Warszawa czerwiec 2013 Numer 39 Czy jesteśmy otwarci na „Boże niespodzianki”? pyta nas ojciec święty Franciszek



Pobieranie 114.99 Kb.
Strona1/3
Data06.05.2016
Rozmiar114.99 Kb.
  1   2   3
Serwis ORRK

Biuletyn liderów i asystentów ruchów oraz stowarzyszeń katolickich

Warszawa czerwiec 2013 Numer 39
Czy jesteśmy otwarci na „Boże niespodzianki”?

pyta nas ojciec święty Franciszek

W Wigilię Zesłania Ducha Świętego spotkali się w Rzymie przedstawiciele ruchów z całego świata z okazji Roku Wiary. Ojciec święty, który spotkał się z ruchami nie tyle zajmował się teologią ruchów i ich miejscem w Kościele, ale jako duszpasterz, ukazywał nam drogę rozwoju naszych ruchów i obszary oraz postawy, które zamykają nas na działanie Ducha Świętego. Zachęcam nie tylko do przeczytania słów, które wypowiedział do ruchów, lecz do ich przemodlenia, gdyż zawierają one wiele światła dla naszej pracy jako liderów ruchów.

Poza tym w numerze godne uwagi jest opracowanie Marcina Przeciszewskiego na temat myśli społecznej kard. Jorge Bergoglio, obecnego papieża.
* * * * * * *
Bp Józef Kupny arcybiskupem metropolitą wrocławskim

Pragniemy wyrazić wielką radość z faktu, że Ojciec Święty Franciszek mianował arcybiskupem metropolitą wrocławskim bp. Józefa Kupnego, dotychczasowego biskupa pomocniczego archidiecezji katowickiej. Radość nasza jest tym większa, że bp Józef jest asystentem Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich oraz delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich.

Życzymy naszemu Biskupowi szczególnej mocy Ducha Świętego, pamiętamy o modlitwie w intencji owocności jego posługi jako Pasterza Kościoła. Jednocześnie mamy nadzieję, że nadal będzie się opiekował Ruchami i Stowarzyszeniami.

W imieniu Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich

O. Adam Schulz SJ, przewodniczący ORRK
* * * * * * *
Papież Franciszek
Duch Święty wnosi w życie Kościoła nowość, harmonię i posyła w świat

Homilia podczas Mszy św. z udziałem ruchów katolickich, Watykan, 19 maja 2013 r.


Drodzy bracia i siostry,

Dzisiaj rozważamy i przeżywamy w liturgii na nowo Zesłanie Ducha Świętego na Kościół, dokonane przez Chrystusa zmartwychwstałego. Jest to wydarzenie łaski, które napełniło Wieczernik w Jerozolimie, aby rozprzestrzenić się na cały świat.

Cóż takiego się wydarzyło owego dnia, tak od nas odległego, a zarazem bliskiego, aby dotrzeć do głębi naszych serc? Odpowiedź daje nam św. Łukasz w wysłuchanym przez nas fragmencie z Dziejów Apostolskich (2,1-11). Ewangelista prowadzi nas z powrotem do Jerozolimy, do sali na górze domu, w którym zgromadzeni byli apostołowie. Pierwszym elementem, który przyciąga naszą uwagę jest szum, który nagle daje się słyszeć z nieba, „jakby uderzenie gwałtownego wiatru” i napełnia dom. Następnie „języki jakby z ognia”, które się rozdzieliły, i spoczęły na każdym z apostołów. Szum i płonące ognie są wyraźnymi i konkretnymi znakami, poruszającymi apostołów nie tylko zewnętrznie, ale także w ich głębi: w myśli i w sercu. Konsekwencją jest to, że „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”, który uwalnia swój niepohamowany dynamizm, z zaskakującymi skutkami: „zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”. Otwiera się więc przed nami całkowicie nieoczekiwany obraz: gromadzi się wielki tłum i pełen jest zdumienia, ponieważ słyszeli każdy, jak apostołowie przemawiali w jego własnym języku. Wszyscy doświadczają czegoś nowego, czego nie było nigdy wcześniej: „każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty”. O czym mówią apostołowie? O wielkich dziełach Bożych.

W świetle tego fragmentu Dziejów Apostolskich chciałbym zastanowić się nad trzema słowami związanymi z działaniem Ducha Świętego: nowość, harmonia, misja.


1. Nowość zawsze napełnia nas po trosze lękiem, bo czujemy się bardziej bezpieczni, jeśli mamy wszystko pod kontrolą, jeśli to my budujemy, programujemy, planujemy nasze życie według naszych schematów, naszych zabezpieczeń, naszych gustów. Dzieje się tak również w odniesieniu do Boga. Często idziemy za Nim, przyjmujemy Go, ale tylko do pewnego punktu. Trudno nam powierzyć się Jemu z pełną ufnością, godząc się, aby Duch Święty był Tym, który ożywia, prowadzi nasze życie we wszystkich wyborach; obawiamy się, że Bóg będzie nam kazał przemierzać nowe drogi, że każe nam wyjść z naszych perspektyw często ograniczonych, zamkniętych, egoistycznych, aby otworzyć nam nowe horyzonty. Ale w całej historii zbawienia, kiedy Bóg się objawia, przynosi nowość, przemienia i prosi, ażeby całkowicie Jemu ufać: Noe buduje arkę wyśmiewany przez wszystkich i ocala siebie; Abraham opuszcza swoją ziemię, mając jedynie w ręku obietnicę; Mojżesz stawia czoło potędze faraona i prowadzi Lud do wolności; apostołowie zastraszeni i zamknięci w Wieczerniku - wychodzą odważnie, aby głosić Ewangelię. Nie jest to nowość dla nowości, poszukiwanie tego, co nowe, aby przezwyciężyć nudę, jak to często się dzieje w naszych czasach. Nowość jaką wnosi Bóg do naszego życia jest tym, co naprawdę nas realizuje, to, co nam daje prawdziwą radość, prawdziwą pogodę ducha, gdyż Bóg nas miłuje i pragnie jedynie naszego dobra. Zadajmy sobie pytanie: czy jesteśmy otwarci na „Boże niespodzianki”? A może lękliwie zamykamy się na nowość Ducha Świętego? Czy jesteśmy odważni, aby wyruszyć na nowe drogi, jakie ofiarowuje nam nowość Boga, czy też może się bronimy, zamknięci w przemijających strukturach, które utraciły zdolność do gościnności. Dobrze jeśli postawimy sobie to pytanie.
2. Druga myśl: Duch Święty, pozornie zdaje się tworzyć nieład w Kościele, ponieważ przynosi różnorodność charyzmatów, darów. Jednakże to wszystko pod Jego działaniem jest wielkim bogactwem, gdyż Duch Święty jest Duchem jedności, która nie oznacza jednolitości, ale wszystko prowadzi do harmonii. W Kościele harmonię sprawia Duch Święty. Jeden z Ojców Kościoła użył wyrażenia, które bardzo mi się podoba: Duch Święty „Ipse harmonia est”. Tylko On może wzbudzić różnorodność, pluralizm, wielość a jednocześnie sprawiać jedność. Także tutaj, kiedy my chcemy dokonywać różnorodności i zamykamy się w naszych partykularyzmach, w naszych ekskluzywizmach, wnosimy podział. I kiedy to my chcemy czynić jedność według naszych ludzkich planów, to w końcu przynosimy jednolitość, homologizację. Jeżeli natomiast dajemy się prowadzić Duchowi Świętemu, to bogactwo, odmienność, różnorodność nigdy nie stają się konfliktem, ponieważ On nas pobudza do przeżywania odmienności w komunii Kościoła. Wspólne podążanie w Kościele, pod przewodnictwem pasterzy, posiadających szczególny charyzmat i posługę, jest znakiem działania Ducha Świętego. Kościelność jest podstawową cechą dla każdego chrześcijanina, dla każdej wspólnoty, dla każdego ruchu. To Kościół niesie mi Chrystusa i prowadzi mnie do Chrystusa. Drogi paralelne są niebezpieczne. Kiedy pozwalamy sobie wykroczyć poza (proagon) naukę Kościoła i wspólnotę kościelną, i nie trwamy w nich, nie jesteśmy zjednoczeni z Bogiem Jezusa Chrystusa (por. 2 J 1,9). Zapytajmy się więc: czy jestem otwarty na harmonię Ducha Świętego, przezwyciężając wszelki ekskluzywizm? Czy daję się Jemu prowadzić żyjąc w Kościele i z Kościołem?

3. Ostatni punkt. Teologowie starożytni powiadali: dusza jest rodzajem żaglowca, Duch Święty jest wiatrem, który dmie w żagiel, aby żaglowiec mógł płynąć, a pchnięcia i tchnienia wiatru to dary Ducha Świętego. Bez Jego bodźca, bez Jego łaski nie idziemy naprzód. Duch Święty pozwala nam wejść w tajemnicę Boga żywego i ratuje nas przed niebezpieczeństwem Kościoła gnostyckiego i autoreferencyjnego, zamkniętego w samym sobie. Pobudza nas, by otworzyć bramy i wyjść, aby głosić i świadczyć o dobrym życiu Ewangelii, przekazywać radość wiary, spotkania z Chrystusem. Duch Święty jest duszą misji. To, co wydarzyło się w Jerozolimie przed niemal dwoma tysiącami lat, nie jest faktem od nas odległym, jest faktem, który do nas dociera, który staje się żywym doświadczeniem w każdym z nas. Pięćdziesiątnica Jerozolimskiego Wieczernika jest początkiem, początkiem, który trwa dalej. Duch Święty jest w najpełniejszym tego słowa znaczeniu darem zmartwychwstałego Chrystusa dla swoich apostołów, ale chce On, aby dotarł ten dar do wszystkich. Jezus, jak słyszeliśmy w Ewangelii, mówi: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze” (J 14,16). Jest to Paraklet, „Pocieszyciel” dający męstwo do przemierzania dróg świata niosąc Ewangelię! Duch Święty pozwala nam zobaczyć perspektywę i popycha nas na egzystencjalne krańce, aby głosić życie Jezusa Chrystusa. Zadajmy sobie pytanie, czy mamy skłonność do zamykania się w sobie, w naszej grupie, lub czy pozwalamy, aby Duch Święty otwierał nas na misję. Pamiętajmy te trzy słowa: nowość, harmonia, misja.

Dzisiejsza liturgia jest wielką modlitwą, jaką Kościół wraz z Jezusem wznosi do Ojca, aby ponowił Zesłanie Ducha Świętego. Każdy z nas, każda grupa, każdy ruch w harmonii Kościoła zwraca się do Ojca, aby prosić o ten dar. Także dzisiaj, podobnie jak w dniu swoich narodzin Kościół wraz z Maryją, woła: „Veni Sancte Spiritus! - Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień Twojej miłości”. Amen.

Adres, pod którym możemy obejrzeć homilię wygłoszoną podczas Mszy św. z udziałem ruchów:

http://www.youtube.com/watch?v=jm-w2wgsreQ&feature=player_embedded

Adres, pod którym możemy obejrzeć całość Mszy św. z udziałem ruchów:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=0SmJIXoK_Ig
Bądźcie otwarci na prowadzenie Ducha Świętego!

Na pytania o pewność wiary, możliwość dotarcia z nią do człowieka współczesnego, o to, czym jest autentyczne ubóstwo Kościoła oraz wyzwania, jakim jest prześladowanie chrześcijan odpowiedział Ojciec Święty podczas wieczornego czuwania modlitewnego z przedstawicielami ruchów kościelnych. Wzięło w nim udział na placu św. Piotra i jego okolicach ponad 200 tysięcy osób z całego świata.

Witając Ojca Świętego przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji abp Salvatore Fisichella stwierdził, że w czuwaniu modlitewnym biorą udział przedstawiciele 130 różnych ruchów, stowarzyszeń wiernych świeckich, nowych wspólnot zrodzonych z II Soboru Watykańskiego, ale także starszych - Akcji Katolickiej, czy skautów. Zaznaczył, że są one przedstawicielami tego, co najpiękniejsze w Kościele. Mówią współczesnemu światu, że nie można żyć bez Jezusa Chrystusa. Wymienił szereg krajów, skąd przybyli uczestnicy spotkania, wymieniając między innymi Polskę, Litwę i Białoruś. Zaznaczył, że na placu św. Piotra reprezentowany jest cały świat.

Następnie wniesiono ikonę Salus Populi Romani. Liturgiczną część czuwania rozpoczął hymn do Ducha Świętego - Veni Creator Spiritus śpiewany na przemian przez scholę i wiernych po łacinie. Odczytano po włosku fragment z Listu św. Pawła do Rzymian, 8, 5-27 oraz katechezy św. Ireneusza o Duchu Świętym z traktatu Adversus haereses.

Po odśpiewaniu hymnu wieczornego swymi świadectwami podzielili się irlandzki pisarz, John Waters oraz Paul Batthi, - pakistański lekarz brat, zamordowanego 2 marca 2011 w Islamabadzie w wieku 43 lat Shahbaza Batthiego. Przemawiając jako pierwszy Waters mówił o swoich młodzieńczych poszukiwaniach wolności. Wyznał, że doprowadziły go one do zniewolenia alkoholizmem. Dzięki przyjaciołom odkrył, że satysfakcji nie dają płytkie radości, ale osobiste odkrycie Boga, źródła prawdy osobowej, która dotyka nas po imieniu. Poznanie Chrystusa - jest poznaniem mnie samego - powiedział John Waters.

Z kolei Paul Batthi, przedstawił dramatyczną sytuację chrześcijan w swej ojczyźnie. Przypomniał głęboką wiarę, która ożywiała świadectwo życia zamordowanego brata, byłego ministra ds. mniejszości. Zaznaczył, że wywierała ona także głęboki wpływ na wyznawców innych religii. Zapewnił, że chrześcijanie Pakistanu gotowi są naśladować przykład życia zmarłego Shahbaza Batthiego. Zaapelował też o modlitwę za prześladowanych chrześcijan Pakistanu.


Pierwsze pytanie skierowane do papieża Franciszka dotyczyło tego, skąd czerpie on pewność wiary? Na początku Ojciec Święty wyznał, że znał już wcześniej treść pytań. Mówiąc o swojej wierze, podkreślił rolę swojej babci, mamy swojej matki, która była pierwszą głoszącą w domu wiarę. W tym kontekście podkreślił rolę kobiet w przekazie wiary. Bóg stawia nas obok osób, które dają nam pierwsze przepowiadanie - zaznaczył papież. Mówiąc o swoim powołaniu wyznał, że szczególnym był dla niego dzień 21 września 1953, pierwszy dzień wiosny na półkuli południowej, kiedy odczuł potrzebę spowiedzi. "Nie wiem co się wydarzyło - ważne było, że ten nieznany ksiądz na mnie czekał... Odczułem, że coś się we mnie zmieniło i powinienem zostać kapłanem" - wyznał. Wskazał, że często mówimy, iż powinniśmy poszukiwać Boga, ale to Bóg nas uprzedza. Bóg na nas czeka, aby nas przyjąć, i dzięki temu spotkaniu z Panem wzrasta nasza wiara. Sama lektura nie wystarcza. Ważne jest spotkanie z Jezusem, który obdarza wiarą. Jesteśmy istotami kruchymi, ale Bóg jest silniejszy. Z Bogiem jesteśmy pewni. Wiara rodzi się z kontaktu z Panem Bogiem. Kiedy mamy nazbyt wiele zaufania do siebie, jesteśmy słabsi. Ważne jest Pismo Święte, Eucharystia, Różaniec. "Odczuwam wielką moc, bo idę do Maryi i czuję się bardzo mocny" - wyznał papież Franciszek.
Drugie pytanie zadała nauczycielka, zastanawiając się, jak propozycja wiary może dotrzeć do serca współczesnego człowieka? Jak można skutecznie przekazywać dziś wiarę? Papież zaznaczył, że najważniejszy jest Jezus. Wszystko pozostałe ma znaczenie drugorządne. Nawiązał do powitania na placu i skandowania swego imienia. "Wolałbym gdybyście nie wołali Franciszek, ale Jezus!" - zaznaczył. Podkreślił rolę modlitwy, kiedy patrzy na nas Pan Bóg. Wyznał, że sam po całodziennych obowiązkach idąc do kaplicy, niekiedy zasypia przed Najświętszym Sakramentem. Ważne jest jednak, że Pan na nas spogląda i daje nam siłę, ważna jest zgoda, aby On nami kierował. Ojciec Święty zauważył, że całe dzieje Kościoła - to historia dawania się kierować. To nas prowadzi do Bożych niespodzianek. Wreszcie warunkiem przekazu jest świadectwo. Nie głosimy ideologii, pamiętając, że święci byli świadkami wiary. Powinniśmy niewiele mówić, i sprawiać, aby nasze życie pokrywało się z wyznawaną wiarą. "Dzisiejszy świat nie tyle potrzebuje nauczycieli ile świadków, mocy, nie wiary socjologicznej, ale wiary zaświadczonej" - podkreślił papież Franciszek.
Trzecie, w nawiązaniu do słów papieża Franciszka: "Och, jakże pragnę Kościoła ubogiego i dla ubogich”, postawiła kobieta - jak każdy z katolików może żyć tymi słowami w obliczu wyzwania kryzysu? Odpowiadając na nie Ojciec Święty zaznaczył, że Kościół nie jest ruchem politycznym ani też dobrze zorganizowaną strukturą, nie jest organizacją pozarządową. Gdyby tak było utracilibyśmy naszą naturę. Przestrzegł przez pokusą dążenia do skuteczności doczesnej, światowej. Powołaniem Kościoła jest niesienie ewangelicznego zaczynu. Zdaniem papieża głęboki kryzys współczesny jest kryzysem człowieka, obrazu Boga. Stąd przestrzegł on przed zamykaniem się w swoim gronie, ludzi myślących podobnie. Zaznaczył, że kiedy Kościół jest zamknięty - choruje, jest jak zatęchły pokój. Kiedy natomiast wyjdziemy na zewnątrz możliwy jest wypadek. "Ale wolę Kościół uszkodzony w wypadku niż chory" - wskazał papież Franciszek. Podkreślił konieczność spotkania, nawet z myślącymi inaczej, gdyż wszyscy są obrazami Boga. Nie trzeba przy tym dyskutować o naszej przynależności. Ważne jest też wyjście do chorych, słabych, ubogich. Ojciec Święty wyraził ubolewanie, że niestety nie jest dziś newsem, że ktoś umarł z głodu, z zimna. Wskazał, że ubóstwo nie jest kategorią ideologiczną, ale teologalną, wskazującą na ubóstwo Ciała Chrystusa. Kościół ubogi i dla ubogich zaczyna się od tego. Obecny kryzys niszczący człowieka jest też kryzysem obdzierającym człowieka, kiedy wszystko jest możliwe, czyni się wiele zła całej ludzkości. Nasze męstwo powinno nas pobudzać do dotykania Ciała Chrystusa w ostatnich. W tym kontekście wyznał, że jako spowiednik w Buenos Aires wiele razy pytał penitentów, czy dają jałmużnę, czy patrzą temu, którego wspomagają w oczy, czy dotykają jego ręki?

Papież zacytował średniowiecznego rabina, który swojej żydowskiej wspólnocie opowiadał historię Wieży Babel. Kiedy cegła, przez pomyłkę, upadła, był straszliwy problem wręcz skandal. Ale jeśli jeden z tych, którzy wznosili wieżę spadł, traktowano to obojętnie i nie troszczono się o człowieka. Ważniejsza była cegła od osoby. Mówił o tym ów średniowieczny rabin i to także dzieje się teraz! Ludzie są mniej ważni niż rzeczy, które dają zysk tym, którzy mają władzę polityczną, społeczną, gospodarczą. W jakim punkcie jesteśmy? Doszliśmy do tego, że nie zdajemy sobie sprawy z tej godność osoby i tej godności pracy. To jest współczesny kryzys - zaznaczył papież Franciszek. Ów midrasz to doskonale wyraża. Nasza cywilizacja się pogubiła i zamiast sprawiać, aby stworzenie wzrastało, ażeby człowiek był szczęśliwszy i był pełniej obrazem Boga - mamy do czynienia z kulturą odrzucenia: tego, który nam nie odpowiada odrzucamy - zauważył papież.


Czwarte pytanie, zadane przez małżeństwo dotyczyło tego, jak wyznawać wiarę, w obliczu prześladowań, zagrożenia życia i jak pomóc osobom żyjącym w takich warunkach? Ojciec Święty wskazał, że aby głosić Ewangelię konieczne jest męstwo i cierpliwość. Chrześcijanie prześladowani są w Kościele cierpliwości. Męczeństwo nigdy nie jest porażką. Chrześcijan zawsze powinien być łagodny, pokorny. Trzeba dodać, że często konflikty nie mają w istocie podłoża religijnego, a raczej charakter polityczny i społeczny. Zapytał: "Czy modlicie się codziennie się za prześladowanych, cierpiących tak bardzo, doświadczających granicy między życiem a śmiercią?". Zaznaczył, że każdy człowiek musi być wolny w wyznawaniu swej wiary, bo jest Bożym dzieckiem.

W czuwaniu wziął udział m.in. Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich. kard. Stanisław Ryłko. (KAI)



Adres, pod którym możemy obejrzeć całość spotkania Ojca św. Franciszka z ruchami:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=05DxPCsWm54
* * * * * * *
Marcin Przeciszewski
Myśl społeczna kard. Jorge Bergoglio

Prezentowana 9 maja br. w Warszawie książka: "Nie zgadzaj się na zło!" - wydana w koedycji przez Wydawnictwo M oraz KAI - jest próbą zapoznania polskiego czytelnika z myślą społeczną kard. Jorge Bergoglio, która stanowiła, i pewnie będzie nadal stanowić istotny wątek jego nauczania po wyborze na Stolicę Piotrową. Papież Franciszek wyrasta z określonego kręgu geograficzno-kulturowego, z Ameryki Łacińskiej, gdzie specyfiką Kościoła jest silne zaangażowanie w tematykę społeczną, czego wymaga lokalny kontekst, charakteryzujący się olbrzymimi nierównościami i brakiem sprawiedliwości społecznej.


Kościół na rzecz ubogich

Czytając wystąpienia kard. Jorge Mario Bergoglio na tematy społeczne, już na pierwszy rzut oka można dostrzec, że ze szczególną troską odnosi się do ludzi ubogich, prześladowanych, wykluczonych bądź obciążonych niezawinionymi przez siebie patologiami - będących swego rodzaju ofiarami obecnego systemu. Towarzyszy temu ostra, bezpardonowa krytyka elit władzy: środowisk politycznych bądź gospodarczych, które są odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Obrona uciśnionych i pełnienie roli ich rzecznika jawi się jako jedno z podstawowych zadań Kościoła.

"Nie możemy być obojętni wobec bólu, nie możemy pozwolić na to, aby ktoś został na poboczu życia, zepchnięty na margines ludzkiej godności. To winno powodować nasze oburzenie. To winno nas skłonić do porzucenia naszego spokoju i dokonać w nas przemiany z powodu bólu ludzkiego, bólu naszego bliźniego, naszego sąsiada, naszego współziomka w społeczności argentyńskiej" - mówił podczas homilii wygłoszonej w dniu święta narodowego 25 maja 2003 r.

Kard. Bergoglio wielokrotnie podkreśla przy tym, że ci właśnie „ubodzy”, których cechuje sprzeciw wobec zła, mają szczególną misję w naprawianiu społeczeństwa, a nie są tylko podmiotami wymagającymi pomocy. "Nadzieją są ci wszyscy, mężczyźni i kobiety naszego narodu, którzy odrzucają beznadzieję i buntują się przeciwko wszelkiej bylejakości, pragną powiedzieć nie! – bezprawiu, nie! – absurdom, nie! – oszukańczej powierzchowności" - pisał ówczesny metropolita Buenos Aires.

W tym momencie możemy zrozumieć, na czym polega głoszona przez papieża Franciszka koncepcja "Kościoła ubogiego i dla ubogich". Nie chodzi o to, by Kościół wyrzekł się środków materialnych, umożliwiających mu działanie, ale o to by ci współcześni „ubodzy”, znaleźli się centrum zainteresowania kościelnej wspólnoty. Wiąże się z tym nieuchronność zaangażowania Kościoła na polu społecznym, w trosce o to, aby prawa żadnego człowieka nie były gwałcone. W przeciwnym wypadku Kościół sprzeciwiłby się swojemu powołaniu.

W tym ujęciu, Kościoła zwracającego się w pierwszym rzędzie do ubogich, podkreślającego ich rolę i wzywającego do przemiany niesprawiedliwego świata, dostrzec można pewien wpływ teologii wyzwolenia. A raczej tych jej nurtów, które nawiązując wprost do Ewangelii głosiły zasadę „opcji preferencyjnej na rzecz ubogich”. Bergoglio zdecydowanie przeciwny był jednak tym nurtom, które posługiwały się marksistowską interpretacją dziejów i wzywały do rewolucji społecznej.

Kard. Bergoglio jest również konsekwentnym realizatorem sformułowanej przez Sobór Watykański II zasady, że "Kościół posługuje się środkami ubogimi". Oznacza ona, że Kościół wyrzeka się wszelkich związków z władzą, które mogłyby mu zagwarantować określone przywileje. Ten rodzaj europejskiego " cezaro-papizmu" kard. Bergoglio zdecydowanie odrzuca, podkreślając, że Kościół realizować może swoją misję jedynie będąc w pełni autonomiczny i wolny od jakichkolwiek układów z władzą świecką. Tylko w ten sposób może pełnić rolę krytycznego sumienia wobec otaczającego świata.

Ubóstwo dla papieża Franciszka jest też swego rodzaju tarczą obronną przed pokusami konsumpcyjnie nastawionego świata. "Ubóstwo, które uczy solidarności, dzielenia się i miłosierdzia, i które wyraża się również we wstrzemięźliwości i radości tego, co najistotniejsze, chroni nas przed bożkami materialnymi, przysłaniającymi autentyczny sens życia” - mówił do zakonnic przybyłych do Watykanu z całego świata, 8 maja br.


Analiza sytuacji społecznej

Analizując sytuację współczesnej cywilizacji kard. Bergoglio zwraca uwagę na coraz bardziej rozpowszechnione doświadczenie sieroctwa ludzi żyjących w dzisiejszych społeczeństwach. "Jesteśmy częścią społeczeństwa podzielonego, które zerwało naturalne więzi społeczne" - pisał na łamach czasopisma "Humanistas" w połowie lat 90-tych.

Ten stan rzeczy – wyjaśnia - spowodowany jest coraz bardziej postępującą atomizacją społeczeństwa jak również pewną uniformizacją kulturową świata na skutek globalizacji. Wiąże się z tym utrata "pamięci narodowej" i osłabienie więzi międzypokoleniowych. W ślad za tym następuje zjawisko wykorzenienia kulturowego, jak i duchowego.

Kolejnym składnikiem "sieroctwa" jest pozbawienie wspólnych fundamentów etycznych. "Ten upadek podstaw i fundamentów, utrata punktów odniesienia ma charakter globalny, jest tendencją o zasięgu światowym i stanowi ważną charakterystykę współczesnego myślenia" – stwierdza kardynał. Bliski w tym jest myśleniu Benedykta XVI, który jako największe współczesne zagrożenie postrzegał coraz bardziej rozpowszechniającą się „kulturę relatywizmu”.


Źródła kryzysu gospodarczego

Za głównego winowajcę obecnego kryzysu gospodarczego, pogłębiającego i tak olbrzymie wcześniejsze nierówności społeczne, kard. Bergoglio uznaje niekontrolowany neo-liberalizm gospodarczy oraz brak poszanowania podstawowych reguł moralnych, charakteryzujący dzisiejsze elity polityczno-gospodarcze. „Skutkiem tego - jak podkreśla - jest skupienie bogactw fizycznych, walutowych i informacyjnych w rękach niewielu, co prowadzi do wzrostu nierówności i wykluczenia". Dodatkowym elementem, który uznaje za groźny, jest narastające w sposób geometryczny zadłużenie, szczególnie regionów czy krajów najuboższych. Tworzy to spiralę nierówności i uzależnień, z której praktycznie nie ma już wyjścia.

Wiele słów krytycznych kard. Bergoglio kieruje pod adresem procesu globalizacji: "Kapitał nie zna granic: produkuje się segmentami, w różnych częściach świata, i sprzedaje się na rynku, który też jest globalny. Wszystko to ma poważne konsekwencje dla rynku pracy i w świadomości społecznej". Dodaje, że taki kształt globalizacji skutkuje tym, że "różnice międzynarodowe i społeczne pogłębiają się: bogaci są coraz bardziej bogaci, a biedni, coraz biedniejsi. Całe kontynenty wyłączone są z rynku, i duże części społeczeństwa (nawet w krajach rozwiniętych) znajdują się poza obiegiem dóbr materialnych i symbolicznych społeczeństwa". Kolejnym tego negatywnym skutkiem jest fakt, że "na całym świecie wzrasta bezrobocie, już nie jako problem koniunkturalny, ale strukturalny".

A szczególne jego ubolewanie budzi fakt, że "kryzys najbardziej dotyka tych, którzy najmniej posiadają: ubogich i pozbawionych opieki, emerytów, drobnych przedsiębiorców, producentów, sprzedawców, a także pracowników o najniższym wynagrodzeniu".

W świetle oceny Prymasa Argentyny "ten dramatyczny kryzys ma przede wszystkim charakter moralny". Jego interpretacja jest bliska analizie, jaką skreślił Benedykt XVI na kartach swej encykliki społecznej "Caritas in veritate".




  1   2   3


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna