Zapalmy pochodnie pamieci” scenariusz uroczystości religijno-patriotycznej z okazji Święta Niepodległości”



Pobieranie 94.66 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar94.66 Kb.
ZAPALMY POCHODNIE PAMIECI”
scenariusz uroczystości religijno-patriotycznej

z okazji Święta Niepodległości”

Scenariusz i uroczystość szkolną przygotowali uczniowie klas II i III pod opieką nauczycieli: Marii Rojek, Doroty Kwaśniak, Urszuli Biernat i ks. Stanisława Kaczki.


Oprawa muzyczna: chór szkolny pod kierownictwem p. Iwony Mikołajek.
Cele:
- poszanowanie tradycji dziedzictwa historycznego

- odkrywanie wartości minionych epok i czerpanie z nich pozytywnych

wzorców

- wychowanie w duchu patriotyzmu i nadrzędnych wartości



- rozwijanie i pogłębianie zainteresowań przeszłością

- kształtowanie aktywnych postaw społecznych, patriotycznych i religijnych

- kształtowanie umiejętności pracy w zespole i wystąpień publicznych

Termin i miejsce uroczystości:
10. 11. 2008 r. Kościół św. Jakuba i NMP Matki Kościoła w Brzesku

12. 11. 2008 r. Kościół Trójcy Świętej w Okocimiu

13. 11. 2008 r. Kościół Matki Bożej Częstochowskiej na Słotwinie
Dekoracja:
Elementy grobów z nazwiskami brzeszczan - ofiar wojen i okupacji, znicze, kwiaty, pochodnie, biało-czerwone wstążki.

Prezentacja multimedialna



Muzyka: Gabriel Faure „Requiem”
Recytator:
Kiedy nocą śpi scena, śnią maszyny huczne
I umilkły pioruny, burze, deszcze sztuczne,
Kiedy teatr bez widzów, jak kościół bez wiernych,
Jest tylko świętym domem tajemnic niezmiernych
Ci, co słońcem zrobili blask ramp migotliwy
I świat stworzyli bardziej niż życie prawdziwy,
Których wiecznie trwać będą miłość i cierpienie,
Schodzą się jako duchy i stają na scenie.
Was wzywam! Nasze bowiem słowa są ułomne
I nie dosyć są wielkie, i za mało skromne,
Nie dość żeśmy cierpieli, za mało walczyli,
Byśmy mogli cośkolwiek powiedzieć w tej chwili.( …)

Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy,

Ten , który umiał cierpieć, a radość go trwoży,

Kto nie stargał na szyi niewoli obroży,

I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,

Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami

jakieś cienie po polach, po mieście się snują

i wśród płaczu padają. I ziemię całują.



Wypominki
Mieszkańcy Brzeska i okolicy, ofiary wojen i okupacji:

Podporucznik Eugeniusz Użupis – Zagórski

Podporucznik Eugeniusz Słomka-Dreszer

Kapral Józef Lesiecki – Legioniści.

Jakub Bojarski

Józef Jakubowski

Karol Rudkowski

Roman Zdrochecki - Zginęli w kampanii wrześniowej.

Porucznik Jerzy Sukiennik - poległ w Bitwie o Anglię.

Jerzy Czernicki,

Jan Stefan Dembowski, Marceli Wyczesany - zginęli w Katyniu.

Sylwester Belko, major L. Rawicz-Rojek, major Józef Stojewski-Rybczyński - polegli w walkach o Monte Cassino i Piedimont

Porucznik Jerzy Cyga - zginął pod Anconą.

Podporucznik AK Stefan Bereziuk - zginął w Mszanie Szlacheckiej.

Stanisław Bartoszek, Stanisław Batko, Jan Brzeski, Stanisław Cierniak, Jan Cieślik, Marian Cieślik, Tadeusz Cieślik, Józef Dach, Tadeusz Ekioes, Józef Garncarz, Jan Gardziel, Wojciech Gemza, Zbigniew Gdowski, Zygmunt Grzybek, Feliks Gurgul, Stanisław Koczwara, Piotr Lenda, Oskar Locher, Włodzimierz Locher, Janina Marzec, Tadeusz Maślak, Stefan Osuchowski, Ignacy Patolski, Jan Solak , Józef Stankiewicz, Kazimierz Streer, Jakub Witek, Stanisław Wlazłowski, Karol Wrona - Zginęli w Oświęcimiu.
Józef Bednarek, Andrzej Niedzielski, Kazimierz Osuchowski - zgładzeni w Gross-Rosen.

Mieczysław Berezowski

Adam Dernoga, Bolesław Małysa - zgładzeni w Neuengamme.

Stanisław Dyla, Aleksander Gąsiorowski, Leszek Zajączkowski - zamordowani



w Dachau.

Stefan Kazimierski - zginął w obozie w Majdanku.

Stanisław Nowak - zginął w Sachsenhausen.

Józef Kijak

Władysław Mossoczy,

Jan Francke

Czesław Goos,

Stanisław Kamieński

Aleksander Bernadzikowski

Jan Kapustka „Rawicz”

Piotr Kubala,

Jan Orządała,

Mieczysław Pronobis,

Stanisław Kurtyka

Kazimierz Nowak

Zdzisław Romanowski

Tadeusz Wolny

Śpiew: Jak bolesne …


Jak bolesne szkło
Jak bolesne szkło pod powieką

Kaleczące źrenicę bystrą


Wojna nigdy nie jest daleko

Wojna zawsze jest bardzo blisko.


Wojna .....

Recytator:

Wszyscy święci z ołtarzy, z obrazów, z pomników,
Ze światłami nad głową i z ranami w boku,
Wszystkie święte o cudnym panieńskim uroku
Wychodzą na spotkanie naszych męczenników.
Wśród śpiewów gregoriańskich idą mleczną drogą
Anieli w złotych zbrojach z srebrnymi skrzydłami,
Pomagają iść rannym, co sami nie mogą,
I mówią do nich cicho: "Módlcie się za nami".
I oto wśród trąb grania pękają lazury,
I widać Matkę Boską przy Świętej Dziecinie,
A oni przystanęli, aby spojrzeć z góry,
Jak idzie polskie wojsko i jak Wisła płynie.

Recytator:


Matka Boska Częstochowska, ubrana perłami,
Cała w złocie i brylantach, modli się za nami.
Aniołowie podtrzymuję Jej ciężką koronę
I Jej szaty, co jak noc są gwiazdami znaczone.
Ona klęczy i swe lice, gdzie są rany krwawe,
Obracając, gdzie my wszyscy, patrzy na Warszawę.
O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!
Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu,
Chłód i deszcze na pustyni, a ogień na śniegu,
Niechaj będą niewidzialni płynący w przestworzu
I do kraju niech dopłyną, którzy są na morzu.
Każdy ranny niechaj znajdzie opatrunek czysty
I od wszystkich zagubionych niechaj przyjdą listy.
I weź wszystkich, którzy cierpiąc patrzą w Twoją stronę,
Matko Boska Częstochowska, pod Twoją obronę.
Niechaj druty się rozluźnią, niechaj mury pękną,
Ponad Polską, błogosławiąc, podnieś rękę piękną,
I od Twego łez pełnego, Królowo, spojrzenia
Niech ostatnia kaźń się wstrzyma, otworzą więzienia.
Niech się znajdą ci, co z dala rozdzieleni giną,
Matko Boska Częstochowska, za Twoją przyczyną.
Nieraz potop nas zalewał, krew się rzeką lała,
A wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała.
I Tyś była też mieczami pogańskimi ranną
A wciąż świecisz ponad nami. Przenajświętsza Panno.
I wstajemy wciąż z popiołów, z pożarów, co płoną,
I Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono.

Śpiew: Matka Boża z Betlejem

Matko Boża z Betlejemu
Matko Boża z Betlejemu

Nad Dzieciątkiem pochylona

Każde dziecko polskiej ziemi

W swe matczyne weź ramiona!

Matko Boża z Nazaretu

Zanurzona w szarym trudzie

W młodych sercach wiarę wzniecisz

Ufność, miłość w nich rozbudzisz.


Matko Boża z winnej Kany

Kochająca, zatroskana

Każdą z rodzin Ci oddanych

Ubłogosław w łaski Pana!

Matko Boża z Częstochowy

Z Ostrej Bramy i z Warszawy

Uczyń Polskę ludem nowym

Bożej chwały, Bożej sławy!


Matko Boża spod stóp Krzyża

Współczująca na Golgocie

Jak to dobrze, że się zbliżasz

Do nas w wieczór srebrno – złoty.

Matko Boża z Wieczernika

W Duchu Świętym rozmodlona

Spraw, niech w Polsce zło zanika

I przemiana się dokona.


Matko Boża pierwszych wieków

I świętego średniowiecza

Bożej łaski jasną rzeką

Nasze czasy uczłowieczaj!

Matko Boża z Częstochowy

Z Ostrej Bramy i z Warszawy

Uczyń Polskę ludem nowym

Bożej chwały, Bożej sławy!



Recytator:
Mój kraj miał granice swoje w sercach ludzi,

przemocą wykreślone z politycznej mapy.

Mój kraj, pod szponami bezlitosnej łapy

umierał, żył, walczył, zrywał się i trudził.   

W moim kraju nie zawsze wystarczało chleba, 

a w chlebaku nie zawsze starczało naboi. 

W moim kraju nie liczył się ten co się boi, 

tylko ten, który umrzeć potrafił jak trzeba.

 ………………………………………. 

Burze ścichły, opadła kurzawa zawiei.

Nowe zręby wzniesiono i nowe powały.

Nowe życie, w myśl nowej płynące uchwały,

szuka nowych sygnałów i nowych nadziei.  

 Są granice, są flagi, polityczne ciało. Ale myśl,

kornik-drukarz, po nocach mnie budzi:  

Jak mi ciebie, odnaleźć znowu w sercach ludzi,

kraju, za który umrzeć tak łatwo bywało?
Recytator:
Turyści przyjechali zwiedzać Samossiera.

Pytają, czy nie można kupić polskich kości.

I szybko obejrzawszy, chcą nowej wzniosłości

i nowego oglądać jadą bohatera.

Jeszcze widzą, jak czako płynie z prądem rzeki,

i słyszą okrzyk „honor” stłumiony przez fale,

więc stanąwszy na brzegu, wołają: „Wspaniale!

Jakże zginął wspaniale! Pokój mu na wieki”.

I teraz do Włoch jadą. Zakupili kwiaty,

chcąc na groby je rzucić poetyczną dłonią.

Lecz nocą pękły groby i Polacy z bronią ruszyli,

aby żądać za swą krew zapłaty.


Recytator:
Cóż wy nam dać możecie za te zziębnięte noce,

mokre, zawszone łachy do zgiętych lgnące grzbietów,

gorzkich bitew zetlałe, strupieszałe owoce,

grzechot zjadliwych serii stalowych kastanietów?

Ile kosztują cegły ruin parzących dłonie,

powstańcze łuny, jak zorza na północnym niebie?

Ile kosztują śmierci w stolicy, która płonie,

ile krew rozpryśnięta na partyzanckim chlebie?

Jaka jest cena haków w tym gestapowskim lochu,

na których nas wieszano na wykręconych stawach?

Jaka jest cena tego najstraszniejszego szlochu

w rodzimych kazamatach, na rodzimych rozprawach?

Cóż wy nam dać możecie? Nie będziemy was prosić

o zapłatę. Nie będziemy zrzędzić ni narzekać.

Nie będziemy przeszłości na stragany wynosić

po to by ją spieniężyć, by na oklaski czekać.

Wiele dziesiątek lat temu chłopcy- legioniści

śpiewali, że już skończyły się dni kołatania

do serc i kies, że życie na stos rzucą, by ziścić

sny o wolności- i że nie trzeba im uznania.


Śpiew: Jak bolesne ….

Jak bolesne szkło
Jak bolesne szkło pod powieką

Kaleczące źrenicę bystrą


Wojna nigdy nie jest daleko

Wojna zawsze jest bardzo blisko.


Wojna .....
Recytator:

Na starych grobach, gdzie ojcowie moi


Spoczęli, życiem strudzeni tułacze,
Klękam pod krzyżem, co nad nimi stoi,
I płaczę...

Boże, Tyś widział, jak idąc do Ciebie,


Padali nieraz wśród głogów i cierni,
A przecież z wzrokiem utkwionym w Twym niebie,
Szli Tobie wierni!

Tyś widział, Boże, jak zgięci cierpieniem,


Nieśli do śmierci niedoli swej brzemię,
Jak pod Twym okiem i z Twoim imieniem
Kładli się w ziemię...

Recytator:
Śpijcie spokojnie ojcowie i matki
Naszego "ja" - co tak dziś niewyraźne.
Już poza wami żywotów przypadki
I wybór między zbawieniem, a kaźnią.
Was nic już więcej obchodzić nie musi
Dotknięci życiem - snujcie śmierci smutek.
To nam spuściznę dziwną czas wykrztusił,
Niewymienialną na żadną walutę.
Śpijcie spokojnie - zdradzeni, zsyłani,
Mięso eposów skomlące o sens;
Straceńcy, stróże niewidzialnych granic
Powyznaczanych majestatem klęsk.
Niech was nie budzą skrzekliwe capstrzyki,
Parady, werble, rocznicowe msze;
Szare - z ołowiu sumień - żołnierzyki,
Grzechot w pudełku pamięci, na dnie!
Śpiew: Kronika

Kronika
Ta ziemia taka czysta

Jakby umieciona skrzydłem aniołów

Cicha i równinna

Tyle już wycierpiała a zawsze dziecinna

Ufa, że dobro jest tylko dobrocią

A prawo tak jest prawem.

Jak pola się złocą, kiedy żyto dojrzewa

A zimą śnieg pada....

W dalekich ziemiach za to umierali

Moi ojcowie za gniazdo bociana

Za chleb, za tę równinę co niepokalana

Za to powietrze ze wszystkich mądrości najzdrowsze

Za ludzi zgodnych, mądrych, cierpliwych

Za najwierniejszych z wiernych

Uczciwych z uczciwych

Za mą ojczyznę, polszczyznę, Mazowsze

W dalekich ziemiach za to umierali.
Recytator:
Trzeba ożywić ogień, bo traci rumieńce,

dorzucić trochę drewna i płomień rozdmuchać,

i do ognia znów wrócić i dalej grzać ręce.
Głos: List legionisty.
List I.
Wczoraj obudziły mnie gwałtowne strzały. Była godzina szósta rano. Moskale rozpoczęli atak, podczas którego jeden z moich kolegów został ciężko ranny. Miał całkowicie rozszarpany brzuch kulą dum-dum. Czując że umrze, prosił o odciągnięcie go z linii i nakrycie, by swoimi ranami nie robił złego wrażenia. Mówił cicho, przytomnie, że nie będzie już obchodził świąt w wolnej Polsce, że umiera za nią i nie żałuje swego życia, oddawanego za wolność. Powtórzył: „Niech żyje Polska”…. Ja jednak chcę żyć. Na świecie jest pięknie. Piękno to w całej pełni dostrzegalne jest dopiero wtedy, gdy ma się nadzieję korzystać z niego, i odwrotnie, gdy znajduję się o krok od śmierci, nie widzę całej „urody życia”. Na polach śliczny, zielony kolor zbóż, kolor, który każe cieszyć się, że na świecie jest jasno i pięknie, który napełnia dusze tęsknotą za czymś nieznanym, a powietrze, które wdycham z rozkoszą pełną piersią, upaja mnie jak szampan. Chcę żyć!

Recytator:
Ogień zerwał się czujnie, a pobłysk ma złoty.

Widać w nim cień konnicy i cienie piechoty.

I słychać jak w nim głucho trzepoczą sztandary,

a wyżej, nad sztandarem, jak szumi pieśń wiary.

Idą. Słychać szczęk każdy i każde stąpnięcie.

Polsko, oto dzień Sławy. Oto – rozpoczęcie.


Są bliżej. Na sztandarach wyrasta znak biały.

Polsko, oto dzień chwały. Czy słyszysz? Dzień chwały!

Są tuż. Przed nami prawie. Strzelcy idą pierwsi,

a pieśń nad nimi płynie w płomienistym słowie.

Idą tak prosto na nas, przez serca, przez piersi,

traktują swoim śpiewem. Czekajcie, panowie!

Ale oni nie słyszą, tylko śpiewem płyną

i wchłaniają nas w siebie jak widma. I giną.

Ogień opada z sykiem. Pieśń wraca w żałobie

po tych, co z jej imieniem pokładli się w grobie.

I odtąd z nimi żyje, i odtąd im śpiewa,

za oknem – listopady, szarugi, ulewa.


Śpiew: Legiony to…
Legiony to — żołnierska buta,
Legiony to — ofiarny stos,
Legiony to — rycerska nuta,
Legiony to — straceńców los!.


Rej: My, Pierwsza Brygada,

strzelecka gromada,

Na stos rzuciliśmy swój życia los

Na stos — na stos!


Nie chcemy już od was uznania,


Ni waszych mów, ni waszych łez:
Skończyły się dni kołatania
Do waszych dusz, do waszych kies.


Rej: My, Pierwsza Brygada...
Umieliśmy w ogień zapału
Młodzieńczych wiar rozniecić skry,
Nieść życie swe dla ideału
I swoją krew, i marzeń sny.


Rej: My, Pierwsza Brygada...
Recytator:
Ogień rozwinął skrzydła. I teraz nie gaśnie,

bo od tej pieśni nagle zrobiło się jaśniej.

A za nią idą inne, weselsze i żywsze,

wróżąc noce jaśniejsze i światy szczęśliwsze.


Recytator:

( w tle melodia „Mazurka Dąbrowskiego” )
Piosenka stara, wojsku polskiemu tak miła!

Poznali ją żołnierze, wiara się skupiła

wkoło mistrza. Słuchają, wspominają sobie

ów czas okropny, kiedy na Ojczyzny grobie

zanucili tą piosenkę i poszli w kraj świata,

… i z trąb znana piosenka ku niebu wionęła,

Marsz tryumfalny: Jeszcze Polska nie zginęła!
Recytator:

Są inne kraje

gdzie wolność z ojczyzną

pod jednym złączone sztandarem

gdzie chleb jest i praca

i kwiaty na ulicach

gdzie ufność dziecka

jest radością i prawem

a ludzka starość

jak modlitwa dziękczynna.

A mój dom rodzinny

znowu zraniony

znowu zdeptany

z krzyżami świeżych mogił

i kratami więzień

gdzie słowo jest kłamstwem

a prawem – milczenie

gdzie dzień się zaczyna

lękiem przebudzenia

a kończy nocy niepokojem

i gdzie serc miliony

w modlitwie jest złączonych

by nie zabrakło nadziei.
Śpiew: Jak bolesne …

Jak bolesne szkło
Jak bolesne szkło pod powieką

Kaleczące źrenicę bystrą


Wojna nigdy nie jest daleko

Wojna zawsze jest bardzo blisko.


Wojna .....

Głos: Mój dziadek tam był. Wspomnienia wnuczki z odwiedzin w muzeum katyńskim.

Pojechałam do Muzeum Katyńskiego.

Pamięć nie dała się zgładzić”- wita mnie takie oto motto przy samym wejściu. Na ścianach ogromne, czarno-białe zdjęcia drzew Lasu Katyńskiego. Jakoś tak mroczno i nieprzyjemnie. Jestem tu sama.



Mapa Polski. Tu urodził się dziadek, tu aresztowali pradziadka, tu się spotkali. Kozielsk, Katyń… Odtworzyłam drogę na Golgotę pradziadka. Chrystus nie miał aż takiej długiej, on wiedział co go czeka. A oni… Właściwie to oni sami zgodzili się na tę Golgotę. Tylko czy wiedzieli, jak ona będzie wyglądać? Czy naprawdę wszyscy? Nauczyciele, lekarze…

Prycza, buty, metalowy kubek, widelec bez kilku zębów…tak właśnie wyglądało ostatnie „ mieszkanie” mojego pradziadka. Ile tam spędził? Wrzesień, październik, listopad…pół roku. A tam w Polsce prababcia. Czeka. Czy wie, gdzie jest jej mąż, syn…? Czy wie, że jeden już nie wróci? Żegnali się, czy miała łzy w oczach? Czy miała nadzieję, że jej mąż wkrótce powróci? Czy miała łzy w oczach, czy go szukała? Czy ich ktokolwiek szukał?

Ogromna płyta, cała zapełniona zdjęciami, nad nią złamane drzewo… Wyszłam, nie chciałam szukać pradziadka. Niech choć na razie wraz z innymi pozostanie pod tym drzewem anonimowy. ...

Szachy, oprawki do okularów, wyrzeźbiona w drewnie tabakiera, różaniec. Czy paciorki odliczała ręka pradziadka, dziadka? „Modlę się Panie za kraj…”
Kochani!

Znajduję się tutaj od dnia 11.10.1939 roku. Ja jestem zdrów. Pobyt tutaj znoszę dobrze, jednak brak wiadomości z kraju napawa mnie troską. Jak czuje się mamusia, gdzie przebywa Felusia, Jurek, Beniuś, co słychać u rodziców, Tadziów. Zasyłam dla wszystkich uściski i pocałowania. Henryk”
Tatusiu, jesteśmy zdrowi, kiedy do nas wrócisz? Dzidzia”
Czy takie listy otrzymywał pradziadek? Dziadek? Czy takie listy otrzymywała prababcia?

Nie chciałam już iść dalej, dalej odkrywać prawdy, podążać drogą na Golgotę Wschodu, która nie była moją. A może była?

W księdze pamiątkowej napisałam „ Pamięć NIE DAŁA się zgładzić”.
Śpiew: Jak bolesne...

Jak bolesne szkło
Jak bolesne szkło pod powieką

Kaleczące źrenicę bystrą


Wojna nigdy nie jest daleko

Wojna zawsze jest bardzo blisko.


Wojna .....

Bądź silna, Mamusiu. Wczoraj zginął Tadek. Bądź silna. Nie poddawaj się nieszczęściu. Tak jak my się nigdy nie poddamy…. Twoja Danuta.”


Recytator:
Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,


gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,


i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
Głos: Ranny w siódmym dniu powstania wnuczek Adaś informuje babcię tymi słowami:

Kochana Babciu! Odnalazłem tatusia. On pracuje w szpitalu powstańczym…



Bo ja tu właśnie leżę. Nie mam już ręki… Babciu, ale to nic… to nie boli…

Babciu, martwię się o Ciebie, czy nie wiesz co z mamą?”
Głos: Z powstańczej Starówki Andrzej pisze do swojej matki.

Mamo, nie płacz. Jestem zdrów i cały.



Trzymamy się. Ucałuj ojca, niech się o mnie nie martwi. Spotkałem wczoraj naszą Wandę. Bronią z Czwartakami barykady na Starówce.

Muszę kończyć, Mamo. Idziemy naprzód”
Śpiew: Warszawskie dzieci.

Warszawskie dzieci
Nie złamie wolnych żadna klęska,

Nie strwoży śmiałych żaden trud –

Pójdziemy razem do zwycięstwa,

Gdy ramię w ramię stanie lud.


Ref. Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,

Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!

Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,

Gdy padnie rozkaz Twój,

Poniesiem wrogom gniew!
Powiśle, Wola i Mokotów,

Ulica każda, każdy dom –

Gdy padnie pierwszy strzał, bądź gotów,

Jak w ręku Boga złoty grom.


Ref. Warszawskie dzieci...
Od piły, dłuta, młota, kielni –

Stolico, synów swoich sław,

Że stoją wraz przy Tobie wierni

Na straży Twych żelaznych praw.


Ref. Warszawskie dzieci...
Poległym chwała, wolność żywym,

Niech płynie w niebo dumny śpiew,

Wierzymy, że nam Sprawiedliwy

Odpłaci za przelaną krew!


Ref. Warszawskie dzieci...

Recytator:
O nie. Tak być nie może, jak zawsze bywało,

Kiedy się chwilkę niby polatało

I trzeba było jasne pióra zrzucić

I do pełzania pokornie powrócić.

O nie, tak być nie może. I tak już nie będzie,

Żebyśmy się nie mogli inaczej utrzymać

Jak tylko klęcząc. Jeśli ludzie wszędzie

Podniosą się, to dźwigną ojczyznę do lotu.

I chociaż nikt z nas nie ma tej siły olbrzyma,

To do pełzania już nie ma powrotu.

I my musimy lecieć, choć tak bardzo bolą

Skrzydła, chociaż przed nami ciemność i zmęczenie.

Bo inaczej nam pełzać nawet nie pozwolą,

A nasza mowa zmieni się w milczenie


Recytator:
Tego dnia grudzień wstawał z bladą zimną twarzą

Zaskoczony- zduszone wyrazy powtarzał

Świt wstawał jakby wapnem ktoś pobielił sady

Lub jak miejsce, gdzie przeszła niedawno zaraza.

Matki w domach szeptały mieszane pacierze

Tak prosiły o pokój- o spokojne noce…

A tu ptaków się czarnych stado w górę wzbija

I skrzydłami wrogimi do okien łomocze

Wyrwani nagle pięścią ze snu o potędze

Raz kolejny mierzyli klatkę swej wolności

Suki czujnie warczały pod progami domów

Raz kolejny rzucali o przyszłość swe kości

Nadzieja wydźwignięta kotwicą na krzyże

Otoczona kordonem ślepej nienawiści

Patrzyła przez portowe żurawie niepewnie

Czy pragnienia ich kiedyś będzie mogła ziścić

By na gwiazdkę cień nie padł od świszczącej kuli

Nim godzin długich kroki pamięć nasza zliczy

Nim ojczyzny nas ramię spokojnie przytuli

Tego dnia grudzień wstawał z zimną bladą twarzą

Wiało grozą na przestrzał od polskiej ulicy

Ciemną strużką krew ciekła w zapocone bluzy

Dźwigali z ciężką piersią swój los robotnicy.
Śpiew: Przez śnieg grudniowy.

Przez śnieg grudniowy, przez deszcz lodowy,

Przez świat śmiertelnie biały,

Idziemy sami niosąc pytanie

Kto jesteś Polak mały
Nad nami gwiazda nie bardzo jasna
Wiatr nas za gardło ścisnął,
śpiewamy, odpowiadamy:

Chrypiąc Ta ziemia mą ojczyzną.

Takie pytania bolą jak rana,
Kto z nas odpowie szczerze
Myśmy zmęczeni, sami nie wiemy 2
W jaką to Polskę wierzyć.

Przez śnieg...


Głos:
Relacja ks. Henryka Bolczyka o wydarzeniach 13-16 grudnia 1981 roku w Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” w Katowicach.


Nie dokończyliśmy różańca. Zabrakło jednego „Zdrowaś”, pięćdziesiątego. Podobnie jak wczoraj, po Mszy św., tak dzisiaj po czterdziestym dziewiątym „ Zdrowaś” rozległ się głośny krzyk : - Chłopy, jadą! Zrobiło się zamieszanie. Każdy szukał wyjścia, nie tyle aby uciec, ale – jak mi się wydawało – aby dotrzeć do wyznaczonego miejsca obrony. Już wtedy słyszałem tezę obronną górników: wojsku nie będziemy stawiać oporu, ale przed milicją zakładu będziemy bronić! […]Ktoś podszedł do mnie z propozycją, abym się schronił przed ewentualnym atakiem. Pozwoliłem się zaprowadzić do sąsiedniego pomieszczenia. […] Po jakiejś chwili dotarł do mnie głos odwołujący fałszywy alarm.[…]

Tymczasem, po wyjściu ze „schronu” do łaźni, podeszło do mnie kilku górników wracających z placu, a jeden z nich dynamicznym głosem zwrócił się do mnie: - Ksiądz nam obiecał absolucję generalną. Nie zareagowałem zdziwieniem, bo rozgrzeszenie generalne i absolucja na godzinę śmierci była realna w tych warunkach. […]

Wyszedłem z nimi, na plac. Dostrzegłem białe wzniesienie, ukształtowane ze śniegu i lodu, wskoczyłem na nie, spojrzałem wokół i miałem wrażenie, że jestem w greckim teatrze. Oni otaczali miejsce, na którym znalazł się ksiądz, od którego spodziewają się szczególnej łaski na trudne chwile życia.- Zostałem poproszony o udzielenie wam absolucji generalnej. Wyznajmy wiarę. „Wierzę w Ciebie, Boże żywy…”Wydawało mi się, że nigdy dotąd nie słyszałem tak świadomego, gromkiego, zgodnego skandowania aktu wiary. – Wyraźmy naszą nadzieję, „Ufam Tobie, boś Ty wierny, wszechmocny i miłosierny. Dasz mi grzechów odpuszczenie, łaskę i wieczne zbawienie”. - Wyznajmy miłość Bogu. „ Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję, nad wszystko co jest stworzone, boś Ty dobro nieskończone”. Podziwiałem ich pamięć. – Akt żalu. „Ach żałuję za me złości jedynie dla Twej miłości, bądź miłościw mnie grzesznemu, dla Ciebie odpuszczam bliźniemu. Jezu, kocham Ciebie”.- Jezu, kocham Ciebie – powtórzyli. „Jezu, ufam Tobie”. – Jezu, ufam Tobie – znów powtórzyli. „Jezu, wybacz mi każdy grzech”. – Jezu, wybacz mi każdy grzech. I nastąpiła formuła absolucji generalnej. Ego faculate mihi ab Apostolich Sede tribula indulgentiam plenariam et remissionem omnium peccatorum Vobis condeco et benedico vos. In nominee Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen.

Wszyscy rozchodzili się na stanowiska wyznaczone, a ja wolno opuszczałem kopalnię, jak zawsze w asyście górników.

/Ks. Henryk Bolczyk. Krzyż nigdy nie umiera, Katowice 2001/



Recytator:

Synku, kto Cię zastrzelił?


Jak to się wszystko stało?
W kopalni nie powiedzieli,
chociaż chodziłam, pytałam...

Sąsiadki wpadną na chwilę,


posiedzą, trochę popłaczą -
Synku, gdybym tam była...
ZA CO?
Śpiew: Psalm stojących w kolejce.

Psalm stojących w kolejce
Za czym kolejka ta stoi?

Po szarość, po szarość, po szarość

Na co w kolejce tej czekasz?

Na starość, na starość, na starość

Co kupisz, gdy dojdziesz?

Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie

Co przyniesiesz do domu?

Kamienne zwątpienie, zwątpienie


Bądź jak kamień, stój wytrzymaj

Kiedyś te kamienie drgną

I polecą jak lawina

Przez noc

Przez noc

Przez noc



Recytator:
O Boże, wielki Boże.

Ty nie znasz nas, Polaków:

Ty nie wiesz, czym być może

straż polska u twych znaków.

Daj nam poczucie siły

i Polskę daj nam żywą,

by słowa się spełniły

nad ziemią tą szczęśliwą.

Tyle jest sił w narodzie,

jest tyle mnogo ludzi;

niechże w nie duch Twój wstąpi

i śpiące niech pobudzi.

Niech się królestwo stanie

nie krzyża, lecz zbawienia.

O daj nam , Jezu, Panie,

Twą Polskę objawienia.


Recytator:
Zaorały nasze pługi obcych butów ślady,

jesiennymi owocami ugina się sad,

płyną rzeki, dni powszednie i powszednie sprawy

i na zawsze pozostanie pamięć tamtych lat.

Tu byliśmy, tu jesteśmy, tu będziemy,

gdzie początek i gdzie koniec dróg dalekich,

tu gdzie przeszłość każdą grudę czarnej ziemi

w dawnych księgach zapisała nam na wieki.

Tu, gdzie nasza czterolistna koniczyna

wiosną wszystkie łąki zazielenia.

A po Odrze każdej nocy gwiazdy płyną –

tu byliśmy, tu jesteśmy, tu będziemy.

Śpiew: Pytasz mnie

Pytasz mnie: „co właściwie cię tu trzyma?”,

Mówisz mi, że nad Polską szare mgły.

Pytasz mnie: „czy rodzina, czy dziewczyna?”

I cóż ja, cóż ja odpowiem ci.

Może to ten szczególny kolor nieba,

Może to tu przeżytych tyle lat,

Może to ten pszeniczny zapach chleba,

Może to pochylone strzechy chat.

Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach,

Może przed domem ten wiosenny zapach bzu,

Może bociany, co wracają tu do gniazda,

Coś, co każe im powracać tu.

Mówisz mi, że inaczej żyją ludzie,

Mówisz mi, że gdzieś ludzie żyją lżej,

Mówisz mi: krótki sierpień, długi grudzień,

Mówisz mi: długie noce, krótkie dnie.

Mówisz mi: „słuchaj stary, jedno życie”,

Mówisz mi: „spakuj rzeczy, wyjedź stąd”,

Mówisz mi: wstań i spakuj się o świcie,

Czy to warto, tak pod górę, tak pod prąd.

Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach,

Może przed domem ten wiosenny zapach bzu,

Może bociany, co wracają tu do gniazda,

Coś, co każe im powracać tu.

Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka.

Może melodia, która w sercu cicho brzmi,

Może mazurki, może walce Fryderyka,

Może nadzieja doczekania lepszych dni.

Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka.

Może melodia, która w sercu cicho brzmi,

Może mazurki, może walce Fryderyka,

Może nadzieja dla Ojczyzny lepszych dni.

Recytator:
Te pochodnie w pochodzie niesione przez mgły

wyjaśniają nam tylko to, że my to my.


Recytator:
Te pochodnie prowadzą nas przez mrok

i nie dają się wyrwać z odrętwiałych rąk.


Recytator:
Te pochodnie po prostu każą iść tym z nas,

którzy nie chcą pozwolić, aby ogień zgasł.



Recytator:
Bo mamy je nie z pakuł, ani słomy, ani z drzew.

Nie smoła wrząca kapie z nich, lecz krew, lecz krew.


Recytator:
W tych pochodniach nie pancerz błyska ani miecz.

Z tych pochodni cień pada na twarz i na rzecz.


Recytator:
Te pochodnie są po to, żeby przetrwać ćmę

i zobaczyć jak płoną we dnie, we dnie.


Recytator:
Być może zobaczymy wówczas w blasku słońc,

że nie pochodnie płoną w dłoni, ale dłoń.


Recytator:
I strącimy ze wstrętem z rąk zwęglony pył,

na cztery świata strony, bez sił, bez sił.


Recytator:
Wypaleni w pochodzie, nie wiedząc kto my

Westchniemy do pochodni, do mroku, do mgły.


Śpiew: W mroku …

  1. Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem,
    nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
    Musisz stanąć patrzeć coraz głębiej i głębiej,

aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna. -

Ref. W mroku jest tyle światła, ile życia w otwartej róży, ile Boga zstępującego na brzegi duszy.

2. Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,


nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, ze cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.

Ref. W mroku jest tyle światła, ile życia w otwartej róży, ile Boga zstępującego na brzegi duszy.











©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna