W: Język. Literatura. Dydaktyka, Łódź 2003, t. 1, s. 9-28. Typologizacje I klasyfikacje w metodologii humanistyki



Pobieranie 105.75 Kb.
Strona1/2
Data06.05.2016
Rozmiar105.75 Kb.
  1   2


w: Język. Literatura. Dydaktyka, Łódź 2003, t. 1, s. 9-28.
TYPOLOGIZACJE I KLASYFIKACJE W METODOLOGII HUMANISTYKI (WYMIAR ILOŚCIOWY)
Zajmując się badaniem zasad metodologicznych nauk humanistycznych w ogóle i lingwistyki w szczególności, zwróciłem uwagę na to, że typologizacja kierunków i nurtów metodologicznych ma nie tylko merytoryczny wymiar jakościowy, lecz także zupełnie formalny wymiar ilościowy. Chodzi mianowicie o to, iż przystępując do badania, matematyk lub przyrodoznawca dba, przede wszystkim, o poprawność dowodzenia lub przeprowadzania eksperymentu, natomiast humanista musi, nade wszystko, uzasadnić swoje stanowisko metodologiczne, ponieważ sam obiekt jego badania jest zdeterminowany przez ontologiczne i epistemologiczne założenia badawcze. Mówiąc szczerze, sytuacja w naukach przyrodniczych lub ścisłych niczym się nie różni, jednakże kwestie metodologiczne nie są tam ujawnione w takim stopniu, jak to ma miejsce w humanistyce. Dopiero w topologii czy też w teorii mnogości wychodzą czasem na jaw różnice w podejściach metodologicznych.

Zupełnie inaczej jest w humanistyce. Lingwista, psycholog, socjolog czy literaturoznawca nigdy nie zapomina o tym, że uprawia jakiś szczegółowy rodzaj lingwistyki, psychologii, socjologii czy literaturoznawstwa, ponieważ ciągle przypominają mu o tym inni uczeni, których poglądy odbiegają od jego własnych na tyle, że twierdzenia prawdziwe lub fałszywe w jego koncepcji, w ich systemach teoretycznych mogą mieć odwrotną wartość poznawczą, albo po prostu nie mieć sensu. Przyrodnicy walczą o nowe fakty, matematycy – o nowe sposoby rozwiązania starych zadań, humaniści zaś nadal walczą o własne pojmowanie samego obiektu. Przedstawiciele nauk przyrodniczych i ścisłych pragną przezwyciężyć swój obiekt (przynajmniej tak im się wydaje), natomiast my staramy się przezwyciężyć swoich przeciwników. Dlatego właśnie humanistyka, jak żadna inna dziedzina poznawcza, jest dialogiem, a zachowanie humanisty – rodzajem komunikacji. Stąd moje zainteresowanie ilościową stroną tej komunikacji, tj. problemem ilości uczestników komunikacji teoriopoznawczej.



Jeden – Jedność - Dogmatyzm

Swą wypowiedź na temat ilościowego aspektu typologizacji kierunków metodologicznych zacznę już od krytyki pierwszej ze swoich tez, tzn. tezy o komunikatywnym charakterze badania w dziedzinie humanistyki. Nie zawsze bowiem ma taki właśnie charakter. Zdarzają się również przypadki mniej lub bardziej wyraźnego monologizmu, zwłaszcza wtedy, gdy badacz nie chce zauważać jakiegokolwiek innego punktu widzenia oprócz własnego. Przykładami takiego podejścia w filozofii języka mogą być Marcin Heidegger i Jacques Derrida. Oczywiście monologizm ten jest w pewnym stopniu względny. W przypadku Heideggera jest on bardziej widoczny wskutek niewątpliwej apodyktyczności jego wypowiedzi. Analogiczny typ monologizmu można znaleźć u Hegla. Derrida zaś stale symuluje dialogi z autorami zdekonstruowanych przez niego utworów lub ze współuczestnikami swoich wywiadów. Ale jeśli wczytamy się w jego manierę narracyjną, możemy wówczas zauważyć taką samą apodyktyczność. Jej przyczyny leżą być może w jednym z jego założeń metodologicznych, a mianowicie w uznaniu wszystkich tekstów jedynie za symulakry, które nie wyrażają nic poza tym, co on sam im przypisuje. Przy takim podejściu można oczywiście zignorować inne opinie i dowolnie interpretować tekst swoich poprzedników. Nie odważyłbym się nazwać takiego postępowania poznawczego dialogiem. Monologizm nie jest, wbrew pozorom, aż tak rzadkim sposobem uprawiania filozofii czy nauki. Wyróżniłbym dwa rodzaje monologizmu (unitaryzmu): uniwersalizm (można go też nazwać absolutyzmem) i solipsyzm. Pierwszy zakłada, że jest tylko jedna Prawda i zadanie filozofa lub uczonego polega na dotarciu do niej. Wszystkie poglądy i wypowiedzi, które zdaniem uniwersalisty nie zmierzają do tej Prawdy Ostatecznej, nie są po prostu warte uwagi i mogą być wyeliminowane. Drugi rodzaj monologizmu głosi pojedynczy charakter prawdy z innych, bardziej skromnych (zdaniem solipsysty) powodów, a mianowicie dlatego, że zwolennik takiego podejścia nie chce nikomu narzucać swoich poglądów i twierdzi, iż prawdą jest to, co on uważa za prawdę. Najczęściej takie podejście opiera się na postulacie zasadniczej niewspółmierności i niezgodności poglądów. Takie nastawienie również zwalnia badacza z jakichkolwiek zobowiązań wobec swoich poprzedników, przeciwników czy nawet potencjalnych zwolenników. Nie musi on dbać o to, by być zrozumiałym przez słuchacza czy czytelnika, których stanowisko jest inne niż jego samego. Monologizm więc jest pierwszą odmianą ilościową w typologizacji kierunków metodologicznych. W takim apodyktycznym lub nawet dogmatycznym ujęciu wiedzy typologia ma chyba najprostszy wymiar ilościowy, ponieważ składa się z jednego tylko kierunku obowiązującego wszystkich (przy absolutyzmie) lub tylko jednego uprawiającego filozofię osobnika-solipsystę (ponieważ innych po prostu nie ma). Liczba jeden, od której zacząłem, była i nadal jest dość popularną w sposobie myślenia poznawczego. Pod znakiem jedynki powstawały liczne holistyczne i absolutystyczne teorie filozoficzne i naukowe (warto przytoczyć chociażby holistyczną naukę eleatów, plotynizm, stoicyzm, logiczny monizm B. Spinozy, Leibnizjańską teorię monady, solipsystyczny trnscendentalizm Fichtego, absolutyzm dialektyczny G. W. F. Hegla lub fundamentalizm ontologiczny M. Heideggera). Jedynka w koncepcjach mistycznych zawsze była kojarzona z pojęciami całości czy jedności, wyobrażonej w formie koła, okręgu, kropce lub środku najróżniejszych figur geometrycznych. Z jedynką łączy się w ontologii monizm, a w epistemologii, na przykład, takie radykalne kierunki jak racjonalizm, empiryzm, sensualizm lub intuicjonizm, poszukujące jednej i jedynej prawdziwej drogi do Prawdy Ostatecznej. Pierwsze znane systemy filozoficzne (mam na myśli Heraklita i Parmenidesa) były właśnie monistyczne. W każdym razie uznanie tylko jednej możliwej pozycji metodologicznej, którą można by nazwać odpowiednią, poprawną lub naukową można śmiało nazwać dogmatyzmem metodologicznym. Dogmatyzm metodologiczny może być twórczy (tj. kreacyjny) lub kontynuatorski. W ostatnim przypadku można mówić o quasi-dialogizmie, ponieważ nie powstaje przy tym żadna dyskusja o charakterze metodologicznym. Jest więc to nadal monolog teoriopoznawczy. Muszę jednak przyznać, że dogmatyzm nie zawsze ma charakter monologiczny. Dlatego właśnie chciałbym przejść do liczby „dwa” i kojarzącej się z nią idei dialogizmu.
Dwa – dialogizm- opozycjonizm

Uczeni i filozofowie uświadamiający sobie specyfikę swej pozycji metodologicznej i jej odmienność od innych pozycji zachowują się różnie w odniesieniu do swoich oponentów, w każdym jednak przypadku nawiązują z nimi jawny lub skryty dialog. Zasadnicze i konsekwentne przeciwstawienie własnego poglądu wobec innego, już istniejącego, można określić terminem «opozycjonizm metodologiczny». Główną zasadą takiego typu komunikacji teoretycznej jest poszukiwanie dowodów, potwierdzających prawdziwość swoich twierdzeń i fałszywość twierdzeń oponenta. Sytuacja więc kształtuje się w taki sposób: w nauce (lub filozofii) istnieją tylko dwa poglądy – stary (tradycyjny) i nowy (nowatorski). Z punktu widzenia opozycjonisty-nowatora stare poglądy już się wyczerpały i muszą ustąpić miejsca nowej koncepcji, natomiast z punktu widzenia opozycjonisty-tradycjonalisty stare poglądy są wciąż żywotne, a nowatorzy sprowadzają naukę (czy filozofię) na manowce. Jak widać, pozycja ta mimo, iż jest dialogiczna, jest tym niemniej takim samym dogmatyzmem, jak i poprzednia pozycja monologiczna. Symbolizm dwójki jest o wiele bardziej rozwinięty, niż symbolizm jedynki. Mówię nie o symbolizmie mistycznym czy numerologicznym, a o symbolice mitologii myślenia potocznego. Dwójka jest nie tyle symbolem symetrii, ile przeciwieństwa i konfliktu. Cała przestrzeń wokół człowieka oraz świat bytów materialnych w naszym obrazie świata są podzielone w sposób właśnie przeciwstawny: góra – dół, przód – tył, prawy – lewy, niebo – ziemia, woda – ląd, światło – ciemność, woda – ogień, mężczyzna – kobieta, samiec – samica, brat – siostra, ojciec – matka, ty – ja, Słońce – Księżyc, czarny – biały, wysoki – niski, gorący – zimny, cienki – gruby, prosty – krzywy, jedność – mnogość, mróz – upał, suchy – mokry etc. To samo dotyczy okresów życia i działalności w czasie: początek – koniec, życie – śmierć, dzień – noc, przychodzić – odchodzić, rodzić się – umierać, ruch – spokój, wojna – pokój, sen – czuwanie, wdech – wydech, młodość – starość, ślub – rozwód, rzadki – częsty, zgoda – rozbrat, tak – nie, itp. Taki sam opozycjonizm panuje w filozofii, aksjologii, teorii poznania i innych dziedzinach doświadczenia człowieka. W ontologii dwójka kojarzy się przede wszystkim z dualizmem, w teologii – z pojęciami raju i piekła, boga i diabła, w etyce – dobra i zła, w estetyce – piękna i brzydoty, w epistemologii – prawdy i fałszu, w polityce – prawicy i lewicy, w biznesie – zysku i straty. Oto jeszcze przykłady par binarycznych z różnych dziedzin poznania: fenomen – noumen, istota – zjawisko, byt – niebyt, czas – przestrzeń, materialny – idealny, pozytywny - negatywny, tożsamość – przeciwieństwo, rozum – uczucia, racjonalizm – empiryzm, racjonalizm – irracjonalizm, możliwość – realizacja, rzeczywistość – fantazja, znaczenie – forma, inwariant – wariant, emiczny – etyczny, temat – remat, presupozycja – asercja, topik – komentarz, analiza – synteza, teoria – praktyka, czynny – bierny, głębia – powierzchnia, kompetencja – realizacja, język – mowa, paradygmatyka – syntagmatyka, organiczny – nieorganiczny, synchronia – diachronia, asymilacja – dysymilacja, iloraz – iloczyn, postęp - upadek, ewolucja – inwolucja, kreacja – niszczenie, dywergencja - konwergencja, harmonia – dysharmonia, a priori – a posteriori, świadomy – podświadomy etc. Nie starczyłoby czasu, żeby wymienić tylko wszystkie opozycje, które powstały w ciągu tysiąclecia istnienia człowieka jako istoty myślącej.

Opozycjonizm w postaci binaryzmu jest również najczęściej używaną zasadą typologiczną, czy raczej klasyfikacyjną. Zresztą nie ma znacznej różnicy pomiędzy dychotomiczną klasyfikacją a typologią dwubiegunową. Dualizm gnoseologiczny głosił Platon rozróżniając poznanie indukcyjne (pośrednie) i eidetyczne (bezpośrednie). Analogiczną sytuację znajdujemy u prekursora personalizmu J. H. Newmana. Wyróżnia on dwa rodzaje poznania – pojęciowe i realne (czyli właściwe). Mistyk średniowieczny Johannes Eckhart długo przed powstaniem hermeneutyki głosił podwójny charakter sensu (zewnętrzny i wewnętrzny). Oswald Spengler w dynamice rozwoju form bytu wyróżniał wegetację (Dasein) oraz istnienie przebudzone (Wachsein). S. Freud przekształcił później tę idee w przeciwieństwo świadomości i podświadomości, z czego powstała cała psychologia głębi.

Dualizm epistemologiczny był jednakże właściwy także empirycznym koncepcjom poznawczym. Dwa rodzaje odczuć (zewnętrzne i wewnętrzne), a więc i dwa rodzaje cech (pierwotne i wtórne) wyróżniał J. Locke. Dualistami w epistemologii byli też pozytywiści, ponieważ zdecydowanie rozróżniali czyste fakty i fakty naukowe (jako pierwszy był tu Claude Bernard). Głównym zadaniem, które przed sobą widzieli, było uzgodnienie tych dwóch rodzajów faktów. Temu właśnie służy ich znana metoda fenomenalistycznej redukcji. I. Kant wyróżniał dwie strony doświadczenia – uczuciową i transcendentalną. U niego też znajdujemy dwie główne kategorię apercepcji uczuciowej – czas i przestrzeń, dwa światy – występujący jako możliwe doświadczenie świat rzeczy dla nas (1) oraz hipotetyczny i niepoznawalny świat rzeczy samych w sobie (2), dwa typy filozofii – transcendentalną i praktyczną, dwa typy sądów – analityczne i syntetyczne, dwie zasady poznania – aprioryczną i aposterioryczną. Absolutnie tożsamy tok rozumowania znajdujemy u W. Jamesa i P. Feyerabenda. Pierwszy pisze o tym, że „umysł nasz jest [...] mocno wzięty w karby między przymusem porządku zmysłowego a przymusem porządku idealnego” (James, 1998: 168), a drugi zaś, iż „[...] dochodzimy w końcu do dwu oddziaływań: kategoryczny, uporządkowany rozum z jednej strony i plastyczny, lecz nie do końca dający się kształtować materiał z drugiej” (Feyerabend, 1996: 226-227). Dualistyczny charakter rozwoju społeczeństwa polegający na współdziałaniu procesów innowacyjnych i homeostatycznych podkreślał G. Tarde, socjolog, którego poglądy miały bezpośredni wpływ na lingwistyczną koncepcję de Saussure’a. Dwa pierwiastki – wewnętrzny i zewnętrzny – wyróżniał w życiu społecznym V. Pareto. Centrum koncepcji socjologicznej G. Simmla stanowi idea konfliktu między różnorodnością strumienia życia a petryfikacją form kultury. Dualistyczne w zasadzie są też społeczno-psychologiczne koncepcje interioryzacji J. Piageta i L. Wygotskiego.

Jednym z rodzajów dychotomicznego typu myślenia jest dialogizm, który powstał jeszcze w starożytności. Ciekawe, że tzw. sokratesowski dialog składał się z dwu części – negatywnej (biesiady elenktywnej) i pozytywnej (maieutyki). Dwa typy poznania wyróżnia także J. Habermas. Są to rekonstrukcja i samokrytyka (czyli samorefleksja). Dychotomia stała się podstawą wykreowania przez M. Bachtina koncepcji dialogizmu myślenia: „Wszystko jest środkiem, dialog jest celem. Jeden głos niczego nie dokonuje i niczego nie rozstrzyga. Dwa głosy – jest to minimum życia, minimum bytu [...] Tylko w obcowaniu, w stosunku wzajemnym jednego człowieka z drugim ujawnia się «człowiek w człowieku» zarówno dla innych, jak i dla siebie samego” (Bachtin, 1979: 294). Trochę wcześniej idea dialogizmu została wykorzystana jako główny koncept epistemologiczny w filozofii F. Rosenzweiga i M. Bubera. Później idee te rozwinął w personalistycznej koncepcji dialogu z Nieskończonym E. Lévinas. Wśród postmodernistów, którym ogólnie bardziej odpowiada dialektyczny, ujednolicający typ myślenia też spotkać można przykłady binaryzmu. Przytoczę tutaj opozycję «melancholii» i «novatio» w koncepcji J.-F. Lyotarda czy też idee dwuwarstwowości w teorii spójności tekstu M. Preyznera.

Dychotomię w typologizacji nauk wykorzystują W. Dilthey (nauki o duchu i nauki o przyrodzie) oraz W. Windelband (nauki nomotetyczne i idiograficzne). H. Putnam dzieli epistemologiczne kierunki na dwa zasadnicze typy: eksternalistyczne (= realistyczne lub metafizyczne) oraz internalistyczne (= mentalistyczne). To samo czyni szwajcarski lingwista Patrick Seriot, rozpatrujący całą historię lingwistyki przez pryzmat konfliktu esencjalizmu (czyli holizmu) i nominalizmu (czyli fenomenalizmu). A. Szahaj w książce o R. Rorty'm, napisanej w 1996 roku pisze: «Potrzebujemy trzeciej drogi między Scyllą całkowitej odmienności a Charybdą totalnej jedności» (Szahaj, 1996: 232), sugerując chyba, że takiej drogi jeszcze nikt nie wymyślił. F. Nietzsche, jak wiadomo, też wyróżniał dwa typy kultury: dionizyjski i apolliński i przeciwstawiał dwa typy etyki: etykę panów i etykę niewolników.

Jednym z pierwszych ontologicznych przeciwieństw w historii poznania były przeciwieństwa atmana i brahmana w Upaniszadach, opozycja yin i yang w filozofii chińskiej, opozycja jedności i mnogości w rozważaniach eleatów, a także dwie siły poruszające świat (miłość i wrogość) u Empedoklesa. Demokryt wprowadza opozycje bytu i niebytu. Cała filozofia Arystotelesa jest przepełniona diadami: forma – materia, przyczyna – skutek, potencja – akt, esencja – egzystencja, dusza – ciało, aktywny i pasywny rozum. Dość konsekwentny w swoim dualizmie ciała i duszy był św. Augustyn oraz idący w jego ślady Kartezjusz. Najbardziej konsekwentni w swoim dualizmie ontologicznym byli manichejczycy, gnostycy wczesnochrześcijańscy i okazjonaliści w czasach Racjonalizmu. Bliski tej koncepcji świata był też B. Pascal, umieszczający człowieka pomiędzy nieskończonością i nicością. Dualistyczną koncepcję człowieka wbrew pozorom wysuwa H. Bergson, dzieląc życie człowieka na dwie części: zewnętrzną i wewnętrzną.

Na zasadach paradygmatycznych opozycji binarycznych była zbudowana fonologia Jakobsona, idea binaryzmu syntagmatycznego leży u podstaw całej lingwistyki funkcjonalnej (idea przeciwieństwa języka i mowy, idea funkcji jako relacji, idea dualizmu znaku, idea fonacji i cerebracji w mowie, idea społeczno-psychicznego charakteru działalności językowej, idea tematyczno-rematycznego rozczłonkowania aktualnego). Tę samą binarną ideę widzimy w syntaktycznych drzewkach Chomsky’ego, semantycznych modelach J. J. Katza i J. A. Fodora, a także w kognitywnym profilowaniu pola semantycznego, ukształtowanego według zasady «jądro – peryferia». Białoruscy lingwiści (Płotnikow, Trajkowska, 1989) zbudowali cały system leksykologii dychotomicznej na samych opozycjach binarnych.

Dualizm lub dychotomia jest jednym z najbardziej ulubionych chwytów przy zatytułowaniu książki czy artykułu.1 Dość częstym jest też odwołanie się w tytule pracy naukowej czy filozoficznej do metafory dialogu.2 Nie ma zatem nic dziwnego, że opozycjonizm był i pozostaje do dziś najbardziej rozpowszechnionym modelem myślenia i postępowania także i w komunikacji naukowej, chociaż już od Kartezjusza i Berkeley’a metodologiczny model dychotomiczny zaczął powoli rozchwiewać pierwiastek antropologiczny. Klasyfikację opozycyjną lub typologię dwubiegunową najczęściej spotykamy u krytyków nauki i historyków filozofii próbujących uporządkować nurty filozoficzne, naukowo-teoretyczne czy metodologiczne. Cała tradycyjna historia wiedzy jest zazwyczaj przedstawiana jako zderzenie anomalizmu i analogizmu, platonizmu i arystotelizmu, realizmu i idealizmu, idealizmu i materializmu, realizmu i nominalizmu, racjonalizmu i empiryzmu, teizmu i ateizmu, idealizmu i pozytywizmu, holizmu i atomizmu, dualizmu i monizmu, psychologizmu i socjologizmu, fenomenologii i behawioryzmu, formalizmu i funkcjonalizmu, deskryptywizmu i generatywizmu, generatywizmu i kognitywizmu, modernizmu i postmodernizmu itd.

Klasycznym opozycjonizmem w lingwistyce był protest „młodych” gramatyków przeciwko „starym” w XIX-wiecznym językoznawstwie (warty uwagi jest fakt, iż pierwszym poważnym antagonistą Schleichera był jego uczeń J. Schmidt). Takim samym opozycjonizmem było też zwalczanie młodogramatyzmu przez idealistycznie nastawionych neofilologów i strukturalistów. Ze względu na to, iż obiektem krytyki w obu przypadkach był ewolucjonizm i fizjologizm młodogramatyków, okazało się, że wszystkie nowe nurty ze względu na „wspólnego wroga” po prostu nie zwracały uwagi na zasadnicze różnice, zachodzące między nimi. Szkoła Vosslera i włoscy neolingwiści krytykowali młodogramatyków z pozycji idealizmu personalistycznego, szkoła genewska – z punktu widzenia socjologizmu, Baudouin de Courtenay, Saussure i funkcjonaliści prascy – z pozycji antropocentryzmu socjologicznego, a Hjelmslev i Bloomfield – z pozycji logicyzmu formalnego. Ale i w ostatnim przypadku to były dwie zupełnie odmienne jakościowo opozycje. Hjelmslev krytykował młodogramatyków jeśli wolno tak powiedzieć, z prawej strony, tj. od strony metafizyki (formalizmu immanentnego), a Bloomfield i behawioryści – z lewej, tj. ze strony bardziej radykalnego fenomenalizmu. Dopiero w połowie lat 30-ch XX wieku tzw. „strukturaliści” zaczęli sobie uświadamiać swoje zasadnicze różnice metodologiczne. Najpierw powstają nieporozumienia pomiędzy szkołą praską i genewską, później – antagonizm między funkcjonalistami a glossematykami, później między kontynuującą tradycje praskie szkołą harwardzką i deskryptywizmem.

Wyraźnie opozycjonistyczne wobec młodogramatyzmu było też nastawienie teoriopoznawcze N. Marra. Jednakże w tym przypadku opozycja miała pewien odcień ideologiczny. Z merytorycznego zaś punktu widzenia była to konfrontacja realizmu fenomenalistycznego (reprezentowanego przez młodogramatyzm) i metafizyki społeczno-etnicznej (w ujęciu marrystów), niewykraczająca, zresztą, za ramy historyzmu.

Opozycyjną typologię budował też N. Chomsky, przeciwstawiając tzw. „współczesną” lingwistykę (czyli deskryptywizm) lingwistyce „Kartezjańskiej” (którą on mógłby też nazwać Humboldtowską). Sam twórca generatywistyki zaczynał jako deskryptywista i wystąpił w opozycji do swego nauczyciela Z. Harrisa. Nic więc dziwnego, że uczeń Chomsky’ego G. Lakoff postąpił w ten sam sposób, tworząc w opozycji do formalno-logicznej dedukcyjnej tradycji lingwistyki generatywnej najpierw koncepcję semantyki generatywnej, a potem własną indukcyjną, kognitywną teorię lingwistyki.

Jak już zauważyłem wcześniej, z punktu widzenia ilościowego wymiaru typologii opozycjonizm w zasadzie nie wykracza poza ramy dogmatyzmu metodologicznego, bez względu na to, czy głosi jakieś opozycyjne tezy apodyktyczne, czy też jest czystym apofatyzmem i po prostu sceptycznie neguje tradycję naukowo-filozoficzną. Trochę ciekawszy obraz metodologiczny powstaje w sytuacji trychotomicznego sposobu myślenia teoriopoznawczego. Przechodzimy więc do «trójki».


Trzy – oportunizm – zapowiedź pluralizmu

Trójka w tradycji wielu grup etnicznych jest liczbą sakralną. Często kojarzy się z ideą ewolucji, pokoju, rozstrzygnięcia konfliktu, pośrednika, złotego środka. Trzy razy powtarzają się sytuacje w bajkach, trzy próby ma bohater na dokonanie czynu („do trzech razy sztuka”) i trzy jego życzenia mogą być spełnione, trzy głowy u smoka, trzech bohaterów najczęściej uczestniczy w legendach i bajkach, trzy kolory są na większości flag, trzy zęby na heraldycznych koronach czy ościeniach, trzy wieże lub trójlistek na herbach. Trzy czyste kolory (czerwony, zielony i niebieski) wyróżniają w kolorystyce. Trzy Charyty i trzy Mojry były w greckiej mitologii, trzy Gracje i trzy Parki odpowiadały im w mitologii rzymskiej. Z Biblii wiemy o Świętej Trójcy, trzech króli przychodzi do małego Jezusa, na Golgocie zostały ukrzyżowane trzy osoby, Chrystus zmartwychwstaje na trzeci dzień3. W budowach religijnych, zdaniem J. Kerlota, autora Słownika symboli, «unikają liczby dwa (ponieważ zakłada ona konflikt) i wolą liczbę «trzy» (sugerującą zdecydowanie, zupełnie niezależnie od tego, że jest ona znakiem Trójcy)» (J. E. Kerlot, Słowar simwołow, REFL-book 1994, s. 378). Istnieje wersja trzech okresów życia człowieka (przypomnijmy słynną zagadkę Sfinksa). Przedstawienie w teatrze rozpoczyna się po trzecim dzwonku. W zawodach sportowych tradycyjnie wyróżnia się pierwszych trzech zwycięzców. Według przyrodników żyjemy w trójwymiarowym świecie, a czas dzielimy na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Psychologowie uważają, że trzyosobowy zespół badawczy jest najbardziej produktywny. Trzy osoby najczęściej wchodzą w skład sądu, różnych komisji inspekcyjnych lub prezydium najróżniejszych posiedzeń i zjazdów, a także tworzą najmniejszą jednostkę jakiegokolwiek stowarzyszenia społecznego. Bierze się to zapewne z zasady „tres faciunt collegium” prawa rzymskiego. W przypadku zjawiska tzw. sądu polubownego, powstają dwie bardzo ważne interpretacje trzeciej strony: oportunistyczna i opozycyjna. W pierwszym przypadku trzecia strona uważa się za autorytet i rozjemcę, a więc dąży do łagodzenia przeciwieństwa. Symbolem pogodzenia dwóch skrajności (zezwolenia i zakazu) w pewnym stopniu mogłyby służyć światła na ulicy, zwłaszcza w nocy, kiedy działa tylko żółte. Lecz w drugim przypadku rozjemca może zostać zaatakowany przez obu przeciwników (wspomnijmy słynne powiedzenie o tym, że trzeci jest zbędny). Taką „zbędną” okazuje się też trzecia osoba i trzeci (nijaki) rodzaj w gramatyce wielu języków. Jak widzimy, triada może się kojarzyć zarówno z rozwiązaniem konfliktu, jak z powstaniem nowego, bardziej skomplikowanego i niestabilnego przeciwieństwa. Dobrym przykładem tutaj mógłby być trójkąt miłosny.

Triada staje się główną zasadą objaśniającą w wielu koncepcjach teozoficznych, filozoficznych i naukowych. Przytoczę niektóre z nich. Byty anielskie (jako pośrednie między Bogiem a ludźmi) w teozofii chrześcijańskiej zostali hierarchicznie uszeregowani w trzy triady. W wielu koncepcjach psychologicznych lub antropologicznych można się spotkać z konsekwentnym rozróżnieniem ciała, duszy (psychiki) i ducha. Trzy poziomy duszy (roślinny, zwierzęcy i myślący) wyróżniał też Arystoteles. Pierwszy poziom natury ludzkiej tradycyjnie był kojarzony z ciałem fizycznym, drugi – z niższą psychiką (instynktami, odczuciami, czasem emocjami i pożądaniami), trzeci zaś – ogólnoludzki – z myśleniem, logiką, życiem duchowym, kulturą, religią. Taką triadę spotykamy u Freuda w postaci Id-Ego-Superego. K. G. Jung w poszukiwaniu trzeciego komponentu tej samej triady wymyśla archetypy jako przejawy zbiorowej nieświadomości. J. Lacan zastępuje Freudowską triadę bardziej współczesną semiotyczną triadą „rzeczywiste – wyobrażalne - symboliczne”. Lingwistyczny pierwiastek wywodzi się tu z tradycji romantycznej. Herder i Humboldt rozwinęli koncepcję języka jako trzeciego świata obok świata materialnego i świata duchowego. Analogiczna idea trzech światów – świata idei, rzeczy i psychiki – istniała w filozofii już od czasów Platona. Ontologia scholastyczna cały świat dzieliła na rzeczy, idee i pojęcia. Trzy rodzaje uniwersaliów wyróżniał idący w ślady za Awicenną św. Tomasz: ante res – in rebus – post res. Ideę trzeciego świata rozwijał również prekursor fenomenologii B. Bolzano i prekursor logistyki G. Frege. Zachowała się ta idea też u K. Poppera w postaci idei trzeciego świata artefaktów. Trzy typy charakterów wyróżniał A. Baine: charakter intelektualistyczny, emocjonalny oraz wolitywny.

Z trychotomią wiążą się nie tylko ontologiczne, ale także gnoseologiczne rozważania zarówno racjonalistyczne, jak i irracjonalne. Trzy władze upatrywał w duszy człowieka F. Bacon – pamięć, wyobraźnię i rozum, a więc wyróżniał trzy dziedziny poznawcze: historię, poezję i filozofię (naukę). M. Luter wysunął trzy główne zasady protestantyzmu: sola fide, sola gratia i sola scriptura. Jeszcze wcześniej, w średniowieczu Hugon od św. Wiktora ujmował proces oglądania bytu jak drogę od myślenia przez rozmyślanie i aż do kontemplacji. Triada była główną zasadą objaśniającą w dialektyce Proklosa, a później, w postaci „teza – antyteza - synteza”, u Hegla. Przenosząc Heglowską triadę z logiki na poziom intuicji S. Kierkegaard wyróżnia trzy etapy egzystencji ludzkiej: życie estetyczne, życie etyczne i życie religijne. Z tego później powstaje zasadnicza triada egzystencjalistyczna: poznanie obiektywne, poznanie subiektywne i poznanie absolutne (u Jaspersa) lub bycie w samym sobie, bycie dla siebie i bycie dla innych (u Sartre’a). Analogiczny sposób konstruowania poziomów poznawczych był znany już w hinduizmie (tamas – radżas - sattwa). Teoria poznania Lenina była trochę inna, ale też była trychotomiczna. Jej formuła klasyczna brzmiała „od postrzeżenia zmysłowego do myślenia, a od niego do praktyki”4. Natomiast u J. Habermasa znajdujemy poznawczą triadę już nie w diachronicznym „pionie”, a w synchronicznym „poziomie”. Są to trzy typy poznania: techniczne, krytyczne i hermeneutyczne. Przypomina to trzy podsystemy kultury w klasyfikacji Lesley A. White’a (technologiczny, społeczny i ideologiczny). Trzy gałęzie władzy (ustawodawczą, wykonawczą i sądową) jako pierwszy rozróżnił J. Locke. A. Comte budował koncepcję pozytywizmu na idei trzech etapów rozwoju społeczeństwa. Ostatni etap kojarzył z triumfem wiedzy pozytywnej. Odnotuję w tym miejscu, iż idea trzech etapów rozwoju jest bardzo popularna w historycznej typologii. Najczęściej mówi się o wczesnym, głównym i późnym etapie rozwoju czegokolwiek.

Bardzo pokaźny jest przykład J. A. Komenskiego, który nieomal całą swoją dydaktykę zbudował na zasadzie trychotomii: trzy uczucia duszy – zdolność postrzegania (attentio), zdolność sądzenia (judicium), zdolność zapamiętywania (memoria), trzy wyższe działalności człowieka – rozum (intellectus), wola (voluntas), sumienie (conscientia), człowiek prowadzi potrójne życie – motoryczne, zwierzęce i duchowe, ma więc trzy schronienia w świecie – łono matki, ziemię i niebo, trzech rzeczy trzeba nauczyć dzieci – myśleć (sapere), działać (agere) i mówić (loqui) by osiągnąć trzy cnoty najwyższe – uczoność (eruditia), moralność (virtus) oraz prawość (religia).

W lingwistyce bardzo często spotykamy się z trychotomiczną klasyfikacją. Ch. S. Peirce wyróżnił trzy typy znaków. Trzy elementy w wielu gramatykach mają paradygmaty kategorii rodzaju, osoby, stopnia porównania, trybu, czasu5. Triadyczne są też klasyfikacje samogłosek (według rzędu i poziomu) oraz spółgłosek (według miejsca i według sposobu tworzenia). W tradycyjnym językoznawstwie słowiańskim wyróżnia się także trzy typy podrzędnych połączeń wyrazowych, trzy rodzaje podrzędnych zdań i trzy kategorie przymiotników. Według zasadniczego typu modalności, zdania najczęściej dzieli się na twierdzenia, pytania i rozkazy, a w lingwistyce tekstu wyróżnia się często trzy typy wypowiedzi: opowiadanie, opis i rozważania. Jednym z podstawowych elementów semiotyki stały się pojęcia trójkąta semiotycznego Ogdena-Richardsa oraz Peirce’owski podział semiotyki na trzy dziedziny: syntaktykę, semantykę i pragmatykę. Niektórzy rosyjscy lingwiści wyprowadzili z tego trzy paradygmaty lingwosemiotyczne: filozofię imienia, filozofię predykatu oraz filozofię słów egocentrycznych (mam tu na myśli J. Stiepanowa i D. Rudenkę). K. Pike opiera tagmemikę na zasadach trychotomii „słownictwo – gramatyka – fonologia”. Sidney Lamb, z kolei, zbudował na idei triady całą gramatykę stratyfikacyjną (na każdym poziomie wyróżnia się tu trzy rodzaje jednostek: hipersem – hipersemon – hipersemem, leks – lekson – leksem, morf – morfon – morfem etc.). Trzy składniki wyróżniał w akcie mowy J. Austin: lokucję, illokucję i perlokucję.

Trzy rodzaje sądów (sądy tetyczne, sądy antytetyczne i sądy syntetyczne) wyróżniał J. Fichte. Twórca logiki paraimplikacyjnej Clarence I. Lewis rozróżniał sądy pośrednie (nonterminating judgements), sądy ekspresywne (expressive judgements) i sądy konieczne (terminating judgement. Po powstaniu logiki trójwartościowej idea trychotomii stała się bardzo popularną w badaniach logicznych: w deontycznej logice (wymóg – zezwolenie – zakaz), w aksjologicznej logice (dobrze – źle – obojętnie), w epistemicznej logice (wiedza – niewiedza – przypuszczenie), w logice czasu (przeszłość – teraźniejszość – przyszłość) i przestrzeni (tutaj – tam – nigdzie).

Ogromna ilość artykułów i książek posiada w swoim tytule metaforę triadyczności, „środka”, „pośrednictwa” albo metaforę „trzeciej drogi”6. Nawet ta konferencja ma tytuł triadyczny – „Język – Literatura - Dydaktyka”, co jest dość częste dla spotkań takiego typu7.

Powróćmy więc do metodologicznej typologii uwzględniającej sytuację trychotomiczną. Jak widać, idea pośrednika lub trzeciej drogi jest dość popularna zarówno w rozważaniach spekulatywnych, jak i w badaniach empirycznych. Nic dziwnego, że jest ona dość często spotykana i w typologizacjach metodologicznych. Jako przykład trychotomii w typologizacji kierunków metodologicznych i filozoficznych mogę przytoczyć historyczno-filozoficzne typologie W. Wundta, który proponuje zarówno z metafizycznego (czyli ontologicznego), jak i z epistemologicznego punktu widzenia wszystkie kierunki metodologiczne dzielić na trzy typy (w pierwszym przypadku to jest trychotomia „materializm - idealizm – realizm”, a w drugim trychotomia „empiryzm – racjonalizm - krytycyzm”). Sam Wundt zajmuje w lingwistyce zdecydowanie przeciwną postawę zarówno wobec panującego w jego czasach pozytywizmu (w postaci młodogramatyzmu), jak i w stosunku do idealistycznego etnopsychologizmu szkoły H. Steinthala. W. Dilthey też bronił trychotomicznej typologii metodologicznej odróżniając naturalizm, obiektywny idealizm i subiektywny idealizm V. Frankl świadomie buduje swą koncepcję psychologii na trychotomii ciała – psychiki – duchowości, przeciwstawiając psychologię dążenia do sensu Adlerowskiej psychologii dążenia do władzy i Freudowskiej psychologii dążenia do zadowolenia cielesnego. Jednym z ulubionych przez typologów nauki i filozofii chwytów klasyfikacyjnych jest trychotomia diachroniczna. U A. Heinza znajdujemy 3 okresy historyczno-porównawczego językoznawstwa oraz 3 okresy rozwoju strukturalizmu. W. Tatarkiewicz dzieli średniowieczną filozofię na trzy okresy oraz wyróżnia po trzy fazy w filozofii XIX i XX wieku.

Trychotomia metodologiczna ujawnia się w przypadku powstania trzeciego poglądu, nastawionego jednocześnie na dwie już istniejące, opozycyjne i walczące ze sobą metodologie. Jest to wynik nawiązania bardziej skomplikowanego dialogu posiadającego już niektóre cechy polilogiczne. Mogą być dwa rodzajów odmienne zachowania w już zaistniałej sytuacji dychotomicznej. W jednym przypadku przedstawiciel trzeciego poglądu próbuje wystąpić w roli sędziego i pogodzić dwie walczące strony (a więc znajduje w ich poglądach wspólne cechy, akceptuje je i kreuje w miejscu dwóch „błędnych” poglądów jeden „poprawny”). Jak widzimy takie postępowanie przypomina dogmatyzm naśladowczy czyli kontynuatorski i najczęściej otrzymuje nazwę oportunizmu metodologicznego. Pierwszymi oportunistami metodologicznymi w starożytnej filozofii byłi bodajże Empedokles i Anaksymander, którzy próbując połączyć holizm substancjonalny Parmenidesa z holizmem procesualnym Heraklita stworzyli zasady dla przyszłej monadologii i antropocentryzmu. Może się zdawać, że zachowanie oportunistyczne zasadniczo zmienia metodologiczny obraz dziedziny wiedzy, ale to złudzenie. Oportunista dąży do zniesienia przeciwieństwa i powrotu do dogmatyzmu uniwersalnego czyli do unifikacji poglądów i znalezienia „złotego środka”, w którym, jego zdaniem, mieści się Prawda Ostateczna. Najczęściej próby takie kończą się tworzeniem jakichś bardziej umiarkowanych wersji walczących metodologii. Ani Arystoteles, ani Tomasz z Akwinu nie stworzyli zasadniczo nowego poglądu, próbując pogodzić Platona z filozofią przyrody (pierwszy) i platoników z nominalistami (drugi). Próba połączenia racjonalizmu z naturalizmem empirycznym dała w rezultacie bądź to osłabioną wersję idealistycznego racjonalizmu (monadologia Leibniza, popularna filozofia Wolfa, panlogizm Hegla, filozofia ducha Schellinga, językoznawstwo porównawczo-historyczne) lub mniej radykalną wersję empiryzmu (pozytywizm Comte’a, młodogramatyzm). Próba połączenia metafizyki z antropocentryzmem dała w efekcie filozofię języka Humboldta i lingwistyczny etnopsychologizm Steinthala jako nową postać monadologii Leibniza. Następnym przykładem oportunistycznego zachowania się w filozofii może być E. Mach, który szukał sposobu połączenia pozytywizmu z indywidualizmem antropocentrycznym i stworzył empiriokrytycyzm jako antropologiczną wersję pozytywizmu. Analogiczną próbę połączenia realizmu metafizycznego z pozytywizmem podjęli Moore i Russell, w wyniku czego powstaje neorealizm. Później Wittgenstein spróbuje połączyć tę koncepcję z transcendentalizmem neokantystów i filozofią języka Humboldta i przyczyni się do powstania filozofii analitycznej. Nie udało się stworzyć nową metodologię również Husserlowi, który próbował połączyć transcendentny obiektywizm Platona z transcendentalizmem indywidualistycznym Fichtego. Stworzył on jedynie nową, bardziej antropologiczną wersję Platońskiej czy raczej Augustyńskiej metafizyki – fenomenologię.



Drugi zaś sposób zachowania w metodologicznym świecie dychotomicznym kontynuuje tradycje opozycjonalistyczne, ponieważ zachowujący się w taki sposób uczony lub filozof nie zgadza się z obiema istniejącymi koncepcjami metodologicznymi, co stwarza podstawy dla zmiany skali dwubiegunowej w trójkąt metodologiczny. Konsekwencje postępowania opozycyjnego wobec obu walczących metodologii mogą być różne w zależności od sposobu nawiązania z nimi dialogu. Jeśli nowoopozycjonista uogólnia poglądy swoich poprzedników na wyższym szczeblu abstrakcji i przeciwstawia jednocześnie im obojgu swe postulaty zasadnicze, to faktycznie nic nie zmienia w zaistniałej sytuacji: po prostu zmienia konfigurację dychotomii. Sokrates, a później także Platon, nie zbudował trzeciej metodologii, próbując rozstrzygnąć spór pomiędzy eleatami a sofistami, a tylko zmienili oni dychotomię „obiektywizm – subiektywizm” w dychotomię „naturalizm - idealizm”. Walcząc jednocześnie z metafizycznym racjonalizmem Hegla i fenomenalistycznym racjonalizmem pozytywistów F. Nietzsche też nie stworzył nowej sytuacji metodologicznej, ponieważ tylko zastąpił opozycję „idealizm - realizm” inną – „racjonalizm - woluntaryzm”. Sytuacja powtarza się znów z J. Derridą. Odrzuciwszy „transcendentne oznaczane” w obu postaciach jednocześnie: metafizycznej i mentalistycznej i połączywszy je w jednym kierunku – logocentryzmie, przyczynił się on po prostu do odrodzenia w końcu XX wieku bardzo starego metodologicznego opozycjonizmu, znanego, co prawda, w nieco mniej drastycznej postaci. Chodzi mi o opozycje „platonizm - arystotelizm” przekształconą najpierw w opozycję „realizm - nominalizm”, potem „idealizm – materializm”, a w końcu „metafizyka - fenomenalizm”. Na każdym nowym szczeblu dyskusji bardziej radykalni przeciwnicy logosu lub sensu postępowali tak samo: najpierw wkraczali do walki swoich poprzedników – bardziej umiarkowanych nominalistów z idealistami, a potem głosili, że nie widzą żadnej różnicy pomiędzy obiema stronami i uogólniali ich poglądy pod jedną nazwą. Właśnie tak marksiści zebrali wszystkich swoich przeciwników pod jednym hasłem „idealizmu”, pozytywiści zaś uogólnili swoich przeciwników nazwą „metafizyka”, K. R. Popper wszystkich zwolenników metafizyki łączy przez termin „esencjalizm”. Tak samo czyni i P. Seriot uogólniający w tym terminie nie tylko przedstawicieli metafizyki, ale też i wszystkich psychologistów. Takie postępowanie teoriopoznawcze, polegające na uogólnianiu poglądów obu walczących stron i przeciwstawieniu im własnego poglądu z pozycji trzeciego, można nazwać opozycjonizmem alternatywnym. W postaci apofatycznej ten rodzaj postępowania można nazwać nihilizmem metodologicznym. Opozycjonizm alternatywny, chociaż w zasadzie opiera się na bardziej archaicznym sposobie myślenia metodologicznego, niż oportunizm, tym niemniej to właśnie on doprowadza jeśli nie do powstania nowych kierunków i paradygmatów, to przynajmniej do poważnych zmian jakościowych w istniejących nurtach filozoficznych i metodologicznych.

Interesujący przypadek takiego postępowania widzimy w działalności Derridy, który idąc w ślady neopozytywistów i filozofów-analityków, wykracza nawet poza granice skrajnego nominalizmu ustalone przez behawiorystów. Jego gramatologia czyli filozofia pisma, zupełnie po Heglowsku znosząca jakiekolwiek przeciwieństwa zarówno inwariantne (paradygmatyczne), jak aktualne, czasoprzestrzenne (syntagmatyczne), wychodzi nie tylko poza ramy wszelkiej metafizyki (obiektywnej lub subiektywnej), ale też i poza wszelką antropologię sensu, W porównaniu z wszystkimi dotąd znanymi jest to epifenomenalizm najwyższego szczebla. Ciekawe jest to, że Derrida, począwszy od trychotomicznego opozycjonizmu przechodzi do całkowitego unitaryzmu metodologicznego czyli do klasycznego dogmatyzmu, ponieważ przedstawia swoją gramatologię jako jedyną możliwą grę istnienia-poznania, istniejącą samą w sobie i dla siebie, zupełnie jak istniejący poprzez samopoznanie Heglowski Absolut. Jak widzimy trychotomia nie jest wcale gwarancją wzrostu pomiaru ilościowego w komunikacji metodologicznej. Tak samo, jak od unitaryzmu można poprzez opozycję przejść najpierw do dyskusji w ramach dychotomii, a potem i do dialogu trychotomicznego, jest możliwy również i odwrotny ruch: od trychotomii do dialogu binarycznego, a od niego – poprzez całkowitą negację przeciwnika – do absolutyzmu dogmatycznego. Jednakże o metodologicznej postawie Derridy i innych postmodernistów trzeba mówić raczej w kontekście późniejszych zmian metodologicznych.

Jest jeszcze jedna, inna możliwość postępowania naukowo-komunikacyjnego w sytuacji trychotomicznej. Jeśli nie będziemy próbowali uogólniać poglądy swoich oponentów i będziemy prowadzić dialog opozycyjny z każdym przeciwnikiem osobno, pojawia się wówczas o wiele większa szansa powstania zupełnie nowej, trzeciej metodologii. W takim przypadku trzeci antagonista musi w jakichś momentach zgadzać się ze swoimi przeciwnikami, a to przecież zapowiada elementy oportunizmu. Właśnie dlatego nazwałbym ten sposób postępowania naukowego oportunizmem opozycyjnym. Tak się zachowywali w odniesieniu do empiryzmu i racjonalizmu Berkeley, Hume i zwłaszcza Kant, w odniesieniu do heglizmu i pozytywizmu James, Dewey i Schuppe, w odniesieniu do komparatystyki i młodogramatyzmu Baudouin de Courtenay, Saussure, Vossler, w odniesieniu do gestaltyzmu i asocjanizmu Wygotski i Piaget. Ale dopóki nowa mentalistyczna metodologia się nie rozdzieliła, sytuacja w zasadzie pozostawała niezmienna, tzn. nowy kierunek przeciwstawił się dwom starym jak antropocentryzm obiektywizmowi. Wskaźnikiem zdecydowanego wywalczenia sobie przez antropocentryzm prawa na samodzielność była zasada komplementarności, wprowadzona do metodologii fizyki przez Nielsa Bohra.

Jednak jak się okazuje, trójkąt jest bardzo niestabilną strukturą, być może dlatego, że ludzki umysł jest w jakiś sposób uwikłany w procesy o charakterze symetryzującym. Według Platona, trzy jest liczbą idei, natomiast liczbą realizacji intencji jest czwórka. Dlatego rozpatrzmy też rolę tetrychotomicznego modelu myślenia a zarazem metodologiczną sytuację tetrychotomiczną w nauce i filozofii.


Czwarty paradygmat: w poszukiwaniu wszechświata pluralistycznego

Może się wydawać, że czwórka, w odróżnieniu od poprzednich trzech liczb a również w porównaniu do następujących po niej supersymbolicznych liczb „pięć”, „siedem”,, „osiem” „dziesięć”, „dwanaście” i „trzynaście”, jest mniej angażowana do potocznej mitologicznej symboliki liczb. Jednak jest to złudne. Liczba cztery kojarzy się w wielu tradycjach filozoficznych i mistycznych z materialnością, realnością, stabilnością i niezmiennością. W systemach symbolicznych jest znakiem ziemi i materii. Wiążemy z tą liczbą ilość stron świata, pór roku, części doby, faz księżyca, stadium życia człowieka, temperamentów. Filozofowie przyrody w czasach antycznych próbowali sprowadzić świat materialny do jednego z czterech żywiołów – ognia, wody, powietrza lub ziemi (a Empedokles – jednocześnie do wszystkich czterech). Według mitów hebrajskich cztery rzeki otaczają eden, czterech jeźdźców jest w Apokalipsie, cztery rytualne pytania zadaje syn ojcu na początku pesachu u żydów, co cztery lata odbywały się Igrzyska Olimpijskie, cztery żony może mieć muzułmanin, cztery głowy Brahmy symbolizują cztery Wedy, cztery wielkie prawdy głosi hinduizm, cztery kroki ma wykonać buddysta by osiągnąć stan nirwany, cztery oblicza ma Światowid ze Zbrucza, było czterech chrześcijańskich ewangelistów. Geometrycznie czwórka jest powiązana przede wszystkim z krzyżem i kwadratem, ale są i bardziej prozaiczne wskaźniki czwórki jako symbolu stabilności: cztery kończyny i cztery punkty oparcia u człowieka i większości ssaków, cztery nogi u stołu, cztery koła u wozu, cztery ściany u przeważającej większości budowli: od piramid po bloki mieszkalne. Z czworokątem mamy do czynienia codziennie i wszędzie: okna, drzwi, ściany, sufit, podłoga, szafy, stoły, pościel, książki i zeszyty, telewizory, lodówki, samochody, obrazy, tabele, plakaty reklamowe, wystawy sklepowe, place, ulice, mosty. Nawet pole koła liczymy w kwadratach.

Tetrychotomia tym niemniej nie jest aż tak popularnym modelem klasyfikacyjnym, jakimi są dychotomia i trychotomia. Prosta tetrychotomia powstaje w przypadku wyróżnienia czterech równoprawnych elementów. Tak wyróżnia się cztery „soki” ciała ludzkiego u Hipokratesa (krew, żółć, flegma i czarna żółć), cztery ludzkie cnoty (prudentia, temperantia, fortitudo, justitia), cztery zasadnicze wrażenia smakowe (słodki, słony, gorzki, kwaśny), cztery zasady bytu u Arystotelesa (materia, forma, przyczyna czynna i cel). Millowska klasyfikacja metod indukcyjnych (metoda jedynej zgody, metoda jedynej różnicy, metoda reszty, metoda zmian towarzyszących).



W większości zaś przypadków typologizację lub klasyfikację przeprowadza się jednocześnie według dwóch kryteriów lub jednocześnie na dwóch skalach typologicznych. Tak powstają tetrychotomie złożone. Przykładem takiego rodzaju tetrychotomii może być klasyfikacja obiektów lingwistycznych, czyli „schemat czterech pól” u K. Bühlera (system językowy – akt mowny – twór językowy – działalność mowna)8. Analogicznie zbudowana klasyfikacja kroków poznawczych w tagmemice K. L. Pike’a – W. A. Cooka: najpierw proces badawczy został podzielony na odnalezienie (discovery) i weryfikację (verification), a później każda z tych procedur została podzielona na połowę. W wyniku tego powstaje następujący model: obserwacja – olśnienie (hipoteza) – teoretyzowanie – sprawdzenie. Taki sam charakter miała typologia antynomii kosmologii racjonalistycznej u Kanta: najpierw wyróżnia się 2 rodzaje antynomii według kryterium „substancja // proces”, następnie w każdym typie wyróżniają się dwie zasadnicze antynomie (skończoność - nieskończoność, podzielność – niepodzielność świata oraz determinacja - swoboda i przypadkowość - konieczność zachodzących w świecie procesów). Tak samo powstała Kantowska typologia temperamentów. Inny typ paradygmatycznej tetrychotomii znajdujemy w Windelbandowskim podziale nauk. Krzyżuje on dwa niezależne od siebie kryteria: nauki nomotetyczne i idiograficzne oraz nauki o przyrodzie i nauki o kulturze. Paradygmatyczna tetrychotomia czasem może mieć też skryty charakter, jak w przypadku tytułu pracy R. Jakobsona „Poezja gramatyki i gramatyka poezji”. Luźniejszy charakter mają tetrychotomie syntagmatyczne, na przykład klasyfikacja pokoleń ludzkich (złoty wiek, srebrny wiek, miedziany wiek i żelazny wiek) u Hezjoda lub stopniowa typologia wniosków poznawczych u neokantysty F. Langego: 1) uważamy, że poznajemy obiektywne fakty, 2) uważamy, że poznajemy odzwierciedlenia faktów obiektywnych w naszej zdolności sensorycznej, 3) uważamy, że poznajemy tylko własne subiektywne przeżycia i wreszcie 4) uświadamiamy sobie, że nie poznajemy nawet tego, ponieważ subiektywne warunki poznania są tak samo niepoznawalne, jak wrażenia od przedmiotów zewnętrznych. Zupełnie odwrotnie myślał w swoim czasie Plotyn, tym niemniej u niego spotykamy całkowicie identyczną procesualną tetrychotomię stopniową. Co prawda, jest to tym razem degradacja czy raczej emanacja Absolutu w niższe formy bytu: Jedyny > duch > dusza > materia. Trochę inny (lecz bardzo podobny) typ tetrychotomii ontologicznej przedstawiał w późnej twórczości G. Santayana. Świat u niego składa się z księstwa istoty, księstwa materii, księstwa prawdy i księstwa ducha. Według tzw. Złotej legendy (Legenda aurea) dzieje ludzkości dzielą się na cztery okresy: deviatonia (okres skuszenia), renovationis (okres odnowienia), reconciliationis (okres pojednania) oraz peregrinationis (okres wędrowania). E. Littré upatrywał cztery etapy ewolucji społeczeństwa. Do zaproponowanych przez Comte’a trzech etapów (teologicznego, metafizycznego i pozytywnego) dodaje on jeszcze etap techniczny. L Hjelmslev podzielił obiekt lingwistyki na 4 działy: schemat, normę, uzus i akt mowy. Z jawną lub ukrytą tetrychotomią spotykamy się niekiedy w tytułach prac naukowych i filozoficznych.9 Bardzo wątpliwym przykładem tetrychotomii niehierarchicznej mogłoby się wydać przytoczenie tutaj propozycji N. Marra dotyczącej czterech uniwersalnych pierwiastków etymologicznych (sal, ber, jon. roch), gdyby nie dziwna zbieżność tej fantastycznej hipotezy z tetrychotomią kodu genetycznego [na tę okoliczność zwrócił uwagę T. Gamkrelidze w artykule (Gamkrelidze, 1996)].

Czym więc jest dla nas sytuacja komunikatywna, w której mamy brać pod uwagę jednocześnie cztery punkty widzenia, czyli sytuacja tetrychotomiczna?

Sytuacja, w której uczony lub filozof szuka mówiąc słowami Patricka Seriota „czwartego paradygmatu” (Serio, 1993), jest zasadniczo odmienną od poprzednich, ponieważ coraz trudniej jest prowadzić ze swoimi oponentami dialog w ścisłym znaczeniu tego słowa. Wtrącenie w obcy dialog z kolejną zmianą pozycji może być ujęte w terminach sumy dialogów, natomiast jednoczesna opozycja wobec trzech stron koniecznie musi zakładać potencjalną mnogość punktów widzenia, a więc musi zakładać zasadniczy pluralizm terminologiczny czyli prowadzenie tzw. polilogu. Zdający sobie sprawę ze swojej „czwartości” filozof czy uczony już nie stara się uogólnić wszystkich wcześniejszych poglądów i przeciwstawić im swój. Nie próbuje też pogodzić wszystkich poglądów w jeden. Po prostu uświadamia sobie, że może być wiele poglądów i sposobów rozstrzygnięcia problemu badawczego. Właściwie ilość tych poglądów na tym poziomie już przestaje być relewantna. Pytanie szwajcarskiego slawisty staje się więc symboliczne: poszukiwanie czwartego paradygmatu, moim zdaniem, to tak naprawdę poszukiwanie nowego, pluralistycznego sposobu zachowania się w świecie wartości wirtualnych. Myślę, że tetrychotomia i pluralistyczny sposób komunikacji teoriopoznawczej stał się możliwy po zdecydowanym zróżnicowaniu dwóch rodzajów antropocentryzmu na antropocentryzm absolutny (indywidualizm) i antropocentryzm względny (funkcjonalizm pragmatyczny)10.

Tetrychotomia czasem staje się zasadą klasyfikacji lub typologizacji nurtów filozoficznych i naukowo-metodologicznych. I. Bobrowski proponuje wyróżniać w nauce cztery paradygmaty, które cząstkowo idąc w ślady za Kuhnem, ujmuje on jako okresy czasowe: indukcjonizm (= pozytywizm empiryczny), weryfikacjonizm (= pozytywizm logiczny), falsyfikacjonizm (= realizm krytyczny) i postmodernizm (anarchizm metodologiczny) (Bobrowski, 1998: 34-37).

Pluralizm tetrychotomiczny może być czystym opozycjonizmem, lub opozycjonizmem oportunistycznym (z podobną sytuacją spotkaliśmy się w ostatnim przypadku, kiedy mówiliśmy o trychotomii opozycyjno-oportunistycznej). W pierwszym przypadku jest on orientowany nie tyle na poszukiwania styczności i podobieństw z innymi koncepcjami metodologicznymi, co na konstatację własnej specyfiki. Pozycja taka może być określona jak anarchizm metodologiczny, ponieważ zakłada z góry niewspółmierność i nieprzekładalność różnych metodologii. Przykładem takiego pojmowania może być diachroniczny anarchizm pluralistyczny T. Kuhna (teoria niewspółmierności paradygmatów) i synchroniczny anarchizm pluralistyczny P. Feyerabenda (teoria proliferyzmu). Drugie zaś podejście przewiduje możność prowadzenia polilogu i metakomunikacji między zwolennikami różnych koncepcji, byleby zdawali sobie sprawę z własnej metodologicznej pozycji i z metodologicznej specyfiki swego vis-a-vis. Przewiduje ono również możność istnienia wielości pozycji przejściowych pomiędzy wyodrębnionymi skrajnymi oponentami. Takie podejście nazwałbym polilogizmen metodologicznym11.

Piąty paradygmat: pluralizm czy dogmatyzm?

Całkiem logiczne może wydawać się poszukiwanie następnych konfiguracji ilościowych w typologii metodologicznej. Piątka, na przykład, mogłaby tutaj być bardzo pożyteczna: przychodzi tu na myśl zarówno oparty na złotym podziale symbol jedności i doskonałości człowieka – pentagram czy pentagon, jak i symbol istoty i jedności czterech pierwiastków – quinta essentia. Lecz podobne skojarzenia symboliczne nie dodają nic nowego do sposobu rozważania metametodologicznego, ponieważ odzwierciedlają już rozpatrywany wyżej unitaryczny sposób myślenia, polegający na ujednoliceniu wszystkich poprzednich poglądów lub na poszukiwaniu jedynej prawdziwej wiedzy, znajdującej się gdzieś pośrodku. Nic nowego nie dodaje też pozycja sześcioczłonowa. Skojarzony z nią heksagram (gwiazda Dawida) lub sześcian są również symbolami jedności, a więc symbolami unitaryzmu i absolutyzmu. Tylko w przypadku rozpatrywania ich jako relacji połączonych z sobą więziami podobieństwa i styczności różnych koncepcji metodologicznych można mówić o kontynuacji jednego z wyżej opisanych sposobów zachowania się w ramach pluralistycznej komunikacji teoretycznej. W przypadku, jeśli uczestnik takiej sytuacji będzie próbował nawiązać kontakt z innymi jej uczestnikami i jakoś uporządkować zaistniałą sytuację komunikacyjną, można mówić, że kontynuuje tradycję polilogizmu metodologicznego, jeśli zaś woli uczestniczyć w chaotycznym, nieuporządkowanym dyskursie wielogłosowym, można go nazwać zwolennikiem anarchizmu metodologicznego.

Dlatego uważam, iż omówienie kolejnych możliwości typologizacji metodologicznej nie ma sensu, ponieważ wkroczenie do dyskusji każdego zasadniczo nowego głosu nie zmienia jej pluralistycznego charakteru, natomiast opozycją do pluralizmu może być tylko jakiś z omówionych wyżej rodzajów dogmatyzmu. Takim neodogmatyzmem, jak sądzę, jest neutralny aktualizm współczesnego postmodernizmu. Naturalnie, nie mam na myśli całego tego nurtu kulturowego, ponieważ jest on zbyt zróżnicowany i nieukształtowany, by można było o nim mówić jak o jednym kierunku metodologicznym. Wystarczy porównać teksty Derridy, Deleuza, Rorty'ego, Lyotarda czy Preyznera. Dogmatyzmem nazywam każdą próbę opozycyjnego przeciwstawienia postmodernistycznego typu myślenia (jak prawidłowego) jedynemu, przestarzałemu i tradycyjnemu „logocentryzmowi”. Na nie mniej dogmatyczne wygląda również poszukiwanie jakiejś jednej prawdy, która pozostanie po odrzuceniu wszystkich „grandnarratywów” modernizmu i zniesieniu wszystkich epistemologicznych „pseudoróżnic”. Taką prawdę obiecał znaleźć w swojej fenomenologii ducha Hegel stosując metodę dialektycznego zniesienia przeciwieństw. Później zaś to samo obiecał w swojej fenomenologii transcendentalnej E. Husserl przy pomocy stopniowego wyrzucenia poza nawias wszystkich nieistotnych cech obiektu. Mam wrażenie, że dzisiejsze zniesienie różnicy pomiędzy podmiotem a przedmiotem, pomiędzy refleksją racjonalną a emocjonalną, pomiędzy nauką a sztuką jest po prostu wyrzuceniem samego człowieka poza nawias. Zniesienie różnic jest dla mnie tożsame ze zniesieniem mnogości, a więc tożsame ze zniesieniem pluralizmu. Zresztą ten oportunistyczny powrót do neodialektyki stwarza bardzo niepewne stanowisko metodologiczne, dlatego postmoderniści, bardzo często niechcący, trafiają raz do indywidualizmu, raz do fenomenalizmu, raz do funkcjonalizmu. Lecz w każdym z tych przypadków typologizacje przeprowadzane przez postmodernistów pozostają w obrębie opisanych wyżej możliwości: dogmatyzm unitarny lub solipsystyczny – dogmatyzm opozycyjny – dogmatyzm oportunistyczny – pluralizm anarchiczny lub pluralizm polilogiczny.

Co się zaś tyczy typologizującego postępowania anarchicznego, jest ono zupełnie dowolne lub wręcz chaotyczne. Dobrym przykładem mógłby tu być skrajnie nominalistyczny postulat Quine’a o tym, że najlepszym porządkiem uporządkowania materiału badanego jest porządek alfabetyczny. Typologizujące postępowanie polilogiczne jest zupełnie inne. Zakładając zasadniczą odmienność wszystkich teoretycznych punktów widzenia, pluralista-polilogista będzie starał się znaleźć możliwości odnalezienia swego miejsca wśród istniejących metodologii oraz wspólny ze swoimi przeciwnikami metajęzyk-pośrednik, który by mógł pomóc im w wzajemnie pożytecznej komunikacji intermetodologicznej.

Opisane w tym artykule metodologiczne postawy komunikacyjne można ująć w następującej tabeli, której krańcowe punkty (solipsyzm i anarchizm) łączą się, tworząc skalę kołową.


Dogmatyzm

Pluralizm

Monologizm (Unitaryzm)

Dialogizm

oportunizm

opozycyjny

polilogizm


metodologiczny

anarchizm

metodologiczny


solipsyzm

metodo-logiczny

uniwersalizm (absolutyzm)


opozycjonizm metodo-logiczny

oportunizm

metodo-logiczny


nihilizm metodo-logiczny

opozycjonizm alternatywny


t12

t

k

t

k/t


k

t/k

t/k

t/k

t


: strony -> Oleg.Leszczak
Oleg.Leszczak -> Problem czasu w semiotyce: idiosynchronia diachronia panchronia
Oleg.Leszczak -> Oleg leszczak lingwosemiotyczna teoria doświadczenia тom pierwszy Funkcjonalno-pragmatyczna metodologia
Oleg.Leszczak -> W: Język i kultura. Studia Linguistica Rossica, 4, Łódź 2008, s. 79-92 Spójność jako presumpcja tekstowości
Oleg.Leszczak -> W: „The Peculiarity of Man”, nr 21, Toruń 2015, s. 11-42 Krytyka konceptualna kategorii ilości i jakości: fenomen vs pojęcie
Oleg.Leszczak -> In: Respectus Philologicus, 2014, nr 25 (30), s. 185-199 społeczny I empiryczny charakter transcendentalnego antropocentryzmu I. Kanta: istota I lokalizacja tzw. „Natury ludzkiej”
Oleg.Leszczak -> Metodologiczne zasady wartościowania I wartośĆ jako koncept metodologiczny
Oleg.Leszczak -> Szkic typologiczny metodologii nauk humanistycznych Uwagi wstępne o relewantnych cechach typologicznych
Oleg.Leszczak -> Infotainment: informacja rozrywka manipulacja
Oleg.Leszczak -> W: Poprawność polityczna – równość czy wolność? Seria The Peculiarity of Man, 1 (11), Toruń-Kielce 2007, s. 13-39
Oleg.Leszczak -> Paradoksy konsumpcjonizmu. Typologia I lingwosemiotyka


  1   2


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna