Zofia Siewak-Sojka Teresa Papis-Gruszecka



Pobieranie 0.81 Mb.
Strona1/21
Data01.05.2016
Rozmiar0.81 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   21
FRANCOIS RIBADEAU-DUMAS
Przełożyły:

Zofia Siewak-Sojka

Teresa Papis-Gruszecka

WYDAWNICTWO 4 & F


© Francois Ribadeau-Dumas Libraire Plon, 1970

© Copyright pour Tedition polonai Wydawnictwo 4 & F, Warszawa 1992 * "


Tytuł oryginału

Hitler et la sorcellerie

Biblioteczka Zagadek Wszechświata

Skład Spółka „Domino"


Projekt okładki: Aleksander Dawidziuk
Printed in France
Porzućcie wątpliwości, bowiem jest to dzielą diabla.

Deuteronomium


Szatan istnieje: tak orzekła wiara chrześcijańska...
Bogobójstwo dopełnione zostanie w dumnej sferze ducha.
„Satan", Etudes carmelitains 1948

WSTĘP
Psychika Hitlera nadal stanowi dla nas zagadkę. Proces norymberski nie ujawnił żadnej ukrytej w niej tajemnicy. Najbardziej powierzchowna obserwacja wskazuje człowieka o niepewnym pochodzeniu, niskiej kulturze, niewielkich możliwościach intelektualnych, topornej, wręcz nieciekawej fizjonomii, a te cechy jakże kontrastują z bohaterem wielkiej awantury światowej, który najpierw zwyciężone Niemcy doprowadził do szczytu wielkości, potem rzucił je w przepaść, burząc ład w Europie i w imię własnych mitów spowodował śmierć ponad sześciu milionów ludzi. Mamy więc prawo zadać sobie pytanie, jakimi to siłami nadnaturalnymi dysponował, skoro osiągnął takie rezultaty.

Poświadczone dowody oraz tajne dokumenty, które jednak stopniowo, choć z trudem, docierają do wiadomości publicznej, ukazują ten aspekt działalności Hitlera w dość niezwykłym świetle.
ROZDZIAŁ l
STUDENT Z WIEDNIA
Jak w podejrzanym opactwie w Lambach;, Adolf Hitler slużyl do mszy

Z pewnością fakt, że urodził się w lichej mieścinie leżącej na granicy austriacko-bawarskiej, będącej linią podziału pomiędzy dwoma dużymi krajami, powodował w małym Adolfie Hiedlerze czy Hitlerze brak poczucia stabilizacji.

Jego ojciec, Alois, był najpierw szewcem. W 1864 został powołany do służby w urzędzie celnym i w tymże samym roku zaczął pełnić swoje obowiązki. Z trzech małżeństw urodziło mu się sześcioro dzieci. Cieszył się sławą awanturnika i piwosza, który przy lada okazji szczodrze obdzielał swoje pociechy tęgimi razami.
Pełnił służbę w Braunau am Inn na granicy bawarskiej, ale po stronie austriackiej, czyli w Górnej Austrii, w czasie kiedy urodził się Adolf, to jest dnia 20 kwietnia 1889 roku o pół do siódmej wieczorem. Po roku otrzymał przeniesienie do Gross-Schonau w Dolnej Austrii, w dwa lata później do Passau, a przed przejściem na emeryturę, 25 czerwca 1895 roku, do Linzu. Przeprowadzał się więc bardzo często.
Pochodzenie rodu jest nader niepewne. Jeden z wujów, Johann Nepomuk Hiittler, jak się zdaje, miał w sobie nieco czeskiej krwi. Są tacy, którzy utrzymują, że Adolf z racji posiadania spiczastego nosa i płaskiego czoła faktycznie przypominał Słowianina. Mówiono także o dziadku „serbskim wędrownym rękodzielniku". Natomiast jego drugi dziadek, Johann Georg Hiedler, był wędrownym młynarzem i powiadali ludzie z okolic, że jego rodzina nie należała do szanowanych w Austrii. Niemieccy historycy Walter Górlitz i Herbert A. Quint piszą: „Uważano ich za ludzi zacofanych, niezbyt inteligentnych, zdegenerowanych z racji alkoholizmu i małżeństw pomiędzy krewnymi, co było w zwyczaju u Hiedlerów."
Ale jest jeszcze gorsza sprawa: istnieją poważne wątpliwości co do pochodzenia ojca Adolfa, to znaczy Aloisa, który właściwie powinien nazywać się Schicklgruber, jako że pochodził z nieprawego łoża, będąc synem naturalnym Marii Anny Schicklgruber, a którego dość późno przypisano młynarzowi Hiedlerowi na podstawie oszukańczego dokumentu - jeśli mamy wierzyć Philippe Bernetowi.
Otóż babka małego Adolfa, Maria Anna Schickl-gruber, służąca, panna, dnia 7 czerwca 1837 roku urodziła syna imieniem Alois, w przyszłości ojca Adolfa. Podejrzewano, że dziecko było owocem miłostek z synem jej pana, u którego służyła we dworze w Gratzu, zamożnego Żyda nazwiskiem Frankerberger. Był to wiedeński baron, członek rodziny Otteristein z dystryktu Waldviertel w Dolnej Austrii - w jego to domu zaszła w ciążę służąca, którą później nakłoniono do zawarcia małżeństwa z młodym młynarzem, Johannem Georgiem Hied-lerem o przezwisku Hitler, zatrudnionym w gospodarstwie do mielenia zboża. Ślub młodzi wzięli w maju 1842 roku.
Istnieją niezbite dowody, że rodzina Frankerberger regularnie płaciła pensję Marii Annie również i wtedy, kiedy opuściła służbę i wyszła za mąż za Hitlera. Tę tajemniczą pensję wypłacano od 1837 do 1903 roku, czyli przez sześćdziesiąt sześć lat; po śmierci Marii Anny dalej płacono ją Hiedlerowi, a potem Aloisowi.

Natomiast 6 czerwca 1876 roku miało miejsce dziwne zdarzenie: do notariusza w Spital przybył Johann Nepomuk Hiittler wraz z dwoma świadkami, aby w imieniu nieżyjącego młynarza uzyskać in extremis poświadczenie ojcostwa uznające za syna tegoż młynarza dziecko płci męskiej urodzone dnia 17 czerwca 1837 roku, syna naturalnego młynarza i samotnej matki, służącej we dworze, Anny Marii Schicklgruber, z którą wymieniony zawarł związek małżeński dopiero w 1842 roku. W dokumencie zapisano, iż ów syn naturalny Alois otrzymuje nazwisko Hitler. Ta spóźniona spowiedź i pośmiertne uznanie ojcostwa po tylu latach budzą szczerze zdumienie.


Mówiło się, iż członkowie rodzin o nazwisku Hiedler bądź Hiittler żyli w lasach, znajdując schronienie w byle jak skleconych chatach: nazywano ich również leśnymi ludźmi. Jeszcze inni zapewniają, że jest to nazwisko żydowskie.
Bardzo możliwe, że młody Hitler znał sekrety swojej rodziny.

Otto Strasser powiada, że Adolf Hitler miał przyrodniego brata o imieniu, podobnie jak ich wspólny ojciec, Alois i tenże Alois pracował jako maitre w restauracji Hunt przy Postdamer Platz w Berlinie. Przy wielu okazjach Alois wspominał, iż mają wraz z Adolfem żydowskich przodków (!). Na dodatek posiadał on listy dziadka Żyda adresowane do panny Schicklgruber, które pochodzenie to potwierdzały. Zamierzał nawet sprzedać owe listy prasie w roku 1927 za, jak się spodziewał, większą sumę, ale zaalarmowany Adolf przy pomocy swojego adwokata, płacąc słono, w porę wykupił kompromitujące dowody, po czym kazał je spalić.


Takie pochodzenie mogło wprawić w kompleksy: w jego żyłach płynęła żydowska krew i to wiedeńskiego barona. Po wydaniu swych okrutnych dekretów skierowanych przeciwko żydowskiej rasie ryzykował, że ktoś z jej społeczności odkryje prawdę i zażąda, aby zgodnie z prawem, jego własnym, on sam został uwięziony, co wywołałoby wielki skandal.

Wiadomo też, że później uczynił wszystko, aby usunąć nawet najdrobniejsze dowody i był w tym względzie nadzwyczaj zapobiegliwy, do tego stopnia, że rozkazał pozacierać napisy na nagrobkach wszystkich zmarłych noszących nazwisko Hiedler oraz Hiittler. Ponadto wydał rozporządzenie, aby nikt nie zajmował się badaniem pochodzenia jego przodków i śmiertelnie znienawidził swoje rodzinne miasteczko.


Możliwe, że w owym wściekłym ataku na Żydów, a wcześniej w akcjach o charakterze antysemickim, znalazł ujście dla swych kompleksów i udręk. Ta zażarta odraza, charakterystyczna dla kogoś, kto odcina się od swych korzeni, być może świadczy o wyrzutach sumienia drążących jego świadomość. Bo czyż nie jest perfidią iście szatańską uczynić owym apokaliptycznym posłańcem, który siał będzie niezgodę pomiędzy ludźmi, aby przelewali krew i umierali w cierpieniach - pół-Żyda?

Serge Hutin twierdzi, że Hitler jest nazwiskiem pochodzenia czysto żydowskiego, którego ślady znajdują się „w żydowskiej mieścinie", miejscu urodzenia Hitlera, „stąd też pochodzi fantastyczna hipoteza, jakoby dyktator był Żydem żyjącym obsesyjnym rozpamiętywaniem śmierci i cierpienia Chrystusa i jego pragnieniem był ów holokaust, pomsta na swym ludzie."


Otto Strasser, jego najdawniejszy towarzysz, nigdy nie wątpił w żydowskie pochodzenie Hitlera. On też twierdzi, że kanclerz Dollfus oraz minister Schuschnigg wiedzieli o tym. Dollfus został zastrzelony w 1934 roku.

„Braunau - pisze Philippe Bernet - magiczne miejsce, miasto, któremu było pisane wydać na świat współczesne wcielenie Szatana w osobie Hitlera."

Natomiast sam Hitler mawiał, że było to małe miasteczko, „rodem z Bawarii, tylko że politycznie przynależało do Austrii". A Hitler miał obsesję na punkcie Bawarii. Jedną z jego ambicji było uzyskanie statusu obywatela Bawarii. Natomiast gardził Austrią, ojczyzną swoich przodków, których bardzo chciał zapomnieć.

A nad jego głową walczyły o lepsze rozmaite znaki.

Konjunkcja gwiezdna wskazuje, że urodził się pod znakiem Byka, podobnie jak Robespierre. Astrologowie dowodzą, że dominujący na początku tego znaku charakter żeński przechodzi we władczość i nieokiełznaną porywczość, co już oznacza działanie męskiej mocy popędliwego, straszliwego Mino-taura, u którego Hezjod odkrywa „pychę i porywczość nieujarzmionej bestii".
Byk symbolizuje grzmot, deszcz i księżyc. Starożytność łączyła byka z piorunem.

W Azji Mniejszej taurobol służył obrzędowi inicjacji za pośrednictwem ofiary krwi. W kąpieli krwi następowało odrodzenie; krew byka czyniła, iż poddany temu obrzędowi wchodził w życie duchowe, w życie nieśmiertelne.


Byka składano w ofierze ku czci boga Mitry, dlatego posiada on słoneczną rozetę pomiędzy rogami. Większość symboli związanych z bykiem oznacza śmierć. Czcili go Egipcjanie, a w Memfis obchodzono uroczyście święta, podczas których grzebano martwego byka. Niekontrolowana siła tego zwierzęcia prowadzi go do zguby. Według Paula Diela jego „przewrotna moc", jego dech „niszczącego ognia" rozsiewa wokół okrucieństwo i zło.

W roku 1895 celnik Alois Hitler kupił dom w Hafeld, w wiosce położonej niedaleko Lambach w Górnej Austrii. Sześcioletniego chłopca posłano najpierw do szkoły podstawowej w Fischlham, a następnie do klasztoru w Lambach.


Alois Hitler przeszedł na emeryturę. Był żonaty najpierw z Anną, potem z Franciszką, które umarły, a następnie z Klarą Doelzel, swoją kuzynką, która pracowała jako służąca, matką Adolfa. Kiedy się pobrali, on liczył sobie czterdzieści osiem lat, ona dwadzieścia pięć. Miał z nią pięcioro dzieci, troje umarło w dzieciństwie. Powiadano, że piekła wspaniałe ciastka z kremem, Adolf ogromnie je lubił i zajadał się nimi przez całe swoje życie.

Niedaleko Linzu, w kantonie Wels w Lambach nad rzeką Traun znajduje się opactwo benedyktynów założone w 1056 roku. Posiada piękny kościół z malowidłami barokowego artysty Joachima von Sandrat, ogromną biblioteką wypełnioną tysiącami ksiąg i wspaniałe sale ozdobione wielkimi renesansowymi obrazami. Do tegoż opactwa pod wezwaniem świętego Benedykta przybywały pielgrzymki z miejscowości nawet bardzo odległych.

Jak się wydaje, chłopiec całymi godzinami wpatrywał się w bizantyjskie freski i złocone gzymsy retabulum. Należał do chóru, a także grzecznie służył do mszy. Muzyka kościelna zawładnęła nim całkowicie. Śpiewał pod batutą nauczyciela muzyki, ojca Bernarda Griinera. Adolf nie krył się ze swoimi upodobaniami do życia klasztornego, zachwycały go wspaniałe ceremonie zakonników i wierzył, że jak już będzie duży, wstąpi do zakonu. Przez dwa lata uczył się w szkole klasztornej.

Chłopiec bez wątpienia zwrócił uwagę na rzeźby kazalnicy, skąd przeor wygłaszał swoje homilie, oraz na tajemnicze gammadiony i krzyże zakończone małymi kotwiczkami na stallach chóru - rzeczy zupełnie dla niego nowe. I oczywiście zapytał, co one znaczą.

Trzydzieści lat temu - odpowiedziano mu - Teodor Hagen, erudyta, hebraista, znawca astronomii, komentator Apokalipsy świętego Jana (odbył podróż do Jerozolimy i odwiedził wyspę Patmos, gdzie żył apostoł, a następnie wędrował po Persji, Arabii i Turcji) nakazał wyrzeźbić te znaki. Czyli w roku 1869, kiedy został opatem w Lambach.

Ojciec Hagen był kabalistą. Swastyka, „wirujący krzyż światła oraz starożytny emblemat ludów północnych", jest magicznym znakiem, znanym zarówno w Azji jak i w Ameryce Południowej. Znaleziono go również w ruinach Troi i na celtyckich men-hirach, podobnie nieobcy był Baskom i Aztekom.


Ten znak kultu słońca jest symbolem ognia, stworzenia i życia. Dysk Złotego Słońca, według hermetyków, odpowiada wartości numerycznej 4 alfabetu hebrajskiego, literze Aaleth, posłańcowi świata. Jego ramiona obracają się w lewą stronę, zgodnie z ruchem obrotowym Ziemi.
Natomiast kiedy swastyka jest odwrócona i obraca się w prawą stronę, symbolizuje wówczas Czarne Słońce, które swym wyznawcom zapewnia nadzwyczajną moc. Taki znak, kierując swe siły przeciwko naturalnemu ruchowi obrotowemu Ziemi i przeciwstawiając się Złotemu Słońcu Życia,sieje pożogę i śmierć.
Ów symbol ludzkiej pychy, buntu przeciwko władzy niebios - jak w przypadku zuchwałych budowniczych wieży Babel - odpowiada w Kabale liczbie 6. Właśnie ten emblemat rozmyślnie wybrał diaboliczny opat astrolog. Mały Adolf będzie nań patrzył, zastanawiając się nad znaczeniem wirujących pajęczych łap złonośnego znaku, który przywędrował aż tutaj z odległych czasów pogaństwa. Ojciec Hagen miał ów znak w swoim herbie, a także w pierścieniu przysługującym godności opata.
Chłopiec słuchał wyjaśnień przeora Johanna Lan-za, entuzjasty mitów germańskich, który twierdził ponadto, że owe kabalistyczne krzyże dały początek jego inicjacji. W klasztornej bibliotece, dzięki staraniom ojca Hagena, znajdowało się mnóstwo ksiąg na temat wiedzy tajemnej oraz symbolu zwanego swastyką.

Rozpoznajemy w niej - wyjaśniał - prapoczątek Zoharu, transcendentalne koło Ezechiela, rotę ka-balistów, tarot magów i Cyganów, znak wiedzy tajemnej, która rozwijała się w wieku XI wraz ze sztuką i żeglarstwem. Potem nadeszły złowrogie czasy despotyzmu, walk o wolność, wojen, represji i klęsk. Niedługo - powtarzał słowa słynnego opata Trithemiusa - nadejdzie królestwo mądrości i działania, które są owymi siłami, jakie zapanują nad słońcem królestw najwyższych.


Swastyka, emblemat magiczny słońca - wyjaśniał dalej ojciec Lanz zadziwionemu Adolfowi Hitlerowi -jest zarazem świętym symbolem mędrców tybetańskich. A kościół Paura Kirche w Lambach także ma swoje tajemne znaczenie: jest zbudowany w formie trójkąta, posiada trzy dzwonnice, trzy portyki, trzy rozety i trzy ołtarze - to masońska idea trójni.

Benedyktyni nauczali chłopca, obdarzonego, jak się wydaje, żywą wyobraźnią i wręcz chorobliwą wrażliwością, jeśliby sądzić po jego wyglądzie i fizycznej budowie ciała, że otaczają nas siły niewidzialne i że, zgodnie ze słowami świętego Jana, w nich to czyha diabeł i zarzuca swe sieci. Zafascynowany chrześcijańskim okultyzmem przeor opowiadał o życiu słynnego opata ze Sponheim, benedyktyna Trithemiusa, duchowego spadkobiercy Alberta Wielkiego i Arnolda de Villanova, którego porad astrologicznych zasięgali przybysze z odległych krajów. Opat był adeptem Basila Yalentina, głośnego alchemika, poszukiwacza kamienia filozoficznego, owego rubinu alchemików różokrzyżowców. Parę lat później, kiedy studiował w Wiedniu, wciąż nosił przy sobie rycinę pieczęci Basila Yalentina przedstawiającą żmudną drogę Wielkiego Dzieła.

Na nieszczęście opat Trithemius został w roku 1503 oskarżony o uprawianie magii i wtrącony do więzienia - on, który twierdził, że w sprawach wiedzy tajemnej niebezpieczna jest nie sama wiedza, ale praktyka. W swej Kronice więziennej opat klasztoru w Sponheim zamieścił wspaniałe opowiastki magiczne: jedną z nich poświęca złotemu nosowi Karola Wielkiego, druga opowiada o fleciście, który głosem swej zaczarowanej fujarki zwabia wszystkie dzieci z miasteczka nad rzekę, a następnie topi je. W innym niesłychanie uczonym dziele Poligrafia kabalistyczna, zaczytanym przez braciszków z Lambach, snuje rozważania na temat cudowności Kosmosu, który ma swój odpowiednik w organach wewnętrznych człowieka będącego cząstką miłości Uniwersum, jaką tchnęła weń boska wola Stwórcy. W swej Steganographii uczy sposobów przywoływania duchów według tajemnych przekazów zawartych w Biblii. Tego rodzaju księgi benedyktyni czytali z wypiekami na twarzy.

Niezwykły opat czarnoksiężnik - dodawał przeor z Lambach - był mistrzem młodego Johanna Fausta, zwanego „Doktorem Faustem", który tak niesławnie zakończył swą działalność tu na Ziemi. Bo jak ktoś zawiera pakt z diabłem, skazuje swą duszę na wieczne potępienie, jak to się przydarzyło słynnemu studentowi z Heidelbergu i jeszcze jednemu z Kundlingen, licencjatowi w czarownictwie.


Kabalista Johann Lanz szybko zdobył sławę i uzyskał decydujący wpływ na Adolfa Hitlera, ogromnie zafascynowanego gammadionami benedyktyńskiego klasztoru, w którym z taką pobożnością śpiewał podczas mszy.

Wagnerowskie fantazje

We wrześniu 1898 roku emerytowany celnik Alois Hitler postanowił raz jeszcze zmienić miejsce zamieszkania i kupił dom w Leonding, jeszcze bliżej Linzu. Żegnaj gościnny klasztorze, żegnajcie śpiewający braciszkowie.

A więc syn poszedł do szkoły w Linzu.

W tamtym czasie Linz było małym miasteczkiem liczącym 50000 mieszkańców, w którym służbę bożą pełnił biskup, a władzę państwową sprawował gubernator prowincji. Jeździł już tramwaj i zaczynało się mówić o założeniu gazu i telefonu. Ludzie chodzili do katedry słuchać koncertów An-tona Brucknera, znanego kompozytora i przyjaciela Augusta Góllericha, muzykologa. Na jego festiwale przybywano tłumnie.

Właśnie tam, w ciemnościach katedry, chłopiec doznał olśnienia, jakie może spowodować czar muzyki.

Czekała go jeszcze jedna rewelacja: na dwunaste urodziny ojciec zaprowadził go do teatru. Grano Wilhelma Telia Schillera i to było wspaniałe. Ale najbardziej podobał mu się Lohengrin Ryszarda Wagnera. Od tamtego pierwszego razu robił wszystko, żeby tylko uzyskać od swych profesorów darmowe bilety do teatru. Ta pasja nie opuściła go do końca życia.

Piękno symfonii wagnerowskich zawładnęło nim bez reszty. Były niczym ogień, który palił od wewnątrz.

W późniejszych latach, nadawszy swej twarzy wyraz zamyślenia, Hitler poważnym tonem wyzna pani Wagnerowej:

- Wszystko zaczęło się w tamtej chwili.

Było to objawienie z Innego Świata.

Jean Mabire pisał, że od tamtej pory Hitler „zamienił siew kogoś, o kim pewne sekty powiadają »nawiedzony«. Naprawdę słyszał »głosy«. Nazywał Opatrznością to, co dla Joanny D'Arc w sytuacjach nadzwyczaj podobnych było »świętą Genowefą« lub »świętym Michałem«. Nie jest ważne, czy te głosy pochodzą od Boga czy tylko od człowieka, ważne jest, aby być im posłusznym". Bez wątpienia Jeano-wi Mabire znany jest fakt, iż Joanna D'Arc została skazana przez sędziów kościelnych na stos jako opętana czarownica.


Muzyka Wagnera odkrywała przed Hitlerem wielkie dziedzictwo tradycji Germanii, nieokiełznaną symbolikę tysiącletnich przekazów, porywała do czynu, budziła wolę walki. I to było olśnienie, oczarowanie, odwrót do świata snów. Wotan go zafascynował. Profesor Otto Hoffler pisał: „Najbardziej wielbionym bogiem Germanów był Pan demonicznego opętania, Wotan. Wotan to dziki bóg opętania, boski Pan ekstatycznych Mannerbiinde, porywczy bóg Wojny i Burzy, Zniszczenia i Śmierci, Gniewu i Czarów, Masek i Ofiar Ludzkich."

Było to dla młodego człowieka znamienne odkrycie; muzyka wagnerowska niczym trucizna sączyła mu się do krwi przez całe lata. Smok zwyciężał Zygfryda.

Głęboki musiał być ów wstrząs emocjonalny, skoro Adolf oświadczył ojcu, że postanowił poświęcić się sztuce i zostać artystą. Celnik rozeźlił się okrutnie. Pragnął dla swojego syna prawdziwej kariery, w administracji, bowiem tylko urzędnik państwowy ma byt zawsze zapewniony i może z godnością zażywać dobrodziejstw emerytury. Chłopiec sprzeciwił mu się. Ale ojciec nie zaprzestawał grozić: albo wstąpi do klasztoru, tak jak obiecał to benedyktynom, albo rozpocznie karierę urzędniczą i zostanie celnikiem.

A ponieważ posiadał pewne zdolności plastyczne - potrafił rysować i malować - całymi godzinami przesiadywał w muzeum w Linzu. Konflikt z ojcem trwał kilka lat. Hitler pisał: „Nie chciałem zostać urzędnikiem. Nie i jeszcze raz nie!" Wiele razy dał dowód swej niezłomnej woli, nie ustępując takiemu samemu uporowi ojca. „Artysta! Nie! Nigdy, dopóki ja żyję!" i celnik wybuchał niepohamowaną wściekłością. Obaj Hitlerowie mieli okropne charaktery. „Myślę, że on był szalony", stwierdzi później Adolf.

Chłopak zaczął opuszczać się w nauce i wielokrotnie trzeba było zmieniać mu szkołę. Spotykało go niepowodzenie za niepowodzeniem, później napisze, że jego nauczyciele byli ludźmi niezdolnymi, a nawet „anormalnymi, żeby nie powiedzieć chorymi umysłowo". Profesor Edward Huemer zaświadczy w swoim czasie, że młodzieniec był „kłótliwy, samowolny i uparty, kapryśny i niezdolny do poddania się dyscyplinie szkolnej". Ze swojej strony Hitler stwierdził, że Huemer cierpiał na „wrodzony kretynizm".

Kiedy ojciec zmarł w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, 3 stycznia 1903 roku, Adolf był nareszcie wolny. Jeszcze uczył się przez pewien czas w szkole w Steyer, ale potem przyjechał do matki z postanowieniem, że zostanie artystą. Nie zgodził się na podjęcie żadnej pracy, ani też nie zamierzał zdawać egzaminów maturalnych, czym doprowadził matkę do rozpaczy. Do dziewiętnastego roku życia nic nie robił, szwendając się i nabijając sobie głowę fantazjami.

Ale oto nieoczekiwanie zaczął czytać i uczyć się. Zapisał się do biblioteki w Linzu i został stałym bywalcem muzeum. Tworzył wierszyki i żył w nieustannej euforii, co zapewniało mu doskonałe samopoczucie. Jego młody przyjaciel, August Kubizek, opowiadał, jaki był Hitler przez te cztery lata, zanim pojechał na studia do Wiednia, czyli kiedy już skończył dziewiętnaście lat. Gusti, syn tapicera, pomagał ojcu w pracy i studiował muzykę - potem, po ukończeniu Konserwatorium w Wiedniu, zostanie dyrygentem.

Gusti pisał o zapalczywości Adolfa, jego ambicjach artystycznych i ekstazie wywołanej muzyką Wagnera. Nie opuścili żadnego spektaklu w operze. Z pewnego rodzaju bojaźliwością mówił Kubizek o kryzysach nerwowych swojego towarzysza manifestujących się nagłymi wybuchami płaczu albo złości, o jego kompleksach, ulotnych ambicjach, pasji poszukiwania transcendencji. W wieku osiemnastu lat Hitler uważał się za odkrywcę świata... i wielu innych rzeczy.

Zachwycał go zawód malarza, rzeźbiarza, architekta. Któregoś dnia poszedł do teatru w Linzu na operę Wagnera Rienzi i oszalał.

Rozmach w rozwoju akcji opowiadającej o wyniesieniu i upadku trybuna rzymskiego, niezwyczajna moc orkiestracji wagnerowskiej wzbudziły w nim entuzjazm, który niemal pomieszał mu zmysły.

Jego przyjaciel Gusti - był biedny i też pragnący zostać artystą - opowiedział potem, jak wielkie wrażenie wywarł na nim niepokój Adolfa, który podczas całego przedstawienia to bladł, to wykrzywiał twarz, jakby był nienormalny.
„Stanął naprzeciwko mnie. Chwycił za ręce i uścisnął, co nie należało do jego obyczajów. Oczy błyszczały mu gorączkowo. Nie mówił tak jak zawsze, rozwlekał słowa, ucinał je, chrypiał. Nigdy nie słyszałem, żeby kiedykolwiek mówił w ten sposób. Było w tym coś niezwykłego, coś, co mnie zdumiało, bo przecież nigdy nie widziałem go w takim stanie, choć nieraz był mocny podekscytowany. Jakby ktoś inny mówił jego ustami, a on tylko, podniecony i zadziwiony, słuchał wychodzących z jego własnych ust słów, które niczym rozszalałe wody rozrywały oporne tamy. Pod wpływem jakiejś wielkiej inspiracji wywoływał niezwykłe obrazy z przyszłości, jego własnej i przyszłości naszego kraju. Mówił o jakimś urzędzie, który otrzyma od narodu, aby oswobodzić go z jarzma i poprowadzić ku szczytom wolności."

Tak podziałał na niego Rienzi. Natomiast przyjaciel Adolfa, osłupiały, uczestniczył w odkryciu odmiennego stanu świadomości u młodego Hitlera, ten zaś zaraz powiedział, że chce zostać sam, po czym powędrował do lasu, aby w wietrze i promieniach księżyca odnaleźć głos, który wcześniej dobywał się z jego krtani. Kubizek powiada: „Adolf znajdował się w stanie bliskim szaleństwa, napięty do granic wytrzymałości, wzburzony, z głową pełną jakichś niezwykłych fantazji".


Wiedeńskie zloczarzenia

No i pojechał do Wiednia. Sen spełniał się: zwiedzanie muzeów, monumentalnych budowli, pochłanianie książek w bibliotekach.

Pierwszy pobyt w Wiedniu odcisnął się na nim mocnym piętnem. Odkrył radość, jaką może dać obcowanie ze sztuką i uczestniczenie w przedstawieniach teatralnych; podniecał się wspaniałymi spektaklami Tristana i Izoldy oraz Okrętu widma w Operze. Wielka mitologia Ryszarda Wagnera napełniała go nostalgią i kusiła tajemnicą. Wyznał, że dzięki niej poznał „uczucie wzniosłości".



  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   21


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna