W: Poprawność polityczna – równość czy wolność? Seria The Peculiarity of Man, 1 (11), Toruń-Kielce 2007, s. 13-39



Pobieranie 123.62 Kb.
Strona1/2
Data09.05.2016
Rozmiar123.62 Kb.
  1   2


РЕКОМЕНДУЕМ ПРОСМАТРИВАТЬ В РЕЖИМЕ РАЗМЕТКИ СТРАНИЦЫ

ZALECA SIĘ PRZEGLĄDAĆ W WIDOKU UKŁAD STRONY

w: Poprawność polityczna – równość czy wolność? Seria The Peculiarity of Man, 1 (11), Toruń-Kielce 2007, s. 13-39




SEMIOTYKA STOSUNKÓW MIĘDZYLUDZKICH:

MIĘDZY WOLNOŚCIĄ A RÓWNOŚCIĄ

Niezrozumienie rodzi nietolerancję, nietolerancja rodzi gniew, nienawiść, strach - negatywne emocje. Emocje są przyczyną konfliktów, kultura zbudowana jest z emocji, te zaś są tylko pewną formą energii, która przejawia się w języku. Żyjemy w świecie, w którym wszyscy ludzie nie rozumieją się nawzajem i jest to problem tak samo komunikacji między kulturowej, jak i kulturowo zakorzenionych emocji.

Conradino Beb1
Ostatnio intelektualiści zarówno prawicowi (tradycjonaliści), jak i liberalni a nawet lewicowi zupełnie zgodnie krytykują fenomen poprawności politycznej. Jednych przerażają próby ingerencji w „naturalny” tok życia kulturalnego poprzez eliminację słów i fraz, do których się przyzwyczaiło, drugich śmieszą konstrukcje na wzór waginalnego Amerykanina, osoby owłosionej inaczej lub heteroseksualnego celibatu, natomiast trzecich bardzo niepokoją próby wdrożenia nie tylko w życie publiczne, ale także w obieg administracyjno-prawny takich pojęć jak nadmierny kontakt wzrokowy (insufficient eye contact) lub niezgoda postkoitalna (postcoital nonconsent), które zostają odbierane jako zamach na wolność kobiety. Chcę, jednak zauważyć, że poprawność polityczna nie jest samodzielnym zjawiskiem społecznym. Jest to pewna reakcja na inne zjawiska, takie jak nierówność społeczno-kulturowa, brak równouprawnień polityczno-administracyjnych oraz polityczne obrazy. Na psychospołecznym poziomie doświadczenia ludzkiego wszystkie te trzy zjawiska można ogarnąć jednym pojęciem psychospołeczny dyskomfort doświadczenia.

Poprawność polityczną można rozpatrywać także jako pewną propozycję socjotechniczną polegającą na próbie reformowania języka czy nawet lingwokonstruowania (mówiąc językiem nieterminologicznym – na próbie stworzenia języka sztucznego). Zrozumienie intencji zwolenników poprawności politycznej. potrzebuje zastanowienia się nad przyczynami ich powstania.



Psychospołeczny dyskomfort doświadczenia przejawia się zarówno w treści doświadczeń psychospołecznych (jako brak zrozumienia i/lub brak akceptacji; których przyczyną jest różnorodność kulturowa i społeczno-psychologiczna), jak i w ich formie semiotycznej (jako brak porozumienia; którego przyczyna tkwi w różności języków i innych systemów semiotycznych).

W wyniku owego psychospołecznego dyskomfortu doświadczenia powstają konflikty szeroko rozumianej komunikacji międzykulturowej (czyli obcowania międzypokoleniowego, interrasowego lub międzyetnicznego, obcowania między ludźmi różnej płci, różnej kondycji fizycznej i psychicznej, ludźmi o różnych charakterach i temperamentach, między zwolennikami różnych ideologii i religii, przedstawicielami różnych interesów ekonomicznych, państwowych lub politycznych, między posiadaczami różnych gustów estetycznych, poglądów naukowych lub światopoglądów).

Jak widzimy, poprawność polityczna ma co najmniej trzy aspekty – kulturowo-psychosocjplogiczny, pragmatyczno-funkcjonalny oraz ściśle semiotyczny.
KULTUROWO-PSYCHOSPOŁECZNY ASPEKT POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ
Skąd pochodzi, iż człowiek chromy nie drażni nas, a umysł chromy drażni? Stąd, iż chromy uznaje, że my idziemy prosto, umysł zaś chromy powiada, że to my kulejemy; inaczej budziłby w nas litość, a nie gniew

Blaise Pascal


Przy powstawaniu konfliktów w trakcie komunikacji międzykulturowej możliwe są 3 podstawowe sposoby zachowania:

    1. agresywny (zwalczenie przeciwnika aż do jego zniszczenia lub własnej zagłady),

b) uległy (unikanie przeciwnika aż do zaprzestania współdziałania i komunikacji poprzez wycofanie się lub poprzez ustępstwo aż do asymilacji) oraz

c) kompromisowy (poszukiwanie porozumienia przez wypracowanie wzajemnie satysfakcjonującego modelu postępowania).

Pierwszy i drugi typ zachowania najbardziej właściwe są zwierzętom. Przegrany zostaje zabity lub wygnany z terenu wspólnego działania. Nie znaczy to, że sposób trzeci jest wyjątkowym wynalazkiem ludzi (znany jest on również i w życiu zwierząt). Tym nie mniej ogromna większość koncepcji kulturologicznych skłania się do tego trzeciego typu jako wzorcowego. Z kolei obecność takiej tendencji teoretycznej wcale nie oznacza, że jest ona szeroko stosowana w praktyce kontaktów i konfliktów międzyludzkich. Wręcz przeciwnie: zwierzęce sposoby postępowania wyraźnie dominują nawet w cywilizacjach o wysokim stopniu rozwoju kultury społecznej.

Pierwszym etapem postępowania kompromisowego jest postawa pluralistyczna (lub policentryczna), czyli założenie, że mają prawo na istnienie wielu zasadniczo różnych kultur i postaw prywatnych, jeżeli nie prowadzą do unicestwienia innych analogicznych kultur i postaw. Główną konsekwencją tej postawy jest tolerancja, która sama jeszcze nie jest postępowaniem, ale już zakłada możliwość emocjonalnej akceptacji innej kultury (bądź innego doświadczenia personalnego).

Co zatem jest potrzebne do tego, by człowiek przyjął postawę pluralistyczną?

a) posiadanie takich cech moralnych, które pozwolą emocjonalnie przyjąć i zaakceptować cudzą inność (fizyczną, psychiczną, kulturową etc.),



    1. posiadanie takich zdolności intelektualnych, które pozwolą poznać i zrozumieć cudzą inność (obcy mu obraz świata, sposób myślenia, cudze racje i argumenty), wreszcie

    2. posiadanie wiedzy semiotycznej, która pozwoli adekwatnie odebrać cudzy przekaz oraz poprawnie zinterpretować cudze zachowanie znakowe.

Być może, do tego wszystkiego trzeba mieć predyspozycje wrodzone, jednak można również stwierdzić, że pewnego praktycznie wystarczającego stopnia moralności można osiągnąć poprzez wychowanie w duchu tolerancji, do takiegoż stopnia pojętności da się doprowadzić poprzez nauczanie pluralizmu, natomiast optymalną wiedzę semiotyczną można zdobyć poprzez doświadczenie współistnienia w świecie wielokulturowym i policentrycznym.

Zadajmy sobie parę pytań.

Pierwsze pytanie: czy świat, w którym żyjemy, jest właśnie takim (wielokulturowym i policentrycznym) światem? Niestety, nie. Jest on raczej różnokulturowy. Panicznie boimy się inności i staramy się żyć w dobrowolnej izolacji, w światach równoległych. Dotyczy to istnienia obok siebie świata zdrowych i świata inwalidów (np., świata widomych i ślepych, słyszących i głuchych), świata różnych ras i narodów, różnych religii i ideologii, świata różnych klas społecznych (śmietanki, klasy średniej, ludzi ubogich i lumpów), świata ludzi lojalnych wobec prawa i świata przestępczego, świata hetero- i homoseksualnego, świata różnych pokoleń (dorosłych, młodzieży, dzieci, emerytów). Czujemy się zdziwieni i zdenerwowani, a czasem zagubieni i zdesperowani, jeśli nagle zostajemy wyjęci ze swojego świata i wrzuceni do tego obcego. Ten kulturowo różnorodny świat na pewno nie jest policentryczny. Jest to świat, w którym zawsze jest wyraźna dominacja pewnej większości uznawanej właśnie dla tego, że jest większością, za normalność nad pewną mniejszością, której z góry jest pisane uchodzić za margines, element wtórny, odchylenie od normy, dewiację czy wręcz zboczenie.

Drugie pytanie: czy nauczanie w szkole sprzyja rozwojowi umysłu pluralistycznego? W bardzo niskim stopniu. Współczesna praktyka dydaktyczna (i, co może się wydać dziwne, teoria również) z zasady jest skonstruowana w taki sposób, by wbić do głowy wszystkim (od dziecka do profesora), że prawda jest tylko jedna i jest to prawda obiektywna i ostateczna, udowodniona lub nie potrzebująca żadnych dowodów. Szczytem tego typu działalności dydaktycznej jest masowe przejście na system testów. Nie dosyć, że testy zakładają możliwość dostarczenia jednoznacznej i wyczerpującej odpowiedzi na pytania, to jeszcze podają ją wśród ewentualnych odpowiedzi. Nadal nauczanie polega na przekazywaniu i otrzymywaniu informacji, a poziom wiedzy czy wykształcenia ocenia się w zależności od erudycji. Jak kiedyś powiedział jakiś anonimowy dowcipniś, „erudycja jest pyłem strząśniętym z półek książkowych do pustej głowy. Przecież to jest prosta droga do dogmatyzmu światopoglądowego. Uczniowie i ich opiekunowie stają się zakładnikami podręczników i encyklopedii, zakładnikami tradycji, czyli wiedzy przeszłej, co przeczy samej idei myślenia i poznania. Nie uczymy myśleć alternatywnie, krytycznie, nie uczymy sceptycyzmu poznawczego, nie uczymy niedowierzania nie tylko autorytetom, w tym swojemu nauczycielowi, ale również niedowierzania samemu sobie.

Pytanie trzecie: czy wychowanie w rodzinie, społeczeństwie, mediach, polityce czy kościele sprzyja powstawaniu moralności tolerancyjnej? W jeszcze niższym stopniu. A przecież to w tej właśnie dziedzinie powstaje zjawisko obrazy politycznej, czyli obrazy publicznej, której podstawą są różnice społeczno-kulturowe. Obrażanie się na wzajem przedstawicieli różnych grup społecznych nieomal zawsze łączy się z fenomenem nierówności, przy czym zarówno jakościowej, jak i ilościowej. To ostatnie kryterium rodzi zjawiska większości i mniejszości społecznej. Wyróżniłem trzy rodzaje takich mniejszości (i, odpowiednio, większości): egzystencjalną, kulturową oraz ideologiczną. Mówiąc o większości mam na myśli nie ilościową, lecz funkcjonalną większość. Większość funkcjonalna to po prostu stanowisko panujące w prawie lub obyczajowości.

Do mniejszości egzystencjalnych odniósłbym wszystkich ludzi, których odmienność od panującej normy ma podłoże witalne – wiek, rasa, płeć, zdolności psychiczne i fizjologiczne, Czy można winić kogoś za to, że urodził się taki a nie inny, ma taką, a nie inną psychofizjologię nawet jeśli się różni od panującej większości. Można i trzeba zrozumieć inwalidów, ludzi starych i dzieci, którzy nie potrafią konkurować z zaradnymi przedstawicielami zdrowej i dorosłej większości. Mają całkowite prawo na zrozumienie ludzi o odmiennej od panującej większości fizjologii, bez względu na to, czy jest to kolor skóry, wzrost czy waga. To samo dotyczy kobiet, które w męskiej cywilizacji racjonalizmu i technologizmu, również okazują się być mniejszością egzystencjalna. Wielu heteroseksualistom trudno będzie się z tym pogodzić, lecz dotyczy to również ludzi o preferencjach homoseksualnych. Mówię tu przede wszystkim o homoseksualizmie fizjologicznym, czyli somatycznym, którego przyczyny tkwią w specyfice organizmu człowieka. W ostatnim postanowieniu zwierzchników Kościoła Katolickiego bardzo dziwnym mi się wydaje nie tyle zakaz poświęcenia lub przyjęcia osób homoseksualnych do seminarium duchownych, co trzyroczny termin wyzbycia się skłonności homoseksualnych.

Równie trudno zarzucać cokolwiek tym, kogo nazywam mniejszością kulturową. Mam tu na myśli przede wszystkim marginalne grupy społeczne, mniejszości narodowe i religijne, zwłaszcza te, które mają charakter tradycyjno-historyczny, a nie indywidualno-wolicjonalny. Mówię nie o ludziach, którzy dobrowolnie i świadomie postawili siebie w pozycję mniejszości socjalnej (na przykład, przez niechęć do pracy, niezgodę z panującymi normami społecznymi czy tradycjami pewnego społeczeństwa), lecz o tych, którzy stali się przedstawicielami takiej mniejszości wbrew własnej woli. Można zrozumieć bezdomnych, bezrobotnych, nacjonalistów i fanatyków religijnych, którzy obrzucają inwektywami i obrażają zniewalającą ich większość narodową czy religijną, ale czy można to samo darować przedstawicielom większości, tym bardziej elitom politycznym i państwowym? Przecież mają władzę i potrafią zmienić sytuację społeczno-kulturową tak, aby nikt nie czuł się niekomfortowo.

Zresztą ten sam schemat zachowania semiotycznego może, chociaż i nie powinien, być zastosowany w przypadku trzeciego rodzaju mniejszości społecznych – tzw. mniejszości ideologicznej. Tutaj chodzi o świadome przeciwstawienie się większości z przesłanek światopoglądowych. Do takich mógłbym odnieść nie tylko świadomych przestępców i marginałów, lecz również tych, którzy świadomie, aczkolwiek nie zawsze dobrowolnie, wybrali „odmienność”. Mam na myśli emigrantów ekonomicznych, uchodźców, zwolenników nietradycyjnych kultów religijnych oraz wszystkich, czyje poglądy są opozycyjne do oficjalnych, ogólnie przyjętych lub tradycyjnych. Można, oczywiście, powiedzieć, że nikt nie zmusza przestępcę kraść, narkomana – używać narkotyki, a pedofila – uganiać się za nieletnimi. Pomijając wątek uzależnienia psychofizjologicznego w dwu ostatnich przypadkach i wątek uzależnienia społeczno-kulturowego w przypadku przestępczości spadkowej, rozumowania takie podjęte przez przedstawiciela większości funkcjonalnej wydają się być głęboko niemoralne, ponieważ władza większościowa ma możliwości zmienić ten stan rzeczy. Jeszcze bardziej nie na miejscu są, moim zdaniem obrażania uchodźców politycznych czy ekonomicznych, nawet wtedy, gdy są na bakier z prawem. Jeżeli żyją z uczciwej pracy „na czarno”, ale jednak nie z przestępczej działalności, to znaczy, że nie zajmują postawy antyspołecznej. Inna sprawa, na ile potrafią adaptować się do warunków społeczno-kulturowych nowego miejsca zamieszkania. Znów powtórzę, że to od większości rządzącej zależy, jak stworzyć takie warunki życia dla tej grupy mniejszościowej, żeby nie stopiła się ona z przestępczym marginesem społecznym. W Polsce największą ideologiczną grupą mniejszościową są ateiści (jeśli wierzyć encyklopediom, to jest ich około 4 milionów). Trochę mniejszymi są prawosławni, protestanci i Świadkowie Jehowy. Dość liczną ideologiczną mniejszością w Polsce są również ludzie o poglądach socjalistycznych lub wyraźnie lewicowych. Do tego samego rodzaju mniejszości odniósłbym również tzw. homoseksualistów z wyboru, czyli tych, dla których homoseksualizm nie jest potrzebą psychofizjologiczną, tylko środkiem samowyrażania się i środkiem robienia kariery. Najbardziej złożony problem, moim zdaniem, stanowią ideologiczne mniejszości we właściwym znaczeniu słowa, czyli najróżniejsi dysydenci: od feministek i tzw. gejów politycznych (ostatnio nazywanych homo politicus) aż po anarchistów. W przypadku stosunku do tego rodzaju mniejszości szczególną rolę odgrywają wszystkie wymienione wyżej cechy kompromisowego zachowania (tolerancyjność, pluralizm oraz wiedza kulturowo-semiotyczna). Tutaj wszystko zależy tylko i wyłącznie od poziomu kultury osobistej i posiadanego stopnia tolerancji.

Wychowanie publiczne na dzień dzisiejszy ma mniej więcej wyraźną wizję w kwestii zwalczenia nietolerancji egzystencjalnej. Media po trochu zaczynają szukać dróg do wychowania tolerancji społeczno-kulturowej. Natomiast najcięższym orzechem do zgryzienia nadal pozostaje tolerancja ideologiczna. Zaryzykowałbym zaproponowania reguły zależności pomiędzy tolerancją egzystencjalną a osobistą kulturą i moralnością człowieka. Natomiast tolerancję społeczno-kulturową i ideologiczną raczej bym uzależnił od władzy sądzenia, widnokręgu umysłowego i ogólnej dojrzałości światopoglądowej.

Czy dużo znamy ludzi, którzy posiadaliby jednocześnie wszystkie te walory? To jest pytanie retoryczne. A zatem nic dziwnego, że na co dzień zarówno w życiu prywatnym, jak w publicznym częściej zachowujemy się po zwierzęcemu, czyli wg pierwszych dwóch wzorów: albo agresywnie, albo ulegle. Można byłoby powiedzieć, że pluralizm i tolerancja są zachowaniami raczej elitarnymi, czyli że najlepiej w tym zakresie powodzi się tym, którzy prosperują i mają mniej problemów. Ale pluralizm i tolerancja elit liberalno-biznesowych najczęściej jest uzasadniona nie emocjonalnie i etycznie, a racjonalnie i ekonomicznie (po co walczyć z tymi, z kim albo na kim dobrze się robi interesy). Pluralizm i tolerancja arystokracji z kolei jest bardzo okrojona, ponieważ już sama społeczna i biologiczna kastowość arystokracji przeczy obu tym pojęciom (nie mówiąc o mocnym uwikłaniu arystokracji w sprawy narodowo-historyczne, religijne i ideologiczno-polityczne). Poza tym elity mają skłonność zachowywać się w czwarty (wyżej nie wymieniony) sposób – alienacyjny lub izolacyjny. Mogą sobie na to pozwolić by, jak kiedyś pisał Lenin, „żyć w społeczeństwie i być od niego wolnym”. Łatwo być tolerancyjnym pluralistą kreując sobie takie otoczenie społeczne, w którym można po prostu nie zauważać wszystkiego, co jest obce i inne. Z innej zaś strony tolerancję często łączą ze społecznymi sytuacjami kryzysowymi. A zatem mówi się, że najbardziej tolerancyjni i pluralistyczni są ci, którzy żyją w czasach bifurkacji egzystencjalnych (na przykład, pod czas wojny czy klęsk żywiołowych), kiedy to znaczenie różnic kulturowych odchodzi na plan dalszy, ustępując jakiemuś wspólnemu dla wszystkich zagrożeniu. Jednak wojna domowa w Rosji, tragedia w Jedwabnym, konflikt religijno-narodowy w byłej Jugosławii, czy też ostatnie wydarzenia w Nowym Orleanie zdają się obalić tę tezę. W czystej więc postaci tolerancja i pluralizm mogą być spotkane chyba tylko w kręgach liberalno-anarchistycznych. Ale jakże wąskie są te kręgi! Normą współczesną natomiast jest postawa odwrotna do anarchii i libertynizmu. Bardziej modne teraz są różnego rodzaju idee bardziej lub mniej centralistycznego zarządzania społeczeństwem. Tendencja ta narasta nie tylko w Polsce czy na wschodzie, lecz również w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Proszę zauważyć, że tolerancja staje się funkcją życia politycznego i publicznego tylko w społeczeństwie, którego władzę oraz sam system polityczny a także życie społeczne zakładają możliwość pokojowego współistnienia różnorodności i inności. Tylko w takich społeczeństwach powstaje problem, co mają zrobić organizatorzy i zarządcy takich społeczeństw, by podmioty różniące się pod względem właściwości fizycznych, psychicznych czy kulturowych mogłyby współistnieć ze wzajemnym pożytkiem i satysfakcją. Jedną z propozycji w kierunku rozwiązania tego problemu staje się coś, co już na wstępie bez wątpienia może być określone mianem bardzo dobrej chęci. Mówię tu właśnie o poprawności politycznej. Skąd bierze się tego rodzaju polityczny „zabieg terapeutyczny”? Odpowiedź na to pytanie zmusza mnie do zwrócenia uwagi na drugi, semiotyczny aspekt tego zjawiska.

SEMIOTYCZNY ASPEKT POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ
W przestrzeni tego języka prawie nie ma szans na to, by się dowiedzieć, co człowiek naprawdę czuje, jaki jest jego prawdziwy stan. Używając słów Orwella, jest to naprawdę „newspeak”, czyli nowomowa, która jest dwumyśleniem. Z jednej strony, dwumyślenie to jest znakiem rozkładu kultury, zdewastowania jej żywego jądra, a z drugiej, nie pozwala ono na ukształtowanie duchowych stanów człowieka..

Merab Mamardaszwili


Idea poprawności politycznej z teoretycznego punktu widzenia jest mocno zakotwiczona w słynnej teorii względności lingwistycznej B. L. Whorfa, rozwiniętej w etnolingwistyce oraz we współczesnym kognitywizmie. W skrócie ta teoria brzmi: każdy człowiek myśli tak jak mówi, a mówi tak, jak jest to przyjęte w jego kulturze narodowej. Pierwszą i główną konsekwencją tego sposobu lingwistycznego rozumowania jest wniosek o niemożności przekroczenia barier, które nam stawia język i kultura narodowa. Ale, jak mówią Rosjanie, jeśli czegoś nie wolno, ale bardzo się chce, to wolno. Właśnie taki chwyt logiczny stosują teoretycy poprawności politycznej. Tak zawsze postępowali wszyscy antyewolucjoniści, przy czym zarówno lewicowi (na przykład, różnego typu rewolucjoniści), jak i prawicowi (na przykład, moraliści religijni lub reformatorzy liberalni). W zasadzie jaka jest różnica między próbami zaprowadzenia narodu do szczęścia (nawet wbrew jego woli) „żelazną ręką” czerwonego, brunatnego czy jakiegoś innego koloru, przy pomocy moralnego przymusu kościelnego czy liberalnej szokowej terapii ekonomicznej? Inne przysłowie rosyjskie brzmi: szybko to się tylko koty rodzą. A zatem, do jednej błędnej przesłanki o pełnym uzależnieniu myślenia od języka i kultury etnicznej, teoretycy poprawności politycznej dodają inną, równie błędną – światopogląd człowieka i kulturę narodu można zmienić z dnia na dzień przy pomocy radykalnych środków przymusu.

Radykalni zwolennicy poprawności politycznej próbują walczyć z nietolerancją i nierównością poprzez ograniczanie wolności wypowiedzi, wolności semiotycznego zachowania odpowiedniego do sytuacji i stanu psychicznego. Jakimś dziwnym trafem ultraradykalni wojownicy za równość przejmują chwyty i reguły organizacji społeczeństwa od swoich przeciwników – konserwatystów i komunistów, czyli tych kto doprowadził do tego stanu nierówności. Proszę zwrócić uwagę, że najbardziej rygorystyczne działania cenzuralne łączą się właśnie z tymi trzema opcjami. Różnica polega tylko na tym, konserwatywna i komunistyczna cenzura wynikają z ustanowienia dyktatury większości, natomiast poprawność polityczna pragnie ustanowić cenzurę promniejszościową. I na tym polega jej największy problem.

Wielu lingwistów odnotowuje rażące podobieństwo pomiędzy fenomenem politycznej poprawności oraz tzw. nowomową (orwell’owskim Newspeak’em, radzieckim „nowojazem” czy językiem nazistowskiej propagandy). Bez względu na cele chwyt pozostaje taki sam – wdrożenie ideologicznych przekonań poprzez perswazję na poziomie językowo-psychologicznym (psycholingwistycznym albo nawet neurolingwistycznym, czyli podświadomym). Ostatnio powstała nawet odrębna dyscyplina stosowanej psycholingwistyki – neurolingwistyczne programowanie. Do najbardziej rozpowszechnionych chwytów manipulacji językowej można odnieść 2.

rozproszenie uwagi odbiorcy przez wprowadzenie w krótkim tekście dużej ilości różnorodnej informacji w bardzo szybkim tempie,.

nasycenie tekstu dużą ilością sztamp, frazemów i konstrukcji szablonowych, modelujących mówienie i myślenie „skrótami” standardowymi (obywatelskie społeczeństwo, terroryzm islamski, swoboda wyrażania poglądów, wolność słowa, obraza uczuć religijnych, zderzenie cywilizacji, misja stabilizacyjna, integracja europejska, wartości chrześcijańskie, wolność słowa, prawa człowieka, w imię wyższych celów, oczekiwania społeczne, zorganizowana przestępczość, za komuny, na białe niedźwiedzie, afera korupcyjna, zero tolerancji dla..., gołosłowne pomówienia),

resemantyzacja słów i frazemów, czyli używanie szeroko używanych wyrazów w zawężonych, rozszerzonych lub modyfikowanych znaczeniach lub ze zmienioną konotacją – czyli z innymi odcieniami wartościującymi (wolny rynek, pacyfiści, liberalizm, ruch ekologiczny, solidaryzm, ksenofobia, demokracja, tolerancja, tolerować, klasa polityczna, lobbing, sondaż opinii publicznej, immunitet, klasa polityczna, europejskie wartości, transformacja ustrojowa),

zaciemnienie sensu przekazu przez użycie dużej ilości jednostek abstrakcyjnych książkowych i specjalistycznych (traktują elektorat instrumentalnie, aprobować kontrowersyjne poglądy, kwestie fundamentalne, koniunktura gospodarcza, zarażeni plagą przyzwolenia na korupcję, bardzo skutecznie egzekwowana przez elektorat, każde państwo jest redystrybucyjne ze swojej istoty, sposób na ozdrowieńczą mobilizację, świadomość tej gigantycznej frustracji nie zwalnia nas z obowiązku nazywania prawdy po imieniu i egzekwowania prawa)

wirtualizacja nominatywna, czyli szerokie użycie wyrazów i frazemów o znaczeniu, trudnym do referencyjnego odniesienia do jakiejkolwiek rzeczywistości lub niemożliwych do sprawdzenia – tzw. fantomów semantycznych czy symulakrów (prawda historyczna, dobro obywateli, dobro wspólne, dobro Polski, własność całego narodu, wolność mediów, prawa obywatelskie, opinia publiczna, sprawiedliwy ład polityczny, niezależne organizacje społeczne, otwarty przepływ informacji, żyjemy w wolnym kraju, tożsamość narodowa, interes narodowy, pamięć zbiorowa, odpowiedzialność polityczna osób publicznych, duża nadzieja dla Polski),

obiektywizacja, polegająca na przedstawieniu opisywanych wydarzeń jako bezwzględnie obiektywnych; łączy się to z unikaniem przedstawienia własnego poglądu, czyli ukryciem subiektywności swego przekazu (cały świat..., cała ludzkość..., wszyscy ludzie dobrej woli..., każdy człowiek..., istnieje obiektywna prawda o tym, co..., jest oczywistością, że..., wszyscy mamy obowiązek..., historia uczy, że..., nikt nie wątpi, że..., nie ma najmniejszych wątpliwości, że..., nie ulega wątpliwości, iż..., wszyscy wiedzą, że..., powinniśmy jasno i wyraźnie powiedzieć, że... etc.),

eufemizacja i przemilczenie, tj. unikanie określania pojęć i zjawisk wprost, bez „owijania w bawełnę” (problemy etyczne = korupcja, nadużycie = przestępstwo, stabilizacja = okupacja, monitoring = szpiegostwo, dawanie świadectwa najwyższym wartościom = okupacja Iraku ), albo używanie konstrukcji „łagodzących” („ociera się to o...”, „jakby nie do końca jeszcze chyba...”, „nie zbyt...”, „nie za bardzo...”)

Najbardziej interesujące tutaj są wirtualizacja, obiektywizacja i eufemizacja. Pierwsze dwa chwyty kreują wirtualna mitologiczną rzeczywistość społeczno-politycznego obrazu świata, ostatni – tworzy iluzję równości, a przez to – sprawiedliwości społecznej. Przykładami współczesnego politycznego mitotwórstwa mogą służyć słynne językowe konstrukcje ogólnego charakteru:, „państwo solidarne”, „rewolucja moralna”, „pokolenie Jana Pawła II”, cywilizacja śmierci, niekiedy nazwy poszczególnych zjawisk lub zdarzeń, np., iracka broń masowego rażenia, cudowne wyzwolenie szeregowej Jessici Lynch, karykatury Mahometa, Lista Wildsteina, grupa trzymająca władzę, korupcyjna propozycja, mafia paliwowa, Centrum Wypędzonych, Rura pod Bałtykiem, POPiS, Samo-PiS Premier z Krakowa, Upoważnienie Cimoszewicza, dziadek w Wermachcie, Pakt stabilizacyjny, Ptasia grypa. Czasem rolę takich mitów pełnią slogany, np., „Nicea albo śmierć”, „IV Rzeczpospolita”, „Balcerowicz musi odejść” etc. Jednakże najbardziej interesującym chwytem w ostatnich czasach staje się eufemizacja motywowana poprawnością polityczną. Są przypadki, gdy pewne określenia medialno-polityczne zostają przedstawione jako eufemizmy poprawnościowe, które należy odrzucić na rzecz nazw rzekomo adekwatnych. Tak, np. konserwatyści uważają, że trzeba mówić zabijanie dzieci poczętych lub mordowanie dzieci nienarodzonych zamiast świadome rodzicielstwo bądź planowane macierzyństwo. Zamiast frazemu społeczeństwo liberalne sugerują użycie konstrukcji cywilizacja śmierci, zamiast marsz równościparada gejowska, zamiast swoboda wypowiedzichamstwo, a zamiast prawa mniejszości i wolność wyboruwynaturzenie i demoralizacja. Liberałowie i socjaliści natomiast radzą zamiast pięknych prawicowych określeń eufemistycznych rewolucja moralna, odrodzenie duchowe i naprawa państwa używać bardziej adekwatnych określeń klerykalizacja państwa i zawłaszczenie władzy. Zamiast frazy demokracja nieliberalna wolą wykorzystywać określenie zagrożenie totalitarne, a zamiast patriotyzm ekonomiczny po prostu mówić izolacjonizm gospodarczy.

Jasne, że wszystkie te przykłady nie mają nic wspólnego ze zjawiskiem stricte poprawności politycznej, ponieważ przedstawiają typową wojnę propagandową, w której każda wypowiedź jest perswazyjna i politycznie nacechowana. O politycznej poprawności w czystej postaci można mówić tylko wtedy, jak obyczajowa nazwa wartościująca pewne zjawisko w sposób negatywny zostaje zastąpiona w celach politycznych lub ideologicznych nazwą neutralną. Interesującą osobliwością współczesnego stanu dyskursu publicznego jest to, że zwolennicy wszystkich opcji politycznych chętnie sięgają po poprawność polityczną jako narzędzie walki ideologicznej. Wcześniej zjawisko to jednoznacznie kojarzyło się z ideologią liberalno-lewicową. Teraz co raz częściej prawicowi politycy i działacze społeczni czynnie wplątują się w poprawnościowe „gry językowe”. Klasycznymi przykładami uwikłania się prawicy w tego typu dyskurs są: walka przeciwko nazywaniu faszystowskich obozów koncentracyjnych na terenie okupowanej Polski polskimi obozami zagłady, długoletnia walka z Radą Miejską we Lwowie wokół słów, które powinny były zostać napisane na Cmentarzu Orląt oraz zacięte starcia ideologiczne z władzami rosyjskimi o oficjalnie nazwanie zbrodni katyńskiej ludobójstwem. Jednakże w przypadku, gdy to okazuje się być politycznie wygodne, politycy prawicowi chętnie sięgają również po poprawność polityczną w jej klasycznej postaci, przywołując argumenty „obrazy uczuć religijnych czy patriotycznych”, „obrażania tradycji narodowych” lub „zgorszenia moralnego i obyczajowego”. Zwróćmy uwagę na następujące wypowiedzi prawicowych działaczy publicznych:

Ryszard Bender: „Ostatnie obraźliwe, obrzydliwe inwektywy, pełne słownictwa rynsztokowego, którego nie powstydziłby się Jerzy Urban – Goebbels propagandy stanu wojennego – kieruje Lech Walęsa do Radia Maryja”3 [czyli powinien używać bardziej ideologicznie poprawnych konstrukcji językowych]

Czesław Ryszka: „»Z powodu zamieszania politycznego w Polsce, wyboru prawicowego prezydenta oraz ultrakatolickiego marszałka Sejmu, rynki finansowe zareagowały zniżką wartości złotówki« – gdyby te słowa wypowiadali zachodni dziennikarze, to pół biedy, oni wysługują się swoim mocodawcom. Skoro jednak na okrągło trąbią o tym nasze środki przekazu, wieszcząc powyborczą klęskę Polski w każdej dziedzinie, to trzeba to uznać za antypolską dywersję. To polskie media odpowiadają za nerwowe ruchy obcych inwestorów, czytających i słuchających nieprawdziwe komentarze polityczne”4. [inaczej mówiąc, to politycznie niepoprawny język dziennikarzy pogrąża Polskę w kryzysie]

Jerzy K. Bukowski: „Następnego dnia po dwudziestej TVP nadała najnowszą wersję filmu o Spartakusie (w dwóch częściach). Niewinny film historyczny? Spartakus był zawsze ikoną komunistów i środowisk ich popierających. Przeciwstawiany był (nie wprost oczywiście) postaci Chrystusa”5 [tj. Spartakus stał się w naszych czasach bohaterem niepoprawnym politycznie]

Zatem wirtualizacja i obiektywizacja są narzędziem agresji (ofensywy) ideologicznej, natomiast poprawność polityczna – narzędziem obrony lub prewencji. Nic dziwnego, że politycy i ideolodzy wszystkich opcji korzystają z wirtualizacji i obiektywizacji, gdy chcą usprawiedliwić swoją krytykę (wręcz obrażanie) oponentów, oraz z instrumentariów poprawności politycznej, gdy zarzucają oponentom pomówienia pod swoim adresem. Jak zawsze, szpiedzy tylko u wroga, nasi są zwiadowcami i agentami wywiadu. Dla jednych wojska amerykańskie w Iraku to alianci, siły międzynarodowe, kontyngent stabilizacyjny, dla innych zaś to okupanci, wojska okupacyjne. Które z tych określeń są „nazwami po imieniu”, które – „oszczerstwami”, a które – politycznie poprawnymi „eufemizmami”. Próby wprowadzenia religii jako przedmiotu liczącego się do średniej ocen, przedmiotu maturalnego i obowiązkowego można nazwać moralną odnową szkoły i powrotem do tradycji, jednak równie dobrze można je nazwać klerykalizacją szkoły i powrotem do średniowiecza. To jak wreszcie powinniśmy mówić: eutanazja czy zabijanie ludzi na własne życzenie, płód lub zygota czy człowiek nienarodzony, kościół czy sekta, patriotyzm czy ksenofobia, polityk lewicowy czy komuch, intelektualiści liberalni czy lumpen-liberałowie albo łże-elity? I znów zapytajmy siebie, czy da się tutaj abstrahować od stanowiska światopoglądowego i powiedzieć, czy, spotykając takie określenia w mediach, mamy do czynienia z poprawnościowym „owijaniem”, czy też z tendencyjnym przekłamaniem.

Warto pamiętać, że zarówno wirtualizacja, jak i polityczna poprawność jako samodzielne ideologiczne chwyty są wytworami społeczeństwa informacyjno-konsumpcyjnego, w którym informacja stała się najdroższym artykułem oraz najbardziej uniwersalnym narzędziem. Sens wojny informacyjnej (którą dr Rafał Brzeski nazywa wojną czwartej generacji) polega na przejęciu władzy i dóbr bez ich zniszczenia, wyłącznie środkami manipulacji ideologicznej. Totalny, dekonstruktywny (sieciowy), irracjonalny i znieczulający charakter ideologii w społeczeństwie informacyjno-konsumpcyjnym, wykorzystującej techniczne możliwości multimedialne wykreował jakościowo nowe zjawisko w dziedzinie sterowania społeczeństwem – automanipulację. Media nasycają rynek polityczny wzorcami do naśladowania, stereotypami zachowania, apodyktycznymi sądami, modelami komunikacji, za którymi rzekomo nikt nie stoi. Są one „powszechnie uznane”, „ogólnie przyjęte”, „powszechnie używane”, „ogólnie akceptowane”, wręcz „jedynie możliwe”. Manipulację tego typu chętnie stosują przedstawiciele wszystkich opcji politycznych i ideologicznych. Na tej samej zasadzie powstała metoda eufemizacji poprawnościowej. Rzadko się mówi, że poniżanie lub publiczne upokorzenie ludzi o sposobie bycia lub cechach odmiennych od przeciętnych jest poniżające i upokarzające dla samego podmiotu tych czynności, nie akcentuję się uwagi na tym, że samo wywyższanie się z powodu własnej tradycyjności lub przeciętności jest głupie i niesmaczne, o wiele częściej można usłyszeć, że publiczne używanie wyrazów i konstrukcji, które mogą potencjalnie obrazić kogoś o odmiennych od nas cechach lub nietradycyjnym sposobie życia, jest nieetyczne, niepoprawne i niedopuszczalne. Czyli myślenie o kimś i uważanie kogoś za odszczepieńca, zboczeńca i moralnego potwora jest jak najbardziej w porządku, byle nie mówić o tym głośno i nie używać na jego określenie obraźliwych słów. Taki sposób rozumowania zakłada dwie możliwości: albo zupełną niezależność funkcji psychicznych i społecznego zachowania, albo konieczność zdominowania psychiki przez społeczne postępowania. W pierwszym przypadku głosi się teza, że to, co jest wewnątrz psychiki, nie jest ważne dla życia publicznego i nie warto wtrącać się w prywatne myśli i uczucia ludzi: jeśli wolą kogoś nienawidzić lub kimś pogardzać, to mogą to robić (przecież co innego myśli i emocję, a co innego zachowania publiczne. W drugim zaś przypadku głoszona jest teza, że człowiek jest mechanizmem zdeterminowanym swym zachowaniem publicznym, a jeśli tak, to od długiego powtarzania pięknych słów i formuł grzecznościowych koniecznie zmieni się w przyzwoitego człowieka i polubi cały świat.

Załóżmy że cele zwolenników poprawności politycznej są wysoce szlachetne i pragną oni wyplenić z życia publicznego wyrazy i zwroty, które mogłyby w jakiś sposób obrazić uczucia tożsamości zbiorowej tego lub innego człowieka, wyrzucić z języka żółtków i czarnuchów, asfaltów i bambusów, szkopów i szwabów, angoli i żabojadów, makaroniarzy i rusków, ubeków i klechów, solidaruchów i komuchów, pisuarów i platformersów, pedałów i ciot, świrów i tępaków, kalek i gówniarzy, nie mówiąc o bardziej mocnych słowach, którymi posługujemy się w mowie potocznej, w sztuce, w dowcipach, a czasem i polemice publicystycznej. Mówiąc krócej, stawia się zadanie wyeliminować z życia publicznego i z działalności semiotycznej nie tylko znaki, ale również same funkcję emocjonalnej oceny krytycznej (humorystycznej, satyrycznej lub krytycznej) oraz funkcję obrazy publicznej.

Autorzy projektu społecznego pt. „poprawność polityczna” zapomnieli o tym, że publiczny emocjonalny wyraz braku akceptacji lub emocjonalnego ustosunkowania się do obiektu myśli, po pierwsze, nie jest tworem sztucznym, powstałym w ostatnich latach, po drugie, bardzo często nie jest kwestią wolnego wyboru, a po trzecie, nie zawsze jest tożsamy obrazie publicznej (pomijając kwestię korzyści społeczno-terapeutycznych, płynących z wyrażania albo wyrzucania z siebie tzw. emocji negatywnych). Poza tym zapominają to (albo nie zdają sobie sprawę z tego), że wypowiedzi społeczno-etyczne (w tym polityczne i ideologiczne) nie są (nie powinny i nie mogą być) wypowiedziami racjonalno-logicznymi i jednoznacznymi. Zatem charakter wypowiedzi może mieć co najmniej dwie interpretacje: mówiącego i odbiorcy (jeśli wziąć pod uwagę ogromną ilość odbiorców, tych interpretacji okaże się dużo więcej). Nie jedną interpretację mogą mieć nie tylko wypowiedzi obraźliwe, lecz także wypowiedzi politycznie poprawne. Mogą być znakiem szczerej życzliwości i akceptacji obiektu wypowiedzi, mogą być również zwykłą grzecznością lub mechaniczną formalnością, ale mogą być także zakamuflowaną grą polityczną i ideologiczną, czyli chwytem manipulacyjnym. W ujęciu funkcjonalno-pragmatycznym nie wolno rozpatrywać elementów dyskursu w oderwaniu od celów i zamiarów, wartości i systemów konceptualnych jego uczestników, a także w oderwaniu od semiotyki tego typu działalności i komunikatywnej sytuacji. Czasem obraza jest niezbędna, przy czym zarówno obrażającemu (żeby informacyjnie uwolnić się od agresji), jak i obrażanemu (żeby „obudził się” od śpiączki dogmatyczno-mitologicznej i zauważył wokół siebie innych ludzi i inne poglądy). Przytoczę kilka obszerniejszych cytatów publicystyczno-politycznych, które ilustrują tę moją tezę. Wyrażają różne poglądy polityczno-ideologiczne i dotyczą różnych kwestii, ale we wszystkich chodzi o to samo – o obrażanie w celu terapeutycznym:

Zbigniew Kaźmierczak: „Nie chcę nic mówić o sędziach, którzy wydali wyrok na Nieznalskiej - gdybym chciał powiedzieć, co myślę, na pewno wszyscy by się poobrażali. Byłoby zresztą moim celem, aby się obrazili. Byłoby moim szczerym życzeniem, aby ich obrazić tak bardzo, jak to tylko możliwe. To samo tyczy się innych. Byłoby moim pragnieniem tak poobrażać wszystkich niedojrzałych bogoojczyźnianych pań i panów, aby ze wzruszenia strzygli uszami jak egzotyczne bestie. Tylko przy olbrzymiej eskalacji obrażenia i przekroczenia masy krytycznej obrazy – jeśli rzeczywiście gracze partyjni, którzy doprowadzili do procesu mieli na względzie obrażone uczucia – owi religijnie obrażalscy byliby może w stanie przebudzić się – może dopiero wówczas byliby w stanie uświadomić sobie, że tylko dlatego się obrażają, gdyż ich przekonania religijne nie są w ogóle dobrze ugruntowane – gdyż swoje liczne przekonania religijne opierają nie na pewności nadprzyrodzonej, na którą się powołują, ale na zwyczaju i rytuale”6.

Dariusz Baliszewski: „[...] trudno nie dostrzegać, że pierwszą i największą ofiarą stalinizmu był sam naród rosyjski, i trudno wobec niego formułować oskarżenia. [...] Oto naród Czajkowskiego i Rachmaninowa, naród Lermontowa i Dostojewskiego, naród, który rozpoczął podbój kosmosu, ten sam naród wpisał w swoją historię zbrodnię na niewinnych żołnierzach, którzy mu zaufali i, nie podejmując walki, oddali broń. Co więcej, ten sam naród nie był zdolny przez całe dziesięciolecia do potępienia tej zbrodnii nazwania jej po imieniu - jako jednej z tysięcy podobnych zbrodni stalinizmu. Rosjanie to dumny naród. Z wszelkimi powodami do dumy. I jeśli istnieje coś takiego jak »logika Katynia«, to być może ostatnie rosyjskie komunikaty należy czytać tak, by usłyszeć w nich bezgłośny rosyjski protest: "Nie nękajcie nas dłużej sprawą Katynia. Prowadźcie swoje śledztwa, budujcie pomniki. Być może nawet wam pomożemy. Ale spróbujcie nas nie upokarzać, nie oskarżać i nie sądzić. Bo my już za Katyń płacimy i najpewniej jeszcze przez wiele pokoleń będziemy płacić. Myśmy już się przyznali i przeprosili. Prosimy, dość!”7.

Piotr Balcerowicz: „Fakt, że każde zjawisko jest potencjalnie przedmiotem krytyki, także religia i wartości religijne, powinien przyjąć do wiadomości każdy właśnie dlatego, że sam cieszy się takim prawem. [...]. Publikowanie satyrycznych rysunków przestawiających Mahometa może razić wiernych, ale pozostaje w ramach swobody wyrażania krytyki zjawisk nas otaczających. Co najwyżej możemy dyskutować na temat dobrego smaku autorów krytyki. Natomiast przedrukowując te kontrowersyjne rysunki, inne gazety realizują ważny nakaz w demokracji: dostęp do informacji. Autocenzura jest równie groźna jak cenzura prewencyjna, a praktyce może nakładać na publikatory nawet większe restrykcje. Narzucanie kontroli na media, nawet gdy się ma na względzie dobro (lub dobre samopoczucie) niektórych grup obywateli naruszałoby jedną z fundamentalnych zasad społeczeństwa otwartego i demokracji. Życie w demokracji pociąga za sobą niebezpieczeństwo, że narażamy się niekiedy na gorsze samopoczucie będąc konfrontowani z innymi postawami. Zakaz publikacji wspomnianych rysunków otwierałby bramy państwu sterowanemu odgórnie, państwu, w którym wśród równych pojawiliby się równiejsi, gdyż ich wrażliwość na krytykę i symbole stawiałaby ich w uprzywilejowanej pozycji, a tym samym ograniczała to samo prawo u innych. [...] W tym konflikcie nie mamy do czynienia ze zderzeniem cywilizacji, a jedynie z fundamentalnym niezrozumieniem tego, czym jest demokracja. Muzułmanie żyjący pod autorytarnymi rządami uczestniczą z jednej strony w demokracji, mając dostęp do otwartego przepływu informacji. Z drugiej strony pozostają nieświadomi samych zasad, dzięki którym to wolne słowo jest możliwe”8.

Brak wykształcenia lingwistycznego u wielu osób publicznych w połączeniu z naiwną wiarą większości ludzi w to, że samo posługiwanie się językiem uprawnia ich do rozważań na temat dyskursu publicznego, rodzi nieporozumienia i spekulacje, dotyczące zarówno obraz politycznych, jak i politycznej poprawności. Odpowiedzieć na pytanie, w jakim przypadku negatywna emocjonalna wypowiedź jest obraźliwa, a w jakim nie jest, kiedy jest ona szkodliwa (i komu szkodzi), a kiedy wręcz niezbędna, w jakich okolicznościach jest ona poprawna (i co to znaczy), a w jakich nie, można tylko wtedy, jak rozpatrzymy pragmatykę funkcji obrazy publicznej i zwłaszcza politycznej.


: strony -> Oleg.Leszczak
Oleg.Leszczak -> Problem czasu w semiotyce: idiosynchronia diachronia panchronia
Oleg.Leszczak -> Oleg leszczak lingwosemiotyczna teoria doświadczenia тom pierwszy Funkcjonalno-pragmatyczna metodologia
Oleg.Leszczak -> W: Język i kultura. Studia Linguistica Rossica, 4, Łódź 2008, s. 79-92 Spójność jako presumpcja tekstowości
Oleg.Leszczak -> W: „The Peculiarity of Man”, nr 21, Toruń 2015, s. 11-42 Krytyka konceptualna kategorii ilości i jakości: fenomen vs pojęcie
Oleg.Leszczak -> In: Respectus Philologicus, 2014, nr 25 (30), s. 185-199 społeczny I empiryczny charakter transcendentalnego antropocentryzmu I. Kanta: istota I lokalizacja tzw. „Natury ludzkiej”
Oleg.Leszczak -> W: Język. Literatura. Dydaktyka, Łódź 2003, t. 1, s. 9-28. Typologizacje I klasyfikacje w metodologii humanistyki
Oleg.Leszczak -> Metodologiczne zasady wartościowania I wartośĆ jako koncept metodologiczny
Oleg.Leszczak -> Szkic typologiczny metodologii nauk humanistycznych Uwagi wstępne o relewantnych cechach typologicznych
Oleg.Leszczak -> Infotainment: informacja rozrywka manipulacja
Oleg.Leszczak -> Paradoksy konsumpcjonizmu. Typologia I lingwosemiotyka


  1   2


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna