Von P. K. Sczepanek


Zbyt mało, zbyt banalnie. Czego polski uczeń może się dowiedzieć o Ślasku? - Józef Krzyk 15.03.2013



Pobieranie 0.98 Mb.
Strona29/33
Data29.04.2016
Rozmiar0.98 Mb.
1   ...   25   26   27   28   29   30   31   32   33

Zbyt mało, zbyt banalnie. Czego polski uczeń może się dowiedzieć o Ślasku? - Józef Krzyk 15.03.2013



Górny Śląsk w polskich podręcznikach wciąż jawi się głównie jako miejsce konfliktów niemiecko-polskich czy polsko-czeskich. To uproszczenie - mówi Dr Marcin Wiatr, germanista i historyk, pracownik naukowy Instytutu Polsko-Niemieckiego w Darmstadt, niegdyś kierujący Domem Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Józef Krzyk: Szukał pan wzmianek o historii Śląska w polskich podręcznikach. I już wiem, że znalazł pan niedużo. Z czego to wynika?

Marcin Wiatr: Po pierwsze, podręcznik to medium autoryzowane przez państwo, podlegające wytycznym polityki oświatowej, stąd oddaje obraz tego, jak państwa narodowe postrzegają regiony, które wykraczają poza percepcję opartą wyłącznie na kryterium narodowym. A to jest trudne, szczególnie w sytuacji, gdy ma się do czynienia z regionem, w którym pamięć historycznej i kulturowej odmienności jest aktualna i stale pojawia się w dyskusji publicznej. Stąd np. brak narracji, które w tożsamości Górnoślązaków i w ich dylematach dostrzegałyby wartość.

Czego panu w tych podręcznikach zabrakło?

- Przeprowadziłem analizę 80 polskich podręczników do nauczania historii w szkołach średnich, wydanych po 1990 roku, i widzę, że właściwie żaden nie przedstawia złożonego charakteru Śląska. Górny Śląsk zajmuje w podręcznikach nie więcej niż 0,96 procent miejsca. Nie dość, że tak mało, to wciąż dominuje narodowo-centryczna perspektywa interpretacyjna, zawężająca ocenę zjawisk, wydarzeń i ludzkich wyborów.

Wprawdzie skostniałe konstrukcje historyczne dotyczące Górnego Śląska odchodzą do lamusa, jednak dzieje się tak głównie w kontekście wydarzeń znacznie starszej daty. A zatem im bardziej odległe w czasie jest dane wydarzenie, tym narracje podręcznikowe są bardziej wielowątkowe, a dotychczasowe racje podawane w wątpliwość. Górny Śląsk wciąż jawi się jako miejsce konfliktów niemiecko-polskich czy polsko-czeskich, czasem także jako przestrzeń gospodarcza, rzadko zaś jako przestrzeń kulturowa.

Czy coś się zmienia w sposobie interpretowania dziejów Śląska?

- O Śląsku jest mowa przeważnie w tych okresach historycznych i kontekstach, którym przypisuje się znaczenie narodowe z punktu widzenia centrum. W starszych podręcznikach historycy, opisując politykę Henryka Brodatego, widzieli "wolę zjednoczenia polskich ziem", a te nowsze pokazują Śląsk raczej jako region wahający się między Czechami a Polską, w którym coraz większą rolę odgrywa m.in. kultura niemiecka.



A jak jest z opisem wydarzeń z najnowszej historii?

- Kulturkampf w zdecydowanej większości podręczników pokazany jest tak, jakby na Górnym Śląsku wymierzony był głównie w społeczność polsko - czy też śląskojęzyczną. Tymczasem dotykał przecież także niemiecko-górnośląskich katolików, a przykłady solidarnych postaw były tu częste.

Wciąż jednak obowiązuje myślenie o rzekomo jednoznacznym podziale religijno-narodowym na Górnym Śląsku w myśl utartego schematu: Polak - katolik, Niemiec - ewangelik.

Zdarzają się błędy, które pana rażą?

- W niektórych podręcznikach mówi się o Górnym Śląsku jako terenie zaboru pruskiego, chociaż to niezgodne z faktami. Generalnie mamy do czynienia z postrzeganiem historii tego regionu jedynie z punktu widzenia historii Polski. Nie ma za to choćby wzmianki o wojnie trzydziestoletniej, która szczególnie dotkliwie przeorała Śląsk.

Temat Górnego Śląska "wybucha" dopiero jako element historii politycznej wraz z powstaniem niepodległego państwa polskiego w 1918 roku. Wciąż, objętościowo, najbardziej rozlegle są rozdziały dotyczące walk o granice młodego państwa. Stosunkowo najszerzej omawiane są tu okres plebiscytowy i powstania śląskie, w tym konflikt o Śląsk Cieszyński, choć i tu opisy są coraz bardziej zdawkowe. Szczególnie podręczniki wydane po 2000 roku charakteryzują daleko idące uproszczenia, stąd zdarza się, że wydarzenia lat 1918-1921 mieszczą się zaledwie w sześciu linijkach.

Przy takiej objętości chyba nie da się opisać skomplikowanych spraw.

- Relacje są dość jednostronne. Rzadkością są wzmianki o dwujęzyczności ludności tej ziemi, za to wciąż obecny jest obraz konfliktu społecznego, który rzekomo wynika tylko z podziałów religijnych i narodowych. Dominuje budowanie obrazu stosunków społecznych na Górnym Śląsku na zasadzie Polak - katolik kontra Niemiec - ewangelik.



Polska część Górnego Śląska po 1922 roku jawi się jako ważny region przemysłowy, podkreśla się też wkład przedwojennego województwa śląskiego w rozwój kraju. Generalnie tutejszy przemysł stanowi jedyny wskaźnik rozwoju cywilizacyjnego regionu. Osiągnięcia naukowe czy na polu kultury, jeśli nie mieszczą się w dorobku polskojęzycznym, są nieobecne. W nowszych podręcznikach wspomina się także o autonomii, jaką cieszyło się województwo śląskie, lecz brak informacji, na czym ta autonomia właściwie polegała i z jakich względów została wprowadzona. Brakuje mi odniesienia statusu autonomicznego do obietnicy plebiscytowej, jaką państwo polskie złożyło mieszkańcom regionu w celu podwyższenia szans na korzystny wynik plebiscytu.

A druga wojna światowa i to, co było później?

- Poruszane są tu takie aspekty jak obrona wieży spadochronowej w Katowicach, eksterminacja polskich elit, ale nigdzie nie pojawia się informacja o wyburzeniu przez Niemców Muzeum Śląskiego w Katowicach. Jest mowa o volksliście, a w najnowszych podręcznikach także o służbie Górnoślązaków w Wehrmachcie. Górny Śląsk niemal nie pojawia się w kontekście zmian powojennych granic w 1945 roku. Tylko w kilku nowszych podręcznikach spotykamy się np. z negatywną oceną weryfikacji narodowościowej, przeprowadzanej przez komunistyczne władze, a także związanych z tym szykan wobec Górnoślązaków (ale i Mazurów), którzy pojawiają się w narracjach wyłącznie jako "ludność autochtoniczna", rozumiana jako - oceniania na prawie 1,1 miliona osób - społeczność miejscowych Polaków poddanych germanizacji, w konsekwencji więc dwujęzycznych. Krytyka działań władz komunistycznych ogranicza się w tym kontekście wyłącznie do stwierdzenia, że "urzędnicy nie rozumieli trudnej drogi ludności autochtonicznej do zachowania polskości".

Uderzające jest to, że argument o szykanowaniu miejscowej ludności Górnego Śląska znika wówczas, gdy w narracji pojawiają się wzmianki o exodusie Mazurów i Górnoślązaków w latach 70. do Niemiec. Przy wyjazdach Mazurów mowa jest, że byli szykanowani przez władze, natomiast masowe wyjazdy Ślązaków opisywane są jako zarobkowe.

W kilku podręcznikach znajdujemy także odniesienie do postaw robotników regionu, którzy, hołubieni przez komunistycznych decydentów, dopiero późno opowiedzieli się przeciw systemowi. Tu najczęściej wskazuje się na tragedię stanu wojennego i interwencji w kopalni Wujek. Generalnie uderzające jest to, w jak niewielkim stopniu polskie podręczniki odnotowują najnowsze wydarzenia z historii Śląska. Wyjątkiem jest wzmianka w jednym podręczniku o spisie powszechnym z 2002 roku, gdy w rubryce narodowość niektórzy wpisali śląską.


Brakuje panu uznania śląskiej specyfiki?

- To nie jest zupełnie tak, że podręczniki polskie w ostatnich dwóch dekadach w ogóle nie odnotowały pewnej specyfiki historii Górnego Śląska. Ale wciąż w narracjach dominuje perspektywa narodowa i związana z nią ocena danych zjawisk czy wydarzeń. Owa inność Górnego Śląska, odmienność jego doświadczeń historycznych, nadal pozostaje czymś obcym. Symboliczne dla tej postawy jest sformułowanie, które znajdujemy w jednym z najbardziej do niedawna popularnych podręczników autorstwa Andrzeja Garlickiego: "Polska ma obecnie najszczęśliwszy, najbardziej korzystny kształt terytorialny w swojej historii. Jest państwem w zasadzie jednolitym narodowościowo. Oznacza to wprawdzie bezpowrotną utratę przenikania się kultur i narodowości zamieszkujących to terytorium. To, co dawało kulturze polskiej niezwykły koloryt, stało się nieodwracalną przeszłością. Być może jednak, że uchroniło to nas od krwawych, tragicznych konfliktów. Takich choćby jak w Jugosławii".

Szczególnie intrygujące są jednak te zjawiska, o których podręczniki właściwie milczą. Niech wystarczy jeden przykład: mniejszości narodowe są obecne w polskich podręcznikach, lecz raczej w sensie negatywnym: to one rozkładają, osłabiają państwo, dążą do decentralizacji, do "rozwodnienia" tożsamości itp. Szczególnie widoczne to jest - i po części przecież także zrozumiałe - w kontekście mniejszości niemieckiej na Górnym Śląsku. Jej członkowie to wciąż podejrzani obywatele polscy (szczególnie w narracjach odwołujących się do Polski międzywojennej), niechętni do współpracy i niechcący pogodzić się ze swoim statutem jako mniejszości, a więc dążący do rewizjonizmu. Choć w mojej opinii należy dostrzec to, że polityka II RP wobec mniejszości została w podręcznikach ostatniej dekady poddana bardzo surowej krytyce ("dla mniejszości narodowych II RP mogła uczynić o wiele więcej") - wskazuje się np. na politykę asymilacyjną, brak zaufania do mniejszości, próby rugowania ich członków z życia publicznego itd. - to mnie osobiście zabrakło pozytywnych przykładów, tego, że nawet wbrew historycznym doświadczeniom, szczególnie w kontekście polsko-niemieckim, mniejszości mogą stanowić prawdziwą wartość dodaną. I tu aż prosi się o przykład senatora Eduarda Panta, lidera górnośląskich Niemców, który nieraz podkreślał (mimo polityki wojewody Grażyńskiego), że Niemcy w Polsce są lojalnymi obywatelami Rzeczypospolitej, winni się domagać przestrzegania praw i swobód obywatelskich, ale nigdy nie wolno im schodzić ze ścieżki współpracy i podważać suwerenności państwa polskiego (wzywał swych). Niestety, Pant nie znalazł sojuszników takiego rozumienia roli mniejszości niemieckiej w Polsce wśród władz polskich. Ani Warszawa, ani tym bardziej Berlin po 1935 roku nie wyciągnęły do niego dłoni. Osamotniony, także politycznie, i tracący wpływy wśród swoich ziomków zmarł rok przed wkroczeniem we wrześniu 1939 roku wojsk Wehrmachtu do Katowic... Myślę, że podręczniki winny poświęcić zdecydowanie więcej uwagi tej postaci. Nie da się zrozumieć postawy Panta bez zrozumienia specyfiki Górnego Śląska.

Może zamiast oburzać się na to, że w polskich podręcznikach historii tematy śląskie są traktowane po macoszemu, należy starać się o to, żeby program nauczania historii zdecentralizować? Wtedy by można odwrócić proporcje?

- Należy starać się podkreślać wieloetniczne źródła kultury tego regionu, jego odmienną historię, nie przejaskrawiając jego dziedzictwa i nie definiując go tylko i wyłącznie w opozycji do polskości. Bowiem Górny Śląsk to naprawdę temat - ten region ma potencjał opowiadania złożonej, kontrowersyjnej historii w sposób, który porusza serca młodych ludzi. Zabrzmi to może paradoksalnie, ale właśnie Śląsk to klucz do zrozumienia specyfiki I Rzeczypospolitej, w jeszcze większym stopniu wielokulturowego tworu. To może być kopalnia nowych impulsów dla rozwoju i ewolucji podręczników w Polsce, dla innowacyjności np. w dziedzinie dydaktyki. Generalnie bowiem historia tak winna być opowiadana i nauczana: na podstawie różnych źródeł, różnych racji i różnych percepcji. Nie ma jednej słusznej wizji historii (istnieją natomiast dobre lub złe decyzje i wybory, ale też ich okoliczności). Tymczasem historia bywała, jest i będzie przedmiotem sporów, wielowątkowego dyskursu, przewartościowań. I podręczniki wydawane także w Polsce dowodzą, że takie narracje są możliwe, bowiem w odniesieniu do innych obszarów wieloetnicznych, będących w przeszłości przedmiotem równie gorących sporów, obserwujemy o wiele większe postępy.




Pobieranie 0.98 Mb.

1   ...   25   26   27   28   29   30   31   32   33




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna