywdzić. Iza poprosiła go aby poszedł na bal z okazji zakończenia roku w jej szkole integracyjnej. Mimo że się zgodziłem teraz ten pomysł już nie wydawał mi się taki dobry. Zastanawiałem się czy nie będzie lepiej jeżeli zniknę na jakiś czas z jej życia . W końcu postanowiłem porozmawiać z jej ojcem to przecież taki rozsądny człowiek. Dopiero wtedy i ja się zdrzemnąłem ,zrobiło się cicho, pewnie wszyscy odpoczywali po trudach i wrażeniach.

Nazajutrz udałem się do trenera aby wszystko mu szczerze opowiedzieć i podzielić się swoimi wątpliwościami co do uczestnictwa w balu.

Trener uśmiechnął się delikatnie i rzekł:

- Drogi Adrianie cieszy mnie że masz na uwadze dobro Izy , ale powinieneś ją już na tyle poznać aby nie brać sobie do głowy wszystkiego co mówi, ty się tu zamartwiasz a ona pewnie już zapomniała o swoich wyznaniach , co do balu to cieszył bym się gdybyś jej towarzyszył.

Na balu w szkole Izy było bardzo przyjemnie tańczyliśmy zwykłe dyskotekowe tańce a gdy chciałem porozmawiać z nią poważnie wyszeptała mi do ucha jakby przeczuwając o co chodzi .


- Nic nie mów tylko tańcz .
Więc tańczyliśmy jak uniesieni , wirując i poddając się muzyce.

A kiedy ja się już zmęczyłem i popijałem colę stojąc pod oknem , podziwiałem Izę tańczącą w kółeczku. Chociaż Bóg poskąpił jej inteligencji, ale była stworzona do tańca, i jeszcze miała dobre serduszko i to właśnie ono wtedy tam w autobusie naprawdę go kochało.
Pobieranie 14.67 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna