Życie codzienne pod okupacją niemiecką w dziennikach dzieci żydowskich



Pobieranie 145.27 Kb.
Strona1/4
Data08.05.2016
Rozmiar145.27 Kb.
  1   2   3   4

Dr Justyna Kowalska-Leder


Wydział Polonistyki UW

Instytut Kultury Polskiej


Życie codzienne pod okupacją niemiecką w dziennikach dzieci żydowskich


Przedmiotem moich rozważań jest obraz okupacyjnej codzienności odnotowany w dziennikach dzieci żydowskich piszących w języku polskim. Niewiele tego rodzaju tekstów przetrwało do dziś. Sporo zapewne zaginęło podczas wojennej zawieruchy, niemało - już po 1945 roku, ponieważ nie wydawały się wówczas godne zainteresowania. Na dodatek lektura ocalałych zapisków dzieci Holokaustu nierzadko rodzi frustrację i może nawet bardziej niż teksty, które wyszły spod pióra osób dorosłych, skłania do wysiłku interpretacyjnego. Daje wgląd jedynie w niewielki wycinek doświadczenia autorów. Często zmusza czytelnika do pogodzenia się z tym, że nigdy nie pozna dalszych losów diarysty. Czasem nie wiadomo nawet, kto prowadził zapiski. Naiwnością byłoby więc przekonanie, że badany tu materiał jest w stanie wyczerpać tak wielowariantowe i wielowymiarowe doświadczenie, jakim był Holokaust.

Dzienniki lub ich ocalałe fragmenty, które będą tu przywoływane, pozwalają zobaczyć z perspektywy dziecka kilka miejsc na okupowanych ziemiach polskich w różnych etapach wojny. Urodzona w 1927 roku Renia Knoll prowadzi swoje zapiski w Krakowie zarówno przed, jak i po utworzeniu tam getta. Mieszczą się one w zwykłym szkolnym zeszycie w linie i obejmują okres od 16 maja 1940 roku do 1 września 1941 roku.1

Publikowany po polsku już trzykrotnie dziennik Dawida Rubinowicza, rówieśnika Reni, zawiera notatki prowadzone od 21 marca 1940 roku do 1 czerwca 1942.2 Czytelnicy poznają Dawida jako dwunastolatka, mieszkańca wsi Krajno w powiecie kieleckim położonym w Generalnym Gubernatorstwie. Po chłopcu zostało pięć szkolnych zeszytów o poliniowanych kartkach zapełnionych starannym, choć początkowo niepewnym jeszcze pismem.

Dzięki zachowanym do dnia dzisiejszego diariuszom dzieci żydowskich możemy niejako w trzech odsłonach zobaczyć Łódź i tamtejszą dzielnicę zamkniętą. Najbardziej znany czytelnikowi jest oczywiście dziennik Dawida Sierakowiaka (ur. w 1924 r.), prowadzony od 28 czerwca 1939 roku do 15 kwietnia 1943 roku. Po polsku ukazały dwa jego zeszyty3, których oryginały4 do dziś są przechowywane w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Więcej, bo aż pięć zeszytów, zawiera edycja anglojęzyczna.5

Realia getta łódzkiego ukazują też przechowywane w ŻIH-u notatki dwóch anonimowych dziewczynek. Zeszyt pierwszej z nich dostępny jest tylko w maszynopisie, oryginał bowiem prawdopodobnie znajduje się w rękach prywatnych.6 Nie znamy wieku autorki notatek, na podstawie zachowanego fragmentu dziennika możemy przypuszczać, że nosiła imię Ester lub Minia. Sposób formułowania przez nią myśli, popełniane błędy językowe, a przede wszystkim jej tryb życia w getcie wskazują, że była stosunkowo małą dziewczynką. Być może nie skończyła jeszcze dziesięciu lat, nie wspomina bowiem o przymusie pracy obejmującym w łódzkiej dzielnicy zamkniętej dzieci powyżej dziesiątego roku życia. Dziewczynka prezentuje w dzienniku swoją rodzinę, składającą się z rodziców oraz szesnastoletniego brata i siedemnastoletniej siostry. Autorka zapisków i jej siostra noszą imiona Esterka i Minia. Nie wiemy, które z nich należy do diarystki. Notatki dziewczynki dotyczą stycznia, lutego i marca 1942 roku, a więc tego okresu funkcjonowania getta, który nie został oświetlony w zachowanych notatkach Sierakowiaka. Poza tym jej dziennik wprowadza perspektywę pomijaną przez Dawida - doświadczenie dziewczynki niepracującej i nieposzukującej pracy, skoncentrowanej wyłącznie na sprawach organizacji życia domowego. Takie właśnie zadania w dużej mierze pochłaniały niemą bohaterkę dziennika Dawida, jego siostrę Natalię. Dzięki zapiskom tajemniczej dziewczynki możemy spróbować wniknąć w niedostrzegane przez Sierakowiaka aspekty życia w getcie.

Dziennik drugiej anonimowej dziewczynki znaleziony został w Łodzi przez Filipa Friedmana w 1945 roku.7 W tym pozbawionym okładki, liniowym zeszycie buchalteryjnym (z rubrykami „winien” – „ma”), zapisano ołówkiem tylko piętnaście stronic. Oddają one atmosferę, jaka panowała w getcie w lipcu i sierpniu 1944 roku, a więc podczas akcji likwidacyjnej.

Na uwagę zasługuje również odnaleziony i opublikowany niedawno, bo w 2006 roku, pisany po polsku dzienniczek urodzonej w 1929 roku Rutki Laskier z Będzina.8 Swoje notatki, prowadzone od 19 stycznia do 24 kwietnia 1943 roku, dziewczynka zapisywała w liniowym zeszycie z zielonymi okładkami.

Nie opublikowany jak dotąd, przechowywany w Archiwum Yad Vashem, dziennik Miriam Chaszczewackiej (ur. w 1924 r.) z Radomska powstawał od końca kwietnia 1941 do początku października 1942 roku.9 Również dzienniczek Jerzyka Urmana (ur. w 1932 r.) prowadzony w Drohobyczu od 27 października do 12 listopada 1943 roku, nie został jak dotąd opublikowany, a jego kopia w formie maszynopisu znajduje się w zbiorach Yad Vashem. 10

Wiele spośród dziecięcych dzienników, zwłaszcza tych, prowadzonych przez dłuży czas, charakteryzuje się ogromnym bogactwem tematów. Sprawy błahe, zabawne, dziecięce fantazje, pierwsze próby literackie przeplatają się tu z opisami tragicznych wydarzeń, bolesną refleksją czy rozmyślaniami natury filozoficznej.

Łatwiej byłoby chyba powiedzieć, czego nie ma w dzienniku Reni Knoll, niż nakreślić pełny zakres tematyczny jej zapisków. Oczywiście, znajdujemy tam informacje dotyczące życia w okupowanym Krakowie, narastających represji wobec Żydów, utworzenia getta i warunków życia w dzielnicy zamkniętej. Dziewczynka nie stawia sobie jednak za cel prowadzenia kroniki, która koncentrowałby się przede wszystkim na zapisie przemian w otaczającej ją rzeczywistości. Do zagadnień, które najbardziej ją poruszają, należą problemy związanie z dojrzewaniem, przede wszystkim flirty z kolegami, utarczki z przyjaciółkami, problemy rodzinne, wrażenia z lektur. Jest więc to, podobnie jak w przypadku Anne Frank, dziennik dojrzewania nastolatki. Obie autorki łączą poza tym ambicje literackie. W dzienniku Reni Knoll, obok typowych dla tego gatunku zapisów, znajdujemy wiersze, opowiadania, eseje, dialogi sceniczne, przysłowia, cytaty z lektur, teksty piosenek, ale też różnego rodzaju tabele, katalogi, spisy, na przykład listę najładniejszych chłopców z okolicy z krótką acz treściwą charakterystyką ich wyglądu. W przeciwieństwie do Anne, Renia nie dołącza do dziennika żadnych zdjęć, za to ozdabia go kilkoma rysunkami, na przykład pod wierszem z okazji Dnia Matki widnieje bukiet narysowany kredkami. Jej dziennik pełnił też przez chwilę funkcję zielnika, czego znakiem jest miejsce, gdzie w czerwcu 1940 roku Renia wkleiła kilka bratków. Dla oddania klimatu, w jakim są utrzymane jej zapiski, warto przytoczyć w całości fragment reprezentatywny dla reszty dziennika.

23 IV 1941 r. Czwartek

Wszystko się sprzysięga przeciw Żydom nawet pogoda. Jest już koniec kwietnia, a jest tak zimno że noszę gruby sweter i płaszcz zimowy. Będę teraz codziennie chodzić na lekcje angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Ale bym je wszystkie oddała aby się móc uczyć gry na fortepianie, ale i tak nie miałabym gdzie ćwiczyć. Tak smutno jest tutaj! gdzie się człowiek popatrzy widzi czarne posępne mury wznoszące się ku niebu z nagrobkami po wierzchu. Gdyby choć słoneczko zaświeciło! ale może jest dobrze że niema pogody, bo niemcy wydali wyrok że jeśli w Ghecie wybuchnie zaraza, to całe getto puszczą z dymem.

Chodzę teraz na aleję Limanowskiego. Gdzie już zdążyłam zawrócić w głowie kilku chłopcom. Jednego z nich nazwałam „Kundlem” jest śliczny. Mnie samej się on bardzo podoba, ale Broń Boże tego nikt nie widzi, prócz jednej Marty. A mnie jest go nieraz bardzo żal gdy widzę jak patrząc na moją lodowatą twarz ciężko wzdycha.

On jest moim „typem” ma śliczne piwne oczy i brązowe włosy, jest wysoki, ode mnie o głowę wyższy. Porządnie i czysto ubrany no i słodki. Kiedyś szedł za mną aż pod dom. Stale otacza go armia chłopców którzy mię w ten sposób śledzą: ustawiają się w placówki a gdy koło nich przechodzę to zaczynają gwizdać, gwizd ten przechodzi z jednej placówki do drugiej, aż dochodzi do niego. Wówczas on szybko się kryje w jakiejś bramie, a po dziesięciu minutach wychodzi, tak aby to wyglądało że to ja przyszłam wcześniej, nie on.

Drugi typ nazwałam „Szatańskie oczy” gdyż oczy te są tak złe i zarazem piękne że nie można ich było określić inaczej. Ten typ bardzo dużo chodził z dziewczętami powoli rozkochując je w sobie. Teraz przez jakiś czas nie chodził z niemi, chcąc się jakoś wyróżnić. Dopiero gdy mnie zauważył znowu zaczął chadzać z dziewczętami aby i we mnie wzbudzić zazdrość. Gdy przechodzi koło mnie stara się mój wzrok na siebie przeciągnąć ale mu się to nie udaje, gdy on idzie to ja patrzę prosto przed siebie przyjmując twarz w kamienną okowę. Jego to szalenie denerwuje. Wczoraj szłam on idzie za mną i mówi do kolegi: Ładna dziewczyna, nawet nie usłyszałam. Tych „Typów” jest może 10. Ale gdybym każdego chciała opisać to nie wystarczyłbyś i ty dzienniczku.

1. Kundel. 2. Szatańskie oczy. 3. Chińczyk.

4. Filozof. 5. Idiota. 6. Okularnik.

7. Czarny. 8. Złodziejskie oczy. 9. Król Bolesław.

10. Drynda. 11. Spodeczki. 12. Kawka.

1,2,3 = najpewniejsi

4,5,6 = pewni

7.8.9 = mniej pewni

10, 11, 12 = najmniej pewni11

Na przykładzie cytowanego zapisku z 1941 roku dobrze widać jedną z typowych cech gatunkowych dziennika intymnego, a więc politematyczność. „W dzienniku pisać można o wszystkim, nie istnieje ustalona hierarchia spraw, a przejście od jednej kwestii do drugiej nie wymaga w ogóle uzasadnień”12 – zauważa Michał Głowiński. Niemiecka okupacja czy realia getta rzadko sytuują się w centrum zainteresowania Reni, stanowią raczej tło doświadczeń intymnych. Nieustanne utarczki z koleżankami i flirty z kolegami to oś problemów, z którymi Renia zmaga się podczas wojny. W czerwcu 1940 roku dziewczynka notuje:

Dziś na kursie Dorka dziwnie jakoś usiadła tak że jej wszystko było widać. Chłopcy zaraz zaczęli się śmiać, a ona na wszystko pozwalała. Mietek strasznie chciał aby i mnie ktoś podniósł suknię. Ale nie odważyli się.13

Dominanta tematyczna zapisków Reni zmusza współczesnego czytelnika do konfrontacji z jednolicie traumatyczną wizją losu Żydów pod okupacją niemiecką. Nie mieszczą się w niej bowiem typowe dylematy dojrzewania, które tak bardzo absorbują diarystkę.

Rutka Laskier, podobnie jak Renia Knoll, realizuje w swoich zapiskach model dzienniczka pensjonarki. Jest uzdolnioną literacko, oczytaną panienką, przeżywającą rozterki typowe dla okresu dojrzewania. Ich świadectwem są zawarte w dzienniku opisy napiętych relacji z rodzicami, pierwszych miłości, kłótni z przyjaciółkami, cielesnych symptomów dojrzewania. Wszystko to rozgrywa się w scenerii będzińskiego getta, którego groza od czasu do czasu niespodziewanie wkracza w świat pensjonarskich wynurzeń. Za przykład takiego kontrastowania niech posłuży jeden z najbardziej wyrazistych zapisków, w którym Rutka łączy autoanalizę, świadectwo ekstremalnego okrucieństwa, obserwację własnego dojrzewania oraz opis flirtu.

6 II 43 r.

Coś się we mnie załamało. Gdy przechodzę obok Niemca wszystko się ściąga we mnie, nie wiem czy z lęku czy z nienawiści, chciałabym znęcać się nad nimi, nad kobietami i dziećmi, które szczują nas swoimi salonowymi pieseczkami. Tak bić i dusić mocno, coraz mocniej…[…]

Zdaje się, że obudziła się we mnie kobieta, to znaczy gdy wczoraj leżałam w wannie i woda pluskała moje ciało, zapragnęłam by mnie głaskały czyjeś ręce… Nie wiem co to jest, dotychczas jeszcze nigdy tego nie czułam…[…]

Dziś przypomniałam sobie dokładnie dzień 12 VIII 42, to znaczy punkt na „Hakoachu”14. […] sama widziałam jak żołnierz wyrwał kilkumiesięczne maleństwo z rąk matki i główką z całej siły uderzył o słup latarni. Mózg rozprysnął się na drzewie, matka dostała ataku, piszę to tak jak gdyby nigdy nic, jakbym była doświadczonym na okrucieństwach wojskiem, a jestem przecież młoda, mam czternaście lat i niewiele jeszcze w życiu widziałam, a jestem już taka obojętna. […] Ha, ha, tu można oszaleć, jeżeli się to wszystko przypomni. Teraz sprawy lokalne: Był u mnie po południu Janek. Musieliśmy siedzieć w kuchni. […] Wśród rozmowy wyjechał nagle z tym, że byłoby mu bardzo przyjemnie, gdyby mnie pocałował. Powiedziałam „możliwe” i jadę dalej. Był trochę zdołowany, myślał, że jestem Tusią albo Halą Zelinger. Byłabym w stanie dać się pocałować tylko przez tego, którego kocham, a on jest mi obojętny najzupełniej. […] Na schodach pytam się go, czy doprawdy całowanie jest rzeczą tak przyjemną a potem, że ciekawam, jaki to ma smak (co jest najzupełniejszą prawdą). Wówczas zaczął się śmiać (śmieje się bardzo ładnie, muszę mu to przyznać) i mówi, że on też jest ciekawy. Ale nie dam się pocałować. Boję się, [że] zburzę w ten sposób coś pięknego, jasnego… Boję się, że kiedyś się gorzko rozczaruję. 15

Gdy mowa o pensjonarskich wynurzeniach nastoletnich diarystek, nie sposób nie wspomnieć o Miriam Chaszczewackiej z Radomska. Również w jej dzienniku znajdziemy opisy flirtów, potańcówek, zwanych przez autorkę „bibkami”, cytaty z ulubionych lektur oraz informacje o realiach życia w getcie, na przykład ceny żywności. A jednak w trakcie lektury tych zapisków zaczyna narastać wrażenie, że Miriam odnotowuje tylko pobieżny zarys dawno minionych wydarzeń, nie relacjonując ich na bieżąco, w żadnym stopniu nie czyniąc też z prowadzenia dziennika istotnej w swoim życiu praktyki. Przy uważnym przyjrzeniu się jej diariuszowi, widać spore odstępy czasu między kolejnymi zapiskami. Bywa, że dziewczyna przez cały miesiąc w ogóle nie sięga po pióro, a jej rekord częstotliwości notatek to zaledwie cztery powstałe w październiku 1942 roku. Zapiski Miriam są zawsze spóźnione wobec relacjonowanych przez nią wydarzeń, pozbawione szczegółowych informacji o ich przebiegu oraz opisu przeżyć, jakie w niej wywołały. Wydaje się, że przyczyna tkwi częściowo w niechęci do prowadzenia dziennika, a po trosze w braku czasu, który upływa dziewczynce na nauce angielskiego, udzielaniu korepetycji z hebrajskiego, pracy we freblówce i, oczywiście, życiu towarzyskim. Miriam wyraźnie zmusza się do prowadzenia notatek. Zapis z poniedziałku, 15 czerwca 1942 roku rozpoczyna słowami: „Już teraz nie pomnę ani kolejności wszystkich wypadków, które się zdarzyły od czasu ostatniego pisania [czyli od dwóch miesięcy – przyp. J. K.-L.]. Zawsze marzyłam, żeby był ktoś taki, kto zapisywałby wszystkie ważniejsze wypadki wraz z moimi wrażeniami i moim reagowaniem na nie”16. Miriam przyznaje, że źródło takiego stanu rzeczy tkwi w lenistwie, co budzi zresztą w niej poczucie winy. „Zawsze żałuję poniewczasie, że tak mało pisałam, bo nigdy nie chce mi się tyle wypadków naraz opisywać”17 – notuje 12 czerwca 1941 roku.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego Miriam zmusza się do prowadzenia dziennika, znajdziemy w notatce z 22 września 1942 roku. Dotyczy ona – wyjątkowo – wydarzeń z dnia poprzedniego, kiedy to do Radomska nadeszły wieści o wywożeniu Żydów z oddalonej o czterdzieści kilometrów Częstochowy.

Jeszcze 3-4 dni i będą u nas – a wtedy. O Boże! Jak okrutna jest ta pewność śmierci – czyż śmierci, to najgorzej – męczarni okrutnej w dusznych, ściśniętych wagonach. […] Jakie to głupie, ale krok przed śmiercią troszczę się o mój pamiętnik, ale nie chciałabym by skończył gdzieś marnie w piecu czy na śmietniku. Chciałabym, by go ktoś znalazł – bodaj Niemiec i by przeczytał. Chciałabym, by ta pisanina, która zawiera zaledwie 1/100 okrucieństwa była kiedyś prawdziwym i wiernym dokumentem naszych czasów. A właściwe jak umrę to cóż mnie obchodzi.18

Miriam czuje się więc zobowiązania do złożenia świadectwa. Wraz z upływem czasu w dziewczynie, całkowicie pochłoniętej problemami okresu dojrzewania, zaczyna narastać świadomość tego, że być może notatki okażą się trwalsze od jej życia i stanowić będą nie tylko źródło wiedzy o okupacji Radomska, lecz również ślad po niej samej. W ostatnim zapisku z 7 października 1942 roku zaznacza, że jedyną rzeczą, którą „musi” zabrać do kryjówki jest właśnie notes.19

Rozpoczęcie tekstu o okupacyjnych dziennikach dzieci żydowskich od położenia akcentu na tematyce krotochwilnej, może zaskakiwać. Nie pasuje bowiem do takiej wizji doświadczenia dzieci Holokaustu, która kładzie nacisk na jego wymiar traumatyczny, wynikający ze skrajnego głodu, chorób i bliskości śmierci. Tego rodzaju tematyka jest oczywiście obecna w omawianych przeze mnie tekstach, ale w przypadku dziewczęcych wynurzeń Reni, Miriam i Rutki zajmuje miejsce marginalne. Zupełnie inaczej wygląda to w dzienniku Dawida Sierakowiaka, niewątpliwie jednym z najbardziej przejmujących świadectw doświadczenia głodu. W swoim dzienniku poświęca on dużo uwagi kwestii aprowizacji oraz codziennym zajęciom: szkole, pracy, udzielanym korepetycjom, zebraniom organizacji lewicowej. Znajdziemy tu również informacje o sytuacji politycznej na świecie. Jednak tematem najważniejszym, choć nie od razu dominującym, jest właśnie głód. Dziennik Sierakowiaka czytać można jako studium choroby głodowej. Z jednej strony, jest to samoobserwacja chorego, z drugiej – raport z głodującego miasta.

We wtorek, 13 maja 1941 roku chłopak notuje: „Wczoraj umarł jeden z uczniów równoległej do naszej klasy, który uległ ogólnemu wyczerpaniu z głodu. Na skutek swego okropnego wyglądu mógł on zjeść w szkole nieograniczoną ilość zup, ale nie pomogło mu to zbytnio. Jest to trzecia ofiara w naszej klasie”20. O stanie, w jakim znajduje się sam autor dziennika, można wnioskować z zapisu, który powstał trzy dni później. „Badała mnie dziś lekarka w szkole i była przerażona moją chudością.”21 Dawid dostaje od niej skierowanie na prześwietlenie płuc, a przez to szansę na dodatkową zupę w szkole. Wychodzi jednak z tej przygody dość przestraszony. „Choroby płuc są ostatnim krzykiem mody w getcie. Zmiatają ludzi jak dyzenteria lub tyfus”22 – czytamy w notatce z maja 1941 roku. Parę dni później Dawid z radością odnotowuje: „Od dzisiaj dostaję też w szkole dwie zupy. Zawsze człowiek lepiej się czuje”23. Jednak już dwa dni później zaznacza, że mimo dodatkowej porcji jego stan jest fatalny. O determinacji Dawida w zdobywaniu żywności świadczy zapis z 30 maja: „W szkole udało mi się złapać dziś trzecią zupę, a mianowicie, gdy wszyscy już zjedli, uprosiłem (po kilkakrotnej, dość brutalnej odmowie) kierownika o dolewkę. Była to normalna trzecia porcja, ale mimo to, iż czułem ciężar wychłeptanej zupy w żołądku, byłem tak głodny jak przedtem. Już chyba nigdy nie potrafię się nasycić”24.

„Głodny jestem jak cholera, bo z mego chlebka, który miał starczyć do wtorku włącznie, śladu już nie ma” – notuje w piątek, 23 maja 1941 roku. – „Pocieszam się, że nie jestem pod tym względem jedyny.”25 Dawid w swoich zwierzeniach na temat głodu i wywołanej nim choroby sytuuje się zwykle w obrębie szerszej wspólnoty, którą, w zgodzie z jego lewicowymi przekonaniami, nazwać można masami głodującego getta. Jest to widoczne już w postaci powracającego wciąż zaimka „my”. Ta wspólnota głodujących nędzarzy przeciwstawiona jest gettowej elicie wyzyskiwaczy, skoncentrowanej wokół Chaima Rumkowskiego. W tym sposobie patrzenia na własne doświadczenie ujawnia się „niedziecinna” perspektywa Sierakowiaka, odmienna od innych analizowanych przeze mnie diariuszy. Autor zapisków z getta łódzkiego uwewnętrznił już wcześniej pewien zideologizowany (w szerokim tego słowa znaczeniu) obraz świata. Jego źródeł należy szukać w czytanych przez Dawida pismach Lenina i Marksa, które chłopiec nie tylko zna, lecz również tłumaczy, o których dyskutuje wraz z kolegami z organizacji lewicowej. Ma więc uwewnętrznioną pewną siatkę pojęć, system kategorii, za pomocą których ujmuje własne doświadczenie. Tymczasem młodsi diaryści nie mają jeszcze jakiejś spójnej wizji świata. Ich zapiski to świadectwa indywidualnych prób usensownienia tego, co stało się ich udziałem. W wyniku takich operacji myślowych powstają swoiste bricolages, w których wydarzenia zyskują zaskakujące dla dorosłego czytelnika uzasadnienia, umieszczone zostają bowiem w szczególnym, dziecięcym uniwersum myślowym. Dziecięcy diaryści przypominają opisanego przez Claude’a Lévi-Straussa bricoleura, gdyż podobnie jak on, tworzą nowe sensy z często nieprzystających do siebie obrazów zebranych w wyniku obserwacji świata, a nie – przez odniesienie do wypracowanej wcześniej siatki pojęć.26

Kolejne strony dziennika Sierakowiaka przekształcają się w studium przypadku choroby głodowej i towarzyszących jej powikłań. Notatka z początku czerwca 1941 roku przynosi informację o wyniku rentgena. Okazuje się, że płuca Dawida „są w porządku”, ale badanie wykryło jakieś „nieporządki w sercu”27. Diagnoza nie wywiera żadnego wpływu na tryb życia chłopca. Wyraźne znaki nadchodzącej katastrofy widać latem 1941 roku. „W nocy miałem okropne wymioty i dzisiaj cały dzień przeleżałem osłabiony jak nigdy”28 – czytamy w zapisku z 7 czerwca. Dzień później sytuacja nie wygląda lepiej: „Ledwie się dziś mogłem ruszać, ale powlokłem się do szkoły”29. Na początku lipca jest jeszcze gorzej: „wczoraj nieomal nie zemdlałem w szkole”30 – odnotowuje Dawid pośród narzekań na fatalną pogodę. W notatce z połowy lipca padają słowa: „Coraz trudniej mi jest głodować. Dawniej mogłem cały dzień nie jeść i jakoś się trzymałem, a teraz to jestem zupełnie kapeć”31.

Mimo uporczywego głodu, Dawid stara się realizować nie tylko w działalności społecznej, lecz również – naukowej. Uczy się języków, a jak można sądzić z ocen, jakie otrzymuje na klasówkach oraz na małej maturze, musi zapewne przygotowywać się do zajęć szkolnych. Wyraźną przyjemność sprawia mu wysiłek intelektualny, w ramach rozrywki tłumaczy na polski Owidiusza, a z hebrajskiego na jidysz poezję Saula Czernichowskiego. Sporo miejsca w dzienniku zajmują udzielane przez Dawida „lekcje”. Mowa oczywiście o korepetycjach, których zarówno ilość, jak i zakres mogą wprowadzić w zdumienie. W październiku 1941 roku chłopiec porzuca tę formę zarobkowania i zatrudnia się w warsztacie rymarskim.

Determinująca kształt całego dziennika perspektywa głodującego młodego człowieka zostaje wyostrzona dzięki takim informacjom, jak ceny żywności, jej dostawy i jakość. Oczywiście, tego rodzaju kwestie skupiają uwagę wielu diarystów okresu wojny i okupacji, jednak w przypadku zeszytów Sierakowiaka koncentracja na problemie aprowizacji jest tak duża, że miejscami jego zeszyty przekształcają się proste, pozbawione komentarza spisy cen, dostaw, przydziałów. Monotonia tych notatek rodzi w czytelniku uczucie znużenia, wywołuje chęć „przeskakiwania” w lekturze owych aprowizacyjnych wyliczeń. Ten mechanizm unaocznia różnicę perspektyw, przepaść, jaka dzieli diarystę i czytelnika jego notatek. Dawid, odnotowując pedantycznie, każdą uzyskaną w warsztacie zupę i każdą ograniczoną w kolejnym przydziale rację żywnościową, pisze przecież o swoim oddalaniu się od śmierci lub przybliżaniu do niej. Świadomość zagrożenia życia przebija z każdej kartki jego dziennika. W tej sytuacji kolejna łyżka zupy, dodatkowy gram mąki domaga się odnotowania. Aprowizacyjnie notatki Sierakowiaka to w istocie jego rozważania o życiu i śmierci.

Zapiski Dawida ujawniają mechanizm zawężenia horyzontu poznawczego, będący skutkiem skrajnie złego położenia, w jakim znalazł się chłopiec. Proces stopniowego kurczenia się przestrzeni jego zainteresowań i aktywności daje się prześledzić w trakcie lektury dziennika. Niemalże każda strona wszystkich pięciu zeszytów stanowi świadectwo tak głębokiego cierpienia, że każdy następny zapis jest dla czytelnika swego rodzaju zaskoczeniem - wydaje się bowiem niemożliwe, że chłopiec przeżył kolejny dzień. A jednak piąty, ostatni zeszyt, obejmujący okres od 11 listopada 1942 roku do 15 kwietnia roku 1943, jest już po prostu świadectwem agonii. Dawid choruje w sposób szczególnie dotkliwy, cierpiąc nie tylko z powodu głodu, lecz również stanu zapalnego skóry i owrzodzenia całego ciała. Złe samopoczucie spotęgowane jest chorobą siostry32 oraz awanturami z ojcem. Nic więc dziwnego, że Dawid prawie nie opuszcza myślami granic getta, a właściwie murów mieszkania. Temu stwierdzeniu pozornie przeczyłyby pojawiające się w ostatnim zeszycie liczne wtrącenia dotyczące wieści z frontu, geopolitycznej sytuacji na świecie. Przywoływane są one jednak wyłącznie w tej samej funkcji, co opisy pogarszającego się samopoczucia. W istocie bowiem Dawid nieustannie szacuje swoje wciąż malejące szanse na przetrwanie.



Pobieranie 145.27 Kb.

  1   2   3   4




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna