Wysoka Komisjo, Szanowni Państwo



Pobieranie 82.86 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar82.86 Kb.
Wysoka Komisjo, Szanowni Państwo.
Od 1 października 2009 roku trwa medialno-polityczne widowisko pod nazwą afera hazardowa. W myśl propagandowej zasady, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą, podjęto próbę uznania mnie za jednego z głównych, negatywnych bohaterów tego widowiska. Dobrze, że mam wreszcie okazję przed Wysoką Komisją i przed opinią publiczną wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy, rolę moją i moich współpracowników.
Jestem posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej od 1991 roku. Łącznie 5 kadencji. Przez cały ten czas nigdy nie składałem żadnych wniosków, interpelacji, czy propozycji dotyczących tzw. ustaw hazardowych, a w głosowaniach zawsze zajmowałem stanowisko zgodne ze stanowiskiem  klubu. Na potwierdzenie przyniosłem wyniki głosowań. Nie wpływałem na kształt tych ustaw ani w rozmowach, ani w korespondencji, ani podczas spotkań, ani w jakikolwiek inny sposób.
Wbrew twierdzeniom przedstawionym w czasie posiedzenia Komisji przez Pana Mariusza Kamińskiego, nie byłem załatwiaczem, czy lobbystą działającym na rzecz kogokolwiek. Wszystkie działania podejmowane w trakcie pełnienia przeze mnie funkcji Ministra Sportu, były zgodne z obowiązującym prawem. Wielokrotnie powtarzane przez pana Kamińskiego kłamstwa  nie zmienią tego stanu rzeczy.
Żaden z moich współpracowników nigdy nie otrzymał ode mnie polecenia wywierania presji w związku z tą lub innymi regulacjami na uprawnione podmioty. Chcę wyraźnie powiedzieć – nie jestem sprawcą afery hazardowej. Próba trwałego połączenia mojego nazwiska z tym wydarzeniem jest nieuprawniona i pozbawiona jakichkolwiek podstaw.
Pan Kamiński snuł domysły, insynuacje, przypuszczenia. Ja staję dzisiaj przed Państwem, aby przedstawić fakty. Tylko fakty.
Szanowni Państwo,
Przez blisko dwa lata mojej pracy jako członka Rady Ministrów odpowiedzialnego za sport i turystykę, kwestia zmian w ustawie hazardowej pojawiała się wyłącznie w kontekście źródeł finansowania inwestycji związanych z organizacją EURO 2012. By przedstawić pełny obraz udziału Ministerstwa Sportu i Turystyki w pracach nad tzw. ustawą hazardową trzeba cofnąć się do roku 2006, do czasów rządu Premiera Kaczyńskiego.
Wówczas pojawiła się koncepcja budowy Narodowego Centrum Sportu, która zakładała  powstanie wielofunkcyjnego stadionu, hali widowiskowo-sportowej, krytej pływalni i obiektów towarzyszących. Program Wieloletni pod nazwą „Budowa Narodowego Centrum Sportu” został przyjęty przez Radę Ministrów 21 listopada 2006 roku. Nie był zatem związany z organizacją EURO 2012, które zostało przyznane Polsce i Ukrainie blisko pół roku później, 18 kwietnia 2007 roku. Inwestycje planowane w roku 2006 miały być sfinansowane poprzez  tak zwany montaż finansowy środków pochodzących z trzech źródeł: budżetu miasta stołecznego Warszawy – 240 milionów, budżetu państwa – 160 milionów i dopłat do gier – 825 milionów. Ten montaż nigdy nie został zastosowany w praktyce. Dwa projekty ustaw, pierwszy, o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych, rozszerzony o katalog gier objętych dopłatami, i drugi o finansowaniu budowy obiektów sportowych Narodowego Centrum Sportu, zostały przekazane przez ówczesnego ministra skarbu, Pana Wojciecha Jasińskiego, do uzgodnień międzyresortowych 15 maja 2007 roku. I nigdy nie stały się obowiązującym prawem.
16 listopada 2007 roku objąłem urząd Ministra Sportu i Turystyki. Moim absolutnym priorytetem było  zabezpieczenie procesu przygotowań Polski do organizacji finałowego turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA EURO 2012.  Było to najważniejsze, obok programu Orlik, zadanie do wykonania. By móc je skutecznie zrealizować, skupiłem się na rzeczy kluczowej, czyli na zagwarantowaniu pewnego, bezpiecznego i stabilnego finansowania inwestycji, bez których nie byłoby EURO 2012 w Polsce. Te inwestycje to stadiony – stadiony nowoczesne, dostosowane do międzynarodowych standardów i wymogów UEFA. Tylko pewne i stabilne źródło finansowania pozwalało na uruchomienie skomplikowanego i czasochłonnego procesu inwestycyjnego. Mając na uwadze naszą ówczesną sytuację, o której za chwilę, takim źródłem mógł być jedynie budżet państwa. I właśnie na przekonaniu do takiego rozwiązania skoncentrowałem wszystkie moje działania.
Jaka to była sytuacja? Pozwólcie Państwo, że przypomnę, bo dziś mało kto o tym pamięta. W styczniu 2008 roku Polska dostała od UEFA żółtą kartkę. Raport obejmujący pierwsze pół roku przygotowań, od kwietnia do listopada 2007 roku, czyli okres pracy moich poprzedników z Prawa i Sprawiedliwości, został bardzo krytycznie oceniony przez ekspertów UEFA. Raport wskazywał przede wszystkim na brak źródeł finansowania najważniejszych inwestycji, bez których nie mogło być mowy o rozpoczęciu procesu inwestycyjnego, czyli: ogłoszenia przetargu, wyboru wykonawcy, podpisania umowy i rozpoczęcia budowy. Wnioski z raportu były jasne - bez przyspieszenia przygotowań, a w szczególności uruchomienia budowy najważniejszych inwestycji, z których kluczowym był i jest Stadion Narodowy w Warszawie, prawo organizacji EURO 2012 zostałoby nam odebrane. Polsce groziła totalna kompromitacja w oczach, nie waham się tego powiedzieć, całego świata. Podkreślam  raz jeszcze: moim podstawowym i priorytetowym zadaniem było nadrobienie zaległości, które  powstały za czasów poprzedniego rządu. Od początku było dla mnie jasne, że niezależnie od tego kto się przyczynił do powstania opóźnień, porażka byłaby  porażką Polski, a nie tej czy innej formacji politycznej.
Poza specustawą i wirtualnym miliardem złotych obiecanym przez minister Zytę Gilowską na Stadion Narodowy, nie mieliśmy na początku roku 2008 nic. Dlaczego wirtualnym? Bo opierał się na projekcie ustawy, która nie wiadomo kiedy i w jakim ostatecznym kształcie miałaby wejść w życie. Tymczasem UEFA oczekiwała od nas twardych, stuprocentowo pewnych gwarancji finansowych. Każdy, kto twierdzi, że środki pochodzące z nieistniejącej jeszcze i nieprzewidywalnej w skutkach ustawy miałyby zagwarantować realizację inwestycji na EURO, wykazuje brak elementarnej wiedzy o procesach inwestycyjnych.
Podobny punkt widzenia, potwierdzający racjonalność mojej decyzji, przedstawiła Pani Elżbieta Jakubiak już w roli przewodniczącej Komisji Kultury Fizycznej,  która 9 stycznia 2008 roku stwierdziła, cytuję: „przedstawiając Radzie Ministrów ten problem uważałam, że dochody z wideoloterii są dochodami przyszłymi i niepewnymi. Trudno podjąć decyzję o tym, że Stadion Narodowy ma być finansowany z dochodów przyszłych i niepewnych. Żaden urzędnik, który będzie musiał podpisać się pod projektem powołania komisji przetargowej lub też wpisania do budżetu kwoty, która ma być przeznaczona na sfinansowanie budowy Stadionu Narodowego, nie może podać jako źródła finansowania wideoloterii, której nie ma, ani też dochodów takiej loterii”. Koniec cytatu. 
Wysoka Komisjo,
Pomijając niemożliwy do przewidzenia termin wejścia w życie ustawy hazardowej, nikt nie był w stanie wskazać wiarygodnych wyliczeń, jakiej wysokości  miały być owe wpływy. Przygotowując się do przesłuchania przejrzałem dostępne dokumenty. Zwracam uwagę na zadziwiające rozbieżności  dotyczące kwot, jakie miały przynieść owe osławione dopłaty. W notatkach CBA z sierpnia i września 2009 roku oraz w uzasadnieniu do projektu ustawy z marca 2009 roku mowa jest o kwocie 469 mln złotych. Dodam, że CBA jako źródło swojej wiedzy wskazuje artykuł z „Pulsu Biznesu” z dnia 7 lipca 2009 roku. Nie kwestionuję źródeł, z jakich korzystał autor artykułu, były to zapewne oficjalne dane Ministerstwa Finansów. Jednak jak na raport specjalistycznej służby materiał prasowy to chyba mało miarodajne źródło. Ja w swoich działaniach wolę opierać się na bardziej precyzyjnych danych.

A oto kolejne różnice w kwotach. W uzasadnieniach do projektu ustawy z 3 października i 5 sierpnia 2008 oraz w notatce ministra Kapicy z 28 lipca 2008 roku widnieje kwota 350-380 mln złotych. A w uzasadnieniu projektu ustawy z czerwca 2008 roku ok. 200-230 milionów. Na Komisji ten sam minister mówił o kwocie 250 mln złotych. Zwracam uwagę na te rozbieżności, bo stawiane mi zarzuty skonstruowano  na podobnej zasadzie. Pozornie drobne zniekształcenia, rzekome nieporozumienia, pomyłki i niedopowiedzenia. A wszystko to skutkujące poważnymi i niesprawiedliwymi oskarżeniami, bez najmniejszego dowodu.


Szanowni Państwo,
Na przełomie 2007/ 2008 roku, działając na podstawie Ustawy o przygotowaniu finałowego turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA EURO 2012 z dnia 7 września 2007 roku, i wypełniając delegację wyrażoną w art. 5 tej ustawy poleciłem pracownikom Ministerstwa Sportu i Turystyki podjęcie prac nad przygotowaniem projektu uchwały Rady Ministrów pod nazwą „Przygotowanie i wykonanie przedsięwzięć EURO 2012”. Istotą tego programu było zabezpieczenie finansowania budowy Stadionu Narodowego w 100%, podkreślam w 100%, ze środków budżetu państwa oraz udzielenie wsparcia z budżetu państwa dla pozostałych inwestycji stadionowych w miastach ubiegających się o status miast gospodarzy turnieju. Od początku napotkałem na opór ze strony przedstawicieli Ministerstwa Finansów, którzy starali się przekonać Premiera, Radę Ministrów i mnie, że moja propozycja idzie zbyt daleko, że  należy szukać tych środków w innych źródłach poza budżetem, np. w regulacjach dotyczących tzw. dopłat do hazardu. Jest to typowe zachowanie urzędników tego Ministerstwa, dążących do minimalizowania wydatków gwarantowanych przez budżet. Dla mnie jednak  od początku było jasne, że tylko finansowanie z budżetu państwa gwarantuje możliwość szybkiego uruchomienia niezbędnego procesu inwestycyjnego związanego z EURO 2012.
W styczniu 2008 r. przedstawiłem swoje stanowisko na Radzie Ministrów. 6 lutego 2008 roku, podczas spotkania z władzami miast gospodarzy EURO 2012, zapadła polityczna decyzja, że Stadion Narodowy będzie w 100% sfinansowany z budżetu państwa, a pozostałe 5 stadionów otrzyma dofinansowanie. Pan Premier ogłosił tę decyzję tego samego dnia podczas konferencji prasowej. Dofinansowanie przedsięwzięć EURO 2012 o całkowitej wartości 1 mld 752 mln 900 tys. zł z budżetu państwa, w latach 2008-2012, i w rozbiciu na poszczególne zadania wynosiło:

1.   Budowa Narodowego Centrum Sportu – Stadion Narodowy – 1 mld 220 mln zł,

2.   Budowa stadionu we Wrocławiu – 110 mln zł,

3.   Budowa stadionu w Gdańsku – 144 mln zł,

4.   Rozbudowa stadionu w Poznaniu – 88 mln 500 tys. zł,

5.   Rozbudowa stadionu w Krakowie – 80 mln 400 tys. zł,

6.   Przebudowa stadionu śląskiego – 110 mln zł.
18 marca 2008 roku rozesłaliśmy pismo do miast w sprawie przesłania danych koniecznych do przygotowania projektu Wieloletniego Planu Inwestycyjnego. 23 kwietnia 2008 roku projekt uchwały Rady Ministrów dotyczący przygotowania i finansowania przedsięwzięć EURO 2012 rozesłaliśmy do uzgodnień międzyresortowych.
Dwa miesiące później, 24 czerwca 2008r. została przyjęta przez Radę Ministrów uchwała nr 143/2008 pod nazwą „Przygotowanie i wykonanie przedsięwzięć EURO 2012”, anulująca uchwałę z dnia 21 listopada 2006 roku.
Szanowni Państwo,
Data 24 czerwca 2008 roku, z punktu widzenia Ministerstwa Sportu i Turystyki, jest kluczowa, bowiem to od tego dnia możemy mówić, że środki na realizację zadań związanych z budową stadionów na EURO są zabezpieczone w 100% i to zabezpieczone w budżecie państwa, a nie w bliżej nieokreślonym projekcie ustawy hazardowej. Również od tego dnia, twierdzenie, że jakiekolwiek prace nad projektem nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, w tym tak zwane dopłaty mają służyć finansowaniu przedsięwzięć EURO jest nieprawdą. Podkreślam nieprawdą! Nie zmienią tego faktu kłamstwa powtarzane przez Pana Kamińskiego. Dlaczego kłamstwa? Oto w  analizie CBA z dnia 12 sierpnia 2009 roku  znajduje się stwierdzenie, sugerujące utratę środków na inwestycje EURO 2012 w wyniku działań lobbingowych związanych z ustawą hazardową, cytuję: „(…) W konkluzji oznacza to, jeśli przyjąć, że podana wielkość (…) oparta jest na danych szacunkowych Ministerstwa Finansów, iż dokładnie o kwotę 469 milionów złotych mniej zostanie przeznaczonych na rozbudowę infrastruktury w związku z organizacją EURO 2012”. Koniec cytatu. Powtórzę raz jeszcze. Kiedy CBA informuje Pana Premiera, że grozi nam utrata prawie pół miliarda złotych na EURO, inwestycje kluczowe dla organizacji mistrzostw od ponad roku mają stuprocentowe gwarancje z budżetu państwa.

Z kolei w informacji z 10 września CBA rekomenduje, cytuję: „kontynuowanie prac nad zmianami w ustawie o grach i zakładach wzajemnych tak, aby wprowadzić w niej rozwiązania umożliwiające uzyskanie dodatkowych wpływów do budżetu państwa, co wydaje się niezmiernie istotne w związku z sytuacja budżetową zapowiadaną na rok 2010 oraz perspektywą organizacji EURO 2012 (wg szacunków wpływy te mogłyby wynieść ok. 469 mln zł)”. Koniec cytatu. Świadczy to albo o niezrozumieniu dostępnych dokumentów, albo o złej woli osoby sporządzającej ową notatkę. Oczekuję, że Komisja wyjaśni motywy funkcjonariuszy CBA, którzy zawarli tak sformułowane tezy w przedstawionych dokumentach. W mojej ocenie mogło to być świadome przygotowywanie gruntu do planowanego ataku na Rząd i Pana Premiera Tuska. Dostosowując się do stylu retoryki Pana Kamińskiego, pozwolę sobie powiedzieć, że, cytuję: „w tej sprawie kodeks karny powinien zostać  zastosowany”. Zwłaszcza, że po pierwsze dopłaty nie zostały skreślone z projektu ustawy, a po drugie od 24 czerwca 2008 roku nie było żadnego, podkreślam: żadnego zagrożenia dla sfinansowania kluczowych inwestycji z punktu widzenia EURO 2012.


Szanowni Państwo,
Gdy w Ministerstwie Sportu i Turystyki trwały intensywne prace nad zabezpieczeniem finansowania przedsięwzięć EURO 2012 bezpośrednio z budżetu państwa, równolegle w I kwartale 2008 roku Ministerstwo Finansów podjęło prace nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Jak już wspominałem - Ministerstwo Sportu i Turystyki pod moim kierownictwem stało od początku na stanowisku, że jedynym pewnym i stabilnym źródłem finansowania jest budżet państwa. Z kolei Ministerstwo Finansów wskazywało na konieczność znalezienia alternatywnych źródeł finansowania, proponując w miejsce finansowania budżetowego, finansowanie pozabudżetowe, czyli dodatkowe przychody z dopłat z tytułu rozszerzonego katalogu gier. Ów spór to istotny fakt, mający daleko idące konsekwencje dla dalszego biegu spraw związanych z tzw. aferą hazardową i moim rzekomym w niej udziałem.
11 kwietnia 2008 roku Minister Finansów w toku uzgodnień międzyresortowych zwrócił się z zapytaniem, czy Ministerstwo Sportu i Turystyki podtrzymuje stanowisko wypracowane w okresie rządów PiS odnośnie celowości objęcia systemem dopłat stawek w grach i zakładach wzajemnych, w kontekście finansowania EURO 2012. 25 kwietnia 2008 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki  odpowiedziało, że trwają prace nad przygotowaniem Wieloletniego Planu Inwestycyjnego (WPI), w naszych założeniach finansowanego bezpośrednio z budżetu Państwa. Rozwiązania proponowane przez poprzedników były z punktu widzenia harmonogramu przygotowań do EURO 2012 nierealne i nie do przyjęcia w warunkach roku 2008. Zmiana koncepcji oznaczała konieczność przekazania tak sformułowanego stanowiska gospodarzowi projektu ustawy, czyli Ministerstwu Finansów. Przypominam: gospodarzem ustawy, jej głównym motorem i inicjatorem wprowadzenia dopłat od początku było Ministerstwo Finansów, a nie Ministerstwo Sportu  -  jak zeznał  pan Kamiński, kolejny raz mijając się z prawdą. A prawda broni się sama, bo wynika  z dokumentów, oraz z regulaminu prac Rady Ministrów. Dla przypomnienia, decyzja polityczna o modelu finansowania EURO 2012 zapadła już 2 miesiące wcześniej.
8 maja 2008r. w trakcie debaty nad założeniami do budżetu na 2009 rok, na prośbę Pana Ministra Rostowskiego odbyło się spotkanie w Ministerstwie Finansów. Ze strony Ministerstwa Sportu, poza mną, wziął w nim udział ówczesny Szef Gabinetu Politycznego Pan Adam Giersz i Dyrektor Departamentu Ekonomiczno-Finansowego Pani Bożena Pleczeluk. Ze strony Ministerstwa Finansów Pan Minister Rostowski, Pani Wiceminister Elżbieta Suchocka-Roguska i Pan Dyrektor Dariusz Atlas. Rozmawialiśmy głównie o finansowaniu inwestycji związanych z EURO 2012. Minister Finansów przekonywał mój resort do zmiany stanowiska, tzn. do poparcia koncepcji finansowania tych inwestycji z dopłat do gier. My stanowczo podtrzymywaliśmy nasze stanowisko, że w grę wchodzi jedynie finansowanie budżetowe, jeżeli projekt EURO 2012 ma być zrealizowany na czas. Zwłaszcza, że od 6 lutego ta koncepcja miała poparcie Premiera. W toku dyskusji Minister Rostowski zaakceptował konieczność finansowania inwestycji stadionowych EURO 2012 z budżetu państwa. Wspólnie ustaliliśmy, że środki z dopłat do gier, gromadzone na koncie Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, będą przeznaczone na inwestycje sportowe wokół Stadionu Narodowego, zwane dalej II etapem budowy Narodowego Centrum Sportu. Czyli na budowę: hali widowiskowo-sportowej, pływalni i obiektów towarzyszących. Zaznaczam, że te inwestycje nie miały nic wspólnego z EURO 2012. Tym samym wskazaliśmy inne przeznaczenie dotyczące środków pochodzących z dopłat.  Doszliśmy w ten sposób do porozumienia z Ministrem Finansów, że budowa stadionów na EURO 2012 jest wystarczającym obciążeniem dla budżetu państwa i dlatego pozostałe obiekty będą finansowane ze środków pozabudżetowych, czyli z dopłat do gier.
Na prośbę Pana Ministra Rostowskiego, zgodnie z ustaleniami z 8 maja 2008 roku, wystosowaliśmy, jako Ministerstwo Sportu, pismo datowane na 21 maja 2008. W piśmie tym informuję Ministra Finansów,  że, cytuję: „zadanie inwestycyjne „Narodowe Centrum Sportu” zostaje podzielone na dwa etapy inwestycyjne. Realizacja budowy Narodowego Centrum Sportu – Stadion Narodowy wprowadzona zostaje do programu wieloletniego pod nazwa „Przygotowanie i wykonanie przedsięwzięć Euro 2012” i będzie finansowana ze środków budżetu państwa”. Zwracam uwagę Państwa na ten fragment. Wyraźnie zaznaczam, że Stadion Narodowy będzie finansowany w całości, wyłącznie ze środków budżetowych i tylko budżetowych, tak, jak to  ustaliliśmy z Ministrem Rostowskim. Dalej piszę, cytuję: „Natomiast II etap inwestycyjny będzie realizowany jako zadanie inwestycyjne Ministerstwa Sportu i Turystyki i finansowany ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Niezbędna jest jednak w tym zakresie zmiana ustawy o grach i zakładach wzajemnych, która pozwoli na zasilenie Funduszu dodatkowymi środkami finansowymi. Biorąc pod uwagę powyższe, proszę o rozważenie możliwości dokonania stosownej nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych w kierunku umożliwienia sfinansowania budowy Narodowego Centrum Sportu ze środków pochodzących z nowych gier z uwzględnieniem nowych zasad ich opodatkowania.” Koniec cytatu.

I to ma być to rzekome zmienianie stanowiska Ministerstwa Sportu i Turystyki w sprawie dopłat?  Ponieważ teza ta została wielokrotnie powtórzona, można było uwierzyć, że tak jest w istocie.


A prawda jest taka: zawsze uważałem, że inwestycje najważniejsze dla EURO muszą być finansowane z budżetu. Takie stanowisko  prezentowałem od początku i takie uzyskało poparcie Premiera oraz Rządu. Pisma z 25 kwietnia i 21 maja uznano za sprzeczne i do tej pory tak są przedstawiane opinii publicznej. Tyle, że choć oba dotyczą tych samych dopłat do gier, to w przypadku wykorzystania wpływu z tych dopłat, mowa jest o różnych celach. W pierwszym - o finansowaniu inwestycji związanych z EURO 2012, w drugim – o finansowaniu kolejnych, niezwiązanych z EURO 2012 projektów infrastruktury sportowej. Różnica ta jest istotna, bo  właśnie niezrozumienie jej,  doprowadziło do błędnej interpretacji tych pism. To nie Ministerstwo Sportu zmieniało zdanie, to nie Ministerstwo Sportu inicjowało zmiany dotyczące  przepisów w ustawie hazardowej. Dla nas kluczowe było bezpieczeństwo finansowe EURO, a inne inwestycje, zgodnie z sugestią Pana Ministra Rostowskiego mogły być finansowane z dopłat.
Konsekwencją porozumienia Ministerstwa Sportu i Turystyki z Ministerstwem Finansów było pojawienie się w projekcie ustawy z czerwca 2008 roku art. 47a, rozszerzającego katalog gier objętych dopłatami. Efektem dopłat, jak czytamy w uzasadnieniu, powinny być, cytuję: „potencjalnie wyższe wpływy do Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, z którego środki mają m.in. służyć sfinansowaniu w części kosztów budowy obiektów Narodowego Centrum Sportu, jak też rozwijaniu sportu wśród dzieci, młodzieży i osób niepełnosprawnych” Koniec cytatu. Ust. 6 art. 47a określa czas obowiązywania dopłat do 31 grudnia 2012. Do tej daty powrócę za chwilę.
W międzyczasie, 24 czerwca 2008 roku, Rada Ministrów ostatecznie potwierdziła dokonanie wyboru modelu finansowania przedsięwzięć EURO, modelu zaproponowanego przez Ministerstwo Sportu. Uchwałą nr 143/2008 w sprawie ustanowienia programu wieloletniego pn. „Przygotowanie i wykonanie przedsięwzięć Euro 2012” przyjęto, że w ramach tego programu realizowana będzie budowa Stadionu Narodowego oraz pozostałych inwestycji stadionowych w miastach gospodarzach ze środków budżetu państwa.
8 lipca 2008 roku Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki zgłosił na posiedzeniu Komitetu Rady Ministrów uwagę polegającą na zmianie terminu obowiązywania rozszerzonego katalogu dopłat do gier i zakładów wzajemnych z 31 grudnia 2012r. na 31 grudnia 2015r., wskazując na konieczność zabezpieczenia realizacji II etapu budowy Narodowego Centrum Sportu, czyli,  jeszcze raz przypomnę: nie stadionu na EURO, a innych obiektów mu towarzyszących. Tym samym zaproponowaliśmy wydłużenie czasu obowiązywania dopłat aż o trzy lata w stosunku do projektu Ministerstwa Finansów. Czy takie działanie było działaniem w interesie branży hazardowej?  Przyjmijmy, że dopłaty w wersji Ministerstwa Finansów zaczynają obowiązywać od 1 stycznia 2010 roku do końca 2012. Czyli 3 lata. My przedłużamy ten czas do końca 2015 roku. Czyli o kolejne trzy lata. Czy w ten sposób polepszamy, czy pogarszamy sytuację branży hazardowej? Odpowiedź jest oczywista: to jest działanie wbrew interesom branży hazardowej, bo nie jej interesy chroniliśmy, mimo iż tak uważa Pan Kamiński.
Dlaczego 8 lipca pojawił się taki wniosek? Na przełomie maja i czerwca 2008 roku UEFA wysłała sygnał, że jest zainteresowana zabezpieczeniem dużej powierzchni wokół Stadionu Narodowego na potrzeby obsługi imprezy. Przystając na warunki UEFA  mam świadomość, że planowane inwestycje wokół Stadionu Narodowego będą musiały ulec przesunięciu w czasie, że nie będzie można zacząć ich realizacji do chwili zakończenia rozgrywek EURO 2012. Stąd wzięła się propozycja wydłużenia terminu obowiązywania rozszerzonego katalogu dopłat do gier i zakładów wzajemnych z 31 grudnia 2012 na 31 grudnia 2015. Bo stało się jasne, że budowę II etapu NCS będziemy mogli realizować dopiero po EURO, ale na pewno nie w czasie 5 miesięcy, jakie pozostawałyby do końca 2012 roku. Zgłoszona przez nas uwaga została uwzględniona przez Ministra Finansów pismem z dnia 11 lipca 2008 roku. Jest to jedyna, podkreślam, jedyna zmiana w ustawie hazardowej zainicjowana przez Ministerstwo Sportu, na czele którego stałem.

 

Pozwolą Państwo, że powtórzę. Od 11 lipca 2008 roku sytuacja jest następująca. Projekt pod nazwą „Narodowe Centrum Sportu” realizowany będzie w dwóch etapach: pierwszy, czyli budowa Stadionu Narodowego na potrzeby EURO 2012 finansowany będzie w całości z budżetu państwa, co od 24 czerwca gwarantuje uchwała Rady Ministrów. I drugi etap, czyli hala widowiskowo-sportowa, basen i obiekty towarzyszące, nie związany z EURO i realizowany po 2012 roku, finansowany będzie częściowo z dopłat do gier. Na mój wniosek przedłużono czas obowiązywania dopłat do końca 2015 roku.  Dlaczego to powtarzam? Bo z wypowiedzi Pana Kamińskiego wyraźnie widać, że całkowicie nie rozumiał tych różnic, nie zawracał sobie głowy ustaleniami co do rzeczywistych okoliczności i faktów. Liczyło się jedynie stworzenie zaplanowanego z góry wrażenia, że coś jest nie tak, że budżet może ponieść straty, że EURO jest zagrożone. Każde z tych twierdzeń jest nieprawdziwe. Dzisiaj wiecie już Państwo, że nie cały projekt NCS miał związek z EURO, a dopłaty miały finansować projekty niezwiązane z EURO.  



 Wysoka Komisjo,
Co dzieje się dalej z ustawą o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych? 18 września 2008 roku tekst ustawy został przyjęty przez Komitet Rady Ministrów i rekomendowany Radzie Ministrów. Nie wiem co się działo później, i nie interesowało mnie to, bo gospodarzem ustawy było Ministerstwo Finansów.
Ku zaskoczeniu urzędników Ministerstwa Sportu i Turystyki, 27 kwietnia 2009 roku Ministerstwo Finansów rozesłało do konsultacji międzyresortowych kolejny projekt nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Proszę zwrócić uwagę na ten fakt w kontekście przygotowań do EURO. Załóżmy, że równo rok wcześniej zaakceptowałbym propozycję Ministerstwa Finansów i inwestycje na EURO 2012 miałyby być w znacznym stopniu finansowane z dopłat do gier. Jest kwiecień 2009 roku i ustawa wraca do konsultacji. Gdybym zatem na tę propozycję przystał, EURO 2012 pozostałoby w sferze niezrealizowanych marzeń, a bilety na mistrzostwa rezerwowalibyśmy do miast poza Polską i Ukrainą.

 

20 maja 2009 roku odbyła się konferencja uzgodnieniowa dotycząca projektu ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych, na której przedstawiciel Ministerstwa Sportu i Turystyki, Dyrektor Departamentu Ekonomiczno-Finansowego Pani Bożena Pleczeluk, podtrzymała zgłoszone wcześniej uwagi dotyczące rozszerzenia katalogu gier objętych dopłatami i terminu ich obowiązywania do końca 2015 roku.



 

Między 20 maja a 30 czerwca 2009  rzecznik prasowy Ministerstwa Sportu dwukrotnie udzielała odpowiedzi na pytania mediów w sprawie dopłat. I obie odpowiedzi były tożsame ze stanowiskiem wyrażonym podczas konferencji uzgodnieniowej, czyli popierające wprowadzenie dopłat do końca 2015 roku.



 

Szanowni Państwo.


Tym samym dochodzimy do dnia 30 czerwca 2009r. W tym właśnie dniu podpisałem pismo do Wiceministra Finansów Pana Jacka Kapicy. Jego treść, w wyniku nieporozumienia pomiędzy urzędnikami Ministerstwa Sportu i Turystyki i zwykłego ludzkiego błędu, okazała się tak brzemienna w skutki. Na czym polegało owo nieporozumienie i błąd? Aby to wyjaśnić, przedstawię Państwu skrócony obraz prac nad otoczeniem Stadionu Narodowego (tzw. II etap Narodowego Centrum Sportu) i przyczyny rezygnacji z tej inwestycji, bo tego właśnie dotyczyło owo pismo.
4 czerwca 2008 roku następuje rozstrzygnięcie konkursu na zagospodarowanie terenu wokół Stadionu Narodowego, tzw. II etap Narodowego Centrum Sportu. W listopadzie 2008 roku Prezes Narodowego Centrum Sportu Sp. z o. o. Pan Rafał Kapler informuje mnie,  że UEFA podtrzymuje sygnalizowany pół roku wcześniej brak zgody na prowadzenie jakichkolwiek inwestycji wokół Stadionu Narodowego do zakończenia mistrzostw. Zgłasza również oficjalnie zapotrzebowanie na dużą powierzchnię, 70 tys. m2, wokół Stadionu Narodowego w związku z organizacją turnieju w 2012r. na parkingi i na obiekty służące obsłudze gości oraz sponsorów UEFA. 
Na przełomie 2008/2009 rozpoczynają się intensywne prace nad wypracowaniem koncepcji zagospodarowania terenu wokół Stadionu Narodowego z udziałem przedstawicieli Miasta Stołecznego Warszawy, spółek PL.2012 oraz NCS, a także pracowników Ministerstwa i Centralnego Ośrodka Sportu. Na przełomie marca i kwietnia 2009 roku Prezes Totalizatora Sportowego Sp. z o.o. Pan Sławomir Dudziński informuje mnie o planach inwestycyjnych, dotyczących budowy hali widowiskowo–sportowej na terenie Wyścigów Konnych na Służewcu w Warszawie.  Informacja ta pojawia się również w artykule red. Wojtczuka w Gazecie Stołecznej z dnia 14 kwietnia 2009 roku, potwierdzona wypowiedziami rzecznika Totalizatora i Prezesa Spółki NCS. W związku z tym proponuję, aby zamiast dwóch  hal widowiskowo-sportowych zbudować jeden duży obiekt. Korzystniejszym rozwiązaniem była budowa hali na Służewcu. Przede wszystkim dlatego, że miała inwestora w postaci Totalizatora Sportowego, i jej budowa nie obciążałaby budżetu państwa. Poza tym jedna hala na ok. 15-20 tysięcy widzów jest absolutnie wystarczająca dla miasta wielkości Warszawy. Podam przykład Berlina, który jest dwa razy większy niż Warszawa i ma tylko jedną taką halę – O2. W związku z tym informuję NCS, PL.2012 oraz COS, a podczas spotkania 3 czerwca 2009 roku w Ministerstwie Sportu i Turystyki również dyr. Miejskiego Biura Architektury i Planowania Przestrzennego m. st. Warszawy, pana Marka Mikosa, o odstąpieniu od planowanej budowy hali w ramach II etapu Narodowego Centrum Sportu. Zgodnie z ustaleniami z dyr. Mikosem 30 czerwca wysyłamy pismo z uwagami do Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, w którym informujemy o rezygnacji z budowy II etapu NCS. 
I wreszcie względy ekonomiczno-prawne, obiektywnie niezależne od ministerstwa. Po pierwsze, projekt ten okazał się nierealny z punktu widzenia finansowego, nawet przy założeniu, że dopłaty weszłyby w życie. Koszt realizacji przedsięwzięcia pod roboczą nazwą II etap NCS był szacowany na około 2 – 2,5 mld PLN. Biorąc pod uwagę szacunkowe wyliczenia, o których mówił przed Wysoką Komisją Pan Minister Kapica, na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej wpływałoby rocznie około 20, może 30 milionów złotych z dopłat. Proszę porównać tę kwotę z kolejnym, wyssanym z palca, zeznaniem Pana Kamińskiego przed Komisją w którym twierdził, że próbowałem usunąć przepis mający zapewnić wpływy do budżetu państwa na poziomie 500 mln złotych rocznie na sport. Po drugie, nie było podmiotu prawnego, który mógłby taka inwestycję realizować. Po trzecie, od początku celem było stworzenie modelu komercyjnego wykorzystania tego terenu przez prywatne podmioty. Wypracowane zyski miałyby służyć modernizacji i rozwojowi obiektów należących do COS-u, wykorzystywanych przez polskich sportowców. Żaden z tych trzech elementów nie mógł być w tym czasie zrealizowany. 

 
Szanowni Państwo,


Pozwoliłem sobie na przedstawienie Państwu skróconego obrazu prac nad otoczeniem Stadionu Narodowego, ponieważ wydarzenia przedstawione powyżej mają bezpośredni związek z pismem z dnia 30 czerwca 2009 roku do Pana Wiceministra Jacka Kapicy. 27 kwietnia 2009 roku Ministerstwo Finansów rozesłało nowy projekt tzw. ustawy hazardowej do konsultacji międzyresortowych. To wywołało zainteresowanie mediów, pytających o związek tej ustawy z finansowaniem inwestycji na EURO. Powtórzę po raz kolejny: nie było żadnego związku. Po pierwsze, Ministerstwo Sportu i Turystyki jako odpowiedzialne za budowę stadionów na EURO, zapewniło ich finansowanie z budżetu państwa. Rok wcześniej. Odsyłam ponownie do Uchwały Rady Ministrów z dnia 24 czerwca 2008 roku, o której Pan Kamiński i część mediów zdaje się nie wiedzieć, bądź świadomie jej nie zauważać. Po drugie: gospodarzem ustawy o grach i zakładach wzajemnych jest Ministerstwo Finansów, a nie Ministerstwo Sportu. Pomimo wyboru modelu finansowania przedsięwzięć EURO z budżetu państwa,  cały czas powtarzano nieprawdziwą informację, że środki z dopłat do gier mają sfinansować inwestycje na EURO 2012. Ten sam błąd - przypomnę - popełniło Centralne Biuro Antykorupcyjne pisząc we wspomnianej wcześniej analizie o rzekomej utracie wpływów finansowych na inwestycje EURO.

 

Jak doszło do napisania pisma datowanego na 30 czerwca 2009 roku? W związku z rezygnacją z budowy II etapu Narodowego Centrum Sportu Dyrektor Generalna Ministerstwa Sportu i Turystyki, Pani Monika Rolnik, po ustaleniach z departamentami merytorycznymi stwierdziła, że konieczne jest poinformowanie o tym fakcie wiceministra Kapicy, jako odpowiedzialnego za projekt ustawy hazardowej. Dlaczego? Ponieważ w uzasadnieniu do projektu ustawy II etap budowy NCS był wskazany jako cel, na który miały być przeznaczone wpływy z dopłat. Jako że cel ustał, konieczna stała się zmiana uzasadnienia, podkreślam, uzasadnienia, a nie przepisów ustawy, o czym zobowiązany byłem poinformować właściwego ministra. 12 stycznia, podczas przesłuchań przed Wysoką Komisją Pan Minister Kapica potwierdził, że w piśmie z 30 czerwca informowałem go o zmianie uzasadnienia dla wykorzystania dopłat. Inna rzecz, że Minister Kapica mówił o celu związanym z EURO, a, jak już wyjaśniałem, dopłaty miały służyć sfinansowaniu budowy II etapu Narodowego Centrum Sportu, które z EURO nie mają nic wspólnego. Pozwólcie Państwo, że zacytuję: „ (…) jeżeli Minister Sportu wskazywał, że cel wprowadzenia dopłat jakby stracił rację bytu, w związku z czym oczywiście powstała wątpliwość, czy w takim razie dopłaty mogą zostać bez celu związanego z EURO – no, oczywiście nie – czy też należy poszukiwać jakby innej podstawy do wprowadzenia dopłat.” I dalej cytuję: „(…) dopłaty w projekcie z połowy 2008 r. zostały wprowadzone decyzją Ministra Finansów z argumentacją zawartą w piśmie Ministra Sportu i Turystyki, czyli celem przeznaczenia – EURO. Niewątpliwie pismo ministra sportu i turystyki z 30 czerwca 2009r. spowodowało, że wprowadzeniu dopłat zabrakło uzasadnienia. Co nie znaczy, że Minister Finansów podjąłby decyzję o usunięciu tych dopłat, bo można domniemywać, że mógłby pozostawić dopłaty, zmieniając uzasadnienie. Bo jak Państwo przeczytacie uwagi Ministra Sportu, pismo Ministra Sportu z 30 czerwca, ono mówi o tym, że (…) nie będzie realizowana inwestycja (…) Narodowe Centrum Sportu.” Tyle Pan Minister Kapica.



Zgodziłem się z sugestią Pani Dyrektor Rolnik i poprosiłem ją, aby przygotowała stosowne pismo. Nie ingerowałem w żaden sposób w jego treść. 30 czerwca, podpisując liczną korespondencję, podpisałem miedzy innymi dwa pisma informujące o rezygnacji z realizacji II etapu Narodowego Centrum Sportu. Pierwsze do dyr. Mikosa, o którym już wspomniałem, i drugie do Wiceministra Kapicy.

 

Każda osoba pełniąca ważne funkcje publiczne ma dziesiątki jeśli nie setki pism do podpisania w krótkim czasie. Nie jestem w tej materii wyjątkiem, pozwolę sobie przytoczyć słowa Pani Poseł Beaty Kempy, z dnia 5 stycznia tego roku, kiedy to pani poseł podczas przesłuchania przed Wysoką Komisją, stwierdza, co następuje: „(…) jako Sekretarz Stanu, jak wielu Sekretarzy Stanu, a też Podsekretarzy Stanu oraz inne osoby pełniące funkcje publiczne bądź jakiekolwiek funkcje urzędowe, podpisuję szereg pism, trudno te pisma nawet policzyć co do ilości. (…)”. Warto zaznaczyć, że projekt listu miał wszystkie stosowne parafki osób odpowiedzialnych za jego sporządzenie. Dlatego złożyłem swój podpis.



 

Wysoka Komisjo,


18 sierpnia 2009 roku, po posiedzeniu Rady Ministrów, Pan Premier polecił mi przygotowanie informacji na temat toku prac w Ministerstwie Sportu i Turystyki nad projektem ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Skontaktowałem się z Dyrektor Generalną i poprosiłem, aby następnego dnia na godzinę 9:00 zwołała dyrektorów departamentów merytorycznych odpowiedzialnych za prowadzenie nowelizacji ustawy. 19 sierpnia odbyło się spotkanie, w którym uczestniczyła Dyrektor Generalna Monika Rolnik, Dyrektor Departamentu Ekonomiczno-Finansowego Bożena Pleczeluk, Dyrektor Departamentu Prawno-Kontrolnego Rafał Wosik i Szef Gabinetu Politycznego Marcin Rosół. Podczas spotkania urzędnicy przedstawili mi szczegółowe kalendarium prac nad ustawą i tryb przygotowania pisma. Tego samego dnia kalendarium i wszelkie ustalenia, oraz dane otrzymane od urzędników przekazałem Panu Premierowi. Pan Premier przyjął moje sprawozdanie do wiadomości i na tym sprawę uznałem za zakończoną.

 

Szczegółowy opis trybu przygotowania pisma do wiceministra Kapicy z dnia 30 czerwca 2009 znajduje się w pismach skierowanych 6 października przez Panią Dyrektor Rolnik i Pana Dyrektora Wosika do Szefa Kancelarii Premiera Pana Ministra Arabskiego. Cytuję wyjaśnienia Pani Rolnik: „(…) W celu uniknięcia powiązania EURO z hazardem zarekomendowaliśmy Ministrowi zmianę uzasadnienia przepisu bez zmiany całego przepisu w ustawie o grach i zakładach wzajemnych. Uzasadnienie do projektu ustawy odnosiło się bezpośrednio do faktu realizacji II etapu Narodowego Centrum Sportu, które było mylnie utożsamiane przez opinię publiczną z projektem EURO 2012. W związku z tym Minister Drzewiecki polecił mi przygotowanie stosownego pisma. W dniu 24 lub 25 czerwca poleciłam zatem ustnie Dyrektorowi Departamentu Prawno-Kontrolnego Panu Rafałowi Wosikowi przygotowanie pisma w sprawie wycofania się z budowy hali i całego II etapu Narodowego Centrum Sportu. Prosiłam o zmianę uzasadnienia do stosownych przepisów, a nie samych przepisów, stąd zaistniałe nieporozumienie, bowiem zmiana zgłoszona przez pana Wosika dotyczyła zmiany uzasadnienia wraz z przepisami. Projekt takiego pisma otrzymałam mailem 29 czerwca br. Nie znając szczegółowych przepisów projektu ustawy, stwierdziłam, iż uzasadnienie odzwierciedlało intencję przekazanego polecenia. W związku z faktem, iż za treść przygotowania pisma odpowiada osoba przygotowująca je, poprosiłam o parafę Pana Wosika.” Koniec cytatu.



 

I wyjaśnienia dyrektora Wosika, cytuję: „(…) 19 sierpnia zostałem poproszony przez Pana Ministra o wyjaśnienie trybu przygotowywania pisma z 30 czerwca oraz wyjaśnienie treści pisma. Poinformowałem Pana Ministra o tym, że pismo napisałem na polecenie Dyr. Generalnego oraz, że treść pisma, które przygotowałem samodzielnie, może być odczytana jako treść rezygnacji z zapisów ustawy o grach i zakładach wzajemnych, a nie tylko z części dotyczącej daty oraz uzasadnienia – co było intencja ministra. Analizując treść pisma z dnia 30 czerwca ustalono wspólnie z Panem Ministrem, że nie odpowiada ono intencji Ministra, który oczekiwał tylko rezygnacji z zapisów odnoszących się bezpośrednio do realizacji II etapu NCS (a więc daty obowiązywania przepisów oraz uzasadnienia). (…) Na skutek nieporozumienia, w przygotowanym piśmie z dnia 30 czerwca odniosłem się więc do art. 47a ust. 2, zamiast wyłącznie do zdania wstępnego, które dotyczyło daty obowiązywania określonych przepisów oraz uzasadnienia. Niezrozumienie intencji przekazanych mi przez panią Monikę Rolnik mogło wynikać z faktu, że w uzasadnieniu do art. 47a ust. 2 ww. ustawy odnoszono się w sposób bezpośredni do realizacji Narodowego Centrum Sportu. Na skutek więc nieporozumienia co do zakresu pisma i faktycznych zamiarów, pismo z dnia 30 czerwca zawierało treści, które okazały się być dalej idące niż intencja Ministra Sportu i Turystyki. Pismo z dnia 30 czerwca było i jest traktowane jako jedno z wielu w ramach prowadzonej korespondencji z innymi resortami. Ponadto pismo to nie wywołuje żadnych skutków prawnych, tym bardziej, że przepisy ustawy o grach i zakładach wzajemnych, nie zostały w żaden sposób zmienione. Zmiany do projektu mogą być wprowadzane wyłącznie w drodze uzgodnień międzyresortowych w sytuacji, gdyby Minister Finansów przesłał projekt ustawy. Minister Finansów natomiast do dnia dzisiejszego nie rozesłał projektu ustawy, który zawierałby jakiekolwiek zmiany, do których Ministerstwo Sportu i Turystyki mogłoby się odnieść w przewidzianej przepisami procedurze.(…)”. Koniec cytatu.

 

Wyjaśnienia te wskazują na fakt, że doszło do ewidentnego, urzędniczego błędu, który nie miał żadnych konsekwencji legislacyjnych. Pani Dyrektor Rolnik poprosiła o przygotowanie pisma informacyjnego, a wysłano pismo, które wypaczyło pierwotne intencje.  Jednocześnie urzędnicy zwrócili uwagę  na fakt, że pismo z 30 czerwca nie może mieć wiążącego charakteru i jest pod względem prawnym bezskuteczne. To bardzo istotny fakt. Gdyby rzeczywistą intencją była chęć zaproponowania dokonania zmian legislacyjnych w postaci całkowitej rezygnacji z art. 47a ust. 2 ustawy o grach i zakładach wzajemnych, musiałby zostać przyjęty zupełnie inny tok procedowania. Przede wszystkim, zmiana musiałaby być skierowana na Komitet Rady Ministrów i do uzgodnień międzyresortowych, jak przewiduje to regulamin prac Rady Ministrów. Ponadto o wniesieniu zmiany musiałby zostać poinformowany osobiście Minister Finansów, a nie jedynie Wiceminister. Podkreślam z całą stanowczością, że nigdy nie inicjowałem rozmów w sprawie ustawy hazardowej z żadnym z przedstawicieli Ministerstwa Finansów, ani z Panem Ministrem Rostowskim, ani z Panem Ministrem Kapicą, ani z nikim innym. Ministerstwo Sportu jedynie przedstawiało swoje stanowisko w odpowiedzi na pytania ze strony Ministerstwa Finansów. Jedyna regulacja, jaką zaproponowałem to wydłużenie czasu obowiązywania dopłat do 2015 roku.



 

Reasumując, pismo z 30 czerwca 2009 roku przygotowano zgodnie z rutynową procedurą. Setki tego typu spraw na co dzień odbywa się w urzędach. Tak samo w Ministerstwie Sportu i Turystyki jak, na przykład, w Ministerstwie Sprawiedliwości, co była uprzejma zauważyć pani poseł Kempa podczas przesłuchania 5 stycznia, zacytuję: „(…) minister kieruje taki projekt, który inny minister prosi o zaopiniowanie – to jest normalny tryb, który jest chyba, nie wiem, od wieków – i wtedy on trafia do odpowiedniej komórki. (…) I tam zawsze dyrektor decyduje, kto będzie nad tą kwestią pracował, i wtedy tak wypracowane stanowisko dyrektor przedstawia osobie, która jest władna podpisać takie stanowisko na zewnątrz.(…)”. Koniec cytatu.

 

Powtórzę raz jeszcze. Pismo skierowane do Pana Ministra Kapicy 30 czerwca 2009 roku było z prawnego punktu widzenia wadliwe, bezskuteczne i jako takie nie miało żadnego znaczenia. Nie mogło wpłynąć na kształt procesu legislacyjnego związanego z projektem, którego dotyczyło. Nie mogło niczego zmienić. Zresztą do hipotetycznej zmiany droga jest  długa. Po pierwsze, Minister Finansów może uwagę przyjąć lub nie. Po drugie, przedstawiciel Ministerstwa Sportu musiałby ją potwierdzić na Komitecie Rady Ministrów. A na koniec - procedowanie ustawy toczy się w sejmie. I tu wyjątkowo zgadzam się z Panem Posłem Wassermannem, który 28 grudnia podczas przesłuchania przed Wysoką Komisją stwierdza, cytuję: „(…) ustawy są uchwalane przez Sejm, to tam zapada decyzja, to nie na poziomie pierwszych uwag, (…).” Koniec cytatu.



 

Wysoka Komisjo.


Wyjaśnienia wymaga również pismo z 2 września 2009 roku skierowane przeze mnie do Pana Jacka Kapicy. Przygotowanie pisma wiązało się z projektem budżetu na 2010 rok. 7 sierpnia otrzymaliśmy z Ministerstwa Finansów wstępne limity budżetowe na 2010 rok, mniejsze o prawie 64 miliony w stosunku do roku 2009. Równocześnie 11 sierpnia skierowaliśmy do uzgodnień międzyresortowych projekt Wieloletniego Planu Inwestycyjnego, przewidujący zwiększenie finansowania budowy Stadionu Narodowego o ponad 441 milionów w roku 2010. 18 sierpnia złożyliśmy projekt budżetu na 2010 rok do Ministerstwa Finansów. A 19 sierpnia, o czym już mówiłem, po dokonaniu analizy i wyjaśnieniu wszystkich okoliczności powstania pisma z 30 czerwca, urzędnicy stwierdzili błąd i zasugerowali mi wystosowanie wyjaśnień do Ministerstwa Finansów. Początkowo nie uznałem tego za konieczne, ponieważ założyłem, że skoro pismo jest błędnie sformułowane, to nie pociąga za sobą żadnych skutków legislacyjnych. Poza tym będziemy mieli okazję zająć stanowisko w tej sprawie na Komitecie Rady Ministrów. Jednakże, po analizie budżetu na 2010 rok, znacznie zmniejszającego nakłady na sport, zgodziłem się z sugestią Pani Dyrektor Rolnik. Zacytuję fragment wspomnianego pisma dyr. Rolnik do Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z 6 października 2009: „(…)zarekomendowałam Ministrowi Drzewieckiemu, aby jednak poinformować MF o chęci pozyskania środków z ewentualnych dopłat ale na inne cele sportowe niż związane z II etapem NCS, jako alternatywne źródło finansowania polskiego sportu.” Koniec cytatu. Pismo zostało przygotowane przez Departament Ekonomiczno-Finansowy i wysłane do Pana Jacka Kapicy 2 września 2009 roku. Podkreślam: miało ono bezpośredni związek z pracami nad ustawą budżetową na 2010 rok. Natomiast sprawa ustawy hazardowej została zamknięta dwa tygodnie wcześniej, 19 sierpnia, po przyjęciu przez Pana Premiera moich wyjaśnień.
Szanowni Państwo,
Chcę teraz wyjaśnić Państwu moją znajomość z Panem Ryszardem Sobiesiakiem. Znam Pana Sobiesiaka od ponad 10 lat.  Zna go zresztą wielu  polityków, z różnych opcji politycznych, ale nie mnie oceniać, kto i jak blisko. Na marginesie,  Ryszard Sobiesiak to były piłkarz grający przez lata w Polsce i za granicą. Nasza znajomość, sądząc po stenogramach, mogła sprawiać wrażenie dużej zażyłości. W praktyce sprowadzała się jednak do spotkań na turniejach golfowych i innych imprezach sportowych. Nie bywałem u niego w domu, ani w jego pensjonacie. Nie rozmawialiśmy na temat jego interesów, także tych  związanych z hazardem. Nie pomagałem mu w sprawach związanych z jego działalnością gospodarczą.
Jako Minister Sportu miałem wielokrotnie kontakt z byłymi sportowcami. Pomagałem im w wielu sprawach, bardzo często kontaktowałem z różnymi osobami, do których chcieli dotrzeć. Powiem więcej, od lat mój telefon komórkowy jest znany w Łodzi. Wielu wyborców dzwoni do mnie z różnymi prośbami. Staram się pomóc tak często jak to jest możliwe.
Wysoka Komisjo,
Chciałbym się teraz odnieść do artykułu z Rzeczpospolitej z dnia 19 listopada 2009 roku, w którym nazwano mnie kłamcą, ponieważ podczas konferencji 3 października podałem inną niż faktyczna datę ostatniego spotkania z Panem Sobiesiakiem. Prawdą jest, że ostatni raz widziałem go 22 września 2009 w hotelu Radisson. I prawdą jest również to, że podczas konferencji prasowej, próbując błyskawicznie przypomnieć sobie daty spotkań, jako punkt odniesienia przyjąłem datę 30 czerwca 2009 roku. Czyli dzień wysłania do ministra Kapicy pisma, o które przede wszystkim pytali mnie dziennikarze, i na którym głównie koncentrowała się ich uwaga. Spotkanie, które miało miejsce 22 września, było zaplanowane tydzień wcześniej. Pan Sobiesiak nie miał w nim uczestniczyć. Uczestników było czterech. A Pan Sobiesiak dołączył dosłownie na kilka minut, zaproszony w trakcie tego spotkania, przez jednego z nich. Nie przeze mnie, jak skłamał kolejny raz  Pan Kamiński. I to nie ów uczestnik spotkania dzwonił do Pana Sobiesiaka, żądając jego natychmiastowego przyjazdu, to Pan Sobiesiak telefonował do niego. Oświadczam, że mam czterech świadków na okoliczność tego, że do spotkania doszło przypadkowo, nie z mojej inicjatywy. Cała tajemnica polegała na tym,  że znajomy, zapraszający Pana Sobiesiaka do dołączenia do nas, był sponsorem turnieju golfowego, mającego sie odbyć bodajże następnego dnia. Miał nadzieję, że wspólnie namówią mnie do udziału w nim, sądząc, że obecność ministra podniesie rangę zawodów.
Pozwolę sobie poruszyć także kwestię innego, rzekomego spotkania z Panem Sobiesiakiem. Kolejny przykład manipulacji Pana Kamińskiego. Cytat z raportu CBA z 10 września brzmi: ”(…) o tym zainteresowaniu (czyli zainteresowaniu CBA jego osobą) R. Sobiesiak dowiedział się od M. Drzewieckiego albo bezpośrednio w trakcie spotkania, które odbyli najprawdopodobniej w momencie poprzedzającym rezygnację jego córki z ubiegania się o stanowisko członka Zarządu Totalizatora Sportowego (tj. 24.08.2009)”. Koniec cytatu. Natomiast w innej części tego raportu jako prawdopodobną datę spotkania CBA wskazuje 25.08.2009. Otóż oświadczam: nie spotkałem się z Panem Sobiesiakiem ani 24, ani 25 sierpnia. 
Potwierdzam fakt, że Pan Sobiesiak prosił mnie o pomoc w znalezieniu pracy dla jego córki. Dał mi jej życiorys, z którego wynikało, że jest osobą bardzo kompetentną i świetnie wykształconą. Przekazałem go Dyrektorowi mojego Gabinetu Politycznego, Panu Marcinowi Rosołowi. Ani przez moment nie zakładałem, aby Pani Sobiesiak mogła pracować w jakiejkolwiek instytucji podległej mi,  bądź powiązanej z kierowanym przeze mnie resortem. Nie wpływałem ani na sposób ani na miejsce zatrudnienia Pani Magdaleny Sobiesiak. Po przekazaniu jej życiorysu Panu Rosołowi nie zajmowałem się sprawą.  Wielu z Państwa posłów ma dokładnie takie samo doświadczenie. Ludzie wierzą, że możemy pomóc w załatwieniu pracy. Dlatego często proszą o pomoc. Jeżeli ktoś zaprzeczy to jest hipokrytą.
Nie interweniowałem i nie zajmowałem się sprawą w Czorsztynie. Proszę zestawić daty. Czas rzekomego zajmowania się cudzymi interesami, o co zostałem pomówiony przez Pana Kamińskiego, to czas tragicznych wydarzeń, jakie były udziałem moich najbliższych. Tyle komentarza w tej sprawie.
Wysoka Komisjo.
Kategorycznie protestuję przeciwko przedstawianiu mnie, jako ewentualnego źródła rzekomego przecieku. Pan Kamiński barwnie i sugestywnie przedstawił na Komisji scenariusz wymyślonych wydarzeń. Problem w tym, że działy się one jedynie w jego głowie. Uczynił to nie mając cienia dowodów! Bo ich nie ma! Rozumiem, że Pan Kamiński zainspirował się słynnym zdaniem Pana Ministra Ziobry, że brak dowodów jest najlepszym dowodem na popełnienie przestępstwa. Śmiem twierdzić, że Pan Kamiński wierzy w państwo, dla którego każdy obywatel to potencjalny przestępca, którym póki co nie zajęły się służby. Ale jak się zajmą, to zawsze coś się znajdzie. Dla Pana Kamińskiego, tylko urzędnik i funkcjonariusz jest gwarantem i strażnikiem praworządności. Obywatel jest głupi, samolubny i wymaga kontroli. Wszechwładnego Państwa.

Ja wierzę w Państwo, które jest własnością wszystkich obywateli, w którym urzędnik ma pomagać i rozwiązywać ich problemy. Pozycja obywatela i urzędnika wobec prawa jest inna. Urzędnikowi wolno tylko tyle, na ile pozwalają przepisy, a obywatel może robić wszystko to, czego nie zabrania mu prawo. Wierzę, że aby oskarżyć kogoś publicznie, trzeba mieć dowody, a nie domysły, czy osobiste przekonanie.


Wysoka Komisjo.
Podkreślam, cały wywód Pana Kamińskiego w sprawie przecieku to jedno wielkie kłamstwo i mistyfikacja. Potrzebne, aby uderzyć w rząd. Oświadczam: nie byłem źródłem przecieku. Ani podczas spotkania 19 sierpnia, ani później,  Pan Premier nie informował mnie o toczącym się w tej sprawie postępowaniu CBA. Charakter rozmowy i pytania  dotyczyły jedynie pracy mojego Ministerstwa i nie wskazywały na żadne nadzwyczajne okoliczności. Moje kontakty z Panem Premierem  były bardzo częste. W trakcie spotkań byłem proszony o ocenę wielu spraw, także tych nie związanych bezpośrednio z moim resortem. Dlatego pytania dotyczące procesu legislacyjnego jednej z ustaw oraz roli jaką odgrywało w nim moje Ministerstwo, nie wzbudziły mojego zaniepokojenia lub zdziwienia. Również  prośba o przekazanie pełnej informacji na temat prowadzonych  przez moje Ministerstwo działań, nie odbiegała od standardowej procedury. O udziale CBA w sprawie, dowiedziałem się, podobnie jak opinia publiczna, z mediów.
Cała ta pseudo-afera została przygotowana jako element gry politycznej, czego dowodem jest gubienie się pana Kamińskiego we własnych zeznaniach, brak dowodów, całkowita nieznajomość dokumentów i procedur. To pokazuje, że afera hazardowa to tylko rekwizyt do sztuki pod tytułem "PRZECIEK".  Przyjmując sposób rozumowania Pana Kamińskiego i jego technikę dowodową, chcę przedstawić swoją wersję dotyczącą miejsca powstania przecieku. Wersja ta jest absurdalna, tak samo jak wersja przedstawiona przez Pana Kamińskiego. Nie opiera się o żadne dowody, a jedynie o tak zwane przekonanie. Konstrukcja tej wersji ma wiele dziur i wzajemnych sprzeczności. Podobnie jak wersja Pana Kamińskiego. Ale, ponieważ Pan Kamiński nie miał oporów przed publicznym sformułowaniem swoich bezpodstawnych oskarżeń, ja także skorzystam z okazji, aby pokazać mechanizm.
Doskonale znając Premiera Tuska i jego zasady, Pan Kamiński wiedział, że musi zaaranżować przeciek sam, bo, jak wiemy, „CBA nie pęka”. Panowie z CBA wiedzieli, że nie mają żadnych, podkreślam, żadnych atutów w ręce. Jedyną szansą było zbudowanie teorii tzw. przecieku. Ponieważ Pan Premier zachował tajemnicę, CBA samo przekazało informację o trwającym postępowaniu, prokurując możliwość rzucania oskarżeń pod adresem Premiera. Wiedzieli, że będzie można bezkarnie formułować oskarżenia, które choć nigdy nie zamienią się w zarzuty karne, oznaczają faktyczną śmierć polityczną dzięki relacjom w mediach. Niemożliwe? Proszę przypomnieć sobie inne słynne akcje CBA – zakup willi w Kazimierzu nad Wisłą, aby udowodnić tezę, że Państwo Kwaśniewscy mają nielegalne środki finansowe. Akcje agenta Tomka wśród celebrytów i ludzi z biznesu, czy aferę gruntową, która choć spowodowała upadek rządu, nie może doczekać się rozstrzygnięć w postaci prawomocnych wyroków sądowych. Pamiętacie Państwo Pana Leppera? Gdzie dzisiaj jest Samoobrona i jej lider? Co z tego, że nie ma wyroków w sprawie. Konkurent polityczny został wyeliminowany. Czy za 3, 4 lata rozstrzygnięcie sądowe w sprawie afery hazardowej będzie jeszcze kogoś interesować? Dla CBA ważniejsza była intuicja i przekonanie jej szefa, niż cień dowodów na możliwość zaistnienia przestępstwa. Pamiętacie? – dajcie człowieka, a paragraf jakiś się znajdzie. Jak nie hazard, to afera stoczniowa, czy szczepionkowa. Pan Kamiński coś by wygrzebał ze swoich podsłuchów. I jakiś przeciek wydarzyłby się, tak czy inaczej.  Bo taki rozkaz otrzymał Pan Mariusz Kamiński, a lepszego wykonawcy rozkazu nie można sobie wymarzyć. Fanatycznie oddany partii i obsesyjnie nienawidzący przeciwników politycznych, chorobliwie ambitny i niebezpieczny. Mam nadzieję, że Wysoka Komisja zbada także taki wariant i wyjaśni, czy Pan Mariusz Kamiński mógł być autorem przecieku?
Wysoka Komisjo, szanowni Państwo.
Kończąc, chcę jeszcze raz stanowczo powiedzieć: nie interesowałem się sprawą kształtu przepisów tzw. ustawy hazardowej, poza zakresem wynikającym z pełnionej funkcji. Od chwili uzyskania zapewnienia, że inwestycje na EURO 2012 będą finansowane z budżetu państwa, nie interesowałem się kwestią dopłat. Nie byłem źródłem przecieku, ani nie ostrzegłem osób będących w kręgu zainteresowania CBA o toczącym się postępowaniu. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Śpię spokojnie.
Chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim moim współpracownikom z Ministerstwa Sportu i innych urzędów, tysiącom ludzi dobrej woli w całej Polsce, którzy uwierzyli, że można. Że chcieć to naprawdę móc. Oba wielkie projekty, EURO 2012 i ORLIKI, są na takim etapie, że nikomu nie uda się ich zatrzymać. Oba projekty zmieniają nie tylko sportowe oblicze Polski. Jestem dumny, że mogłem się do tego przyczynić.
Dziękuję. Jestem do państwa dyspozycji.

Mirosław Drzewiecki



Warszawa, 28 stycznia 2010





©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna